środa, 20 sierpnia 2014

weganka w Czechach - Hradec Kralove

Po dwóch dniach w deszczowym Kłodzku udaliśmy się pociągiem do Kudowy, skąd przeszliśmy na piechotę do Nachodu. Fakt, że dwa sąsiadujące, a podzielone granicą miasta nie są w żaden sposób ze sobą skomunikowane, nawet niechby to już była sieć prywatnych busików, uważam za skandaliczny.
Pięć kilometrów marszu po drodze szybkiego ruchu, w dużej mierze bez chodnika, z plecakami.
Po czeskiej stronie niezbędne zakupy w Albercie (deser Alpro o smaku ciasteczkowym! Birell nealko! holenderskie wafle z syropem!), dwie przesiadki i České dráhy szczęśliwie dowiozły nas do Hradca, najładniejszego miasta tej wyprawy.


Park w Hradcu, fontanna z nietypowym kolorem wody. O tej porze (była 17, na nogach od 7, cały czas w drodze) było mi już wszystko jedno, choć wokół architektonicznie i kulturalnie działy się rzeczy ciekawe.




Hradec to miasto zaprojektowane z pomysłem. Duże, a nie zatłoczone, pełne placów o modernistycznym kształcie, kamienic w stonowanych barwach i - przede wszystkim - miało szczęście mieć Josefa Gočára, a on zrobił z niego perłę czeskiego kubizmu (w sumie nie lubię, gdy się mówi, że coś jest perłą czegoś, a coś innego "Paryżem północy", ale czasem wytarta metafora jest najtrafniejsza).
Hradec leży u zbiegu Orlicy i Łaby.

Rozległe stare miasto, puste ulice (wiem już, że w Czechach zawsze będzie mniej tłoczno, niż u nas, a mimo to zawsze jestem zdumiona, że w tramwajach są wolne miejsca, w kawiarni wolne stoliki, a na ulicy nikogo - sprzyja temu też bardzo wczesne zamykanie sklepów).
Monumentalny budynek sądu okręgowego.

Galerie moderniho umeni, czyli galeria sztuki współczesnej.
Spójrzcie na tę bryłę! Goczarowski cud z kamienia, z secesyjnym liternictwem. To Muzeum  Východních Čech, zwane też East Bohemian Museum, czyli po prostu muzeum Czech Wschodnich.





Pomnik wielkiego krakersa...a tak naprawdę to nie wiem, czego (lub kogo).
Małe sklepiki ze wszystkim, czynne do wczesnego popołudnia, bez polskiego szału na zakupy o 21 lub w weekend.
Znów Gocar i jedna ze szkół jego projektu. Lata XX.

Panelaky, trochę prawdziwego miasta.
Dom starców (Dum harmonie).


Tu nocowaliśmy - w bardzo siermiężnym akademiku. Wyposażenie pokoju a la lata siedemdziesiąte, linoleum, malowane na olejno szafy wbudowane w ścianę itp., za to łazienka po remoncie.
Biblioteka.
Ja i Tomasz Masaryk na wspaniałym placu jego imienia, który zaprojektował mu oczywiście Gocar (wiem, że Masaryk był protekcjonalny w stosunku do Polaków i handryczył się o kwestie Zaolzia, stąd mój brak entuzjazmu na zdjęciu).
Widzieliście kiedyś kościół w zabudowie zwartej?

Jeśli chcecie zjeść w Hradcu coś wegańskiego, polecam lokal o nazwie Jidelna Bazalka na ulicy K.h. Mahy - http://www.bazalkahk.cz/jidelnicek Bardzo tanio można zjeść rzeczy bezmięsne, beznabiałowe i raw. Pierwszy raz zjadłam surową kanapkę i nawet mi smakowała (oczywiście poprawiłam gulaszem i zupą z groszkiem i parówkami). Bar jest w stylu "mlecznym", nic wyszukanego, jak to w Czechach. I bardzo dobrze.
Na starym mieście jest również dobrze zaopatrzony sklep ze zdrową żywnością. Jogurty z galaretką, maślanka, sery, batony karobowe, seitan, tempeh!

W następnym wpisie jedziemy do Jicina i Trutnova, a potem do Wrocławia.

13 komentarzy:

  1. A propos kościołów w zwartej zabudowie - w Warszawie jest ciekawy przykład przy ul. Czarnieckiego; na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły szeregowiec http://images.polskaniezwykla.pl/user/item/366739.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Nietypowe.
      To rzymskokatolicki?

      Usuń
    2. W Kaliszu jest kościół garnizonowy w zwartej zabudowie, a poza tym to napotkałam tu i ówdzie na wiele takich kościołów, np. we Włoszech albo Francji, a w Holandii za to częste są "ukryte kościoły" wybudowane na podwórkach, bo swego czasu praktykowanie katolicyzmu było tam zakazane, no ale pragmatyczni Holendrzy uznali, że co z oczu, to z serca ;)

      Usuń
  2. Te foty bez tłumów na ulicach są niezwykłe ( i nietypowe dla mojego Krakowa ) Czekam zatem na dalszy ciąg opowieści ...

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Już myślałam, że nie będzie tym razem relacji z wyjazdu :)
    A do Nachoda z Kudawy też szliśmy kiedyś pieszo w pewne grudniowe popołudnie, mieliśmy nadzieję złapać stopa ale nie szło. Na szczęście był powrotny autobus. Bardzo mi się podobało to miasteczko, pustki, zamek na wzgórzu, mrok.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, bez zdjęć jedzenia? A może mi się w telefonie nie wyświetlają? :D
    W Warszawie chociażby kościół św Krzyża na Krakowskim ;)
    Architektura rzeczywiście ciekawa, na pewno warta obejrzenia na żywo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tej podróży nie mam żadnych zdjęć jedzenia :)
      Wynika to z faktu, że tylko w Hradcu była odpowiednia knajpa, poza tym jadłam frytki, sajgonki, kanapki itp. Mogę pokazać nędzne tofu z ryżem z czeskiego centrum handlowego.

      Usuń
  5. Przekonałaś mnie, że to fajne miasto, warte odwiedzenia. Do Masaryka nie miej pretensji, miał on swoje racje...
    Spytałaś: "Widzieliście kiedyś kościół w zabudowie zwartej?" Odpowiedź brzmi: tak, widziałam, w moim rodzinnym Poznaniu jest katolicki kościół w mieszczańskiej kamienicy Świdwów-Szamotulskich przy ulicy Żydowskiej (tak podaje przewodnik, ja chodzę tam "na pamięć"), którego historia sięga przełomu XIV i XV wieku. Sama dowiedziałam się o nim dopiero przed rokiem (wcześniej wielokrotnie przechodziłam obok budynku, który wcale nie rzuca się w oczy, wygląda na pierwszy rzut oka jak zwyczajna kamienica; dopiero, gdy skupisz na nim wzrok i przyjrzysz szczegółom - okazuje się jasnym, że to kościół!)
    Wiem, że są też i inne kościoły w zwartej zabudowie, na pewno widziałam takie we Włoszech i Francji, ale szczegółów nie przytoczę. Zapraszam do Poznania, naprawdę warto! I wegańskie żarełko się znajdzie:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przynajmniej dwa razy do roku :) Bardzo lubię Poznań, zwłaszcza Śródkę i Jeżyce.

      Usuń
  6. Tyle razy tam byłem, a kosmicznego muzeum nie widziałem nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szliśmy po prostu jakaś edukacyjną ścieżką dla turystów, prowadziła od jednego zabytku do drugiego (wybraliśmy wersję "czeski modernizm" czy coś, bo były też inne).

      Usuń
  7. Pamiętam, że jakiś czas temu między Kudową a Nachodem jeździły właśnie prywatne autobusy, może nie zawsze z wybitną częstotliwością, ale jednak. Nie wydaje mi się, żeby nagle z tego zrezygnowano, szczególnie, że idzie na internecie znaleźć (podobno) aktualny rozkład jazdy - może przyda się na przyszłość: http://www.portal.idos.cz/Data/pdf/L000158_131215_139796.pdf :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo się przyda!
      Jeżdżą jak widać dość rzadko, 5 km idzie się około godziny i w tym czasie żaden nas nie minął. Też mi się nie chciało wierzyć, że nie ma.

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...