środa, 7 maja 2014

weganka na Słowacji - Levoča i Spišská Nová Ves

Drugi i trzeci dzień wyprawy to z grubsza zaplanowane zwiedzanie Spisza. W samej  Levočy byłam w 2000 roku, podczas spontanicznej późnolistopadowej podróży po północnej Słowacji z ówczesnym chłopakiem (teraz wydaje się to niemożliwe - nie było internetu, komórek, nie mieliśmy map; po prostu przyjeżdżaliśmy do jakiegoś miasta i szukaliśmy dalszych połączeń).
Miasto zapamiętałam jako malutkie, bardzo ładne i położone na morderczym wzgórzu. Nadal takie jest, ale sprawia wrażenie opuszczonego i smutnego - to taki typ miasta, do którego autokar niemieckich emerytów wjeżdża na godzinę, robi grupową fotkę pod kościołem/ratuszem, kręci kamerą film, którego nikt nigdy nie obejrzy, je lody i jedzie dalej, bo nie ma co robić i jakoś tak biednie.
Jak nie ma co robić i jakoś tak biednie, to oczywiście w takim miejscu nocujemy.


Do  Levočy nie dociera już pociąg (jeździł, ale oczywiście zlikwidowano), więc z Żiliny trzeba jechać do Novej Vsi i tam przesiadać się na tak zwany eurobus - niewielki lokalny pks, który za 90 centów dowozi nas te 12km przez słowackie pagórki.

Romska wieś po drodze, sfotografowana z autobusu.
Historia poszukiwania zarezerwowanego noclegu okazała się dość zabawna, choć na początku było dramatycznie. Przepięknie opisany po angielsku i sfotografowany na stronie internetowej pensjonat okazał się zamkniętą na głucho bramą. Otworzyłam z rozmachem pobliskie drzwi, a tam dwóch dość przerażających dziadów raczyło się wódką. Po krótkich problemach komunikacyjnych wytoczył się kolejny dziad - wielki i z bielmem na oku. Okazał się jednak łagodny i pomocny - zadzwonił do pani prowadzącej noclegi i poinformował ją, że kurva, Polaki na ubytovanie. Pani przyjechała, zaprezentowała lokal, który okazał się pięterkiem prywatnego mieszkania i nawet zeszła z ceny.
Na powyższym obrazku wspólna kuchnia noclegowni. Jak widać, Słowacja jest bardzo religijnym krajem i, tak jak w Polsce, widać to na każdym kroku. Kościoły są otwarte (choć wyznań jest więcej), wiele razy napotkałam toczącą się mszę, przybrane kapliczki i krzyże, kilka ulic Jana Pawła II, a nawet ciekawe zjawisko - kierowca autobusu miał na pulpicie sterowniczym pismo święte.
To duży kontrast w stosunku do Czech, gdzie panuje powszechne zateizowanie, kościoły są zamknięte i nie można ich nawet zwiedzić, a jeśli już coś stoi, to zbór husycki.


 Levoča składa się z dużego rynku, na którym znajduje się kilka robiących wrażenie budowli, m.in mini sukiennice, oraz z plątaniny małych uliczek pnących się w górę i w dół, bardzo często pustych i zaniedbanych. Wokół wzgórza i bloki (znów nietypowe dla Polski - u nas nie buduje się wieżowców w 10-tysięcznych mieścinach).


W  Levočy nie dało się nic ciepłego zjeść, był 1 maja, który na Słowacji również jest świętem. W Billi nabyliśmy te oto sojowe parówki chilli i cudowną pastę czosnkową w tubce oraz bułki. Piwo było otwarte :)

A to już Spišská Nová Ves - kapitan Nalepka, verny syn ludu.

Przypadkiem odkryliśmy tam wegetariańską restaurację, gdzie zjadłam panierowane tofu i ziemniaki z surówką.
Udało mi się dorwać bardzo tanie serbskie medaliony czekoladowe z nadzieniem orzechowym. W Polsce mamy takie czekoladki, ale miętowe, a z orzechami smakują o wiele lepiej.

Czeka was jeszcze ostatnia, najdłuższa część opowieści.

4 komentarze:

  1. Bylam w Levočy kilka lat temu w zimie i zapamietalam ja jako ladne, ale wymarle miasteczko. Patrzac na Twoje zdjecia i czytajac opowiesc widze, ze poza pora roku nic sie tam nie zmienilo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. poległam :D. gość niezły :D. eh. a ja mieszkałam blisko 'spisskiej starej vsi' ;) ponoć najmniejsze miasto słowackie, a wygląda jak wieś z blokami ;)) wycwanili się z tymi kościołami, w niektórych jest opłata za wstęp :/.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, a mój serbski współlokator w Berlinie wcinał te miętowe jak głupi i nic nie wspominał, że są też orzechowe. :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...