sobota, 10 maja 2014

weganka na Słowacji - Koszyce

Najbardziej nie lubię na blogach takich relacji z podróży, które ciągną się tygodniami albo są przerywane innymi wpisami, więc już bez zbędnego przeciągania przystępuję do opisu ostatniej części słowackiej podróży, najdłuższej, bo z Koszyc, gdzie spędziłam nie jedną, a dwie noce.


Koszyce to drugie co do wielkości miasto Słowacji, położone niedaleko granicy węgierskiej. Widać to choćby na billboardach wyborczych do Parlamentu Europejskiego - część z nich zwraca się do mniejszości węgierskiej w jej języku.
Koszyce zdobyły też niechlubną sławę z powodu sytuacji romskiego osiedla Lunik IX. Jeśli macie 9 minut, obejrzyjcie dokument o strasznych warunkach, w jakich żyją wypędzeni z miasta na to osiedle Romowie - https://www.youtube.com/watch?v=YUFUkVivh_M. Przebywają w blokach bez ogrzewania, wody i prądu, a miasto rozdzieliło to osiedle od "dobrego" słowackiego osiedla dwumetrowym murem.
Nie pojechałam fotografować Lunika, bo to jak zwiedzać Koreę Północną albo obóz koncentracyjny w trakcie jego działania, a potem wrócić do swojej czystego, bezpiecznego, uprzywilejowanego życia.
Straszne, że takie rzeczy dzieją się w centrum Europy w XXI wieku. Jak można odciąć ludziom wodę? Przecież to stwarzanie zagrożenia epidemią.


Jak zawsze duży wybór piw bezalkoholowych - hit wyjazdu, czyli Birell imbirowy.

Nie polecam knajpy Ajwega przy ulicu Orliej 10. Kelnerka oszukała nas na 10 euro, a jedzenie było niesmaczne, poziom marnej domowej kuchni z początku lat 90.

Koszycki rynek w kształcie - podobno - liścia, a moim zdaniem raczej dwie długie ulice, przecięte w środku płytkim strumieniem. Jest faktycznie ogromny (rynek, nie strumień) i można snuć się wokół ze dwie godziny, ale boczne uliczki są, jak to zazwyczaj, ciekawsze.

Powrót przez Cieszyn. Dworzec w jeszcze gorszej kondycji, niż gdy ostatnio tam byłam w sierpniu 2012.
Kasy biletowe w Zebrzydowicach. Trasa Koszyce-dom trwała 15h i obejmowała pięć pociągów oraz trzy kraje. A to naprawdę nie jest aż tak daleko...

Pod koniec każdej relacji piszę zazwyczaj o kolejnych planach wyjazdowych. Tym razem - nie wiem. Planuję Budapeszt w lipcu, a jeśli się da to dalej na południe.
Na razie wszystko jest tylko w głowie, ale już ekscytuje mnie, że wiem na pewno, że stanie się obrazami miejsc, zapachem, dotykiem, zdjęciami.

Jedźcie w podróż.

16 komentarzy:

  1. Słowacja po twojej relacji będzie kojarzyć mi się ze wschodem Polski. Mój plan na lipiec to Praga, Pilzno, Norymberga, Bamberg, Drezno, Wrocław, Kraków, Warszawa w 10 dni! :) Intensywne zwiedzanie, szlajanie się to coś, co lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowacja wygląda trochę jak Ukraina.Twój plan brzmi świetnie i robi wrażenie, ale wydaje mi się, że będziesz cholernie zmęczona :) byłam na 9-dniowej objazdówce po dwóch krajach i pod koniec człowiek marzy, żeby kolejnego ranka się nie pakować, tylko zostać gdzieś choć na chwilę.

      Usuń
  2. Haha, czyli moją relacją z Camino musisz być poważnie zniesmaczona. :) Neon na stacji w Zebrzydowicach śliczny!

    No i wiedziałam, że Słowacy generalnie nie znoszą Romów, ale nie wiedziałam, że aż tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, aż tak to nie, lubię twoją relację i czytam każdy odcinek :) nie ma zresztą chyba innego sposobu, żeby opisać tak długą podróż, nie dzieląc.

      Usuń
  3. Romowie ogólnie mają przerąbane ;). ja po paru pierwszych pobytach na Słowacji byłam w szoku, że ich tam jest aż TYLU :D. w mojej okolicy też jacyś byli, nawet w szkole, ale jakoś się ich mnie widywało ;). a czytałaś 'psozerców ze Svini"? :) dostępne na gryzoniu było, o sytuacji Romów przede wszystkim na Słowacji. jakoś bardziej zapamiętałam, w odróżnieniu od 'cygan to cygan' Ostałowskiej :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie czytałam. W ogóle wiem na temat Romów mniej, niż bym chciała, więc dzięki za polecenie książki :)
      W Polsce chyba nie jesteśmy za bardzo przyzwyczajeni do odmienności etnicznej/wyglądowej, bo jesteśmy społeczeństwem strasznie jednolitym, więc w innych krajach nagminność tej różnorodności zwraca naszą uwagę. Ciekawe, czy kiedyś będziemy mieli u nas jakąś sporą etniczną mniejszość.

      Usuń
    2. stawiałabym na muzułmanów, jak się rola kościoła katolickiego w Polsce osłabi :/.
      może też żydów ;). szczególnie w Krakowie ;).

      Usuń
    3. podobno około 2020 bezrobocie ma wynieść w Polsce 3% (ze względów demograficznych) co oznacza, że nie będą pracować tylko ci, którzy bardzo nie chcą. i wtedy zacznie się napływ imigrantów. brzmi to dość nieprawdopodobnie ;)

      Usuń
    4. Brzmi jak neoliberalna propaganda ;) Absolutnie w to nie wierzę, jesteśmy na równi pochyłej, bezrobocie dwucyfrowe - plus nie trzeba zapominać o jakości umów i wysokości płacy, gdy komuś już pracę uda się znaleźć (tzw elastyczne formy zatrudnienia, czyli śmieciówki zdominowały rynek). W to, że w 2020 będziemy prawie wszyscy mieli pracę na umowę i godną płacę nie wierzę, raczej czeka nas los Grecji czy Hiszpanii.
      A imigranci może i przyjadą, ale pewnie w drodze na zachód :)

      Usuń
    5. to brzmi równie dziwnie, jak stwierdzenie jednej osoby, że w focusie pisało, iż w którymś tam roku, w przyszłości, będzie tyle bydła (takiego czworonożnego, nie ludzkiego ;)), że ludzie nie będą w stanie go utrzymać. ;))

      nie wierzę w to.

      Usuń
  4. Bardzo lubię i zawsze czekam na Twoje relacje z wypraw. Tym razem chciałabym skorzystać na Twoim doświadczeniu - sama wybieram się w lecie na Słowacje. Czy możesz polecić jakieś narodowe, tradycyjne dostępne niemalże wszędzie dania, przegryzki, które są wegańskie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, świetnie, a do jakich miast się wybierasz?

      Tradycyjnych dań w wersji wegańskiej nie uświadczysz, chyba że w wege restauracji (vyprazene tofu s hranolky), no i sklepy ze zdrową żywnością są super zaopatrzone.

      Z rzeczy dostępnych w supermarketach - zwróć uwagę na firmę Kalma, która produkuje sojową maślankę, jogurty o różnych smakach ( z musli, z galaretką, wypas), majonez sojowy i gotowe dania. W sklepach typu Tesco czy Billa dostaniesz tofu o smaku chili, bazylii, czosnkowe, wędzone. Typowe dla Słowacji są też paprykowe pomazanki w słoiczkach. Jest też duży wybór węgierskich past w tubkach - czosnkowa, gulaszowa, różne paprykowe, pomidorowe, cebulowe. Kosztują 70 centów-1 euro. Taką pastą smarujesz bułkę, na to tofu i super śniadanie gotowe.
      Słodycze zazwyczaj zawierają serwatkę i trudniej trafić coś tam, niż w Polsce.

      Usuń
    2. eh. czemu ja nie byłam weganką mieszkając pod słowacką granicą? :(

      Usuń
    3. Cześć, jestem już na miejscu. past do chleba w każdym sklepie za trzęsienie, a nawet mieszkając w małej wiosce w sklepie znalazłam tofu i mleko sojowe. Mam tylko jendo pytanie w jakich supermarketach zwykle można dostać te rzeczy z Kalmy i czy są na dziale z nabiałem. Będę wdzięczna za pomoc.

      Usuń
    4. Tesco i Billa, tam będą jogurty Kalma, plus oczywiście we wszelkich sklepach ze zdrową żywnością.

      Usuń
  5. Dziękuje za wszelkie wskazówki. A wybieram się w okolice Niskich tatr i Wielkiej Fatry. Mam nadzieje ze znajde tam to imbirowe piwo bezalkoholowe, które pokazałaś!! :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...