sobota, 26 października 2013

weganka w Łowiczu

Czwarta wyprawa do niedaleko położonego miasta. Pierwsza, podczas której było co oglądać na tyle, że wracaliśmy późniejszym pociągiem, niż to było w planie. Pierwsze miasto z rynkiem!


Przez Łowicz płynie Bzura, która okazała się mała rzeczką (spodziewałam się większej, bo bitwa i te sprawy), ale nabrzeże jest bardzo zadbane, z wałem, bulwarem obsadzonym topolami, placami zabaw i dużym terenem rekreacyjnym. Ludzie naprawdę z niego korzystają, w zwykły dzień roboczy na ławkach siedzieli emeryci z rowerami, młodzież na (chyba) wagarach i kobiety z wózkami.

Wydawało mi się, że na każdym kroku można napotkać kościół, co w sumie w Polsce wcale nie dziwi - ale tu naprawdę kilka dość monumentalnych świątyń stało o rzut ziemniakiem od siebie. To przerażająca swym ogromem bazylika.


Łowicz szczyci się swoją kulturą ludową i gwarą. To dość szczególne, że tak mały obszar zachował odrębność i niepowtarzalność pomimo lat uniformizacji, ale na ulicach za bardzo tego nie widać - jednym z nielicznych nawiązań do folkloru są takie oto kogutki na latarniach.


Sklep z rękodziełem.


Wystawa Cepelii. Ten sklep kojarzy się w Polsce przaśnie, a wręcz jest symbolem tandety (ale cepelia!), ale ja uwielbiam, co nie znaczy, że cokolwiek tam kupuję.

Standardowa wyprawa na blokowisko. Zawsze żałuję, że nie mam balkonu.

W Łowiczu są dwa rynki - Stary i Nowy - i nie leżą wcale obok siebie. Oto Nowy, którego szukaliśmy chyba z pół godziny.

I Stary. Oba całkiem spore, pustawe.

Typowe kamieniczki komunalne, jednopiętrowe, przy brukowanych kocimi łbami ulicach. W bramach suszy się pranie, a w głębi podwórek ( uwielbiam zaglądać) widać rzędy komórek na węgiel, po jednej na rodzinę.

Z serii dziwne pomniki. Papież z rybim ogonem, na cokole małe rybki.

Rowery przy stacji. Ludzie dojeżdżają stąd do pracy do Warszawy, jedzie się 50 minut.

Planty przy ulicy Sienkiewicza.

***
W pociągu czytałam o Czechach i bardzo już za nimi tęsknię. Nie wiem jednak, czy da się pojechać tam przed końcem roku, ale na grudzień mam już bilety do Niemiec.

Zbieram pomysły na kolejne wycieczki w obrębie do 150km od Warszawy. W planach Radom, Łódź, co jeszcze?

23 komentarze:

  1. Konin, ale to dwieście ;) Właśnie łowicz mi się się z ludową wzmianką kojarzył i zgadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Konina to raczej chyba wypada wybrać się na weekend, odwiedzić kota z krzywą miną ;)
      Bardzo bym chciała się tam pojawić, intryguje mnie zwłaszcza bulwar nad Wartą, z którego zniknęła barka.

      Usuń
    2. O tej barce faktycznie powstała już legenda, brakuje jej bardzo bo na bulwarze niewiele się dzieje. Myślę, że cała starówka mogła by Ci się spodobać choć jest maleńka. W razie czego zapraszam, od połowy listopada służę czasem i dużą kanapą :) .

      Usuń
  2. O! Zawsze z wypiekami czytuję Twoje fotorelacje, uwielbiam je - a jako rodowity radomianin przeczytawszy wzmiankę o tym, że masz w planach wycieczkę do tegoż miasta, naprawdę bardzo się zaintrygowałem! Myślę, że mogłoby Ci się tu spodobać, choć miasto jest raczej symbolem przeciętności. Mogę to i owo podpowiedzieć odnośnie Radomia, jeśli masz jakieś pytania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Radomiu kiedyś bywałam często, dziesięć lat temu miałam tam chłopaka. Przez ten czas wiele się na pewno zmieniło, więc chętnie przyjmę wskazówki co warto obejrzeć.

      Usuń
    2. Bywam w Radomiu od czasu do czasu(mam tam narzeczonego),chętnie bym sie przyjrzała temu miastu Twoim okiem :):)

      Usuń
    3. Na pewno przejdź się w dół Żeromskiego - tak, wiem, Żeroma oklepana, ale ma naprawdę świetne zakamarki w bramach! Np. stara drukarnia ;) Jeśli lubisz neostyle, od Żeromskiego odchodzą Piłsudskiego i Moniuszki, które na górze wygladają zachwycająco - szczególnie ta pierwsza, jedna z moich ulubionych ulic. Tuż przy Piłsudskiego znajduje się Traugutta, której fragment przy bliskim skwerku może się spodobać. Wracając do Żeromskiego... gdzie Żeromskiego się zaczyna, kończy się rejon ulic wokółrynkowych (Szewska, Rwańska, Reja, Szpitalna, Wolność {która bardzo przypomina mi warszawski Muranów btw}), które na pewno ci się spodobają - mają swój pewien sielankowy klimat ;) aczkolwiek sam rynek nie jest zbyt powalający - bardzo puściutki. Poza tym na Limanowskiego przy numerach... z tego, co pamiętam, 30-70, jest trochę ciekawych kamienic-obdartusów neoklasycystycznych. Jeśli chodzi o blokowisko, przejście po XV-leciu mogłoby ci dostarczyć pozytywnych wrażeń - szczególnie zaczynajac od Struga. ;) Ah! Jest w Radomiu... o dziwo, jedna restauracja wege. Co prawda więcej jest opcji wegetariańskich, aniżeli wegańskich, no ale cóż zrobić. ;) Nazywa się Zielona Zebra i mieści przy ul. Focha, tuż przy teatrze miejskim... aczkolwiek jedzenie nie jest zwalające z nóg, niestety, nie jest za to bardzo źle. Robią smaczną pakorę! ..ajaj, trochę się rozpisałem, mam nadzieję, że niezbyt chaotycznie! Jak masz wątpliwości, to pytaj, z chęcią udzielę informacji.

      Usuń
    4. Dziękuję, właśnie o coś takiego mi chodziło! Wszystko zapisuję.
      Na razie w środę jadę do Warki, Radom pewnie w listopadzie.

      Usuń
  3. wyszogród? nigdy nie byłam, ale nazwa mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, poznałam kiedyś na koncercie punka z Wyszogrodu, który bardzo się oburzył, że nie wiem, gdzie to leży ;) Muszę w takim razie zadośćuczynić i się tam wybrać!

      Usuń
  4. Kolorowo, folklorowo, cepeliowo, jesiennie.Fajnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żyrardów, Sierpc, Warka, Nasielsk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Sierpcu i Nasielsku byłam, nic tam chyba nie ma:) Warka mnie bardzo korci.

      Usuń
  6. Ej, jak ja tam byłam, to nie było tych kogucików na latarniach! A było to jakieś 2 miesiące temu. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba są zupełnie nowe, wnosząc z tego, co pisze mieszkanka Łowicza poniżej. Całkiem ładne.

      Usuń
  7. Wpadnij do Rzeszowa, pójdziemy do Magicznych Smaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś muszę wpaść, z 15 lat nie byłam! Ale na południe zawsze daleko. Polska jest za duża ;)

      Usuń
  8. Ooo jak miło poczytać o moim mieście rodzinnym :-) tych kogucików na latarniach nie widziałam, ale w sumie to dawno mnie tam nie było... mogło się coś pozmieniać ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A Pułtusk? Najdłuższy rynek w Europie, podobno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde miasto się szczyci czymś najdłuższym, największym albo najbardziej trójkątnym ;)
      W Pułtusku chyba nie ma kolei? Bo raczej wykluczam PKSy.

      Usuń
  10. Ciekawe co ten rybi pomnik ma symbolizować? Nie będę opisywać jakie dziwne pomysły zrodziły się w mojej bezbożnej głowie co by nie urazić wierzących;) jak dla mnie pomnik bomba - już jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wiocha pięć domów, trzech mieszkańców zrzuca się na pozłacany pomnik, ale motywów rybich jeszcze nie widziałam:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Pomnik z papieżem nie ma " rybiego ogona" tylko to jest płaszcz papieża!!!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...