czwartek, 31 października 2013

weganka w Warce

Ostatni dzień października, dużo słońca, kawa, krem migdałowy.

Wczoraj pojechaliśmy znów przed siebie, tym razem w dół mapy, bo do Warki pod Radomiem. Miasteczko nieduże (11 tysięcy mieszkańców), na niewielkim wzgórzu nad Pilicą, nad którą nie dotarliśmy, bo czasu znów było za mało. Wokół sady owocowe i wszędzie pełno wierzb rosochatych, których nie widziałam nigdzie poza Mazowszem.


Warka to taki trochę wehikuł czasu do epoki PRLu. Jedno osiedle nadal nosi imię 35-lecia PRL, a dwa główne pomniki to pomnik lotnika, który wygląda jak wielka łapa Edwarda Nożycorękiego...

...i pomnik samolotu MIG.

Poza tym - atmosfera swojska.

Taka trochę Polska w pigułce - z dala od ubitych szlaków kryje się odpadający tynk, wystawy zabite deskami, dziurawe ulice. Przy głównej drodze ładnie, nowocześnie, czysto - bolączka wszystkich naszych miast. Ale że nie lubię kostki bauma i wygładzonych na jedno kopyto za unijne pieniądze miast, to takie miejsca podobają mi się bardzo. I znów można było chodzić bez celu, bez mapy, zaglądać w bramy i gubić się na blokowiskach, kupować marcepanowe cukierki na wagę, lokalne piwo i ketchup, którego u nas nie ma.

Spodziewałam się wielkich problemów z żarciem, czyt. konieczności zjedzenia frytek lub prowiantu wziętego z domu. A tu sympatyczna niespodzianka, tofu w wietnamskim barze Hanoi, za 11zł, i to bardzo smaczne. i nie był to jedyny wietnamski bar w mieście!




4 komentarze:

  1. Kiedy opadnę liście na ziemię, brzydota wychodzi na wierzch.

    Ja bym widziała te domki odmalowane na pastelowe, ciepłe barwy, które zimą delikatnie kontrastowałyby ze śniegiem. Marzenia ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi sie taki sposob podrozy - a skoro byliscie w Warce, to pewnie niedaleko jest tez stamtad do mojego rodzinnego miasta Szydlowca. Polecam zobaczyc, mnie szczegolnie podoba sie miejski rynek ^ ^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wierzby rosochate można spotkać poza Mazowszem, np. w mojej Wielkopolsce, ale zdecydowanie poza miastem - na wsi sielskiej-anielskiej! Lubię na nie patrzeć o każdej porze roku, zawsze są piękne i malownicze.
    Fajne te Twoje wyprawy w nieznane... Ja to mam taką manierę, że jeśli wybieram się w jakieś nowe dla mnie miejsce, kupuję mapę (lub drukuję z internetu) i staram się jak najwięcej o tym miejscu dowiedzieć: co jest tam ciekawego, co warto zobaczyć, dokąd udać się na posiłek - chodzi o miejsca, gdzie nie muszę pytać o to, na jakim bulionie przygotowana jest zupa. W ciągu wielu lat mojego wegetarianizmu ze skłonnością (choć nie deklarowaną) do weganizmu zbrzydło mi ciągłe zadawanie tego rodzaju pytań. No naprawdę, w XXI wieku oczekuję zrozumienia dla mojego "dziwactwa",,,

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się, że, w przeciwieństwie do większości, podróżujesz w miejsca nieoczywiste, do małych miast, odkrywasz co podróż nowe uroki tego samego miejsca, a przy okazji pokazujesz przy tym jak zjeść tanio, wegańsko i smacznie :) Jesteś niesamowitą motywacją!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...