czwartek, 5 grudnia 2013

burgery świąteczne i żurek z tempehem

Tym razem burger nie będzie oznaczał ociekającego olejem kotleta w bułce. Dziś na obiad pierwsza próba wykonania burgerów świątecznych, które mają być głównym daniem podczas wegańskich świąt, które tu u siebie urządzam (wraz z sałatką, majonezem i puree bądź pieczonymi warzywami korzeniowymi, zobaczy się).


Przepis z Post Punk Vegan kitchen - http://www.theppk.com/2013/11/stuffed-thanksgiving-burger/

Wydaje się, że trochę z nimi roboty - a na pewno trzeba ubrudzić więcej, niż jeden garnek - ale dacie radę.

1 szklanka zielonej lub brązowej soczewicy
1 cebula
5 pieczarek
2 ząbki czosnku
2 kromki chleba razowego
bulion wegański
4 orzechy włoskie drobno posiekane
ok. 50g suszonej żurawiny
bułka tarta
sól, rozmaryn, szałwia, cząber


Soczewicę ugotować do miękkości. Podsmażyć drobno posiekaną cebulę, czosnek i pieczarki, odstawić. Chleb pokroić w kostkę, obsmażyć na suchej patelni, zalać bulionem i pozwolić mu nasiąknąć.
Wszystko zmiksować, ale nie na puree, może być widać tu czy tam kawałek grzyba lub cebuli. Dodać posiekane orzechy i żurawinę, doprawić ziołami, zagęścić bułką. Odstawić do lodówki na kwadrans, po tym czasie formować i smażyć burgery.
Miało wyjść sześć, wyszło dziewięć.
Próbę obwieszczam udaną.

Żurek śląski z tempehem

Prawdziwy, kwaśny i najlepszy żurek, nie żaden podrabiany biały barszcz! Po nagłej przeprowadzce z Górnego Śląska na północ Polski z niedowierzaniem obserwowałam, jak ludziom spada tolerancja na kwaśność tej zupy. W Bytomiu wszyscy się zajadali. W Toruniu słyszałam Dobra zupa, ale czemu taka kwaśna?
To jest żur, ludzie. To ma być kwaśne.

Co by o żurze nie mówić dobrego, ma jedną wadę - jest szary i mało fotogeniczny.

butelka zakwasu
1 duża cebula
150g pieczarek
5 ziemniaków
pół kostki wędzonego tempehu lub tofu
przyprawa do żurku, majeranek, sól, czosnek
jogurt sojowy naturalny - ze 3 łyżki

Ziemniaki obieramy i gotujemy oddzielnie.
Podsmażamy cebulę i pieczarki, zasypujemy solą, wlewamy zakwas i wodę, gdy zmiękną. Gotujemy ok. 15 minut. Dorzucamy ziemniaki i usmażony tempeh, doprawiamy, gotujemy 10-15 minut wszystko razem. Zabielamy jogurtem.
Stanowczo to jedna z moich ulubionych zup, jadam bez okazji.


I nowość z Biedronki - gotowe guacamole, za które zebrałam cięgi na fanpage'u bloga. Pewnie, że fajnie, zdrowo i miło zrobić coś samej, a guac robiłam często i zawsze od zera - ale fajnie też móc coś kupić i otworzyć od razu. Nie widzę różnicy pomiędzy taką pastą, a kupnym pasztetem sojowym czy hummusem, które prawie wszyscy jedzą i zachwalają.

O, i pierwsza od miliona lat próba pomalowania powiek wegańskimi cieniami Urban Decay, które dostałam od znajomej. Szczypie i jakoś tak dziwnie, ale wdrażam się.

21 komentarzy:

  1. Obiecujące te kotlety, gdzie żurawina i orzechy tam święta, wiadomo. Reszta też w guście, Ja praktycznie nie wiedzieć czemu nigdy nie korzystam z zagranicznych przepisów, a powinnam, czytając czasem jakieś dostrzega się różnice w stylu, bliżej niesprecyzowane ale spore. Zasugerowałam siostrze że pod choinkę chcę wegański cookbook po angielsku, ciekawe co wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam przepis na te burgery u Isy, zapisałam je sobie do wypróbowania. Może dobry pomysł, żeby je ogarnąć jako danie na pierwszy dzień świąt? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są naprawdę smaczne, treściwe. myślę, że by się sprawdziły.

      Usuń
  3. nie rozumiem skąd ten pojazd po guacamole. no ale mogłabys się już do tych pojazdów przyzwyczaić ;) po tych frytkach i innych takich. chciałam dziś rano właśnie z powodu braku śniadania zakupić ten wynalazek ale u mnie jeszcze nie ma. mam własnie biede koło pracy i dobrze by było mieć jakąs alternatywę gdy się nie zrobi śniadania do pracy, a w biedronce to nie mam co kupić do bułki (nawet wegetariańskiego, od biedy serek jakiś, ale nie przepadam za tymi dziwnymi zagęszczonymi karagenem twarożkami).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pasty stoją w małych lodówkach, tam, gdzie natki, kapusta kiszona i sałatki.

      Do pojazdów się przyzwyczajam ;) Nie jest mi przykro, tylko czasem mnie dziwią. Spodziewałam się raczej dissu ze strony mięsożerców, a tu jestem wrogiem publicznym dla niektórych wegan. Że jeżdżę nie tam, gdzie trzeba. Że jestem gruba. Że jem fast foody. Że nie pracuję na etacie.
      No, ludzie drodzy...:)

      Usuń
    2. No co Ty, piszą, że jesteś gruba? Nieee, ja jestem gruba, od dość niedawna i dość nagle. Ale nie Ty!
      I co z tego, że jesz fast foody? One też są dla ludzi, a przecież nie jesz ich codziennie.
      I co kogo obchodzi, że nie pracujesz na etacie? A nie pracujesz? Bo nie wiem, bo mnie to nie interesuje, a raczej - mogę o tym się dowiedzieć, ale to nie jest ważne. Bo co z tego wynika???
      No i wreszcie - jak to "nie jeździsz tam, gdzie trzeba"? A gdzie - a raczej dokąd - trzeba? No przecież tam, gdzie Ty sama chcesz, bo Cię to ciekawi, inspiruje, cieszy. I pokazujesz nam całkiem fajne i nietuzinkowe miejsca. Przecież wszędzie może być i pięknie, i brzydko - zależnie od punktu widzenia i oczekiwań.

      Oj, głupie te niektóre ludzie!

      Usuń
    3. Ludzie lubią oceniać, i, o ile mądra krytyka jest fajna (np. wytknięcie komuś błędu czy dezinformacji), to krytyka szeroko rozumianego stylu życia już mniej - jeśli ktoś pokazuje coś na blogu, to zazwyczaj mu się to podoba (danie, zakup, wyjazd, własne zdjęcie etc.), więc uwagi w stylu "nie wiem, jak możesz to jeść" są zupełnie niepotrzebne.
      Ja się nie interesuję kuchnią raw, a jeśli trafię na bloga z takimi przepisami to czytam albo zamykam stronę, ale nie dopisuję się z "jak wam to może smakować". Nie rozumiem tej chęci powiedzenia komuś, że "ja nie".
      A co do tuszy, to dostałam nawet priva na fb(!), cytuję "Zrób coś ze sobą, OPASŁA ŚWINIO!!!". Rozbawiło mnie to na cały wieczór.

      Piszę bloga o przystępnym weganizmie, nie o zdrowej, ortodoksyjnej, elitarnej diecie. Piszę też bloga o sobie - kogo nudzą podróże po zadupiach, zdjęcia miasta czy moje, powinien/powinna zakupić książkę kucharską, gdzie nikt nie zanudza anegdotami ;)

      Usuń
    4. wiesz, pewnie jakbyś miała rozmar XS, jeździła po egzotycznych krajach i gotowała tylko zdrową żywność to by też Ci się dostało - że nie jesteś prawdziwą kobietą, bo prawdziwe mają krągłości, po zagranycy się wozisz i dajesz zarobić arabom a międzyzdroje takie piękne a tak w ogóle to twoje zdrowe żarcie pewnie nie ma smaku i i tak jest pryskane wiec umrzesz na raka.

      Usuń
    5. ps. i ktoś powinien się nauczyć jak się obraża wegan bo wyzwanie od opasłej świni nie dość że gatunkowizmem zajeżdża to i tak pożadanego wrażenia nie robi. może bardziej w otyłego rzeźnika by trzeba było pójść ;)

      Usuń
    6. Śmieszne to wszystko, bo mam wrażenie, że ludzi najbardziej wkurza z jednej strony konsekwencja, której brakuje im samym (że jak jest się wege to nie ma dyspensy typu: no dobra, to zjem dziś ser), a z drugiej oczekują od wegan eko-świętości i rzucają się z radością na każdą zjedzoną frytkę, białą bułkę czy nową rzecz ze sklepu (choćby była fair trade). Więc jak słyszę od kogoś, kto trzyma w rękach bułę z Maka: "czy wiem, że moja sałatka z pomidorów to same pestycydy", chce mi się tylko śmiać.

      Usuń
  4. a ja te kotlety u Isy widzialam i tez planowalam zrobic ale wydaly mi sie cholernie czasochlonne (a ostatnio czasu mam brak i gotuje w ilosciach na 2-3 dni)

    No i lekko przerazona jestem bo mam w tym roku pierwsze weganskie swieta.... :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz radę, zrób wcześniej spis potraw, nie za dużo na pierwszy raz, i działaj!

      Usuń
  5. Wiem co czujesz w związku z makijażem. Jak pomalują mi oczy na spektakl eyelinerem to czuję jakby mi coś dokleili do powiek, paranoja. Pomijając już fakt, że dla mnie trzeba kosmetyków debiloodpornych, bo za chwilę mnie coś zaswędzi i trę całą łapą po pysku, pod koniec sobie przypominam o tapecie.

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi się podoba kolor żuru i to nawet bardzo. Co to za sos do burgerów? ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Żur może i jest szary i mało fotogeniczny, ale za to jaki pyszny!!! Ja przygotowuję wersję dość podobną, zwaną zalewajką, a pochodzącą z okolic Łodzi. Dawniej, w przedwegetariańskich czasach, jadało się taką zupę w domu mojego męża. Oczywiście na kiełbasie i ze skwarkami z wędzonki, ale zawsze bez ugotowanych na twardo jajek:-) Teraz cała rodzina jada tylko zweganizowaną wersję (choć wege jesteśmy tylko my) - ziemniaki i cebula pokrojone w kostkę, gotowane po zalaniu wrzątkiem. Potem dodaje się majeranek, czasem - w wersji na bogato (ale to tylko my) pokrojoną w plasterki wędzoną kiełbaskę Polsoji. Dużo pieprzu, sporo soli, domowy kwas żytni - produkt uboczny zakwasu do wypieku chleba. Na talerzach zupę polewa się tłuszczem ze "skwarkami" z wysmażonej na brązowo cebulki, a u wegetarian - kosteczkami zasmażonego wędzonego tofu.

    Tempehu nie stosowałam do tej pysznej zimowej zupy, łatwiej kupuję tofu. Ale kiedyś wypróbuję i tempeh! No i podoba mi się dodatek pieczarek - jest może nieortodoksyjny dla naszej zalewajki, ale ona już dawno przestała być tradycyjna, a pieczarki w tej zupie wyglądają smakowicie.
    Dzięki za inspirację!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz, że nigdy nie przygotowywałam żurku? Jakoś jestem na bakier z takimi tradycyjnymi zupami poza ogórkową, pomidorową i kapuśniakiem.

    A burgery zawsze na propsie <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Swieta prawda z ta tolerancja na kwasnosc zurku. Ja wprawdzie nie ze Slaska, ale z (Czerwonego) Zaglebia, wiec nasz zurek tez bardzo kwasny, za to moja malzonka, de domo z Gorzowa Wielkopolskiego, ma problemy z kwasnoscia tej zupy, jak ja czasami robie. Kupuje zurek z butelki, ale jak bylam dzieckiem, chodzilo sie po zur domowy do "baby" ;)
    Ja robie zurek z ziemniakami i parowkami sojowymi wedzonymi.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Magda, jesteś z Górnego Śląska? Jak miło! Myślałam, że Wawa. Ja z Rybnika :)

    www.afterhoursvegan.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, trudno powiedzieć w ogóle skąd jestem :)
      Mieszkałam w Bytomiu przez dwa lata, po drodze jeszcze w innych miejscach; teraz mieszkam pod Warszawą.

      Usuń
  11. Guacamole wczoraj capnęłam w końcu, nieco kwaśne, ale bardzo smaczne i szybkie - widziałam cięgi, no ale niektórzy już tak mają, że wszystko zhejtują.
    A Urban Decay już dupa, nie wegańskie (tzn. pewnie wciąż wegańskie, ale przejscie do L'Oreala to strzał w kolano). Swoich palet nie wyrzucę, a złość powoli już mija, ale ogólnie smuteczek, że taka firma wypadła z list nietestowanych :C

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...