wtorek, 6 maja 2014

weganka na Słowacji - Żilina

Trzecia moja podróż po Słowacji, za każdym razem bardzo intensywnie, kilka miast i wyciskanie z każdej chwili setek wrażeń, zapachów, zdjęć. Ktoś do mnie ostatnio napisał, że zamiast przedmiotów zbieram wspomnienia, i było to cholernie ładne i nawet zgodne z prawdą.


To zdjęcie oddaje w dużej mierze moje wrażenia na temat Słowacji. Może powierzchowne, może turystyczne, ale jednak nieodparte - to kraj, który stracił na zmianie waluty na euro, w którym odnawia się z grubsza centra starówek, a po skręceniu w boczną uliczkę ukazuje się naszym oczom widok jak z Belgradu czy Zagrzebia (co nie znaczy, że brzydki), odpada tynk, nikt nie kosi trawy, przystanki są zardzewiałe, a ceny wysokie.
Klimat typowy dla Europy Centralnej i Wschodniej - ludzie z torbami na dworcach, dziury w chodnikach, potłuczone butelki, pustostany, witryny zabite dechami obok lśniących centrów handlowych. Lukier na biedzie, a nad tym wszystkim powiewają flagi unijne.


Plan obejmował zwiedzenie Żiliny, Levočy i Koszyc w pięć dni, więc był dość napięty i nie powiem, żebym odpoczęła, ale nie taki był cel tego wyjazdu. 
Było nim poddanie się ulubionemu stanowi, czyli bycie w podróży, w oderwaniu od przaśnej codzienności ( a raczej próby wpasowania się w czyjąś przaśną codzienność), bycie trochę nieadekwatną, trochę z boku, a jednocześnie wewnątrz.
Udało się. Nie mogło być lepiej, choć gumowe buty zmasakrowały mi nogi, choć niedzielny powrót do domu przez trzy kraje w tłoku był mordęgą, choć trzy z czterech wege knajp, jakie znalazłam na vegetarian.cz nie istniały (nie ufajcie tej stronie).


Dziś relacja z Żiliny, 85-tysięcznego miasta w północno-zachodniej Słowacji.



 
Szukana restauracja okazała się nie istnieć i wylądowaliśmy w azjatyckim all you can eat, gdzie były dwa dania z tofu i duszonymi warzywami. Piwo większe od mojej głowy.



9 komentarzy:

  1. Nie wspominałaś czasem kiedyś, że nie pijesz alkoholu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz, Magda, jednak trzeba pisać: mleko roślinne, wędlina sojowa, piwo bezalkoholowe ;)))
    Świetne zdjęcia, fajna relacja, jak zwykle dobrze się czytało. I nie masz pojęcia, jak miło mi się zrobiło na samym wstępie - bo to ja o tych wspomnieniach zamiast przedmiotów ośmieliłam się pisać.
    Uśmiechy ślę, Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba trzeba:) Dla mnie piwo bezalkoholowe to jest utrapienie kierowcy. W polskich knajpach są tylko butelkowane 0,3l, które kosztują przynajmniej tyle, co 0,5l normalnego i do tego boli mnie po nich brzuch.

      Lubię, jak w ofercie są podpiwki albo kwas chlebowy, ale to tylko w knajpach, gdzie jest większy wybór niż Lech z kija i Desperados z butelki.

      Usuń
    2. W Czechach i na Słowacji wszędzie masz piwo bezalko w dużych butelkach i w normalnych cenach (jak za alkoholowe), a w wielu miejscach również lane bezalko. Super jest tak iść sobie na obiad o 12 i wypić do tego piwko :)

      Usuń
  3. Hej, dziewczyny (i może chłopaki?), a co by się stało, gdyby raz wypić normalne (znaczy alkoholowe) piwo w kraju piwa? Czy wolno byłoby Autorkę za to krytykować? Przecież to wolny wybór, alkohol nie jest zakazany, można zmienić zdanie i preferencje, prawda?
    A swoją drogą - fajnie, że można tam łatwo wypić bezalkoholowe piwo. Mam nadzieję, że smaczne było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, żałuję, że spytałam.

      Nie znam zbyt wielu abstynentów i zastanawiałam się czy Magda jak część przekomarza się, że nie pije, a w rzeczywistości jest inaczej.

      Usuń
    2. Piwo bezalkoholowe jest bardzo smaczne, zwłaszcza w wersji czeskiej i słowackiej (polskie też bywają ok, ale marny wybór - polecam Tesco Free i Ambrosius Free w puszce. Jest też nowość - Warka Radler cytrynowa 0,0%, występuje w butelkach i w puszkach).

      Usuń
  4. Chińskie żarcie wszędzie wygląda tak samo dzięki czemu możemy poczuć się jak w domu mimo, że to nie nasze :) Czyli zupełnie jak Słowacki z afrykańskimi bocianami :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...