piątek, 28 marca 2014

pięć lat bloga - podsumowanie

Otóż, otóż dziś wybija nam pięć lat razem. Ja i blog, twór już chyba ode mnie nieodłączny, kanał dla mojego aktywizmu, tuba propagandowa, narzędzie i pomoc dla innych.
Kiedy pięć lat temu pod koniec marca zaczynałam pisać, mieszkałam zupełnie gdzie indziej i moje życie wyglądało inaczej. Podekscytowana weganizmem i gotowaniem (gotować zaczęłam dopiero w wieku 21 lat, wcześniej nie szło mi to składnie - ale, gdy już zaczęłam, to z przytupem) przeglądałam dostępne wegańskie blogi. Po polsku było ich - starszych, niż mój - dosłownie kilka.
Najbardziej przydał mi się nieodżałowany http://ciekawesniadanie.blogspot.com/ czyli Śmierć  Kanapkom, blog, który pokazywał, że weganizm jest prosty i ciekawy. Postanowiłam dać wyraz swoim kuchennym zapędom, ale nie tylko kuchennym - nie wierzę, że przez pięć lat można pisać tylko o zupach i makaronie. Gdyby blog nie miał być tubą dla wszelkich moich pomysłów i działań, umarłby śmiercią naturalną. Dlatego postanowiłam w sposób naturalny przemycać informacje o swoich podróżach, książkach, które czytam, pozablogowych aktywnościach i kiepskiej pogodzie za oknem.
Po pięciu latach mam tu w archiwum kawał swojego życia, a nie tylko książkę kucharską.
Trochę jestem dumna, ale tylko trochę.





Dziś więc niepublikowane foty i podsumowanie pięciu lat wegańskich zmian w Polsce.

Co robiłam?

Podróżowałam! To przede wszystkim. Moim zdaniem podróż jest odpowiedzią na każdy problem i jedna z nielicznych aktywności, które mają w życiu jakiś sens. Podróżą jest każda zmiana stanu skupienia myśli, choćby w wyniku szybkiego transferu do pobliskiego miasta, aby zobaczyć, że tam inaczej rzeka płynie, a i kamienice jakieś inne. Nie warto czekać na tę jedną jedyną "podróż życia", bo, tak jak miłość życia, bywa ostro przereklamowana. Więc zasada podstawowa - możemy jechać, to jedziemy, a jak nie ma okazji, to ją stwarzamy.

Poza podróżami przeczytałam kilogramy książek, słuchałam muzyki, gotowałam setki dań, piekłam torty nocami i rankami, i ogólnie starałam się zapomnieć o tym, że życie prowadzi bezpośrednio do śmierci.

Czy weganizm w Polsce zmienił się przez te pięć lat i czy łatwiej być weganką?

Zmienił się bardzo - jako idea do bycia postrzeganą i jako codzienna praktyka.
Co jest łatwiejsze?

* mamy setki blogów wegańskich, którymi można się inspirować - wiele z nich to profesjonalne książki kucharskie z pięknymi zdjęciami (i nie mówię tu o swoim, hehe). Nie wiesz co zrobić z tofu? Masz mąkę z ciecierzycy, pół pomidora i dwie marchewki? Śmiało odpal kilka blogów, a coś bez problemu znajdziesz. 
Warto korzystać z listy blogów programu Empatii Weganizm! Spróbujesz?, bo są tam naprawdę miliony inspiracji. 
To ogromny progres - pięć lat temu wegańskich blogów po polsku było mniej, niż dziesięć. Dumnie przypinam sobie order jednej z prekursorek trendu ;)

* weganizm jest rozpoznawalny - jako termin, słowo, idea. Zaczął być odróżniany od wegetarianizmu, co kilka lat temu nie było wcale oczywiste. Media piszą o diecie roślinnej, w popularnych gazetach pojawiają się przepisy, wywiady i artykuły dotyczące praw zwierząt - tematu nie da się już na tym etapie zamieść pod dywan. Z niszowej diety dla freaków, jak był przez lata postrzegany, weganizm stał się etycznym wyborem, który podejmuje coraz więcej osób. I nareszcie rynek polski ma im coś do zaproponowania, coś poza brązowym ryżem i książką "Kuchnia Kriszny".

* zakupy nie nastręczają już wielkich trudności - wiele sklepów ma na półkach mleka roślinne, tofu, wybór kasz, mąk, wegańskich gotowców takich jak fake meat. Właściwie wszędzie można coś kupić i nie trzeba już poprzestawać na paczce orzeszków. Jest popyt, jest i podaż - wiele wegańskich produktów tanieje, pojawiają się mleka marki własnej w supermarketach, zaczynają być dostępne takie cuda jak lody czy sery.

Szukacie wegańskich produktów w sieciowych sklepach? Zajrzyjcie na http://wiecejweganskich.pl/.
A jeśli lubicie tanie, niekoniecznie zdrowe, "przypadkowo wegańskie" produkty, to śledzenie http://weganskiepysznosci.blogspot.com/ jest wręcz obowiązkiem. 



* oferta wegańskich, nietestowanych kosmetyków też się poszerza - choćby w Rossmannie można zaopatrzyć się w całą serię Alterry czy niektóre kosmetyki Rival de Loop. Warto śledzić listę http://notest.pl/listy i kupować zgodnie z nią, co nie oznacza drogo. Ja się kosmetykami wcale nie interesuję, ale jednak mam ich trochę i żadnej dziury w budżecie mi to nie zrobiło - więc da się wegańsko i niedrogo.
Polecam też http://sweetpiggy.com.pl/, tam to już w ogóle bogactwo wyboru.

* możemy więc zjeść słodycze, pomalować się wegańską kredką, znaleźć przepisy, poczytać w sieci o weganizmie - co jeszcze? Na pewno zakres dostępnych na mieście możliwości zjedzenia roślinnego posiłku bardzo się poszerzył. Mieszkam pod Warszawą, więc jestem w uprzywilejowanej sytuacji - powstaje coraz więcej barów, restauracji, burgerowni, przez ostatnie dwa lata był jakiś wysyp. Ale i inne miasta nie pozostają w tyle - coraz więcej możliwości jest w Krakowie, Poznaniu czy Trójmieście. Mniejsze miasta też powoli zaczną podążać tym tropem.
Owszem, mieszkam niedaleko Warszawy, ale jednak na co dzień przebywam w mieście 50-tysięcznym. I mogę sobie kupić i jogurt sojowy, i tofu, i tahinę, i zjeść na mieście hummus czy tofu z warzywami. 

Przez cały czas prowadzenia bloga recenzowałam nowe i stare wegańskie (i nie tylko) miejsca, i na pewno nie przestanę tego robić, bo dobrze, żeby w sieci zostawał ślad po tym, co jest (lub było) i żeby blogi były jakimiś drogowskazami dla poszukujących prostych rozwiązań, a nie tylko niedościgłymi wzorami zobaczcie, jak super ugotowałam.


* prawa zwierząt są tematem coraz szerzej dyskutowanym i stały się częścią społecznego dyskursu. Powstają nowe stowarzyszenia, jak choćby Otwarte Klatki, które walczą o nadanie podmiotowości zwierzętom w chowie przemysłowym. Warto zwrócić uwagę na problemy i potrzeby właśnie tej grupy zwierząt, bo jest ogromna ( z jej ogromu często nie zdajemy sobie nawet sprawy), a jej interesy są słabo reprezentowane.

Pięć lat...czego sobie życzę z tej okazji?

Sił, bo zwierzęta na nas liczą.
Energii do realizowania swoich potrzeb i pomysłów poza aktywizmem.
Podróży, wyjazdów, wyjść, niespodzianek losu i miłych rozczarowań.
I żeby mi kiedyś wyszły wszystkie naleśniki, co do jednego!







11 komentarzy:

  1. Dzięki za taki pozytywny tekst z samego rana, ja Cię czytam od niedawna ale w końcu archiwum też już znam, bardzo składnie napisane i dobrze się czyta, pozdrawiam:)
    ps. życzę kolejnego ciekawego podsumowania za 5 lat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale jakoś wzruszył mnie ten wpis. Weganizm jest dla mnie bardzo ważny z wielu względów, ale szczególne z bardzo egoistycznych pobudek - moze to zabrzmi dziwnie, ale pomógł mi się uporać z dużymi problemami osobistymi. Dziękuję Ci bardzo za tego bloga, bo właśnie Ty skłoniłas mnie do przejścia z wegetarianizmu na weganizm, co było jedną z lepszych decyzji w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej prekursorko :)
    Mi za miesiąc miną cztery lata, zmieniło się wszystko!
    I mimo że, na lepsze, to i tak rozpaczam nad tą szybkością pędu zmian i bezpowrotem. Wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
  4. 100 lat! :D
    Świetne jest ostatnie zdjęcie, więcej takowych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś mi się milej na serduchu zrobiło jak to przeczytałam :) Sama kiedyś miałam zapędy na to, żeby zrobić ze swojego bloga wycacaną książkę kulinarną, teraz staram się, żeby było tam więcej mnie i na przekór modzie na minimalistyczny szablon zaprojektowałam taki który daje trochę po oczach :D Fajnie widzieć, jak wszystko się zmienia w dobrym kierunku. Widzę to choćby na swoim przykładzie, bo chociaż organoleptycznie byłam bardzo za kuchnią wegańską, byłam weganizmowi przeciwna ze względów zdrowotnych. W czerwcu miną mi dwa lata weganizmu i to chyba najlepsza decyzja jaką podjęłam, choć przede wszystkim ze względów etycznych
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny tekst.

    Też pamiętam czasy, kiedy było niewiele wegetariańskich i wegańskich blogów. I trochę za tymi czasami tęsknię. Były takie magiczne. I pewnie gdyby nie to, nie dotarłabym do Twojego bloga, którego wielbię całym sercem. I Ciebie też! Obyś dzieliła się z nami swoim wegańskim życiem jak najdłużej :)
    P.S. Ostatnie zdjęcie przecudowne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje i dużo wytrwałości na następne pięć lat(co najmniej)! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak tak porównac poczatki mojej bezmiesnej diety (25 lat temu, omatkobosko!!) to teraz jest po prostu inny swiat. Pamietam jak sie pierwszy raz w sklepach pojawily te suche kotlety "á la schabowy" jeeeju, ale byl szal i odpal :) A teraz - brac, wybierac, bary, restauracje. Idzie wszystko w dobrym kierunku! No i skoro sie tak rozwija, to - mam nadzieje - tez taniec bedzie, bo na razie wiele rzeczy jest dosc drogich.
    Gratuluje serdecznie jubileuszu i wyobrazni kulinarnej, bo naprawde wymyslasz fajne rzeczy - mam zamiar niezwlocznie zaczac wykopki w archiwum!
    I polecam skromnie moje gruszki marcowe z przymrózeniem oka ;) (dopiero zaczynam)...

    OdpowiedzUsuń
  9. o, ja Ciebie czytam od prawie 4 lat, nie wierzę że to już tyle czasu minęło

    jakie piękne to ostatnie zdjęcie <3

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...