sobota, 5 kwietnia 2014

weganka w Pułtusku

Po zimowej przerwie wznowiłam jednodniowe wyjazdy przed siebie. Jakiś z grubsza określony cel, czyli miasto, w którym się nie było i chętnie takie, do którego nikt nie jeździ, jeśli nie ma palącego interesu; jakieś kanapki czy ciastka, aparat, słońce. Pekaes albo pociąg. Przygoda albo jej brak, ale na pewno coś nowego.

Pułtusk, czterdzieści minut autobusem w śmiesznie niskiej cenie. Wiem niewiele - że płynie Narew, że jest zamek, że najdłuższy rynek w Europie (dziwnym trafem wciąż jeżdżę do miast z naj rynkami, a przecież nie bywam codziennie w innym miejscu - co oznacza, że każde miasto jakimś cudem szczyci się swoim rynkiem, jeśli go ma - że największy, najdłuższy, a przynajmniej jeden z ).

Do Pułtuska nigdy nie jeździła regularna kolej, była tylko wąskotorówka do Nasielska, która już od ponad dziesięciu lat nie jeździ. Do miasta można się dostać tylko autobusami, ale jest ich przynajmniej sporo, Na miejscu wita nas bardzo old schooolowy dworzec (zwłaszcza w środku) z klasycznym załamanym dachem, barem szybkiej obsługi, w którym czas zatrzymał się trzydzieści lat temu i leniwą atmosferą hali poczekali, z tablicą odjazdów złożoną z malutkich plastikowych literek i cyferek na czarnym tle. Nie widziałam takiej tablicy od końca lat 90.

Spacer nad Narew. Mimo sobotniego południa miasto było absolutnie wyludnione, czasem przejcchał ktoś na rowerze.




Widać, że w tzw. sezonie nad rzeką dzieje się sporo - są drewniane mola, mostki, przystanie łódkowe, ławki i szereg knajp, obecnie na głucho zamknietych.

Lubię ostre wiosenne słońce, które udaje ciepłe, ale to złudne ciepło.

Oprócz Narwi, w mieście znajdziemy kilka kanałów i wiele mostków i kładek.

Pułtuski zamek biskupi. To na dole to nie nagrobki tylko pozostałości ławek z amfiteatru.



Na tym etapie stwierdziłam Idę sfotografować coś brzydkiego, bo już jest za ładnie, a czytelnicy czekają.

Pułtusk jednak brzydki nie jest. Oferuje bezruch, staroświeckość i trochę odrapanych zakątków, ale nie wygrałby konkursu na króla obskurności Mazowsza, a nawet miałby problem, by uplasować się w pierwszej dwudziestce.
Potropiłam trochę małomiasteczkową atmosferę soboty, targu, zamkniętych na kraty sklepów, pustych bram i nieruchomych firanek.


To ten najdłuższy rynek, a raczej jego część. Jest długi, ale wąski.


Kolejne kierunki na kilka godzin - Żyrardów i Pilawa. Pod koniec kwietnia zapowiada się też kilkudniowa podróż po niezbyt turystycznych słowackich miastach, pociągami.

12 komentarzy:

  1. To tam moja siostra kończyła studia.

    Może wybierzesz się latem do Płocka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam kilka razy, ale być może jeszcze się wybiorę :)

      Usuń
  2. Fotka z firankami jest mistrzowska!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie.. Byłam w tej mieścinie co najmniej kilkaset razy.. ..a po Twoich zdjęciach widzę, że w zasadzie nic tam nigdy nie zobaczyłam. Zdradzisz jaka była ta "śmieszna cena" biletu? Co prawda sama podróżować nie lubię, ale ciekawi mnie zawsze jak tanio można to uczynić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bilet kosztował mnie 4,40zł w jedną stronę.
      Dlaczego nie lubisz podróżować? :) To szybki sposób na poprawę nastroju i fajny stan, który daje możliwość poczucia się przez chwilę kim innym.

      Usuń
  4. Kocham Pułtusk! mam tam obok działkę, gdzie czasami spędzamy z rodziną Wielkanoc :) i właśnie teraz bym jechała w te okolice, gdybym nie była zagranicą do września.. ahhh... wzruszyłam się :) dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też uwielbiam Pułtusk! :-) A dworzec PKS z plastykowymi literkami jeszcze nie dawno był w Płońsku (może jest nadal?). Byłaś?

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...