środa, 13 sierpnia 2014

weganka w Kłodzku

Od bardzo dawna chciałam jechać do Kotliny Kłodzkiej i zobaczyć takie miejsca, jak Bardo czy Kłodzko, bo zazwyczaj po prostu przez te okolice przejeżdżałam w drodze do Czech. Polski bus pełzł przez karkonoskie krajobrazy, a przez okna narzucały się lasy, góry, wąwozy i strumienie; okolica ewidentnie warta zatrzymania się na trochę.

W napadzie szaleńczo dobrego humoru zadecydowaliśmy spędzić w Kłodzku dwie noce, pierwsze dwie noce naszej podróży. Decyzję tę przeklinaliśmy potem po wielokroć, bo 1. W Kłodzku cały czas lało, lało tak, że sukienka schła dwa dni, rozmiękały pieniądze w portfelach, a klapki z trzciny nadawały się do wyrzucenia, 2. nie było specjalnie co jeść, ale tu w sukurs przyszedł nasz ziomek E.Leclerc, do którego było 3km w ulewie, ale miał jogurty sojowe i piernik wegański.

Mimo paskudnego deszczu Kłodzka nie odradzam, a wręcz polecam, choć może nie na dwa dni i dwie noce.

Typowa dla Dolnego Śląska architektura domów wielorodzinnych.
Kamienice, którym spod resztek tynku wyłazi nieskromnie cegła.
Mordercze wzgórza, w górę, ostro w dół, i jeszcze raz w górę.
Żadnej komunikacji miejskiej w 30-tysięcznym mieście.

Kłodzko żąda prawdy o katastrofie pod Smoleńskiem.

Kłodzko, trochę z powodu stopnia zniszczenia/zaniedbania i otoczenia przez góry, przypomina mi słowacką Levocę, w której byłam w maju. W mniejszych uliczkach spokój, okna zabite dechami, pustostany, bezpańskie psy.
Z jednej strony - widać, że miasto umiera (umarło?), że ludzie stąd wyjechali, bądź codziennie pokonują 100km do Wrocławia do pracy i wracają tylko się przespać, że nie zapewniono mieszkańcom możliwości, nie mówiąc o infrastrukturze. Z drugiej - wygląda jak nietknięte od trzydziestu lat ręką tak zwanej modnej rewitalizacji (która często równa się gentryfikacji), co jest cenne. Nikt nie "udaje Europy", jest mnóstwo małych sklepików z różnych branż, spokój.
Młynówka, kanał Nysy Kłodzkiej (poprawcie mnie, jeśli nie mam racji).

Kurtka z Pan Tu Nie Stał zupełnie się nie sprawdziła w ulewie, no, ale sama nazwa wskazuje, że jest na "mżawkę".
Jedyna obiadowa opcja wegańska w Kłodzku - pizza w Da Grasso. Tanio i pożywnie.

9 komentarzy:

  1. hehe! Ja mam duży sentyment do Kotliny Kłodzkiej. Kiedyś, za dzieciaka dużo tam jeździłam i teraz od kilku lat znowu tam bywam. Zimą na deskę, latem posnuć się po okolicy. Ostatni raz samo Kłodzko dało mi w kość, kiedy musiałam spędzić w nim 3 godziny w drodze na wyjazd na dechę i zupełnie nie miałam, gdzie się podziać i co zjeść. Ale jak świeci słońce to wszędzie jest git ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne i zimne? Patrząc na te zdjęcia mam wrażenie, że to miasto ma specyficzny klimat. Zapragnęłam tam być.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, uwielbiam tamte rejony, jest prawdziwie dziko, a jak pojedzie się z miasta na wieś, napotyka się na wiele poniemieckich domów, często jeszcze z napisami w gotyku, zapomniane stajnie, dworki, zapuszczone i zdziczałe sady owocowe - magia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten region tak ma. Akurat-rejon domu moich rodziców. Kiedy zaczyna padać nie może przestać,a psy ledwie z domu za potrzebą wyjdą. Kiedy świeci słońce- chce sie żyć i zaczyna się robić pięknie.
    Małe miasteczka obok kłodzka niby wymarłe,niby bez młodych,ale jednak jacyś mieszkańcy są,życie płynie wolniej,jest taniej(!).Akurat na wsie w okolicy sprowadza się masa ludzi(włącznie z moimi rodzicami). Specyficzny klimat. Góry sowie i suche. I wszystko dojrzewa później jak to w górach;)
    Te widoki,te domy. Z fundamentami z XIX wieku,z cegłą. Domy w piwnicach których znajduje się cuda-od poniemieckich kredensów,niemieckich książek z dawnych lat po potłuczona porcelanę czy całkiem użyteczne garnki. Nie wspomniawszy o znalezionym w sianie poniemieckim hełmie czy starej zakopanej tam broni :O

    A samego kłodzka nie lubię. Wole juz nowa rude. A to temu ze w Kłodzku nie raz na dworcu głównym sie przesiadałam na pociąg do Czech czy do Wrocławia i człowiek czekal bez możliwości kupienia chociażby głupiej wody mineralnej :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Głównym nic nie ma, ale na Kłodzko Miasto jest automat z napojami, co pożera rękę, gdy chce się wyjąć zakupioną butelkę :)

      W Górach Sowich byłam ponad 10 lat temu, było pięknie, ale tragicznie pogryzły mnie mrówki.

      Usuń
    2. Będąc w Kłodzku polecam podjechać do Polanicy Zdrój. Tutaj [mówię tutaj, bo to właśnie tu mieszkam] jest przepięknie. Dużo parków, deptak, pełno fontann, punkty widokowe. 'Urodowo' Kłodzko się do nas umywa.
      Ogólnie polecam taki trip po Kotlinie.

      Na Głównym w Kłodzku również są automaty, ale kiepsko ulokowane i jeżeli ktoś nie wychodzi wyjściem bezpośrednio na perony to ich po prostu nie zauważy.

      Usuń
  5. uwielbiam Twoje podróże :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o transport z Kudowy do Nachodu serdecznie polecam stopa. Ostatnio odkryłam stopa na nowo - tym razem podróżuję z psem i dwa weekendy temu wybraliśmy się do Pragi przejeżdżając przez Kudowę - Nachod i na tej trasie nie trudno o stopa.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...