sobota, 9 listopada 2013

weganka w Ciechanowie

Ciechanów, 66 minut pociągiem od mojego miasta. Wyjeżdżaliśmy w całkiem ładny słoneczny poranek, dojechaliśmy na miejsce i odbyliśmy przechadzkę w typowej listopadowej pizgawie i deszczu. Zimno i pada, i zimno i pada na to miejsce w środku Europy.


Moim głównym celem było ciechanowskie osiedle o mało ciekawej nazwie "Bloki", ale o bardzo interesującej architekturze. Powstało w 1940 roku, w czasie okupacji niemieckiej, i liczy 110 podobnych domów, które w tamtych czasach uchodziły za bardzo nowoczesne, miały nawet system podgrzewania wody w łazience. Obecnie, jak widać, bardzo podupadły, ale osiedle robi niesamowite wrażenie, mimo że ma opinię bardzo niebezpiecznego. Na ciechanowskim forum znalazłam głos pana, który odżegnuje je od czci i wiary, i wiesza psy na mieszkańcach. Spędziłam tam godzinę spokojnie fotografując życie dzielnicy, i nic złego mnie nie spotkało (no, jeden pies mnie obszczekał).


Plac Piłsudskiego, który za PRL-u nazywał się Nowotki, a w czasie wojny - Adolfa Hitlera, co pokazuje oczywisty fakt,  jak bardzo układ sił politycznych wpływa na nazewnictwo. Teraz wszędzie wszystko Jana Pawła II...

Dalszy spacer po mieście w narastającej mżawce...

Jak na sobotnie wczesne popołudnie, to na mieście były kompletne pustki.

Z serii dziwne pomniki - nic nie pobije Edwarda Nożycorękiego z Warki, ale tu uchował się orzeł bez korony.

Piotr Apostoł, który jest zdaje się patronem Ciechanowa, pozdrawia na tle wieżowca mojego ulubionego typu.

Ciechanowski ratusz. Jest cholernie mały.

Scena niezależna dobrze się chyba trzyma.
Stragan owocowy. Przygnębiające ilości cytrusów przypominają o końcu sezonu na jakiekolwiek rozsądne owoce w rozsądnych cenach.

Zamek książąt Mazowieckich. W remoncie.

Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że przez Ciechanów płynie Łydynia, rzeczka szerokości większej kałuży.

A co sobie przywiozłam? Ano smalec roślinny w dwóch smakach!

Żegna was Elżbieta Dzikowska wegańskiej blogosfery ;) Warto jeździć, a wystarczającym powodem, żeby gdzieś pojechać jest to, że jeszcze nas tam nie było.


11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Super, muszę zajrzeć, bo od dwóch miesięcy nie udało mi się trafić na smalec w Evergreen i stęskniłam się bardzo :)

      Usuń
  2. "Warto jeździć, a wystarczającym powodem, żeby gdzieś pojechać jest to, że jeszcze nas tam nie było." - trafiłaś w sendo.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak browar, bo jest tam taki dość znany? Smalec ciekawostka. Trzeba wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Browar podobno smaczny, ale nie mają sklepu firmowego obok fabryki, a w lokalnych sklepach tylko 2-3 smaki. Nie udało mi się dostać bezalkoholowego piwa browaru Ciechan, czyli Krzepiaka.
      Brak "epatowania" lokalnym browarem to przywara wszystkich polskich miast - identycznie było w Warce. Zastanawia mnie to, bo w Czechach jest zupełnie inaczej, każde zadupie ma browar, który widać w sklepach, knajpach, na parasolach i reklamach.

      Usuń
  4. Bardzo przyjemna relacja. Nigdy nie pokusiłam się na zwiedzanie Ciechanowa chociaż pewnie mam bliżej od Ciebie. Zdecydowanie, chociażby ze względu na pogodę bardziej odpowiada mi śledzenie Twojej relacji niż moczenie tam własnej d... :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie same poniemieckie domy są w moim Ostrowie Wlkp. i Kępnie, gdzie się urodziłam. W Ostrowie nazwa jest równie zachęcająca: "Osiedle Robotnicze" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pojedziesz wreszcie do Radomia ?:) Bardzo jestem ciekawa Twojego spojrzenia na to moje rodzinne miasto, z którego odeszłam prawie 20 lat temu...

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...