środa, 19 lutego 2014

weganka w Warszawie - W Gruncie Rzeczy

Mam w zwyczaju unikanie chodzenia do nowych miejsc na otwarcie lub zaraz po nim - zazwyczaj odczekuję kilka tygodni. Z W Gruncie Rzeczy trwało to trochę dłużej - lokal otwarto w październiku, a ja poszłam na rekonesans dopiero w zeszłą sobotę. Obiecuję już tak nie zwlekać z żadnym nowym miejscem, bo stanowczo warto na bieżąco raportować, co się w stolicy pod względem jedzeniowym zmienia.

W Gruncie mieści się na Hożej 62, w tym samym lokalu co kiedyś legendarna Cykloza, którą pewnie wielu/wiele z was pamięta. Zabawnie było zejść na dół po tych samych stromych schodkach, by zobaczyć zupełnie inny, odmieniony lokal. Podświadomie spodziewałam się nawet kibla wyklejonego gazetami, a tu wszystko odnowione.
Dzięki jasnej farbie i jasnym blatom stołów oraz kolorowym akcentom, jak poduszki czy pluszaki dla dzieci, lokal zyskał wizualnie na przestrzeni i oddechu, i nie sprawia już wrażenia ciemnej pieczary w ziemi.


Przejdźmy do najciekawszej części!


Grunt proponuje zestawy śniadaniowe, a jednym z nich jest tofucznica z pastą i ciepłym pieczywem - i to naprawdę spory zestaw. Sama tofucznica przeciętna w porównaniu z domową, za dużo kurkumy (daje się ją tylko na kolor, jeśli wrzucimy do dania zbyt dużo staje się gorzkawe,, i tak trochę z tą tofucznicą było). Pasta nie wiem z czego, ale smaczna, dobry domowy ketchup.
Spróbowałam trzech zup, oto jedna z nich - ziemniaczana. Smaczny, gładki krem, ale za dużo pieprzu!
Zupa dnia zmienia się codziennie i kosztuje 10zł.
Zdjęcie nietwarzowe, ale pokazujące obfitość dań i trochę sali. Kakao to trochę rozczarowanie - mało słodkie i jakby na wodzie (?). Za to tofurnik kokosowy, który do niego zamówiłam, był pyszny. Basia, która piecze tam ciasta, wie, jak się je robi.
Wczorajszy wypad z Natalią (której dziękuję za wspólne jedzenie i cierpliwe czekanie z wbiciem widelca, aż wszystko sfotografuję ) przyniósł smaczniejsze efekty. Oto zupa z pieczonej cebuli z orzechami, gotowana na białym winie, bardzo interesujący smak.
Porcje są ogromne - ciabatta ze szpinakiem i tofu, która była częścią lunchu dnia, okazała się dwiema wielkimi kanapkami. Majonez jest fantastyczny!

 Moje danie i zupa kalarepkowa Natalii - bardzo delikatny krem. Podoba mi się pomysł posypywania wszystkiego pestkami i kiełkami.


Gwóźdź programu - pierogi ruskie. Farsz robi Basia, i robi genialną robotę - jest go w środku mnóstwo, urocza falbanka, a nadzienie...absolutnie nie do odróżnienia od "zwykłych". To identyczne pierogi z tymi, jakie robiła moja świętej pamięci babcia. Można zjeść ich milion. Żeby było zdrowo, pierogi dostajemy ze świeżą sałatką polaną pysznym dressingiem.


Ciasta w Gruncie to mistrzostwo - mają zarówno jakieś zdrowe i zgrzebne gluten free;) jak i wypasione torty z kremami, wszystko 100% roślinne. Polecam tofurniki wypieku Basi. Tort wiśniowy z wiśnią na nóżce też okazał się wart grzechu. Kawałki są duże, i czasem ciężko zjeść cały samodzielnie.

Co mi się podoba?

- ceny - dwie osoby najedzą się za 40zł, jedna za dwadzieścia parę
- wielkość porcji - są naprawdę duże, i po dwudaniowym lunchu trudno znaleźć miejsce na deser - ale to atut, nie zmniejszajcie ich!
- wystrój, z lokalu piwnicznego zrobiono jasne, sympatyczne miejsce, gdzie możesz swobodnie gadać godzinami; nie ma atmosfery fast foodu
- ciasta! chyba najlepsze dostępne w tym momencie w Warszawie
- wielka rotacyjność i różnorodność dań - ogromny plus

Uwagi?

- mleko krowie dziwnie wygląda w karcie, i jest to jedyna rzecz, która stoi pomiędzy lokalem, a tytułem 100% vegan. Skoro ludzie (nieweganie) jedzą ruskie z tofu i sojowy majonez, i nie mają uwag, to kawa z mlekiem roślinnym również nie będzie odstraszać; nie bójcie się tego.

Naprawdę polecam - a sama wybieram się ponownie w piątek, i niech to będzie najlepszą rekomendacją.




9 komentarzy:

  1. Jestem wielką fanką Gruntu, mogłabym tam chodzić dużo częściej, chociaż porcje zawsze zdawały mi się tam dość małe... Ale może dlatego, że nie załapałam się na tę ciabattę- wygląda na naprawdę ogromną! A tofucznica- chyba zależy od dnia... Ta, którą ja jadłam była przyprawiona curry i wcale nie gorzka.

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety ja byłam raz - spore rozczarowanie. smakowało mi tylko biodynamiczne wino ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na Warszawę to ceny są spoko, jak dla mnie to trochę za drogo, np. 10 zł za zupę. Jadłam tofucznicę i była to duża porcja, dobra pasta do chleba, w tofucznicy odrobinkę za dużo kurkumy, ale smaczniutka, natomiast okropne pieczywo - takie jakby najtańsze z netto czy innego shitu (zupełnie nie pasuje do klimatu miejsca).
    Jadłam ciasto, ale nie robione przez Basię, więc było bardzo przeciętne, a skoro przeciętne to za drogie. Chętnie bym się wybrała na te Basiowe smakołyki - tofurniki i inne torciki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga ponieważ po 6latach wegetarianizmu odczuwam potrzebę zmiany diety na wegańską. Powoli będę zastępować co po niektóre produkty na roślinne i na samą myśl cieszę się z tego powodu. Mam nadzieję, że Twój blog poprowadzi mnie w świat weganizmu i ułatwi w przygotowywaniu szamy wegańskiej
    W stolycy, bardzo rzadko bywam, ale jeśli będę w najbliższym czasie to z pewnością zajrzę.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam mieszane uczucia co do Gruntu. Przepyszne ciasta, lunche i brunche. Pierogi strasznie drogie (2.50/szt), zupy i burgery( jadłam z buraka i z selera) średnie, koszmarne "zapiekanki". I po co to mleko krowie? Chyba nikt tego nie odgadnie :) Jesienią serwowali pyszny, delikatny makaron z cukinii. Baardzo lubię to miejsce, niestety kilku dań unikam. Obsługa niezwykle uprzejma !

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tam byłam raz i kompletnie mi się nie spodobało. Dobre to i owszem było, ale wybór dań mały, porcje nie takie duże, a ceny nie takie niskie. Zwłaszcza, że dwa kroku dalej ma wegańskie burgery, a trzy kroku dalej Loving Hut. Grutn zdecydowanie z nimi przegrywa.

    OdpowiedzUsuń
  7. ta Basia to musi byc jakas zajebista :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam tam jakiś czas temu i jadłam makaron z cukinii, całkiem smaczny, ale mało, za mało jak na taką cenę.
    Lokalik całkiem sympatyczny, ale ja dodałabym jakieś lustro, czy nawet lustra, bo one optycznie zwiększają przestrzeń w takich małych pomieszczeniach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam byłam tylko raz, na marchewkowym burgerze i był przepyszny. Ale nie jestem z Warszawy, więc prędko tam nie zawitam ponownie.

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...