sobota, 21 grudnia 2013

weganka w Berlinie - grudzień 2013


Jako że jest to chyba czwarta relacja z Berlina na tym blogu, muszę przestać tytułować je "Weganka w Berlinie" w różnych wariacjach, i od tej pory w tytułach pojawią się daty.

Co trzeba mieć, żeby znaleźć się w Berlinie? 24zł na bilety autobusowe, kilka aviomarinów do odegnania choroby lokomocyjnej i wytrzymałość, żeby przetrwać 8h w wypchanym ludźmi pojeździe. Przetartą na rogach i rwącą się w środku mapę miasta. Jakieś miejsce do spania u dobrych ludzi - w tym roku dwie noce spałam u znajomych w Neukölln, w malutkim pokoju pełnym winyli i kaset; a jedną noc u innej osoby na Friedrischain. Niby niewygodnie tak się przemieszczać nagle z bagażami i bardziej komfortowo spać w jednym miejscu, ale ja nie jestem normalna, więc cieszyłam się, że zamiast jednej okolicy zobaczę dwie, zamiast jednego mieszkania, kuchni, balkonu - dwa i tak dalej.

Nocny Berlin w wieczór przybycia - spacer późnowieczorny z Hermannstrasse na Hermannplatz, czyli dobre trzy stacje metra, i z powrotem. Okolica najeżona kawiarniami, otwartymi do późna tureckimi sklepami, punktami z falafelami za dwa euro.

 Małe kino, jeszcze nie wyparte przez multipleksy.

I ranek - najpierw okolice Warschauer Strasse...

Spacer wzdłuż muru znanego jako East Side Gallery.

Pogoda była rękawiczkowo-czapkowa, po prognozach spodziewałam się wyższej temperatury - miało być 7-9 stopni, ale nie było.

W końcu - Veganz, punkt obowiązkowy każdej wegańskiej wyprawy. Nie wiem, czy wiecie, ale sieć się rozrasta, otwierane są nowe lokalizacje - w sklepie wisi mapa z zaznaczonymi już otwartymi punktami, i nowymi planowanymi na 2014. Niestety, wbrew plotkom, nie ma wśród nich Warszawy, jest za to Praga.

Ceny podobne jak w wegańskich kawiarniach w Polsce - latte, herbata i dwa kawałki tortu w sumie 11 euro. W Warszawie zapłaciłabym podobnie, a zarobki są nieporównywalne. Spotkałam ludzi, którzy mówili, że w Niemczech też nie jest najlepiej pod względem płacy minimalnej i praw pracowniczych, ale jednak nie są to takie problemy jak w Polsce, gdzie na kawałek ciasta w niejednych branżach trzeba pracować dwie godziny.

Z Warschauer Strasse pojechaliśmy na Kreuzberg. Znam tę dzielnicę dość dobrze, bo niejedne pół dnia tam się przewałęsałam, ale jednak zawsze można tam odkryć coś nowego - ciekawe małe sklepiki ze wszystkim, co może przyjść ludziom do głowy, księgarnie, nowe i stare murale, punkty z niepozornie wyglądającym, a pysznym falafelem czy interesujące stacje metra.
Zagubiona gdzieś koło Südstern. Berlin kilka razy wywiódł mnie w pole, ale wybaczam mu. Kolejnym punktem spaceru po Kreuzbergu w narastającym zimnie był osławiony King of Falafel przy Graefestr. 7.
Malutki, niczym specjalnym nie wyróżniający się lokal jakich wiele, w środku kilka ławek do oczekiwania na zamówienie, i uwijająca się starsza Turczynka w chuście i kapciach, obsługująca samotnie wszystkich przychodzących. Zamówiliśmy opcję na największym wypasie, z krwawiącym sercem odżałowując po 4 euro - falafel z vegaloumi, czyli smażonym serem, który miał udawać greckie haloumi ( a okazał się smażonym tofu), warzywami i hummusem.
Kanapka spełniła moje oczekiwania - czego tam nie było! Cukinia, rukola, mięta, kolendra, ostry sos, pyszne kotleciki...
Muzeum Historii Naturalnej, daleko od Kreuzbergu, ale warto jechać. Można tam krążyć 2-3h i cały czas jest ciekawie.
Okolica, w której nocowaliśmy - Wartheplatz.
Najlepsza wegańska czekolada z całymi orzechami na świecie, choć cena zaporowa (ale zjadłam, raz się żyje).
Staroświeckie centrum telefoniczno-internetowo-pocztowe. Berlin nie wszędzie dba o nowoczesność, błysk i czystość, ale to właśnie jest urocze.
Lotnisko Tempelhof, obecnie nieużywane. Latem ludzie tam biwakują i spędzają czas, zimą widać tylko pojedynczych biegaczy i spacerowiczów z psami. Niesamowite wrażenie robi taka wielka pusta przestrzeń w samym środku miasta. Niestety już jakiś deweloper ostrzy na nią zęby, chcąc stawiać tam tzw. luksusowe osiedle.
Drugiego wieczoru postanowiliśmy zrujnować się doszczętnie na pizzę w zachwalanym lokalu Zeus przy Boxhagenerstr. 29.
Oto nasza gwiazda - na pierwszym planie moja i tylko moja pizza z salami i serem. Boska. Nie mogłam przestać jarać się myślą, że pierwszy raz od kiedy jestem weganką, a to już hoho, jem pizzę z serem, której nie zrobiłam sama. Plusem lokalu jest fakt, że wegańskie wersje kosztują dosłownie 40-60 centów drożej od tradycyjnych.
Trochę turystyki.
I wreszcie hit wyjazdu, czyli Karl Marx Allee. Postanowiliśmy przejść ją na całej długości - od Alexanderplatz do Frankfurter Allee. Padał deszcz, ale udało się, a wrażenia z byłego NRD są naprawdę niezapomniane - wspaniała, monumentalna, socjalistyczna architektura, prawie jak prospekt w Mińsku.
...zaczynamy od Alexanderplatz, gdzie łatwo się zgubić wśród tłumu turystów, wesołych miasteczek, sklepów i choinek - a potem krok w inny, pusty świat.

I znów Kreuzberg, burger lapoński ( z frytkami, a co) w Yellow Sunshine na Wienerstr., spacer w narastającym zmierzchu, księgarnie, sklepy z płytami.


 



Kolejne plany podróżne już się kształtują - wyjazd na weekend majowy powoli jest planowany (nie po Polsce i nie do Czech, hehe), ale mam nadzieję, że może przed kwietniem/majem wydarzy się coś jeszcze. Na razie święta, a po nich odwiedziny u rodziców na Warmii.
Na koniec szablon nasprejowany na płycie wspomnianego w poście lotniska Tempelhof.
 Myślę, że tej zasady warto się trzymać. 
Jedźcie do Berlina!

33 komentarze:

  1. Świetny wyjazd!!! Codziennie sprawdzałam na fejsie co tam nowego wrzucisz z tej wyprawy. Ależ Ci zazdroszczę tej wegańskiej pizzy. By się zjadło. A to człowiek musi się zadowolić pizzą bez sera. Wiem, wiem, ser wegański można kupić ale ta cena... Uwielbiam podglądać Twoje wyprawy i te po Polsce i te zagraniczne więc już się nie mogę doczekać kolejnego Twojego wyjazdu. Gdziekolwiek;)

    OdpowiedzUsuń
  2. niedługo polski bus ma uruchomić linię wrocław-berlin i już NIC mnie nie powstrzyma :D na razie mam bilety do krakowa na styczeń za 12zł w dwie strony, hehe.

    ostatnio mnie zaczęły zastanawiać smażone na głębokim rzeczy w lokalach bo naoglądałam się magdy gessler i wszystkie te knajpy miały obrzydliwą frytownicę napełnioną starym brązowym olejem, w którym smażyli wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chyba pojadę w styczniu do Krakowa, chciałabym spędzić tam urodzinowy weekend.

      Usuń
    2. Linia Wrocław - Berlin powinna być już od stu lat i jest to wielkie nieporozumienie, że tyle to trwa. Ale jak już otworzą, to przy każdym pobycie w domu będę wybierać się do Berlina :)

      Usuń
  3. bardzo ciekawa relacja i klimat, w który zabierasz. Widzę, że przede mną dużo do odkrycia w brln :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mi się wydawało, że Ty akurat znasz Berlin bardzo dobrze i niczym Cię nie można zaskoczyć, bo chyba masz tam rodzinę?

      Usuń
    2. Tak ale nie wszystko widziałam, każdy przepuszcza to miasto przez osobiste filtry, fajnie popatrzeć przez czyjeś. Z Berlinem mam sporo wspomnień bo jeżdżę od 2003 roku, dużo świąt tam spędziłam, w 2006 nie patrząc na nic i nikogo pojechałam sama na ostatnią berlińską love parade, hehe, taki bzik, ale wspominam miło, tym bardziej właśnie że okazała się ostatnia czyli historyczna :)

      Usuń
  4. Chyba muszę tam się wybrać w najbliższej przyszłości... Może zacznę już planować na wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Berlin...byłam tam tylko raz i patrząc na twoje zdjęcia wspominałam, wspominałam i zazdrościłam, zazdrościłam! Czekam na kolejne relacje...najbardziej te praskie lub ogólnie, czeskie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będą Czechy wiosną lub latem, jak zwykle.

      Usuń
  6. Jedno z moich najulubieńszych miast. <3
    Co to za bilety za 24 złote? Wybieram się niedługo do Berlina i chętnie pojechałabym za taką kasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski bus, ale zamawiałam w pierwszej połowie września, dlatego tak tanio. Wlecze się 8,5h, można zdechnąć; chyba następnym razem jadę pociągiem przynajmniej w jedną stronę.
      Na styczeń, jak widzę, są najtaniej po 45zł od łebka. W sumie ujdzie.

      Usuń
  7. W Poznaniu też jest od niedawna pizza wegańska z serem:)fajny wypad:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie też bym się chętnie dowiedziała gdzie, bo pierwsze słyszę O.o

      Usuń
    2. Podobno już przestali dawać ser i przerzucili się na tofu, więc trochę dupa.

      Usuń
  8. Po Twoim wpisie planujemy na marzec/ kwiecień. Dzięki za pomysł:]

    (Miał być Istambuł, ale dojazd droższy niż myślałam)

    OdpowiedzUsuń
  9. Karl-Marx-Allee moją miłością! :D
    Widzę, że już długo mnie nie było, czyżby skończyli remont stacji S-Bahnu przy Warschauer? Bo na pewno pojawiły się nowe bazgroły na pocałunku Breżniewa i Honeckera. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyli :) Za to przy Ostkreuz jakieś zasieki.
      Działa też linia U55 spod bramy brandenburskiej na Hauptbanhof, ale może już działała, gdy tam mieszkałaś - ja pod bramą nie byłam od 2009, i wtedy było tam rozkopane.

      Usuń
    2. Już działała, czekam na 2019, kiedy mają podobno otworzyć nowe piękne U5 w całości - od Hoenow do Hauptbahnhof. :)

      Usuń
  10. w Muzeum Historii Naturalnej otworzyli już górne piętra? Bo byliśmy tam w okolicach października i nam tam zeszła może z godzina :C Bo góra była pozamykana.
    The Kings of Falafel staje się kolejnym punktem wycieczki ^^ przez Ciebie chyba skoczymy tam w piątek po świętach ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie otworzyli jeszcze - ale czytaliśmy na dole każdy podpis, i trochę zeszło :)

      Usuń
    2. aaa ;] ja się trochę wkurzyłam, że wiele punktów interaktywnych nie działało albo opisów nie było po angielsku - byłam ciekawa wystawy o recyklingu,a tu słowa w dojczu ni panimaju :C

      Usuń
  11. No Berlin zawsze dobry, choć dla mnie ostatnio się najlepiej nie skończył. Jadę na wiosnę więc pewnie odwiedzę kolejne ciekawe miejsca :) Ale Veganz ominę szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, zatrułeś się czymś? Dziewczyna, u której nocowałam, wspominała mi, że czasem tam sprzedają przecenione produkty, które są przeterminowane, i to sporo. Sprawdziłam, i faktycznie, mój ser Daiya jest nieważny od 13.12 :/

      Usuń
    2. jesli miałabym ominąć veganz to tylko ze względu prawdopodobieństwa wydania tam całej wypłaty :D

      a ser to myślę, że nie zaszkodzi, ciężko żeby taka przetworzona żywność się zepsuła. no i te daty ważności sa mocno na wyrost. ja sobie kiedyś zachomikowałam w lodówce jogurt sojowy i przeterminowałam go prawie 2 tygodnie, nic mu nie było ;)

      Usuń
    3. Powiedzmy, że są pewne informacje co do właściciela tychże. Nie chce siać plot, ale sam prewencyjnie nie korzystam :)

      Usuń
  12. Jakie sosy sa w falafelu? Nasz lokalny mam tylko sos na bazie smietany-jogurtu. A do miasta duzego mi za daleko. Buuu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś bardzo pikantny i hummus.
      W Berlinie wszędzie na luzie jest dostępny wegański sos sezamowy, mam nadzieję, że stanie się to niebawem regułą w Polsce.

      Usuń
  13. Berlin, tez marze tam pojechac :) , ja mieszkam w Austri / Graz ( 250 km po za Wiedniem ) ... u nas tez sa ceny wysze co do Weganskich Produktow , od jakiegs paare Miesiecy pierwszy sklep Weganski u nas otwozyl, Restauracje i Kaffejki tam jakies mamy - ale ja nie hodze, raczej gotuje i piecze wszystko sama ...

    OdpowiedzUsuń
  14. Dlaczego burger lapoński? Coś ma szczególnego w składzie? Zazdroszczę Ci tych podróży, ja albo wiecznie nie mam kasy, albo czasu, albo z kim, albo mam inną robotę - jednym słowem tysiąc wymówek i lenistwo. Postanawiam jednak to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dokładnie, co ma w składzie, tak się nazywa - z wyglądu może trochę przypomina kotlet z renifera (straszne), może tak się nazywającym po prostu skojarzył.

      Co do podróżowania, to nie jest to trudne - wiadomo, że niezupełnie darmowe, ale naprawdę niekosztowne. Trudniejsze jest zebranie się w sobie, niż zebranie tych kilku stów :) A jeździć w pojedynkę jest bardzo fajnie, nie potrzebujesz wcale koniecznie drugiej osoby, a na pewno nie grupy (fatalnie się podróżuje w grupie).

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...