czwartek, 17 października 2013

weganka w Puławach

Kolejna środowa...wyprawa? za duże słowo. Wycieczka? kojarzy się ze spacerem do lasu z termosem i kanapkami, a tu był grany pociąg, 115km przez zamglone krajobrazy i pięć godzin w zupełnie obcym mieście.


Puławy są przestrzenne, rozległe, więc kilometry spaceru w jesiennym wilgotnym powietrzu. Październik to chyba dobry moment, by je odwiedzić - na ulicach mało ludzi, a dużo liści, wszystko można spokojnie sfotografować. Ujęła mnie nieobecność wielkich reklam, billboardów i ogólnego syfu. Parki, dużo drzew, szerokie ulice (i zwyczaj nazywania wszystkiego "alejami" - najfajniejsza była "Aleja Mała"). Trzecie z kolei zwiedzane miasto, które nie ma regularnego centrum w postaci rynku, ale to akurat konsekwencja zaszłości historycznych i braku pewnych założeń architektonicznych.
I bardzo podoba mi się dawna nazwa Puław - Nowa Aleksandria - jestem zresztą wielką fanką płyty Siekiery pod tym samym tytułem.

Smętny pałac po sezonie. Tabliczki z zakazem dokarmiania pawi, których i tak nie było, bo zimno, i dobrze, boję się ich.

Dużo zamkniętych punktów usługowych i sklepów. Ogromna, niewidziana przeze mnie nigdzie wcześniej liczba aptek. Dosłownie na każdym kroku!

Pamiętacie takie telefony? Taki oto okaz wisi w hali dworca Puławy Miasto. Byłam tam ostatni raz w 2000 roku i dworzec prawie się nie zmienił (zrobili jednak prospołeczny krok i ubikacja jest za darmo), natomiast odnowiono perony i przejście podziemne.

Ciekawe jak wierni wchodzą do tego kościoła, gdy jest śnieg i ślisko...

Przez miasto, a właściwie - obok miasta, płynie Wisła, jest port rzeczny i dwa mosty. Z braku czasu doszliśmy tylko na brzeg i już trzeba było wracać, bo pociąg.

I kolejna romantyczna ławeczka - cios w dupę. Jak zawsze na tropie murali i innych miejskich napisów, namazanych, wydrapanych, nasprejowanych, wyrażających wiele lub nie wyrażających nic.
Czy w Puławach można coś zjeść? Otóż można. Wybraliśmy się do pizzerii poleconej przez czytelniczkę Klaudię - nazywa się 108 i mieści się przy ul. PCK 8.

Bez problemu zrobili dwie pizze bez sera - tu moja z pieczarkami, grillowanym bakłażanem, sosem i brokułami. Dwie pizze plus dwa piwa = 53zł, przystępna cena.
Za tydzień - do Łowicza.

15 komentarzy:

  1. Przepiękne zdjęcia! Zachciało mi się tam pojechać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Puławy! Miasto mojego dzieciństwa, w którym lata mnie już nie było!
    Szkoda, że nie mieliście czasu przejść za most, Góra Puławska jeszcze fajniejsza, ale to daleko, daleko za Wisłę trzeba się udać... No może nie aż tak, ale na pewno nie miejsce do zwiedzania jak się spieszy (:
    Park jest magiczny, miasto trochę smutne, biedne i szare... ale sentyment zawsze pozostaje. I świetna baza do zwiedzania Kazimierza Dolnego czy Janowca. W ogóle, okolice są przepiękne i mało turystyczne.
    Dziękuję za przywołanie wspomnień i piękne zdjęcia :) Mam nadzieję, że pizza smakowała, bo wyjazd wygląda że się udał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bardzo lubię tę płytę i w ogóle Tomasza Adamskiego - pamiętam nawet taki wywiad z nim, w którym mówił o Puławach. Zdjęcie z garbusem w mieszalni lakierów urzekło mnie szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, Łowicz jest super! Tylko szkoda, że jak tam byłam, to akurat muzeum było zamknięte. ;/ W każdym razie, koniecznie weźcie sobie alternatywną mapę miasta w punkcie informacji turystycznej, jest prześmieszna! :)

    A te wszędobylskie apteki w Puławach... objaw tego, że stamtąd to tylko kolejne 150 km i już jesteśmy na Ukrainie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. boisz się pawi? łabędzie są dużo gorsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam podobny żelazny most w mieście, w 2014 będą go robić od nowa bo jest już stary i niebezpieczny ale mam nadzieję, że "ozdoby" nie znikną. Fajnie masz z tymi środowymi wypadami!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam duży sentyment do Puław bo jako dziecko jeździłem tamtędy do rodziny na wieś. Wtedy dworzec wyglądał trochę inaczej tzn był inny peron z takimi charakterystycznymi wiatami. No i w przejściu podziemnym śmierdziało chlorkiem i kibel był tzw. "narciarz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcia bardzo ładne i klimatyczne. A nazwa Nowa Aleksandria była nadana Puławom za karę za udział mieszkańców w powstaniu bodajże styczniowym:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wygląda i brzmi bardzo klimatycznie, fajnie byłoby się tam wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też chcę taką siłownię i pizzę, może w odwrotnej kolejności :P Ale do Puław to pewnie nie dotrę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Garbus! Jedyny samochód, który mogłabym posiąść.

    OdpowiedzUsuń
  12. Paw nie, ale łabądziek to mi kiedyś chciał wpierdol spuścić jak go podziwiałam ;)

    Lubię Cię czytać :) ale duszy podróżnika nie posiadam- pewnie kręciłabym się w poliżu dworca żeby się nie zgubić i marzyła o powrocie. Ale mogę podróżowac czyimiś relacjami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za to nie mogę usiedzieć na tyłku, mam jakieś podróżnicze robaki ;)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...