piątek, 28 lutego 2014

w zawieszeniu - ostatni post w lutym

Zbliża się piąta rocznica pisania bloga.
Zastanawiałam się, czym was zaskoczyć z tej okrągłej okazji, i pojawiło się parę pomysłów (wyjazd do jakiegoś parszywego zadupia, przegląd zdjęć z ostatnich pięciu lat, ranking wegańskich fastfoodów albo słodyczy itp.) - ale najbardziej spodobał mi się pomysł zaproponowany przez jedną z czytelniczek. Napisała, że dobrze byłoby przeczytać o tym, jak bycie weganką ewoluowało w naszym kraju przez ostatnie pięć lat. Czy jest łatwiej (jest), co się pojawiło, co i jak się zmienia.
Ten pomysł stanowczo wygrywa, bo ma sens większy, niż relacja z jedzenia frytek w Grodzisku - ale rozpatrzę też inne, jeśli macie kontrpropozycje.
Post urodzinowy dopiero za miesiąc.


Idea pisania bloga też przez te kilka lat trochę się zmieniła, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Ma być ładnie, ma być trendy, nieład musi być kontrolowany, a godzinna stylizacja talerza to minimum (a jak wystygnie, to co? ).
Czy naprawdę trzeba stylizować kanapki? Obrabiać zdjęcia w programach, których nazw nie umiem wymówić? Wstawiać jedną potrawę z dwudziestu ujęć? Wszystkie blogi kulinarne, nie tylko wegańskie, cierpią trochę na pogoń za perfekcją. Tylko że perfekcja nudna bywa, sztampowa.
Piszę to, bo nie chcę mojego bloga zmieniać, a czasem odczuwam naciski - że można by wygląd zmienić (na szczęście strony, nie mój), inaczej pisać, skupić się na jednym przepisie na notkę.
Nie chcę, nie wiem, nie rozumiem.
Będę tzw. artystą osobnym ;)

A tu już różne dobre, zapraszam!


Szare kluski z ziemniaków, szybkie, smaczne, polane roztopioną Smaczną Pajdą, która do niczego więcej się nie nadaje.


Gulasz meksykański z fasoli czarnej i czerwonej, cebuli, oliwek, sera i tempehu. Garnek wyskrobany do ostatniej resztki.

Na Tłusty czwartek na wypasie i z przytupem - pączki z waniliowym budyniem i czekoladą.


Ser Violife, tempeh od Merapi (najlepszy w Polsce), dobry chleb słonecznikowy, hummus z bakłażanem...


Po treningu śniadaniowa pita z różnościami.

W Biedronce pojawił się hummus, mogę umierać.

24 komentarze:

  1. Nie no, blagaaam nie zmieniaj się, tj bloga ;) jest inny i to jest na plus. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. widziałam ten hummus w biedzie, aż mnie przytkało ze zdziwienia. natomiast guacamole do tej pory nie spróbowałam bo nigdzie nie ma, a jak już znalazłam to się okazało ze nie ma kodu w systemie i nie mogłam kupić.

    nie powiem - lubię takie ładne zdjęcia jak u jadłonomii czy wegan nerd, ale z Twoim blogiem jest inaczej, ewoluował bardziej w stronę lajfstajlową i taka formuła do tego pasuje, no bo po prostu robisz fotkę tego co zjadłaś a nie gotujesz specjalnie żeby umieścić przepis. dobrze tez wiedzieć że nie konsumujesz przez to zimnych obiadów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, ja też lubię ładne zdjęcia, i wyżej wymienione blogi oglądam z zainteresowaniem.
      Lubię jednak wiedzieć coś o piszącym/piszącej.
      A na pewno nie można zmieniać swojego stylu pod presją "bo ma być ładniej" :) Ja naprawdę nie lubię ładu i elegancji.

      Usuń
  3. Ja lubię twój styl pisania i uważam , że niech jest , tak jak jest ;-)

    Usilne dopasowywanie się do reszty to zło tego świata :/ , nie ma sensu dać się w to wciągnąć , nie podoba sie , to krzyżyk z prawej u góry i do widzenia.
    Mówiąc brzydko: sra.....j na to.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie jesteś najlepsza właśnie taka niesztampowa. Lubi€ u Ciebie ten artystyczny nieład, z chęcią obczajam każdy wpis od dobrych kilku miesięcy choć komentuję pierwszy raz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię ładne fotki i uważam, że często ładnymi zdjęciami można dotrzeć do szerszego grona (i np. zachęcić do weganizmu), ale też czuję ostatnio przesyt, dlatego bardzo lubię do Ciebie zaglądać.. wśród tych wszystkich idealnie wyglądających potraw, zastaw stołowych itd. Twoje fotki są takie swojskie.. i cieszę się, że nie chcesz tego zmieniać
    na puszkę bg robię czasem fotki lustrzanką, ale to dlatego, że ogólnie lubię focić, choć ta kulinarna fotografia mnie jakoś nie kręci, więc ograniczam się do minimum (5 ujęć, wybieram najlepsze, obróbka w 2 minuty..)

    I ta Twoja szczerość..! Czytam i czuję, że nie owijasz w bawełnę, że piszesz co myślisz, co czujesz, a to naprawdę jest rzadkość, nawet w blogosferze, bo ludzie często idą na łatwiznę, czyli starają się zadowolić wszystkich, dla wszystkich być miłymi itd.
    Przy okazji jest to wielka inspiracja i wsparcie dla innych własnie w tym byciu sobą i wyrażaniu głośno swoich myśli.. Wielkie dzięki za to! :)

    Chelonia

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Nic specjalnego - ćwiczę zestawy z ciężarkami, trochę na brzuch i biodra, cardio i przysiady.

      Usuń
  7. Cieszę się, ze jesteś odporna na "presję". Zreszta czytam Cie od wieków i trochę Cię 'znam" więc zdziwiłabym się, gdyby było inaczej, bo jawisz mi się jako bardzo konsekwentna osoba.

    Mam ogromną słabośc do Twojego bloga, właściwie to jest mój ulubiony, chociaż przeglądam wiekszość weganskich regularnie. Bardzo mi się podobaja zdjęcia, które robisz, bo są normalne, takie domowe i bez zadęcia. Owszem, te piękne i wystylizowane też miło się ogląda, ale ja czuję się zwykle nieco oniesmielona, tak samo jak w restauracjach, takich "a" "ę". Wszystko jest idealne i od linijki, a nawet jak jest nieład to kontrolowany (wtedy przestaje być nieładem). Tymczasem jedzenie to dla mnie ogromna radość, nieskrępowanie i wolność. Moment, kiedy wydzieram z życia kawałki przyjemności, których nic mi nie zabierze. Perfekcjonizm natomiast odziera to z tej wartstwy przyjemności, która mnie akurat najbardziej interesuje. W ogóle nieustające dążenie do perfekcji i autokontrolling to zamach na wolność jednostki;-)
    Nie znaczy to, że trzeba sobie we wszytskim odpuszczać i popadać w skrajności, bo to wyklucza rozwój, tylko nie pogłupieć przy tym.


    Niedawno odkryłam cytat, autorstwa Aleksandra Lowena (takiego psychiatry) który mnie urzekł, myślę, że Tobie też sie spodoba ;)

    "Dążenie do doskonałości odbiera jednostce człowieczeństwo i niesie w sobie zalążek klęski"

    A z okazji piatej rocznicy życzę Ci egoistycznie jak nawięcej postów ;) I będę Cie czytać do śmierci ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarz Aleksandry, który przypadkiem usunęłam - wraz z moją odpowiedzią, niestety :

    "Może ja jestem nienormalna, ale to zdjęcie z szarymi kluskami jest najsmaczniejszym jakie widziałam od dawna na blogach - widać, że jedzenie jest ciepłe, swojskie, domowe (i ten wyszczerbiony talerzyk :)). Chociaż zmartwiłaś mnie tą Smaczną Pajdą, bo wiązałam z nią wielkie nadzieje... Prawdę mówiąc nie lubię tych przestylizowanych zdjęć jedzenia. Wolę nawet takie przybrudzone robione choćby komórką. Ważniejsze co jest na talerzu i kto to zrobił.
    Poza tym informacja o tym, że można kupić gotowy humus w sklepie jest chyba najlepszym znakiem, że życie weganina w PL zmienia się radykalnie na lepsze (no może nie jest to produkt stricte dla wegan). Zawsze mnie zastanawiało dlaczego w UK i Niemczech w każdym Tesco, Auchanie, Sainsbury's i innych sieciówkach można dostać tani humus w kilku wariacjach smakowych, a u nas nie. Chociaż trzeba przyznać, że nie zawsze jakościowo jest to coś wartego kupowania (ten z Sainsbury's pamiętam, że jest obrzydliwy, w Niemczech mają za to taki z oliwkami, który jest bossski) i wciąż trzeba dokładnie czytać skład, bo zdarza się, że producent wpadnie na genialny pomysł np. dodania mleka w proszku do humusu.
    Rzadko kiedy komentuję na blogach, bo nie mam na to czasu, ale czytam i bardzo dziękuję. Z jednego posta powyżej dowiedziałam się dwóch przydatnych informacji + przypomniałam sobie, że pączki mogą być z budyniem a nie tylko z dżemem (wolę właśnie te budyniowe) i że trzeba zamówić tempeh bo się skończył + nabrałam strasznej ochoty na gulasz fasolowy (o tych kluskach nie wspomnę, bo nie wiem jak się je robi - przepis proszę?).
    No i kompletnie mnie rozwaliłaś tym wpisem o frytkach w Grodzisku, bo tydzień temu przejeżdżałam przez Żyrardów (długa historia) czyli zaraz obok i dosłownie nic innego dla biednej głodnej weganki nie było do jedzenia jak frytki. Pani sprzedająca zapewniała, że olej często wymieniany i w ogóle ubolewała nade mną (surówkę marchewkową dostałam gratis :)).
    Gdybyś jeszcze mogła powiedzieć co to za "ser" na ostatnim zdjęciu pod żółtą papryką.
    Pozdrawiam,
    Ola
    PS. Chciałam jeszcze powiedzieć, że masz przepiękne oczy i że powinnaś zrobić "coś" z włosami. Już się zamykam i biegnę robić gulasz fasolowy na obiad."

    OdpowiedzUsuń
  9. A ten hummus to jakaś promocja, czy wchodzi do stałej oferty i nie muszę już teraz biec?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno ma być tylko do 12.03.

      Usuń
    2. O, to jednak pobiegnę.
      Przyszło mi do głowy też coś bardziej a propos notki.
      Przez to jak piszesz i jakie zdjęcia dodajesz, zawsze myślę o twoim blogu jako o bardziej swojskim (mam nadzieję, że nie brzmi to źle) i o wiele bliżej mi do zrobienia czegoś z twojego przepisu, niż takiego z milionem zdjęć i składnikami, po które muszę jechać przez pół miasta. Mam na myśli, że oba rodzaje blogów są potrzebne, a twój świetnie spełnia swoją rolę.
      I zawsze chciałam ci podziękować za piętnastominutową zupę z puszek, która nosi u mnie miano Zupy Sesyjnej i nie raz uratowała mnie od śmierci głodowej i to w nie najgorszym stylu!

      Usuń
  10. no tak, powtórzę to co reszta przede mną, ale nie zmieniaj bloga - taki jak do tej pory, jest najfajniejszy właśnie.
    prawdę mówiąc z założenia mój blog miał wyglądać podobnie, ale niekiedy mnie wena ponosi i poprawiam, przycinam oraz doświetlam fotki dążąc do tej nieszczęsnej doskonałości.
    takich wystylizowanych blogów jest jednak masa.
    tu wchodzę po normalność.
    tak trzymaj! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hummus w biedrze - dobry skład?

    OdpowiedzUsuń
  12. Hummus w biedronce? Muszę zobaczyć co tam proponują:)

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo mi się podoba to, co tutaj napisałaś.
    lubię wystylizowane zdjęcia jedzenia, mają na pewno swój urok, ale lubię też zdjęcia normalne, zwykłe, takie na których jedzenie wygląda tak jak w rzeczywistości. Twoje jedzenie na talerzu aż prosi się o natychmiastowe zjedzenie!
    pozdrawiam i nie zmieniaj ani siebie, ani bloga.

    OdpowiedzUsuń
  14. hehe! ja miałam ambicje na ładne zdjęcia i tak mnie to zniechęciło, że mój blog poszedł przez to w odstawkę. Może muszę spuścić z tonu i po prostu robić swoje? ;) a moje jedzenie w lutym było beznadziejne, bo nie było czasu gotować przez egzaminy i poza słodką zemstą nie mam czym się chwalić. Chyba, że ktoś lubi oglądać czipsy i energy drinki ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie zmieniaj bloga, jest wystarczająco apetyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jesteś autentyczna i lubię czytać Twoje spostrzeżenia. Zaglądam do Ciebie, właśnie dlatego,że nie męczysz moich myśli...a zdjęcia zachęcają, są domowe i takie osiągalne w przygotowaniu takiego obiadku.
    No to by było na tyle, cześć:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Też lubię zwykłe, codzienne "pstryki"- zdjęcia. Są sympatyczne, przyjazne, domowe, pyszne! Taki tez jest również weganizm. Nie chodzimy 2 cm nad ziemią :) Jest spoko!!! pozdrawiam zou woodwalker

    OdpowiedzUsuń
  18. czytałam ten post kilka dni temu i dziś śniło mi się, że częstowałaś mnie wypasionymi kotlety z tempehu od Merapi - jeszcze czuję ich smak na języku ;)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...