poniedziałek, 20 stycznia 2014

weganka w Krakowie

Kraków, Kraków.
Po kilkuletniej przerwie wybrałam się do ukochanego kiedyś miasta, jedynego miasta, z którego czasem żałuję, że wyjechałam. Zmieniło się bardzo niewiele - tak samo swojskie, powolne, leniwe wręcz miejsce, a tkanka miejska nie podlega tak drastycznym zmianom, jak w Warszawie, gdzie po roku niebywania nie poznajesz ulicy, bo wszystkie sklepy, bary, kawiarnie zostały wymienione, a ludne niegdyś kamienice straszą pustymi oknami albo reklamami banków.
W Krakowie z niedowierzaniem odkrywałam te same jadłodajnie, księgarnie, sklepy, które pamiętam nawet z końca lat 90. Z identycznymi szyldami, tak samo pachnące, tak, jakbym wczoraj z nich wyszła. A tu osiem lat mija od mojej wyprowadzki...

Tak zwane zwiedzanie - Nowa Huta, Kleparz, Krowodrza, okolice Placu Axentowicza, Kazimierz wzdłuż i wszerz z przystankami w starych miejscach.

Pogoda była bardzo szara, przejmujący wiatr i wilgoć w powietrzu, ale i tak lepiej, niż w Warszawie, gdzie leży głęboki śnieg i jest minus sześć. Okutana w bluzy, swetry, kaptury i czapki poruszałam się szybkim krokiem po nowohuckich osiedlach, bo uwielbiam socrealistyczną architekturę i układ urbanistyczny. Nie mogłam przegapić Placu Centralnego, Alei Róż i wycieczki tramwajem 22 na pętlę Walcownia, aż za kombinatem sławnej Huty.

Pierwsze sobotnie eksploracje okolicy, gdzie nocowałam ( a była to okolica, w której kiedyś przez rok mieszkałam, czyli znowu tony wspomnień na zasadzie a tu było, tu stało...).

O, w tym bloku spędziłam prawie rok.
Pierwszy obiad - indyjska i jednocześnie wegetariańska knajpa Momo, ul. Dietla 49, z dużą liczbą wegańskich opcji.

Masala dosa - naleśnik z ostrym nadzieniem z ziemniaków, zupa sambar i ostry sos orzechowy. Wszystko świetnie doprawione i bardzo od siebie różne (a nie po prostu ostre, jak w wielu miejscach). Cena za taki talerz to 19zł.
Pyszna sypana szarlotka na ciepło. I zdrowa! Na szczęście to ostatnia zdrowa rzecz wyjazdu ;)

(tu nieostre zdjęcie z bardzo ciemnego baru).

Jadłam chwilami trochę na siłę, nie z głodu, z założeniem, że jem dla recenzji i muszę odwiedzić przynajmniej cztery-pięć miejsc. Pomimo takich ustaleń i tak zabrakło czasu i miejsca w żołądku na jeden z zaplanowanych celów, czyli Karmę.
Tu Cafe Młynek, Plac Wolnica 7. Plac bardzo się od mojej ostatniej bytności zmienił, wokół same bary i restauracje, a kiedyś to było ciche, wymierające po zmroku miejsce na uboczu Kazimierza.
W Młynku talerz smacznych falafeli z sałatką, sosem sezamowym i hummusem z buraka kosztuje 20zł.

I w końcu to, na co wszyscy czekają - Nova Krova, sławna (pomimo krótkiego stażu) wegańska burgerownia mieszcząca się również przy placu Wolnica. Była jednym z dwóch moich najważniejszych kulinarnych celów wyjazdu do Krakowa, i nie powiem, żeby mnie rozczarowała, ale kilka rzeczy można by poprawić.
Bulion z pierożkami nadziewanymi ciecierzycą i warzywami - 11zł. Bardzo dobry pomysł, który na pewno odtworzę, trochę gorsza realizacja, ale w gruncie rzeczy smaczne.
Zestaw burgerowy - burger seitanowy  z warzywami i sosem czosnkowym, coleslaw i frytki z warzyw korzeniowych.
Co jest fajne? Porcje nie są skromne, zarówno sałatki, jak i frytek dają sporo. Same frytki są bardzo smaczne, tłuste i słodkawe, i podoba mi się pomysł, że nie są tylko z ziemniaków, mimo że czytałam już na ten fakt utyskiwania.
Co nie jest fajne? Bułka jest za bardzo drożdżowa w smaku i rozpada się (ale widać, że jest domowa). Sos jest zbyt rzadki i wylewa się z burgera tworząc na stole i brodach jedzących instalacje w stylu modern art.

Całe menu - wszystko vegan i wszystko jest.

Sławne wegańskie zapiekanki - Plac Nowy, w "okrąglaku". Chyba najsłabszy kulinarnie punkt wyprawy, choć ich wielkość mnie pozytywnie zaskoczyła (mimo pustego od poprzedniego wieczoru żołądka zdołałam zjeść tylko pół). Są duże, ciepłe i strasznie się kruszą - czyli jak to zapiekanki.

Głupia mina, ale chodzi o pokazanie wielkości zapiekanki w stosunku do wymiarów mojej osoby ;) 


Pod Norenami, ul. Krupnicza 6 - chyba hit wyjazdu, jeśli chodzi o żarcie. Najdroższe z miejsc, ale bardzo sympatyczne, spokojne wnętrze, w którym chce się siedzieć godzinami i bardzo dobre jedzenie - niefastfoodowe fake meat'y, kuchnia japońska w wersji wegańskiej, pyszna herbata w czarkach.

Zamówiliśmy dwa kawałki nigiri sushi z devil's jelly, czyli diabelską galaretką (do tej pory nie wiem, co to było, smakowało jak agar), zupę miso z tofu i glonami wakame (ach), "wołowinę" z czosnkiem i brokułami i tofu w ostrym sosie orzechowym. Dania obiadowe są podawane z ryżem i typową azjatycką sałatką, czyli marchew, kapusta, sezam i chrzan.

I znów Kraków, którego nie ma się dość.

W suterenie zwanej hostelem.

Dostaję pytania, czemu fotografuję takie brzydkie miejsca. Bo tak wyglądają polskie miasta i w tym są prawdziwe. Zaułki, bramy i odrapane kamienice w bocznych ulicach mówią o mieście więcej, niż jeden reprezentacyjny deptak czy neony przy głównym placu.



23 komentarze:

  1. Oj bo zapiekanki to taki prosty fast food i nie są od tego, żeby się specjalnie zachwycać (w porównaniu do restauracji), ale ich fenomen to niecodzienna alternatywa :) Wracając w nocy z imprezy nie ma nic lepszego ;) Dobrze, że udało się Pod Norenami otrzymać dokładnie to co się chciało i kucharz focha nie strzelił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, trochę strzelił ;) tzn. od razu powiedziano mi, że "kurczaka" w sosie śliwkowym nie da się przygotować w wersji wegańskiej, bo mu panierka odpadnie podczas smażenia i lepiej, żebym zamówiła co innego. Na szczęście "co innego" było dobre.

      Usuń
  2. Czym podróżowałaś do Krakowa? Autokar? Pociąg? Czy jeszcze coś innego? Masz jakieś namiary na tanie bilety na trasie Warszawa-Kraków?
    ..oczywiście, jak zawsze, miło popatrzeć na Twoje podróże ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociągiem. Mam zniżkę z powodu wzroku, więc wychodzi mi taniej (ale drożej, niż studentom). Do Krakowa jeździ też Polski Bus, na pewno można trafić nawet za kilka złotych, ale wleczesz się 5h.

      Usuń
  3. Oj no Kraków piękny jest, ale w słońcu! Teraz wygląda jak pół dupy smoka zza smogu ;)
    A jak smakowały zapiexy? ja bardzo się przejechałam- niedoprawiony szpinak z pomidorem smakowały jak totalna ciapa na pysznej chrupiącej bułce. A chłopak zamiast sosu pomidorowego dostał keczup o lekko pomarańczowej barwie z dość dużą ilością octu więc domyślam się, że był to tortex ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takie sobie - dobra bułka, duża porcja, ale tofu niedoprawione, majonezu oczywiście nie było i w ramach sosu dostałam jakiś smętny ketchup.
      Ale i tak fajnie, że coś takiego jest!

      Usuń
  4. Ach... Jak ja tęsknie za Krakowem... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie w momo stałym punktem jest talerz sałatek:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę się uśmiechałaś do aparatu czy to magia Fotosklepu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poznałabym photoshopa nawet gdyby ugryzł mnie w tyłek. Nigdy nic nie robię ze zdjęciami :)

      Usuń
  7. Dobrze, że robaksa Pod Norenami nie dostałaś :D W naszym curry (na które czekaliśmy 1,5 godziny) pływała taka tłuściutka, wypasiona larwa.

    A z czego ta wołowina? ;P Bo jak byliśmy tam ostatni raz, to okazało się, że zmienili sposób przygotowywania seitana i dodają do niego mleko. Coś się znowu zmieniło, tym razem na lepsze? Oby, oby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O bogini, nie strasz! :) Nie pytałam o skład seitanu, do głowy by mi nie przyszło, że może być z nim coś nie tak - "wołowina" miała w karcie napisane "V", więc według ich oznaczeń powinna być wegańska.
      Wszystko było bardzo dobre, ale słyszę dużo negatywnych i mieszanych opinii o tym miejscu, więc może miałam szczęście.

      A sklepik, w którym pracujecie pod jakim adresem się mieści?

      Usuń
    2. To miejmy nadzieję, że poszli po rozum do głowy i nie mieszają mleka do seitana ;)
      My zraziliśmy się bardzo, ale może jeszcze kiedyś tam wrócimy.

      Chodzi Ci o Pana Zielonkę na Podgórzu, przy Placu Bohaterów Getta?

      Usuń
    3. Tak! Nie miałam pojęcia, gdzie Was szukać. Przyjadę latem, to się umówimy :)
      Na Podgórzu byłam teraz tylko na Rynku Podgórskim, i to nocą, ale widzę, że byłam blisko od Was, bo nocowałam przy Halickiej - tylko most przeskoczyć.

      Usuń
  8. Ale ja już tam nie pracuję - skupiłam się na Zielonym Talerzu :)

    A za brak kontaktu przy okazji wizyty w Krakowie - foch dozgonny! ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja uwielbiam czytać Twoje relacje z podróży! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja akurat bylem tylko w Karmie, ale mialem okazje sprobowac 3 dan z ich menu: taki jakby gulasz z batatami i niby z maslem orzechowym (ale za bardzo bo nie czulem), cos na litere "R" z czarna fasola, kielkami, orkiszem i paroma innymi ciekawymi rzeczami oraz curry (juz dokladnie nie pamietam co w nim bylo), ktorego pojawilo sie nastepnego dnia na miejsce tego dania z czarna fasola.
    I wszystko bylo oryginalne i pyszne. Kucharz ma naprawde dobrego skilla. Obsluga tez OK, sa przygotowani na weganskie wersje potraw i nie ma z tym zadnego problemu.
    Jak znowu bede w Krakowie to chetnie odwiedze ten lokal po raz kolejny i sprawdze nowe wynalazki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. tak się nastawiłam dość na te zapiekanki (jade do krk w nastepny weekend) ale teraz to w sumie nie wiem...
    co byś poleciła w drugiej kolejności poza norenami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapiekanki dość ok, ale jako jeden z kilku elementów - nie rób z tego hitu wyjazdu, bo się rozczarujesz.
      Na drugim miejscu Momo albo Nova Krova, oba miejsca na Kazimierzu.

      Usuń
  12. moje miasto :) i ukochana kamienica Ohrensteina. trochę mi wstyd że mieszkam 5 minut od novej krovy a jeszcze nie zdążyłam zajrzeć ale burger wygląda smakowicie i twój post jest ostateczną zachętą :) Ja uwielbiam Twoje zdjęcia architektury bo bardzo pokrywają się z moją wizją obfotografowywania miast - szukania tego, co ukryte, prawdziwe, codzienne. Ale tu właśnie widać różnicę między podróżnikiem a turystą :) Pozdrawiam ciepło z już zaśnieżonego Kazimierza.

    OdpowiedzUsuń
  13. O Yoga na Karmelickiej, byłaś 25 metrasów od nas... hmmm kolejna wegańska znajomość ominęła nas o włos ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Foty pstryknięte od strony nie turystycznej takie prawdziwe i polskie. Podobają mi się. Jeśli bedę w krako, to na pewno będę wiedziała gdzie uderzyć. Dzięki.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...