wtorek, 8 października 2013

ciasto włoskie i tofu-ryba

Ciasto włoskie było moim popisowym numerem jakieś dziesięć lat temu, gdy mieszkałam na Górnym Śląsku i wydawało mi się, że mogę zostać dobrą panią domu. Piekłam w kółko ciasta w patelni na gazie, bo w mojej kawalerce nie było piekarnika. Pył węglowy wchodził przez pęknięcia w ścianach bloku, tramwaje zatrzymywały się na ciemnych, nieoznakowanych przystankach, a na pobliskim budynku nasprejowano "Zapraszamy na wpierdol".
Szombierki, osiedle nie do zapomnienia.


3-4 jabłka
50g włoskich orzechów
100g rodzynek (namoczonych)
zapach rumowy lub ponczowy
cynamon lub przyprawa do piernika
1,5 szkl. pszennej mąki
0,5 szkl. cukru
0,5 szkl. oleju
mleko roślinne lub woda w ilości potrzebnej do wymieszania gładko ciasta
2 łyżeczki proszku do pieczenia plus jedna mała sody


Kroimy jabłka w kostkę, namaczamy rodzynki, siekamy orzechy, całość zasypujemy cukrem i cynamonem i odstawiamy na 20 minut. Powinno się przegryźć i puścić trochę sok. Dodajemy mąkę i resztę, wlewamy do keksówki i wio na 200C - będzie się piekło co najmniej 40 minut.


Ostatnio czytam po raz drugi bloga Ani z http://laktoowo.blogspot.com/. Jak najbardziej da się czytać cudze blogi kolejny raz, to jak ulubione książki (kiedyś dostałam maila Przeczytałam twojego bloga półtora raza).
Czytając archiwa można natrafić na przeoczone kiedyś świetne przepisy. Podejrzałam sobie tym razem rybę z tofu z glonami nori i sos z dyni - przepis na rybę http://laktoowo.blogspot.com/2012/03/tofu-ryba.html.



Jesień mnie nie szanuje, non stop jestem chora i emituję donośne odgłosy kaszlowe w eter spokojnych nocy (i dni). Opadam szybko z sił, ale to nie może być pretekstem do rezygnacji z życia. Za każdym razem, kiedy zostajesz w domu, mamrocząc sobie dla przyzwoitości, że jutro, za tydzień, że kiedyś na pewno, skracasz czas, którego nie nadrobisz.
Dlatego całe życie szczycę się niecierpliwością i niczego (ciekawego) nie odkładam na później. Później nie istnieje. Życie jest na kartki, a one mają stempel z datą ważności, i te niewykorzystane przepadną.


7 komentarzy:

  1. ojej, ale miło napisałaś :) ta ryba jest świetna, to fakt, a Twoje ciasto zrobię w weekend, dawno nie pachniało rumem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że zabrzmię jak szalona znachorka, ale kiedy ja mam okresy spadku odporności to funduję sobie tydzień śniadań z kaszą jaglaną - po takim tygodniu odzyskuje siły i żadna choroba mnie nie bierze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o co chodzi z pieczeniem ciast na patelni? Zaintrygowałaś mnie tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekłam w zamykanej patelni o grubym dnie na gazie. Wychodziło tak sobie, ale w miarę. To jednak absolutna ostateczność, gdy nie ma się piekarnika. Takie tam pieczenie z rozpaczy.

      Usuń
    2. pieczenie z rozpaczy ;) :D:D

      Usuń
  4. Ach, Szombierki... mieszkam całkiem niedaleko :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Marto, przeziębienie, czy też "spadek odporności", ma to do siebie, że przechodzi po tygodniu bez pomocy. Nawet kaszy. :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...