sobota, 30 marca 2013

niech sczeźnie marzec


Wszyscy pewnie gdzieś dziś byli, a ja tylko w piwnicy.

piątek, 29 marca 2013

wielkanocne przygotowania

To chyba najfajniejszy wielki piątek w moim życiu. Pierwszy raz we własnym mieszkaniu, bez wyjazdów, współlokatorów, nacisku na sprzątanie i tak dalej. Nie muszę się spieszyć, bo nigdzie nie jadę i nikogo nie zapraszam, nie muszę martwić się tłokiem w pociągach. Jedyną moją troską było dziś czy baba drożdżowa wylezie bez uszczerbku ze starej cynkowej formy po babci (czytelniczka poradziła mi, że trzeba chodzić wkoło i powtarzać babo, babo, udaj się, bo jak nie, to cię zjem; inna radziła owinąć formę mokrą ścierką, a według mojej mamy należy pukać w formę ze wszystkich stron). Wierszyk zadziałał!;) Baba wyskoczyła z formy jak złoto.


Tu dopiero rośnie - jest drożdżowa, z rodzynkami i zapachem rumowym. Właśnie stoi na parapecie oblana czekoladą i pewnie jutro ją pokażę. A tymczasem przepis, bo może jeszcze ktoś zdąży zrobić.

25 dag mąki tortowej
5 dag mąki kukurydzianej
5 dag cukru ( baba wychodzi mało słodka, dlatego polałam czekoladą)
szklanka mleka roślinnego
garść bakalii ( rodzynki i skórka)
7 łyżek oleju
sok z 1 pomarańczy
4 dag drożdży
zapach rumowy

Zrobić zaczyn, odstawić na 10 minut. Zmieszać wszystkie składniki i wyrobić gładkie ciasto - mąki musiałam dosypywać, 250g to trochę mało. Piec 45 minut w niskiej temperaturze, jak głosił przepis - ja nie mam stopniomierza, więc piekłam po prostu do suchego patyczka.

Polewa : pół gorzkiej czekolady, kilka łyżek mleka sojowego.

Właśnie jem inauguracyjny kawałek, i jest to bardzo dobry wypiek jak na pierwszą babę z życiu, w dodatku w formie nieużywanej od półwiecza.

Cynamonowe drożdżówki wielkopiątkowe hot cross buns - Jezu, ile z nimi zachodu! Tyle samo co ze ślimakami szwedzkimi, które kiedyś piekłam na święta zimowe. Zrobić ciasto, rosną, uformować, znowu rosną, polać tym i owym, naciąć, upiec, wystudzić, polać glaze, czyli wodą z cukrem, i icing, czyli lukrem...Są naprawdę przepyszne, rozpływają się w ustach, ale rozczarowało mnie, że lukier, który w misce wydawał się biały i miał dokładnie wypełnić krzyże, został tak bardzo wchłonięty przez ciasto, że prawie go nie widać.
Nie mam siły przepisywać receptury, jeśli ktoś chce, to podam w komentarzach link do anglojęzycznego przepisu. Warto je raz do roku upiec, ale wyjęły mi 3h z życiorysu.

Pasta jajeczna-bezajajeczna, tym razem w wersji bez drożdży.

kostka tofu
1/3 puszki ciecierzycy
pół szczypioru
sól czarna
2 łyżeczki musztardy
curry lub kurkuma dla koloru (mało)

Zblendować, pozostawiając jednak trochę grudek, bo nie sos robimy tylko pasto-sałatkę. Dorzucić parę łyżek domowego vegan majonezu.

Jak na wielkanoc przystało, porządne drugie śniadanie - bułki z pastą jajeczną i wędliną. 


I jeszcze obiadowa pizza z resztkami gyrosa i tarta cytrynowa z wegańską bezą, którą boję się nadkroić.

Jutro żur i sałatka, a potem można już będzie grać w państwa-miasta, czytać "Jak być kobietą"( głupi tytuł dobrej feministycznej książki) i wałkonić się na kanapie, jako że pogoda nie sprzyja niczemu w tym kraju.


czwartek, 28 marca 2013

czwartek z byle czym vol.15

Wstałam o 6.45, żeby dokończyć zleconą korektę, i postanowiłam, że dziś nie ominę czwartku i napiszę wam parę słów o starych książkach i, oczywiście, jedzeniu.

W zimny, ale słoneczny wtorek wybrałam się w końcu na Grochów, do Antykwariatu Grochowskiego. Słyszałam dużo dobrych rzeczy na jego temat i dobra opinia okazała się całkowicie zasłużona. To duży, ciekawie zorganizowany sklep z książkami, płytami winylowymi i starociami, pachnący starą biblioteką  i kurzem. Szczelnie wypełnione, dobrze opisane regały zajmują całą przestrzeń, tworząc labirynt, w którym można się zgubić - a na szczytach regałów leżą drabiny, z których zwisają żarówki na przewodach. Chcesz przejrzeć półki z literaturą fińską? Zapal sobie lampkę, żeby lepiej widzieć.
Lubię stare książki, po których widać, że ktoś je czytał. Jeśli przepadacie za atmosferą Empiku i Trafficu, gdzie wszystkie okładki błyszczą, a pomieszczenie jest konglomeratem księgarni i kawiarni, to antykwariaty tego typu raczej nie są dla was. Tutaj książki niekoniecznie są piękne i kolorowe, ale można kupić nie tylko nowości, lecz rzeczy sprzed lat, których nigdzie nie ma i których od dawna się szuka.

Za 21zł mam cztery książki - dwie stare Chmielewskie i dwie części serii Ludwiki Woźnickiej o Jagodzie. Lubię książki pisane i wydawane w PRLu - "Jagoda" jest z 1967r. i opowiada historię młodej dziewczyny, która przyjeżdża do Warszawy ze wsi uczyć się w liceum pielęgniarskim.



Ostatnie posiłki - prosta zupa-krem z pora, selera i ziemniaków ze smażoną cukinią oraz "pieski w kocykach", czyli parówki w cieście francuskim, na które przepis podawałam tutaj.

Popijam Schwip Schwapa, którego lubiłam w Berlinie, i myślę nad organizacją wielkanocy. Jako że spędzamy we dwoje, pierwszy raz w nowym mieszkaniu, to nie ma się co napinać. Będą ciasta, żurek, sałatka, polędwiczki seitanowe i wędliny sojowe...i spacery. Jeśli utrzyma się słońce, bo nic na razie nie zapowiada wiosennej pogody.
Paskudnie nie chce mi się sprzątać, a już okien myć wcale, choć świata przez nie nie widać. Mam wymówkę, że w piątek pracuję do wieczora, a w sobotę to już święto i za późno sprzątać;) Ale będzie chyba trzeba trochę ładu tu wprowadzić, bo książki i papiery plenią się dosłownie wszędzie, a kaktus w rodu parapetu patrzy smętnie.
Może jutro wrzucę jakieś ciasta, zobaczymy czy wyjdzie przedpotopowa baba drożdżowa...

wtorek, 26 marca 2013

najczęściej zadawane pytania


Dziś czwarta rocznica pisania bloga, zaczęłam 26 marca 2009. Wiele się przez te cztery lata zmieniło, ale blog zawsze mi towarzyszył i starałam się pisywać bardzo regularnie.
Jako że dostaję dużo pytań, z których część się powtarza, postanowiłam zebrać odpowiedzi w jednym miejscu. Mamy tu 35 pytań, na które odpowiedziałam najobszerniej jak mogłam. Sporo tego.

Autorkę pytania nr 27 proszę o kontakt na maila sunnylion@o2.pl i podanie danych adresowych, bo wygrała paczkę mochi!:)

  1. Jak radzisz sobie z krytyką otoczenia? Kiedyś to pytanie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, bo nie wpadłabym na to, że można włazić z butami w czyjąś dietę, ale od kiedy sama zrezygnowałam z mięsa i nabiału, dostaje mi się czasem od rodziny i znajomych. Zakładam, że Tobie też zdarzały się nieprzyjemne sytuacje. Ja czasami mam wrażenie, że ludzie mylą wegetarianizm z satanizmem, bo tylko tak da się wytłumaczyć niektóre komentarze. I nie chodzi i zaskoczenie, zainteresowanie czy ciekawość, ale zwykłe chamstwo. Przykładowe teksty: "I co, czujesz się moralnie lepsza od innych?", "Tak się martwisz o głupie krowy i świnie, a co z dziećmi w Afryce?", "A te buty to z czego?", "Mam nadzieję, że ci przejdzie". Może nie są to obelgi ani złorzeczenie, ale pewnie dobrze wiesz, jak takie teksty mogą działać na nerwy.

Jest mi może o tyle łatwiej, że całe życie szłam pod prąd. Zawsze dokonywałam trochę innych wyborów życiowych, inaczej wyglądałam, w co innego wierzyłam, czym innym się interesowałam, niż większość moim rówieśników. Teraz to już w ogóle te światy się rozjechały, bo w wieku 32 lat robię i mówię nadal te same rzeczy, co 10 lat temu, a moi rówieśnicy już z tego „wyrośli” ( jak można wyrosnąć ze słusznych poglądów?). Tak więc nie było mi trudno pewnego dnia odrzucić nabiał, zwłaszcza że nastąpiło to w długi czas po odrzuceniu mięsa i wiele osób było przyzwyczajonych, że pewnych rzeczy nie jem. Nie miałam nigdy żadnego problemu z rodziną – moi rodzice zawsze bardzo mnie wspierali i, mimo że sami jedzą tradycyjnie, nigdy nie podważali moich wyborów ani ich nie wyśmiewali. Obcymi ludźmi się nie przejmuję, jeśli ktoś pyta, tłumaczę z uśmiechem. Jeśli zaś atakuje – nie bardzo chce mi się gadać. Kiedyś prowadziłam w Internecie i na co dzień krucjaty, teraz złapałam się na tym, że z wielu dysput wolę się wycofać, bo gros ludzi nie potrafi dyskutować kulturalnie.
Jak każdemu weganinowi/każdej wegance trafiały mi się głupie komentarze od dalszych znajomych czy uczniów – typu „To co z tego, że zwierzęta cierpią?”. Zbywam to machnięciem ręki. Wiele osób niby podziwia, ale na zasadzie „ja bym tak nie mogła” ( i musi mnie poinformować szczegółowo, dlaczego by nie mogła i jakie produkty nabiałowe uwielbia). Trafiają się domorośli dietetycy, pytający z mądrą miną „ a skąd bierzesz białko?” ( ludzie, zapamiętajcie w końcu, że białko jest nie tylko w mięsie!). I oczywiście hejterzy, czyli wymienieni przez ciebie ludzie od „dzieci w Afryce”, „skórzanych butów” i innego szukania dziur w całym.
Chyba zrobię sobie koszulkę ze znanym hasłem „Yes, I am vegan. No, my shoes aren’t leather. Yes, I have a life”, bo te pytania słyszę najczęściej.
Jak sobie radzić? Jeśli ktoś jest miły, zainteresowany – odpowiadać, tłumaczyć, a nuż czegoś nie wie i jakaś klapka mu się otworzy. Jeśli od razu atakuje, nie słucha odpowiedzi, bo ma własne argumenty, które są oczywiście według niego lepsze – raczej rejteruję z takiej konwersacji.
Tu się być może narażę niektórym, ale najbardziej chyba nie lubię rozmawiać z wojującymi wegetarianami, czyli ludźmi, którzy od dawna nie jedzą mięsa, ale pomimo prostych argumentów nie są skłonni zrezygnować z nabiału, bo „już i tak wiele robią dla zwierząt”. Ich wiedza na temat hodowli przemysłowej jest często niewielka, ale być może dlatego, że nie chcą poznać prawdy. I takie rozmowy są ciężkie, bo te osoby chcą, żebym im przyznała, że i tak wiele robią, a ja nie mogę – dla mnie wegetarianizm jest pierwszym krokiem ku ulżeniu zwierzętom, niezbędnym, ale nie ostatnim. Nie poprawia na dłuższą metę ich sytuacji.
I z  mojego doświadczenia wynika, że najtrudniej jest porozumieć się właśnie z takimi osobami. Według mnie, jeśli ktoś nie je mięsa od 20 lat i uważa, że robi to z powodów etycznych, czyli dla zwierząt, to powinien całą sprawę przemyśleć jeszcze raz…


  1. Czy widziałaś film "Earthlings"? Jeśli tak, to jakie zrobił na Tobie wrażenie?

Tak, jest poruszający i myślę, że warto pokazywać go osobom, które się wahają, uważają weganizm za ekstremum albo nie mają pojęcia o realnej sytuacji zwierząt.

3. Czy mogłabyś być w związku z kimś, kto je mięso? Jakie jest twoje podejście do tej kwestii? Natrafiłam kiedyś na takie porównanie o związkach wege+niewege, że to tak jakbyś była czarnoskóra i tkwiła w związku z rasistą. Co sądzisz o takim postawieniu sprawy? Radykalne czy słuszne?

W tym momencie odpowiedź brzmi nie, nie mogłabym. Zdarzyło mi się być z w związku z osobami jedzącymi mięso już kiedy sama go nie jadłam, ale było to wiele lat temu ( ponad 10) i miałam pewne sprawy mniej przemyślane. Od paru lat nie wyobrażam sobie nie tylko mięsa, ale i nabiału w mojej lodówce i w ogóle pod moim dachem.
Ludzie dobierają się na zasadzie podobieństw ( nigdy nie wierzyłam w to przysłowie, że przeciwieństwa się przyciągają) i dlatego po prostu nie podobają mi się osoby o zupełnie innym systemie wartości, sposobie myślenia i życia. Nie sądzę też, żeby facet o zupełnie innych poglądach miał mi cokolwiek do powiedzenia i zwrócił na mnie uwagę:)
Zanim poznałam obecnego partnera, miałam w głowie jaki mniej więcej powinien być, a jaki na pewno być nie może. I tak jak nie mogłabym być z seksistą czy kimś lubiącym alkohol, tak nie mogłabym być też z osobą jedzącą mięso czy mającą zupełnie przeciwne poglądy polityczne.
Na szczęście się udało i nie musiałam się w żaden sposób naginać.

4. Czy przekonałaś kiedyś jakąś osobę do przejścia na weganizm (lub chociaż wegetarianizm)? Jak rozpoznać osobę, która ma taki potencjał zmiany i jak jej pomóc?

Tak, wydaje mi się, że całkiem sporo osób. Choćby mój partner nie był weganinem, gdy się poznaliśmy. Trudno ocenić, kto przechodzi na weganizm pod czyim wpływem, bo czynników sprawczych jest wiele – książki, programy, filmy, rozmowy. Moja siostra jest od wielu lat wegetarianką, z pewnością miałam w tym swój udział, ale nie wiem czy mogę wyłącznie sobie przypisać jej decyzję :) Każdy decyduje, kiedy jest gotowy/a.
Jak pomóc? Nienachalnie. Dużo opowiadać o weganizmie, przede wszystkim gotować, zapraszać na dobre posiłki, by ten człowiek zobaczył/a, że nie jest to trudna, mordercza dieta. Pomagać w zakupach, pożyczać książki. I chyba numer jeden – dawać dobry przykład. Nie narzekać, że nic w sklepach nie ma, że „zjadłabym ser”, nie robić sobie dyspens.
Jak to kiedyś śpiewał zespół Włochaty, którego nie lubię, ale zacytuję „Bądź zmianą, którą sam chciałbyś zobaczyć na świecie”. Bądź serio i rób swoje, choćbyś był/a jedyną osobą to robiącą, naturalnie, z uśmiechem ( bo życie według swoich zasad to nic trudnego), a ludzie będą szanować twoje decyzje, i być może nawet sami się nimi zainspirują.

5. Nie wiem, czy też tak miałaś, kiedy zaczynałaś z wegetarianizmem (nie weganizmem), ale ja mam takie okresy zwątpienia - nie w słuszność idei, ale we własną wolę. Boję się, że lenistwo, przyzwyczajenie, łakomstwo i konformizm w pewnym momencie będą silne i sięgnę po np. owoce morza, które bardzo lubiłam, gdy nie byłam wege. Albo, że na jakiejś rodzinnej imprezie nie będę chciała sprawić komuś przykrości. Albo nie będzie mi się chciało gotować i pójdę po kebab w bloku obok. Wiem, że to głupie, ale jestem tylko człowiekiem i czasami tak po prostu mam.
Jak to ogarnąć, mówiąc kolokwialnie? :)

Marnie pamiętam te początki, to już tyle lat :) Te okresy przejściowe bywają trudne, bo człowiekowi bardzo brakuje starych smaków. Ale to trwa dosłownie chwilę.
Żelazna zasada – nauczyć się gotować, bez tego nie ma zdrowej, urozmaiconej diety roślinnej i łatwiej o „potknięcia”.
Może nie jestem dobrym przykładem, bo dla mnie ani weganizm, ani wegetarianizm nigdy nie były trudne. Poczucie, że robię coś dobrego i słusznego zagłuszało chęć zjedzenia tego czy owego ( zresztą jarałam się raczej nową dietą, że tyle produktów, że zupełnie inne dania, a nie skupiałam się na tym, że np.nigdy już nie spróbuje czekolady Milka. Na początku miałam czasem takie myśli, gdy szłam do sklepu i widziałam, że są nowe batony, nowe jogurty o nieznanych mi smakach „ o rany, już nigdy tego nie zjem!”, ale nie jadłam, i to uczucie przechodziło, a teraz jest mi już zupełnie obce). U mnie działa poczucie słuszności wyboru. Jestem weganką i koniec. Nie ma dyspens na święta, nie ma, że komuś będzie przykro. Właśnie ludzie mniej poważnie będą cię traktować, jeśli będziesz ulegać, próbować, zmieniać zdanie. Nie warto sobie odpuszczać, bo potem psychicznie będziesz czuć się źle.
Nigdy nie mogłam dotrzymać żadnej diety odchudzającej, zawsze liczyłam dni do czasu, gdy będę znów mogła zjeść coś zakazanego. Z weganizmem tak nie mam – po prostu pewne grupy produktów nie są już dla mnie pokarmami, nie patrzę na nie w ten sposób.

6. Czy zdarzyło się kiedyś, że zostałaś celowo lub przypadkiem wprowadzona w błąd i zjadłaś coś niewegańskiego (np. w restauracji lub u znajomych)? Jeśli tak, to jak zachowałaś się w takiej sytuacji? Pytam, bo moja przyjaciółka weganka została okłamana w jednej z restauracji, że warzywa do jakiegoś makaronu zostały usmażone na oliwie, a kiedy danie wylądowało na stole okazało się, że są na maśle. Odmówiła zapłacenia, zrobiła się spora awantura i skończyło się na dosłownym wyrzuceniu jej z restauracji przez kierownika sali. Jak ty byś zareagowała?

Możliwość otrzymania odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące składników jest w polskich restauracjach raczej niemożliwa. Żelazny zestaw to – na czym jest zupa, na jakim tłuszczu są smażone frytki, czy ciasto na pizzę nie zawiera mleka czy jajek itp. Na te pytania zawsze odpowiedzą, natomiast nie sądzę, żeby ktoś znał odpowiedź na pytanie czy np. przyprawa, której użyli nie zawierała inozynianu. W przypadku tych drobniejszych rzeczy stosuję zasadę zaufania – mówią, że w daniu czegoś nie ma, to wierzę. Warto też, pytając, posługiwać się konkretami czyli nie „czy danie jest wegańskie?”, tylko „czy zawiera nabiał pod postacią taką i siaką”. Bo ludzie niestety często mylą weganizm z wegetarianizmem.
Parę razy dostałam coś dziwnego, np. na ziemniakach było masło albo jedna z sałatek była ze śmietaną, jednak zawsze byłam wtedy z osobą jedzącą nabiał i oddawałam jej część dania. Gdybym dostała coś „nie do uratowania”, czyli np. kawę na mleku krowim, choć obiecano mi na roślinnym, oczywiście oddałabym danie ze stosownym komentarzem.
W przypadku ciast, szwedzkich stołów itp. stosuję zasadę ograniczonego zaufania, czyli nie jem czegoś bez opisu, np. ciastek, których składu nie można sprawdzić.
Uważam jednak, że podobne sytuacje są nie do uniknięcia. Im dłużej jesteśmy weganami, tym większe prawdopodobieństwo, że kiedyś, gdzieś, przez czyjeś lub własne niedopatrzenie/niedoczytanie cos zjedliśmy. Rozwiązanie to jeść tylko w domu albo w wegańskich miejscach :)

7. W ramach "odpsucia" konkursu urodzinowego FAQ, pytania zupełnie typowe i całkowicie bez podtekstów (na odpowiedziach na oba pytania bardzo mi zależy):
- jak robisz majonez (sos?) sezamowy?
- jak robisz krem kokosowo-daktylowy do rafałowego tortu (w zasadzie tort ów można nazwać rafaello... ;) )
                       
Sos sezamowy nie jest robiony na bazie majonezu, tylko tahiny i wody. Miksuję kilka łyżek tahiny z solą, czosnkiem, wodą i sokiem z cytryny, i odstawiam na trochę do lodówki, aż zgęstnieje.

A krem był prosty – mleko kokosowe ( puszka), 100g wiórek, 100g daktyli bez pestek.

8. Jaki był pierwszy impuls, który skłonił cię do przemyśleń na temat wegetarianizmu (z tego, co pamiętam, najpierw byłaś wegetarianką, później weganką)?
Czytałam, że czasem eksplorujesz śmietniki. Najciekawsza reakcja, z jaką się spotkałaś podczas tych praktyk to...? A może w ogóle nikt nie zwraca na to uwagi? Ciekawi mnie to, bo nigdy nie widziałam osoby, która by coś takiego robiła, a sama bym chyba odczuwała blokadę przed czymś takim
.

Tych impulsów było wiele – od dziecka trzymałam z , nazwijmy to, alternatywnym środowiskiem, gdzie niejedzenie mięsa było codziennością. Na pewnym, wczesnym dość etapie życia przestałam je jeść, bo w moim środowisku było to „niemodne”. Oczywiście interesowałam się sytuacją zwierząt, czytałam ziny itp. Pamiętam zdjęcie owiec idących na rzeź z jakiejś gazety. Jedna z tych owiec miała odwróconą głowę i patrzyła prosto na mnie. Po obejrzeniu tego zdjęcia miałam pierwsze podejście do weganizmu ( chyba 2001 rok).
To była zwyczajna droga – najpierw mięso, potem ryby, testowane kosmetyki, skóra, potem wełna, nabiał, miód itp. Nie przeskakiwałam etapów, ale chyba mało kto to robi (znam jedną osobę, która przeszła od razu z mięsa na weganizm).

Śmietniki? Rozumiem tabu, ale w sumie nie ma się czego wstydzić. Zazwyczaj jeździłam rowerem z koszem na kierownicy. W przypadku, gdy ze sklepu wyszedł ochroniarz z krzykiem ( ale to naprawdę rzadkość) mogłam po prostu szybko odjechać. Jednak najlepiej jeździć nocą i samochodem, po zamknięciu sklepów. Czasem zdarzało się, że ochrona pytała, co robimy i dawała spokój. Oczywiście gdy śmietniki są zamknięte lub na terenie ogrodzonym i trzeba się tam dostać to jest to większa adrenalina – jeśli cię złapią, mogą być nieprzyjemni, choć to tylko śmieci. Jeździłam więc raczej do otwartych i w dzień.
Warto mieć dużo toreb i rękawiczki plastikowe, takie jak do farbowania włosów.

9. Ja mam pytanie z innej beczki. Wiesz kim jesteś teraz, kim chcesz być i do czego dążysz? Pytam się, bo jako licealista muszę sobie zadawać te pytania codziennie (studia, studia, studia), a ty nie masz stałej pracy i często się przeprowadzasz(to nie zarzut).

Mam dość chyba niepopularny pogląd na ten temat – uważam, że na każdym etapie życia można coś zmienić i decyzje podjęte we wczesnej młodości nie powinny rzutować na całe nasze życie ( a jeśli rzutują negatywnie, to były to niestety kiepskie decyzje).
Moje życie pokazało mi już nie raz, że nie ma prawie nic stałego. Wiele razy się przenosiłam, podjęłam wiele lepszych i gorszych decyzji, i nie idę przez życie patrząc wstecz w ramach „co by było, gdyby…”. Mamy tylko jedno życie i trzeba wykorzystać je do cna, podróżować, robić to, na co się ma ochotę i nie dać się złapać w pułapkę konformizmu.
Jestem człowiekiem. A do czego dążę? Do prowadzenia długiego i udanego życia, i bardzo się cieszę, że nie wiem, jak się ono potoczy.
Mam wrażenie, że twoje pytanie odnosi się do tzw.poważnych decyzji życiowych związanych z pracą i wykształceniem. To ważne, ale to nie są jedyne rzeczy w życiu. Nie chcę podążać linearną ścieżką studia-dobra praca- mąż – dziecko.
Studia, które skończyłam, były ciekawe i twórcze, ale obecnie żyję z zupełnie czegoś innego i nie przepracowałam chyba dnia zgodnie z wykształceniem. Tak więc decyzje podjęte po maturze nie były dla mnie wiążące i może dla ciebie też nie będą. Praca też jest środkiem do celu, nie centrum życia.
Wybierz to, co choć trochę lubisz!

10. Czy masz jakas swoja "signature dish", ktora zwykle serwujesz miesozercom (tym bardziej zatwardzialym;), a ci zaskoczeni podnosza wzrok znad talerza mowiac "I can't believe it's vegan"?

Znam niewielu mięsożerców ;) Nie dobieram dań jakoś specjalnie pod nich, bo moja kuchnia jest dobrze przyprawiona i wcale nie super lekka, więc nie jest tak, że dam tartą marchewkę i ktos się u mnie nie naje J Nigdy nie oszukuję, każdy wie, że dania nie będą mięsne ani nabiałowe. A dla osób lubiących tradycyjne smaki często smażę kotlety z czerwonej fasoli z pieczarkami i cebulą, do tego tłuczone ziemniaki, ogórki kiszone, buraki – po polsku.
A znana jestem głownie z ciast i słodkich wypieków.

11. Z jaka potrawa wiaze sie najwiecej Twoich wspomnien z dziecinstwa? Do ktorej wracasz najczesciej i dlaczego? Kto ja dla Ciebie robil?
Oczywiscie, o ile masz ochote sie podzielic taka historia.:)

W moim domu jadło się tradycyjnie. Z dzieciństwa pamiętam wiele „podróbek” lepszych produktów, bo żyliśmy skromnie, a na początku lat 80. wielu rzeczy w sklepach nie było. Mama często robiła nam tzw. kryzysową czekoladę czyli blok czekoladowy na mleku w proszku, z pokruszonymi herbatnikami. I pischinger.
Dzieciństwo kojarzy mi się też z sokiem bobofrut.
Pamiętam, że w 1989 roku pierwszy raz jadłam banana. Cholernie mi nie smakował :)

12. A ja chciałabym wiedzieć dlaczego na prawie wszystkich zdjęciach jesteś taka smutna. Przeleciałam całego bloga i znalazłam tylko jedno zdjęcie na którym się tak radośnie śmiejesz (9.X.2011).
Czy jesteś optymistką czy raczej pesymistką?

Jestem bardzo żywą, uśmiechniętą i radosną osobą, a jeśli się załamuję, to na krótko. Dużo się śmieję i dużo mówię.
Brak zdjęć z uśmiechem wynika z faktu, że nie lubię swojego uśmiechu, zwłaszcza utrwalonego na zdjęciach – jest bardzo duży i lepiej wyglądam bez niego.

13. Budzisz się pewnego dnia i okazuje się, że zostałaś przeniesiona do czasów, gdy wszyscy ludzie przeszli na weganizm. Jak wyglądałby taki świat? Co by się zmieniło poza oczywistymi rzeczami typu menu w barach, czy zawartość półek sklepowych; jaki wpływ miałaby taka zmiana diety na rozwój cywilizacji, techniki? Opowiedz, jak to widzisz? :)

Dobre, ale trudne pytanie:) Nie sądzę, że wegańska rewolucja będzie miała miejsce na taką skalę i w tylu miejscach równocześnie, żeby ludzie zrezygnowali ze wszystkich produktów mięsnych i nabiałowych, i jednocześnie z eksploatacji zwierząt na innych polach – to długa droga.
Jednak załóżmy, że budzimy się w takim świecie…no i zwierząt jest mniej. Znikły farmy, fermy, hodowle. Każdy człowiek wychowuje tylko zwierzęta, które uratował i które są jego przyjaciółmi, a myśl o zjedzeniu ich jest mu obca. Powstają nowe technologie produkcji materiałów, leków, kosmetyków, klejów, plastiku, wszystkiego, w czego wyprodukowanie wcześniej angażowano składniki pochodzenia zwierzęcego.
Czy ludzie zmieniliby się w stosunku do siebie nawzajem? Wątpię. Nie mam kolorowej wizji przyszłego świata, w której wszyscy mieszkają w kolorowych osiedlach i cały dzień spędzają na rękodziele. Ludzie pozostaliby sobą ( niestety i stety). Usunięto by po prostu eksploatację, tak jak kiedyś zrezygnowano z niewolnictwa czy dano prawa kobietom ( oczywiście nie ot tak, o te wszystkie sprawy toczyła się żmudna walka, i krzewienie weganizmu też jest pewnego rodzaju walką, której efekty będą widoczne za jakiś dopiero czas).

14. Czy jesteś czasem zmęczona unikaniem wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, czy masz ochotę np. kupić pierwszy lepszy produkt w sklepie tylko dlatego, że smacznie wygląda, bez sprawdzania etykiety, analizowania go? Jesteś zawsze i wszędzie wierna swoim ideałom, czy czasem miewasz chwile słabości pod tym względem
?

Nie jestem zmęczona unikaniem produktów, bo to nie jest trudne. W każdym sklepie masz wiele dostępnych słodyczy, składników do dań, które nie są pochodzenia zwierzęcego. Nie ma sklepu, do którego nawet wbiegając o 22 minutę przed zamknięciem wyjdzie się z pustymi rękami – wszędzie są owoce, warzywa, pestki, orzeszki, pieczywo, puszki ze strączkami, często wafle, czekolady czy inne niezbyt zdrowe przekąski.
Jeśli chce się jeść dobrze, warto pomyśleć o tym, że będzie się np. cały dzień na mieście i zapakować obiad czy kanapki. Ale i bez tego można sobie w awaryjnej sytuacji poradzić – kupując banany, bułkę, gorzką czekoladę czy słone orzeszki. Swego czasu moim ulubionym połączeniem była kapusta kiszona i chipsy solone :)

Nie, nie mam ochoty kupić produktu dlatego, że ładnie wygląda, jeśli np.zawiera mleko. Uważam, że nie ma co się łamać. W początkowej fazie wiadomo, że ludzie czasem coś zjedzą ( choć mi się to nie zdarzało), a idea weganizmu polega na ograniczaniu zwierzęcych składników, i jeśli ktoś nie umie całkowicie z nich zrezygnować, to lepiej, żeby jadł/a na co dzień wegańsko, a raz na miesiąc zjadł co innego, niż całkowicie się poddał. Ale weganizm to też pewna decyzja i zobowiązanie wobec siebie. Z powodu jakiś filmów/rozmów/informacji podjęliśmy pewne decyzje i nie ma co się z nich wycofywać, bo „ta Milka taka dobra” :) Naprawdę niektóre rzeczy są tak smaczne, że to ważniejsze, niż cierpienie zwierząt?
Nie rozpatruję pewnych grup produktów jako pokarmów, nie oglądam ich reklam, omijam całe alejki w sklepie – bo tam nie ma nic dla mnie i nie ma za czym wzdychać.
Zresztą z czasem weganizm staje się prostszy – po kilku latach już naprawdę nie myślisz o tym, że na rynku pojawiły się nowe jogurty;)

15. Ja mam pytanie, w kontekście powyższej dyskusji, ale b. osobiste,więc jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj: Jaką formę antykoncepcji stosujesz? tzn. czy weganki mogą brać pigułki antykoncepcyjne, o to mi głównie chodzi, ale też jaki jest Twój stosunek do prezerwatyw (one chyba też są testowane na zwierzętach)?
Jestem przeciwna faszerowaniu się lekami, więc nie biorę hormonów. Jest na pewno wiele weganek, które z różnych względów biorą pigułki, ale ja tego nie robię – nie jestem w stanie więc wskazać, które są lepsze i jaki jest ich skład.
Prezerwatywy mogą być niewegańskie, bo mogą zawierać kazeinę, czyli pochodną mleka krowiego. Warto więc używać nielateksowych ( są normalnie dostępne), albo specjalnych wegańskich firmy Glyde. W Polsce sprzedaje je sklep Cinco Terra.


16. Jeśli opiekujesz się jakimś zwierzątkiem to jak je karmisz, wegańsko czy nie (a jesli nie masz to jak byś karmiła np. kota czy psa?)? Jakie masz podejście do żywienia zwierząt, którymi się opiekujemy w domu (zwłaszcza koty i psy) - po wegańsku czy nie?

Jestem zwolenniczką wegańskiego karmienia zwierząt domowych, ale wiem, że budzi to wiele kontrowersji, nawet wśród wegan. Są różne opinie – że pies może tak, ale kot już nie, że to krzywda i zbrodnia, spotkałam się też z opinią, że robię to, żeby pokazać „jaka jestem alternatywna”.
Tymczasem wyjaśnienie jest bardzo proste – jeśli jesteśmy weganami, to sprzeciwiamy się eksploatacji zwierząt na każdym polu. Czy konsekwentne i logiczne jest nie kupować mięsa dla siebie, ale kupować dla zwierząt? Tym samym przedkładamy życie naszego domowego kota nad życie krowy ( bo to ona będzie zmielona na puszkę dla niego), czyli wspieramy gatunkowistyczny podział na zwierzęta towarzyszące i rzeźne.
Dla mnie to nie fair.

Są dostępne wegańskie karmy np. Ami czy Benovo. Czasem trudno przestawić kota, który jadł mięso od urodzenia, a my adoptujemy go w wieku kilku lat. Moja kotka Irena gardziła karmami Benovo, które składały się głownie z ryżu i marchewki.

Uważam, że wyjścia są trzy : 1) nie „mieć” zwierzęcia, 2) „mieć” zwierzę roślinożerne ( np. królika), 3) karmić wegańsko, a przynajmniej spróbować.

Karmy są zbilansowane, z tauryną itp. Jeśli kot poza tym jest wychodzący, to i tak dostarczy sobie białka na zewnątrz, łapiąc ptaki czy myszy, co jest absolutnie naturalne i z czym nie możemy walczyć.

Znam wiele wegańskich kotów i świetnie się trzymają :)

17. Nie myślałaś może o tworzeniu Vloga? Zarówno z podróży, jak i wypadów do wegańskich barów/restauracji/miejsc, jak i w ogóle o Tobie?

Nie. Nie chcę, żeby źle to zabrzmiało, ale bawi mnie trochę taki linearny rozwój blogów jako odpowiedzi na trendy – najpierw blog, potem filmiki, potem kolumna w czasopiśmie, a potem występ w TV śniadaniowej jako ekspertka od tematu bloga ;) Cenię sobie niezależność najbardziej chyba ze wszystkich wartości, i parę razy zapłaciłam już za to rezygnując z różnych projektów czy propozycji. Nie widzę siebie w pewnych sytuacjach po prostu, i tyle.
Oczywiście nie mam nic przeciwko współpracy z jakimś wege magazynem, pisaniu artykułów, byciu nawet „twarzą” czy siłą roboczą jakiejś kampanii – dla promocji weganizmu tak, chętnie. Natomiast nie chcę promować bloga jako produktu, zamieszczać reklam, wydawać książki kucharskiej i tak dalej.
Co do vloga ( nie wiedziałam, co to jest, gdy zadałaś pytanie, ale sprawdziłam :)), to nie lubię swojego głosu i wyglądu na ekranie. Naprawdę chcielibyście oglądać filmy ze mną? Kojarzy mi się to z blogami szafiarskimi ;)

18. Jesteś Straight Edge? Jeśli ew. tak to jak długo? Co uważasz o "byciu SE"?

Tak. To temat-rzeka, który nie wiedzieć czemu też budzi wiele kontrowersji ( ludzie potrafią już nawet przeboleć, że nie jesz nabiału, ale że dobrowolnie nie pijesz? Jakiej przyjemności się pozbawiasz! ;)
Nie piję od lata 2010, czyli niezbyt długo, przedtem też piłam mało ( 1 piwo na imprezie, koncercie, i to nie zawsze).

Dlaczego?

a)      najważniejsze – nie lubię tego, jak ludzie po alkoholu się zmieniają, co mówią, co robią, nie lubiłam siebie po alkoholu. Nawet po 2-3 piwach ludzie stają się inni. Nie wierzę też w socjalizacyjną funkcję używek, czyli „na każdym spotkaniu trzeba wypić”. Alkohol jest ogromnym problemem w naszym kraju, i pijąc go sami wpisujemy się w ten schemat, powielając kulturowo-społeczny klimat pokolenia naszych rodziców. Wódka, wódka. Bez wódki nie ma imprezy, urodzin, chrzcin, odpoczynku, weekendu, grilla, wycieczki. Nic nie ma bez wódki! :) Tragedia.
b)      Papierosy i niektóre gatunki piw są testowane na zwierzętach bądź zawierają składniki pochodzenia zwierzęcego. Niby krąży lista „bezpiecznych” piw, ale to raczej w formie plotek i nigdy nie wiadomo, które jest ok.
 Wiem, że są weganie, którzy machają na to ręką i piją czy palą co podleci, czyli niesprawdzone korporacyjne gówna. Nie chcę tego komentować, ale negatywnie to oceniam.

O SxE jako ruchu myślę dobrze. Nie obwieszam się paskami i koszulkami z tym napisem ( acz mam jedną torbę J, ale słucham kapel tego nurtu, staram się chodzić na koncerty.

19. Bywasz na wegańskich zlotach?

Takich formowych? Nie. Byłam na zjeździe ruchu proanimalistycznego, a w lecie wybieram się na gathering do Belgii.


20. Pojawi się recenzja Krowarzywa? Wybierzesz się do restauracji Surya, gdzie podają też surowe jedzenie?
Do Krowy miałam jechać dzisiaj, ale utknęłam w domu. Chcę przeczekać pierwsze uderzenie i tłok, bo słyszałam, że tam człowiek na człowieku. Będzie relacja i zdjęcia.
Na Suryę mnie nie stać za bardzo – no i słyszałam średnie opinie.

21. Interesujesz się rozwojem duchowym?

To jest pytanie podchwytliwe :) Bo jak napiszę, że nie, to wyjdę na prostą babę bez drugiego dna. No, ale nie, nie interesuję się – takim rozumianym jako czakry, masaże, bieganie wśród drzew, medytacja. Jestem przyziemna. Natomiast wiele czasu spędzam sama ze sobą, dużo myślę na różne tematy, znam siebie bardzo dobrze, widzę, że zmieniam się i rozwijam.
22. Uprawiasz jakiś sport?/Interesujesz się jakimś?

Nie. Dużo chodzę na piechotę, myślę o pilatesie lub jodze, latem jeżdżę na rowerze.
23. Medytujesz może albo praktykujesz jogę?

Jeszcze nie zaczęłam.


24. Jeśli używasz oczywiście, to jakich firm są u Ciebie rzeczy typu kolorowe kosmetyki (tusz, kredki, podkłady, lakiery itd.) oraz rzeczy myjące, jak szampon, żel/mydło, pasta?

Z wymienionych przez ciebie rzeczy używam tylko tuszu – mam jakiś stary Yves Rocher ( tak, wiem, że ta firma weszła na rynek chiński, i już od nich nie kupuję, ale tusz wystarczy mi jeszcze na trochę). Z myjących używam Ziaji, Joanny, Himalaya Herbals, czasem Original Source, jeśli dostanę w prezencie. Pastę kupuję Himalayi albo Dabur.


25. Gdzie najczęściej robisz zakupy spożywcze? Jakie słodycze najczęściej kupujesz (z łatwo dostępnych), które możesz polecić?

Wszędzie – w małych sklepikach, w sklepach sieciowych, na targu, na ulicy.
Polecam ciastka nadziewane Tutku, batony miętowe Danusia z Biedronki, czekoladę żurawinowo-wiśniową Terravita, wafle cytrynowe Familijne, marcepan z Biedronki. Od niedawna ciastka Oreo też są wegańskie  ( choć to Krat Foods, więc trzeba samej podjąć decyzję czy je jadać).

26. Ja mam pytanie o wełnę. Czy kupując używane ubrania z wełny lub z jej dodatkiem - w lumpeksach, na allegro lub szafie można istotnie zmniejszyć swój wkład finansowy w wyrządzanie krzywdy zwierzakom? Bo to jest właściwie jedyna komfortowa dla mnie opcja, którą mogłabym wybrać po przejściu na weganizm. Kocham ładnie się ubierać i chciałabym mieć z tego przyjemność - nie odmawiać sobie tego co mi się podoba ani nie kupować czegoś ze świadomością, że ucierpiało na tym zwierzę. Łatwo znaleźć śliczne nieskórzane buty, ale wygodny i ładnie skrojony płaszcz bez dodatku wełny to już problem (przynajmniej dla mnie, bo wszystkie, które mi się podobają i w których dobrze bym się czuła mają to włókno w składzie).
Osobiście nie noszę wełny ani skóry, nie noszę też jedwabiu ani biżuterii z piórami, nawet z drugiej ręki, proszę też, by nie dawać mi podobnych rzeczy w prezencie – ale kupując coś wełnianego w second handzie czy, najlepiej, dostając to od kogoś zupełnie bez udziału środków pieniężnych, nie wpierasz przemysłu wełniarskiego i nie stwarzasz popytu.
Inna kwestia to jednak sprawa wizerunkowa – średnio mi się patrzy na wegan w skórzanych kurtkach, paskach czy butach, choć wiem, że stare, używane itp. Stąd też biorą się stereotypy o weganach noszących skórę i jest z tym tak, jak z ogólnym przeświadczeniem, że wegetarianie jadają ryby – no bo skoro niektórzy to robią…
Ale nie chcę rzucać kamieniem, to kwestia indywidualna. W używanych nie ma nic złego.
27. Mam pytanie nie dotyczące może bezpośrednio weganizmu, bardziej stylu życia, który jest z nim jakby powiązany i z niego wynika. Na Twojego bloga trafiłam w zasadzie przypadkowo i zdążył już przekonać mnie do siebie świetnymi przepisami, ale zauważyłam też, że nie poprzestajesz na samym jedzeniu, jak w przypadku niektórych(jak np. moja niejedząca mięsa znajoma).
Sama nie jestem wegetarianką, ale od niedawna zastanawiam się nad tym. Przeżyłam swego rodzaju "oświecenie" i szukam wszelkich możliwych sposobów na przyczynienie się do zmiany świata wokół mnie na choć odrobinę lepszy. Z drugiej strony trochę się boję i cały czas nie jestem pewna czy byłabym w stanie całkowicie zrezygnować z mięsa.. Skoro masz w tym już trochę doświadczenia, może mogłabyś podzielić się odrobiną wiedzy z laikiem ;)
-Jak Ty sama zostałaś weganką/ czy najpierw wegetarianką? I jak zareagowało Twoje otoczenie?
-Co poleciłabyś dla osoby, która dopiero "przestawia się" na taką dietę?
-W jaki sposób na co dzień dbasz o środowisko, aby jak najmniej szkodliwie na nie oddziaływać? Jak najlepiej zacząć wprowadzać takie zmiany?
-Jak radzisz sobie z segregacją śmieci w mieście? Czy wymaga to dużego wysiłku/nakładów finansowych? Czy wykorzystujesz w jakiś sposób odpady kompostowe, czy po prostu wyrzucasz do kompostownika?
Będę wdzięczna za odpowiedzi :)
Pozdrawiam serdecznie
:)
Byłam długo wegetarianką, zanim zostałam weganką, i mimo wszystko taka gradacja zmian jest łagodniejsza, więc jeśli masz obawy, to działaj stopniowo, porzuć najpierw mięso i jego pochodne. Na pytanie o reakcje odpowiadam na początku posta – bliscy reagują dobrze, a dalsze otoczenie mam gdzieś.
Na początek zgromadź dużo przepisów, zwłaszcza obiadowych i na pasty na kanapki ( źródło – blogi). Zrób badania krwi, zwłaszcza hemoglobinę i żelazo, potem za jakiś czas sobie sprawdzisz i będziesz miała dowód dla niedowiarków, że nic ci się nie pogarsza :) Przeczytaj kilka książek o diecie. np. „Nowoczesne zasady odżywiania”.
Mam w domu wielkiego fana recyklingu. W przedpokoju mamy kilka pudeł, oddzielnie plastik, puszki po napojach, puszki metalowe, papier, a pod zlewem śmieci nieprzetwarzalne. Wszystko wynosimy do odpowiednich pojemników na osiedlu.
Z biegiem czasu pewne zachowania stają się naturalne – śmieć plastikowy myję, suszę i odkładam w odpowiednie miejsce, używam biodegradowalnych środków myjących i piorących, żadnej chemii typu Domestos. Nie palę niepotrzebnie światła i nie odkręcam grzejników, gdy nie jest mi zimno. W wannie mamy wiadro od mopa, nad którym myjemy ręce i zęby – tej wody używamy do spłukania kibla. Kupuję tylko używane ciuchy, może z raz do roku coś nowego. W ogóle oprócz książek i jedzenia nic nie kupuję, nie gromadzę przedmiotów, bo i tak mam sporo.
Moją bolączką jest brak kompostownika, nie mam na niego miejsca ( brak balkonu czy działki). Śmieci organiczne wyrzucam więc do „zwykłych” pod blokiem. Mieszkam w prężnej wspólnocie mieszkaniowej ( blok stanowi sam o sobie, bez władzy zwierzchniej spółdzielni) i podjęto ostatnio decyzję o podniesieniu stawki za wywóz śmieci, ale tym, samym uszczegółowieniu i wzmocnieniu segregacji.
Powodzenia!
28. W jaki sposób odpowiadasz na pytania "dlaczego jesteś weganką" i "co to jest weganizm"?
Chodzi mi o to, czy masz może swoją wypracowaną, opartą na filozoficzno-ideologicznym zapleczu (lekturach, informacjach itp.), szerszą definicję, która potrafiłaby przekonać rozmówcę o wadze problemu a nie powodowała uśmieszku typu: "jeszcze jeden zielony świr" :)
Krótko odpowiadam :) „Szkoda mi zwierząt”, „Nie chcę ich jeść”, „Jedzenie mięsa jest nieetyczne” itp. Jeśli ktoś jest ciekawy, rozwijam opowieść o nabiale i tak dalej ( wiele osób nie jest świadomych problemu). Jeśli żartuje, nie słucha, umniejsza – olewam, szkoda zdrowia. Ludzie w sytuacji takiej konfrontacji zazwyczaj bardzo się bronią, bo czują się atakowani ( mimo że ja nie atakuję) – wiedzą, że robią coś nie tak, więc czują się zobligowani tego bronić.
Przyznam, że nie lubię rozmów o weganizmie z osobami, które podają mi te same od lat argumenty typu „ale to takie smaczne”, „krowa chce być zjedzona” itp.
Mam za to dobry patent na pytanie „Czy jesteś feministką?” – „Oczywiście, jak każda myśląca kobieta” :)
29. Masz figurę, która przeczy stereotypowi wychudzonej weganki. czy w związku z tym spotkały cię jakieś nieprzyjemności, złośliwe komentarze, itp? chodzi mi o kontekst weganizm- pełne kształty.
Otacza nas popkultura, która ceni szczupłość nade wszystko, obojętnie jakim kosztem się do niej dojdzie. Po latach walki kilka lat temu odpuściłam ten problem i czuję, że nie chcę i nie muszę się już dostosowywać. Lubię jeść i nie boli mnie już, że nie ważę 50kg.
Znam wiele weganek o „normalnej figurze”, jak i weganek i wegan z nadwagą. Ta dieta nie oznacza przyjmowania małej ilości kalorii! Złośliwe komentarze w kontekście związku weganizmu i figury spotkały mnie tylko…tu na blogu.
30. Czy po przejściu na weganizm odczułaś jakąś zmianę (na lepsze/na gorsze) w kwestii odporności organizmu? Jeśli pozytywną to czy myślisz, że ma ona związek z a)odstawieniem mięsa, czy bardziej b) zwiększoną ilością spożywania roślin czyli dostarczaniu witamin. Jaka była Twoja wcześniejsza "dieta"mięsna w porównaniu do tej(podobna ilość roślin czy nie?)
Tak – na lepsze. Zwłaszcza po odrzuceniu nabiału, który jest śluzotwórczy, a jego spożycie sprzyja powstawaniu przeziębień. Obecnie przeziębiam się 2-3 razy do roku na kilka dni. Nie muszę brać antybiotyków i choroby mijają same. Kiedyś było pod tym względem gorzej.
Nie pamiętam mojej mięsnej diety, było to zbyt dawno, ale na pewno wiele roślin jadłam po raz pierwszy jako wegetarianka/weganka, czyli w domu rodzinnym ich nie było ( strączkowe np.). Jako dziecko jadłam tradycyjnie, teraz jem na pewno więcej roślin. Myślę, że oba wymienione przez Ciebie czynniki są istotne – plus, podkreślam, odstawienie nabiału.
31. Cześć :) W porównaniu z poprzednikami ja mam szalenie przyziemne pytanie ;) Mianowicie - gdzie kupujesz pieczywo (zwłaszcza buły), żeby mieć pewność, że jest wegańskie? Ja zwykle piekę sama chleb, ale nie zawsze jest czas i ochota, a marketowe bułki jakoś nie wzbudzają mojego zaufania.. (chodzi o wegańskość głównie, bo jakieś tam ulepszacze, E i inne to raz na jakiś czas przeboleję ;)

Pozdrawiam ciepło jako stała czytelniczka i "fanka"! :D
Tam, gdzie pieczywo jest opisane lub jest kogo zapytać o skład. Czasem implikuje to niestety konieczność kupienia pieczywa foliowanego. Czasem też piekę.
Właśnie marketowe jest dobrze opisane – np.w Piotrze i Pawle, Realu.
32. W jaki sposób wypracowałaś sobie swój niekonsumpcyjny styl życia? Pamiętam jeden z Twoich wpisów: "...jestem osobą, która świadomie mało pracuje, by mieć czas na działalność społeczną i ekologiczną, by mieć czas dla siebie.." Czytałam to jakiś czas temu i do tej pory jestem pod wrażeniem (pozytywnym). I co jakiś czas (zwłaszcza gdy wracam padnięta z pracy) zastanawiam się, jak udało Ci się oderwać od przymusu robienia kariery, zarabiania dużych pieniędzy i ogólnej potrzeby posiadania wszystkiego w świecie nastawionym na zysk, konsumpcję i egoistyczne zaspakajanie własnych (często nieprawdziwych) potrzeb.
O tym pytaniu myślałam najwięcej i nawet rozmawiałam z kilkoma osobami. Odpowiedź jest taka – nie odczuwam tego przymusu robienia kariery. Po co? Nie odczuwam potrzeby zawiadywania ludźmi, a i podleganie komuś budzi we mnie dreszcze. Jestem w stanie wyobrazić sobie robienie przez 8h dziennie coś, co bardzo lubię ( ale też nie przez 30 lat to samo), ale nie mogę zrozumieć wstawania o 6, by wyjść o 7 i wrócić do domu o 19, spędzania całego dnia z ludźmi, których się nie lubi/boi na czynnościach, które męczą i nudzą – a tak wygląda wiele prac. I owszem, trzeba zdobywać środki do życia – ale czy XXI-wieczne podejście do pracy to nie jest pułapka, w którą łapiemy się bo kredyt, bo „tak trzeba”, bo wakacje w Egipcie, rzeczy takie czy inne? A ja nie chcę tych rzeczy, nawet ich nikomu nie zazdroszczę. Wolę ich nie mieć, a mieć czas.
Mam to szczęście, że posiadam umiejętności, które pozwalają mi zarabiać skromnie, ale wystarczająco ( na moje potrzeby, ale mam nieduże) i jednocześnie układać sobie samodzielnie czas pracy. I bawi mnie czasem współczucie innych. Co ja straciłam tak naprawdę? Czego nie mam? Wyścigu, nerwów, niedosypiania. Samochodu, telewizora, ciuchów – ale naprawdę nie muszę mieć.
I wolę zarabiać mniej, niż zmienić podejście. Są miesiące, gdy idzie mi bardzo słabo, a moja praca to ogólnie sinusoida, ale nie czuję się z tym źle. Potrzeba mi kasy tylko na jedzenie, książki i podróże, gdybym miała jej więcej naprawdę nie bardzo wiedziałabym co kupić…

33. Czy zdarzyło Ci się zostać zapytaną przez lekarza o dietę? Z jakimi reakcjami się spotkałaś? I dość ważne dla mnie co zrobić by ustrzec się produktów odzwierzęcych w lekach?
Raczej zdarzyło mi się samej zacząć truć lekarzowi o diecie J Hepatolog mnie pochwalił, dentysta nie wiedział, co to (tzn. nie odróżniał od wegetarianizmu). Niby warto krzewić wiedzę, ale trzeba też uważać, bo lekarze starej daty będą na pewno przeciwko i zaraz zaczną przyczyny dolegliwości upatrywać w braku białka…
Leki – nie kupuję z laktozą i w kapsułce żelatynowej. Możesz poprosić lekarza o nie przepisywanie takich lub w aptece o sprawdzenie składu i zamiennik. Uważaj też na środki do ssania na gardło, mogą zawierać miód.
34. Jakiego jesteś wyznania, czy religia ma dla Ciebie duże znaczenie, jakie masz refleksje na temat życie po śmierci, wierzysz w nie?
Ach i jeszcze jedno nie mogę się powstrzymać, a uważam, że to bardzo ważne w życiu każdego z nas, a mianowicie o czym marzysz, jakie są twoje priorytety?
Nie jestem wierząca ani religijna, na szczęście nie odczuwam żadnych nacisków w życiu osobistym, by jakieś formy religijności przejawiać. Wkurza mnie, jak wiele osób, ingerencja kościoła w życie społeczne i polityczne.
Nie wierzę w życie po śmierci – mamy tylko jedno tutaj na ziemi (niestety), i musimy się starać przeżyć je jak najbarwniej.
Marzenia? Podróż poza Europę. Zdrowie. Długie życie. Spokój ducha. Priorytety – dbanie o związek, ale i o swoją integralność. Rozwój intelektualny – czytanie, wyjazdy, rozmowy, muzyka. Aktywizm i działalność polityczna.
35. Czy powinniśmy promować weganizm w naszym otoczeniu? Mam tu na myśli więcej niż tylko raczenie wegańskimi pysznościami, by pokazać, że jemy nie tylko trawę. Czy powinniśmy mówić co nas skłoniło do zrezygnowania z produktów odzwierzęcych, opowiadać o filmach takich jak "Earthlings"? Ja sama jestem rozdarta. Nie chcę obarczać niczyjego sumienia, ale jednocześnie chciałabym by moi bliscy żyli zdrowo i nie przyczyniali się do cierpienia zwierząt.

Czy uważasz, że jest szansa by weganizm stał się na tyle popularny by faktycznie zmniejszyć popyt na produkty pochodzenia zwierzęcego, zmniejszyć ilość zwierząt hodowlanych, a zatem i ilość pochodzących z przemysłu spożywczego odpadów?
Tak, zdecydowanie powinniśmy! Tylko w fajny, przemyślany sposób, nie na zasadzie „wy mordercy, nie zjem z wami!”. Gotujmy innym, pokażmy, że to kolorowa, smaczna kuchnia, która otwiera drzwi do wielu nowych, nieznanych smaków. Rozmawiajmy, odpowiadajmy na pytania, zapraszajmy na wydarzenia.
Weganizm ani mięsożerstwo to nie są „prywatne wybory”, bo wpływają na być lub nie być zwierząt – a więc warto o tym dyskutować. Kropla drąży skałę.
Weganizm jest coraz popularniejszy, co widać w Polsce, w całej Europie i w USA. Na pewno popyt się zmniejsza, produkowane i promowane są zastępniki. Im będą popularniejsze, tym łatwiej ludziom będzie wykonać pewne kroki – bo normalne jest, że nie każdy ma tyle determinacji, by wykonać je, gdy jest to trudne.
Warto działać metodą „jedna rzecz na raz” – promować weganizm systemowo, ale i partykularnie. Uderzać w fermy futrzarskie, namawiać ludzi do zmiany nawyków żywieniowych proponując coś w zamian. Ale całkowite odrzucenie mięsa przez części świata, w których jest to możliwe, to kwestia następnych 200-300 lat, moim zdaniem. I ta zmiana pewnie nastąpi.







                                  


poniedziałek, 25 marca 2013

penne z sosem bolognese

Pracowałam rano i będę pracować wieczorem, a tymczasem siedzę w domu, jem penne i słucham jak pralka pierze pościel.
Najzimniejszy marzec od lat, pomimo słońca.

 pieczarki
pomidory krojone w puszce i przecier pomidorowy 500ml
pół opakowania granulatu sojowego
1 cebula
pół łyżeczki ostrego kremu z papryki lub sambalu
zielone oliwki
bazylia, czubryca czerwona, sól, papryka wędzona, zioła prowansalskie


 Granulat zalać wrzątkiem, osolić, dodać czubrycę i odstawić, aż wciągnie wodę.
Pieczarki i cebulę pokroić i podsmażyć. Zalać pomidorami, osolić, dodać granulat i oliwki, paprykę, zioła i niech się dusi - 15-20 minut. Mieszamy, bo sos gęsty i lubi przywierać.

Oddzielnie gotujemy penne i łączymy z sosem, dokładnie mieszając. Posypałam wędzonym veganline, płatkami drożdżowymi i rukolą, ale i bez tego byłoby pyszne.

Marzec zawodzi, makaron nigdy!

piątek, 22 marca 2013

weganka w Warszawie - Krowarzywa

Wszyscy mnie od tygodni pytali, czy już byłam. Hucznych otwarć i pierwszych dni po ruszeniu knajp unikam, bo zazwyczaj jest jeszcze mało opcji, wszystko nie do końca dopracowane, a tłumy ludzi - więc odczekałam swoje i dziś pojechałam specjalnie do stolicy, do Krowy i księgarni.

Lokal mieści się przy Hożej 42, przy skrzyżowaniu z Marszałkowską, jest mały, jasny i wysoki, przesiąknięty zapachem podsmażanych bułek. W środku  dwa stoliki oraz kilka kontuarów z wysokimi krzesłami i KOLEJKA. Słyszałam, że burgerownia cieszy się wielkim powodzeniem, ale tam jest po prostu tłum. Ludzie zamawiają, jedzą na stojąco, pomieszczenie pełne jest czekających, jedzących i wchodzących. Mimo że wizualnie jest tam miło, to jest to typowy fast food, czyli na dwugodzinne pogaduchy nie ma się co umawiać. Byłam tam z kwadrans, i w tym czasie przewinęło się kilkanaście osób.

Obsługa miła, z czasem oczekiwania jest różnie - moja znajoma czekała pół godziny, ja ok. 3 minut. Ale ruch jest spory, dużo osób bierze też burgery na wynos, więc obsługujący mogą się w tym jeszcze trochę gubić.


Oto mój burger, Tofex ( 15zł) - ze smażonym, dobrze doprawionym tofu, świeżymi warzywami i majonezem. Pyszne, domowe, chrupiące bułki. Smakował naprawdę dobrze. Porcje niby nie są małe, ale poszłam głodna i nie powiem, żebym się super najadła. Kiedy kupię na mieście falafela nie jestem w stanie zjeść całego, a tutaj wtrząchnęłam tofexa i rozglądałam się za drugim - ale nie kupiłam, bo ceny.
No właśnie - burgery kosztują 12-15zł. Nie jest to mało, pomimo świeżych składników i ich kosztu ( tofu czy seitan nie są tanie), skoro burger mięsny kosztuje 5 zł ( mówię o fast foodach, nie wyrafinowanych burgerowanich, które też ostatnio powstają). Tłum udowadnia, że najważniejszy jest smak, nie cena, i dobrze, ale nie sądzę, żeby skusiło to szukającą pierwszego lepszego fast foodu wszystkożerną osobę z ulicy. Niestety.

Spore zainteresowanie tego typu lokalem bardzo mnie cieszy, oby to nie było tylko na zasadzie hype'u czy nowinki Muszę tam pójść! W kwestii zdrowego jedzenia sporo jest do zrobienia - w kolejce stali ludzie, którzy pytali nawet nie o seitan ( co zrozumiałe, bo nie każdy wie, co to jest), ale o cieciorkę i kaszę jaglaną. Znam osoby, które nigdy w życiu nie jadły soczewicy, i nie są moją babcią oraz nie mają po sto lat. Dobrze więc, że jest miejsce, które w smaczny, przystępny, szybki sposób pokazuje, jak można jeść inaczej, smacznie, ale roślinnie.
No i nic nie przebije faktu, że to pierwszy w Warszawie fast food wegański! :) Yeah! Jeszcze tylko frytki mogliby dołożyć do menu...










wtorek, 19 marca 2013

paczka ze Szkocji

Dla tych, którzy nie widzieli na fb, paczka ze Szkocji od miłej Agnieszki.

Najpyszniejsze są te surowe batony Nakd. Zawierają tylko daktyle, nerkowce, kakao i naturalne dodatki smakowe ( np. olejek pomarańczowy), a pomimo to smakują jak "normalne" batony czekoladowe. Czary jakieś.
Groszki z białej czekolady Sweet William są boskie. No i marmite, dziwna masa, którą mało kto lubi. Jadłam ją pierwszy lat z pięć lat temu na skłocie w Poczdamie i spodziewałam się czegoś bardzo słonego - a to ma smak, owszem, słony, ale z przewagą goryczy. Dziwne, choć interesujące.

***
Są już dwa zgłoszenia na konkurs na przepis.  Przypominam też o konkursie na pytanie - można zadać mi jakiekolwiek pytanie ( w granicach dobrego smaku) dotyczące weganizmu, przepisów, poglądów, podróży itp., a odpowiedzi ukażą się 26 marca w specjalnej notce na czwartą rocznicę prowadzenia przeze mnie tego bloga. Ma to na celu zgromadzenie w jednym miejscu swoistego FAQ, czyli stworzenie posta z najczęściej zadawanymi pytaniami.
Najciekawsze pytanie wygrywa paczkę żywnościową;) 
Padło już ich trochę i wszystkie są bardzo dobre, ale jeśli ktoś jeszcze chce zadać, to zostało jeszcze kilka dni.

poniedziałek, 18 marca 2013

wiosna, której nie ma

Nie pamiętam mrozu i śniegu w takim natężeniu w drugiej połowie marca. Nadal trzeba nosić grube zimowe buty, nadal nie można zapomnieć o czapce i rękawiczkach.
Oczywiście śnieg potrafi padać i później, w zeszłym roku fatalna pogoda zniszczyła nam wielkanocne zwiedzanie Bydgoszczy - ale śnieg nie zalegał tygodniami. Cały czas jest raczej styczniowo, pomimo słońca.


Weekend spędziłam u rodziców na Warmii - śniegu po kostki, jak widzicie spacer implikuje konieczność użycia kijka do nordic walking.

Zamarznięty Jeziorak.


Ostatnio kupiliśmy album Macieja Rawluka "Przystanki polskie". Niesamowite jak bardzo przystanki w naszym kraju różnią się między sobą w zależności od regionu i fantazji budowniczych. Tu lokalny przystanek w naszej wsi. Autobus jeździ dwa razy dziennie.

Tort urodzinowy Rafała - ciasto czekoladowe, krem kokosowo-daktylowy i świeże owoce. Nie wygląda, bo nie umiem ozdabiać tortów, ale jest chyba najlepszym, jaki zrobiłam.

Jak widać smaczny - przeżuwacz przeżuwa.


Krajobrazy zimowe. Wiosną.

Iława. Koniecznie musiałam mieć zdjęcie pod punktem krawieckim "Praktyczna Pani".

Gyros z kotletów sojowych w przyprawie do gyrosa ( firma Cykoria), ziemniaki tłuczone, sos czosnkowy na bazie tofu.

***

Nadeszło na razie jedno zgłoszenie konkursowe, czekamy na kolejne!







środa, 13 marca 2013

konkurs, konkurs

Moi drodzy i moje drogie, oto pierwszy w historii tego bloga konkurs.

Miło mi nadmienić, że nie mamy sponsorów nagród, którzy czegokolwiek od nas wymagają, każą "polubiać" strony i robić głupoty. Konkurs jest całkowicie niezależny - fundatorką nagrody głównej, czyli książki Vegan with a Vengeance jest Agnieszka Z. z Glasgow ( jeszcze raz dziękuję za pomysł i pomoc!), czytelniczka bloga. Drugie i trzecie miejsce zapewniam ja.

Mam tę książkę, gotowałam z niej i zapewniam, że jest fajna i praktyczna, i warto z niej korzystać. Jak zresztą z każdej książki Isy.

ZASADY :

1. Zadaniem konkursowym jest ugotować jakąkolwiek potrawę, która przez cztery lata pojawiła się na blogu, sfotografować ją i przysłać mi zdjęcie oraz krótki opis :

a) kilka słów o sobie
b) i dlaczego wpadła wam w oko ta właśnie potrawa

2. Nie bójcie się eksperymentować, nie chodzi o to, żeby danie/zdjęcie idealnie przypominało moje!

3. Można przysłać kilka zgłoszeń, jeśli komuś się chce, i nie trzeba w tym celu udawać kilku osób i zakładać nowego maila;)

4. Wyślemy nagrody wszędzie, więc niech was nie powstrzymuje fakt, że mieszkacie poza Polską.

5. Jury składa się ze mnie i Rafała, a oceniać będziemy pomysł, wygląd potrawy ( no bo smaku nie ma jak) i osobowość;)

NAGRODY :

I miejsce - "Vegan with a vengeance" Isy Chandry Moskowitz

II miejsce - paczka z jedzeniem z wietnamskiego sklepu

III miejsce - paczka-niespodzianka


Termin nadsyłania zdjęć to 31 marca 2013. Wysyłamy na adres sunnylion@o2.pl.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...