sobota, 27 lipca 2013

weganka znowu w Czechach cz.II - České Budějovice

Czas na relację z kolejnych dni podróży, tym razem do najbardziej na południe położonego dużego miasta Czech, czyli Budějovic.
Okazało się nieznośnie upalne, ale bardzo ładne, ciekawe architektonicznie i historycznie oraz łatwe do zwiedzania. Na ulicach nie było zbyt wiele osób, nie trzeba było przepychać się przez dzikie tłumy turystów, stać w kolejkach po bilety, czekać miesiącami na swoje danie w restauracji i tak dalej. W trolejbusach zawsze były miejsca siedzące (uwielbiam trolejbusy, a we wszystkich pięciu miastach, które zwiedzaliśmy, były). Przy okazji, cokolwiek zwiedzacie w Czechach, polecam bilety dzienne komunikacji, za cenę 50-70kc możecie jeździć przez 24h po całym mieście ( no, w Pradze to jest 110kc, ale wciąż opłacalne). Nie warto kasować biletów jednorazowych, zwłaszcza że różnica w cenie pomiędzy automatem biletowym (który nie wszędzie jest), a zakupem u kierowcy jest naprawdę spora.
Co do jazdy koleją, to wystarczy że jest was dwoje, i już możecie kupić skupinovą jizdenkę, czyli bilet grupowy (grupa to 2-30 osób), dzięki czemu ta druga osoba płaci 30% mniej. Nie opłaca się kupować dwóch indywidualnych biletów! Trochę dzięki temu zaoszczędziliśmy.


Rynek w Budějovicach miał być jednym z największych powierzchniowo w Europie. Faktycznie jest wielki, ale nie wiem, czy wygrywa z Krakowem. Upał był przepotworny, jednak cały rynek okolony jest podcieniami i arkadami, poruszając się pod którymi można swobodnie zwiedzać nie wychodząc zbyt często na słońce. Choć, jak wiadomo, ja wychodzę z założenia, że miasto się samo nie zwiedzi, i pomimo upału nie zamierzałam tkwić w miejscu. Odbyliśmy więc dwie wyczerpujące kilkugodzinne przechadzki po całym centrum według polecanych w anglojęzycznej ulotce tras turystycznych (takie sobie, szczerze mówiąc - zdania typu Idąc ulicą Krizovą ujrzysz piękną budowlę, ale ani słowa o tym, jaki ma numer czy cechy charakterystyczne, i człowiek biegał w słońcu jak głupi, zastanawiając się, czy już ujrzał tę budowlę, czy może jeszcze nie) oraz wdrapaliśmy się na Czarną Wieżę widoczną w tle za rynkiem - ma 73m, i włazi się po schodach a la drabiny. Trochę strachu mnie to kosztowało.




Stare miasto było puste, czasem przemknął pojedynczy mieszkaniec czy turysta. I tak przez całe dwa dni.

Na środku rynku wypiętrza się znienacka taka oto płetwa - osobiście uważam taki pomnik za całkiem fajny element architektury miejskiej i urozmaicenie wśród Janów Husów i tzw. czeskiego typu pomnika, jak go określiliśmy, czyli znajdującej się absolutnie w każdym mieście figury świętego, bogato zdobionej i otoczonej pomniejszymi postaciami. A płetwa daje do myślenia.

W Budějovicach malowniczo spotykają się dwie rzeki - Wełtawa i Malše. Tutaj brzeg jest już zadbany, a bulwar sprzyja spacerom.



Tym razem, z braku chęci na kolejne podobne tofu (ale i ono nas nie ominęło drugiego dnia), wybraliśmy się do restauracji indyjskiej na thali i aloo gobi. Było pyszne i niedrogie, pomimo obrusów na stołach i ogólnego ą ę, a półlitrowa kofola z kija dopełniła smaku. 


Kolejna niespodzianka architektoniczna - człowiek - ślimak na ścianie budynku orkiestry kameralnej.

W takich akademikach nocowaliśmy - tanio, ale raczej głośno.

Bubble tea zniknęła z czeskich ulic, a zastąpiło ją mangaloo, które pokażę w części o Pilznie oraz znana i lubiana ledova tříšť - to coś w rodzaju zamarzniętego soku, który potem cały czas jest mieszany, by zniszczyć kryształki lodu. Widziałam to też w Polsce, ale latem w Czechach jest dosłownie na każdym rogu, w każdej budce z lodami. Tutaj popijam smak kaktusowy.

Przekąski na dalszą drogę - rozmarynowe chipsy (R. odmówił ich jedzenia, zajadał się za to czosnkowymi i wasabi - nie wiem, jak można nie lubić rozmarynu), batony musli, japońskie krakersy ryżowe z wodorostami, znane wszystkim bourbonki i orzeszki solone.

Śniadanko - Budweiser bezalkoholowy, przecier owocowy, kanapki z chrzanem i tofu wędzonym.


21 komentarzy:

  1. Niby taki upał, a ty w legginsach! ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to było pierwszego dnia po przyjeździe z Jihlavy - rano wydawało mi się, że jest zimnawo i wiatr, potem przejechałam 130km, zaczął się paskudny upał, a legginsy zostały :) Był to ich jedyny występ, tak samo jak TRZY zabrane bluzy nigdy nie opuściły plecaka. Za rok biorę wyłącznie szorty i klapki;)

      Usuń
    2. Nie, weź jedną bluzę na wszelki wypadek:-))) Bo jak nie weźmiesz, to zaraz zrobi się zimno!
      I nie rozumiem, dlaczego dla Roberta to beznadzieja, sory! Mnie się podoba, może nawet się tam kiedyś wybiorę?

      Usuń
    3. Jedno z ładniejszych miast czeskich, moim zdaniem.
      Łatwo napisać beznadzieja, siedząc na tyłku przed kompem. Chętnie bym poczytała relacje osób, które tak wiele podróżują, że Czechy to dla nich niewarte zainteresowania zadupie - piszę to bez ironii. Niestety, nie znam wiele takich osób, robiących coś ciekawego i chcących się tym dzielić, za to wiele takich, które na wszelki wypadek skrytykują "jeżdżenie tylko do Czech" :)

      Usuń
    4. Napisałem, że to beznadzieja, bo tak uważam - są ciekawsze kraje niż Czechy i Niemcy do których wciąż jeździsz, bo na nic innego cię nie stać :) więc nie masz za bardzo czym się chwalić ani podniecać. Tak się składa że wiele podróżuję (nie do Czech :)) i nie muszę się tym dzielić żeby to udowodnić. Rozumiem, że dla ciebie pobyt tam jest ciekawszy wtedy, gdy o tym napiszesz? :)

      Usuń
    5. Trochę mi się nie chce dyskutować z człowiekiem, który ma tak nudne życie, że od prawie roku śledzi moje, zawracając mi dupę i przysyłając wulgarne maile.
      Nie stać mnie niestety na wyjazd do Laos.

      Usuń
    6. Robercie, jej pobyt tam jest ciekawszy dla NAS, gdy o tym napisze. A skoro nie jeździsz do Czech, to skąd wiesz, że są nudne? I poza tym to, że ktoś jeździ po Polsce, Czechach czy Niemczech - nie musi znaczyć, że nie stać go na dalekie podróże. Może nie mieć dość kasy albo ma zbyt krótki urlop, by wybrać się gdzieś dalej. A może woli swojskie klimaty niż egzotykę, może źle znosi tropikalny klimat? Jak dobrze znasz Polskę i sąsiadujące z nią kraje, żeby się tak wymądrzać???
      Ja wolę odwiedzić dwa fajne, ciekawe miejsca położone bliżej mojego miejsca zamieszkania niż jedno na antypodach. To mój wybór i mój sposób podróżowania, a doświadczenie uczy, że wszędzie można znaleźć piękne krajobrazy, ciekawą architekturę, wspaniałe zabytki, fajnych ludzi i smaczne lokalne jedzenie.

      Usuń
    7. Skoro wolisz odwiedzić np. Sulejówek niż jakieś miejsce na Antypodach, to twój problem. Pisałem tylko, że jeżdżenie ciągle do tych samych krajów z powodu braku pieniędzy i pokazywanie tego ludziom na zasadzie: ale jestem zajebista i w jakich to zajebistych miejscach nie byłam, jak to czyni Magda, jest słabe. Ciekawe, gdzie pojedzie Magda za rok czy dwa, gdy nadal nie będzie miała kasy, a zwiedzi już całe Czechy (i Słowację) :))

      Usuń
    8. Słabe to jest komentowanie z niechęcią każdego wpisu, nazywanie mnie kurwą i chamskie maile.

      Przecież ja z tych Budziejowic nie robię Amazonki. Cieszą mnie małe rzeczy. Jeżdżę tam, gdzie mogę, wiele razy tłumaczyłam swoje podejście do podróżowania. Ty uważasz, że Czechy są do dupy, lepiej zostać w domu, niż tam jechać, twoja sprawa. Ale to nie jest blog o podróżowaniu, więc nie czuję się zobligowana do pokazywania safari po Kenii, bo bez tego będzie słabo.
      Przy okazji, moje kolejne plany wyjazdowe nie obejmują Czech.

      Usuń
    9. Nie byłam nigdy w Sulejówku, a to na pewno na swój sposób ciekawe miejsce. Robert, kocham Cię, dzięki za inspirację! Czas odwiedzić Sulejówek! Magda, wybierzemy się? A Roberta olej, on na pewno z nami nie pojedzie:-((

      Usuń
    10. Mam nawet pociąg bezpośredni do Sulejówka! Pewnie uroczy na swój sposób, jak wszystkie zadupia.

      Usuń
    11. Sulejówek chyba przeżyje najazd wegańskich podróżników ;)

      ten komentujący osobnik chyba przeżywa jakiś nieuleczalny ból dupy.
      lubię taki sposób podróżowania, a miejsce jest mniej istotne. nie sądzę żeby motywacją do takich wycieczek było "bo na nic innego mnie nie stać", równie dobrze można jechać w bardziej wypasione miejsce, dalej od Polski, za każdym razem gdzie indziej, tnąc koszty na sposobie podróżowania, nocowania i jedzenia. kwestia osobistego wyboru.

      Usuń
  2. hej, nie mam konta na facebooku żeby skomentować tam, a jedna rzecz mnie zaniepokoiła: na fanpejdżu napisałaś, że bierzesz tabletki B2 100mg, ja do tej pory naiwnie łykałam Vegevit na którego etykiecie napisane jest, że zaspokaja 200% dziennego zapotrzebowania na B2, a to zaledwie... 5mg! Czy ta witamina aż tak słabo się wchłania, że trzeba brać taką wielokrotność dziennego zapotrzebowania, czy o co chodzi? I skąd masz tę informację?

    Co do Budziejowic, ja stołowałam się w barze "sałatkowym" jakoś w podwórku od głównego rynku, za pieczone ziemniaki z sosem/gulaszem fasolowym zapłaciłam krocie, ale faktycznie było bardzo smaczne. Albo ja bardzo głodna.

    (ps. Komentarze tylko dla zalogowanych?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, komentarze tylko dla zalogowanych, bo dostawałam bardzo nieprzyjemne i musiałam niestety zacząć to przesiewać (nie mówię o krytycznych, tylko skrajnie chamskich z wyzwiskami).

      Też łykałam vegevit i Naturell, ale w maju byłam na wykładzie wegańskiej dietetyczki, która powiedziała, że wszyscy mamy niedobory, nawet jedzący mięso, i że dawka 10mg jest za mała. Polecała Solgar, to biorę. Zawsze możesz zrobić sobie badania krwi na b12 i zobaczyć, jak sytuacja się kształtuje. Możesz też pić mleko nią fortyfikowane, ale nie zamiast tabletek, bo to za małe dawki. Słabo się przyswaja.

      Ceny w Budziejowicach nie były jakieś straszne, gorzej było w Pilznie, ale o tym za parę dni :)

      Usuń
  3. O, no to przykro mi z powodu hejterów - tym bardziej, że nie prowadzisz bloga w jakiś agresywny, narzucający się sposób i trudno wyobrazić sobie, że może on sprowokować kogoś do hejtu.

    A jeśli chodzi o Czechy - inteligentna osoba potrafi znaleźć interesujące rzeczy i ciekawie spędzić czas nawet na zadupiu, dlatego zawsze z przyjemnością czytam Twoje relacje z pozornie mało efektownych miejsc. Jeśli ktoś potrzebuje fajerwerków i potrafi wykrzesać z siebie zainteresowanie tylko dla egzotyki (co swoją drogą każdy potrafi), to kiepsko o nim świadczy. IMHO, wyrzucanie innym ludziom "zbyt wąskich horyzontów" bo jeżdżą na wakacje tam i tam, cieszy ich coś co dla innych jest powszednie, jest jedną z największych żenad współczesnego internetu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie bloga, którego autorką się pogardza jest w ogóle zastanawiające.

      Co do podróży, znam ludzi, którzy jeżdżą daleko i mają w zanadrzu świetne historie na temat swoich podróży - uwielbiam słuchać, oglądać zdjęcia i (pozytywnie) zazdroszczę. Ja mam niewiele kasy - ale kompletnie nie uważam tego za powód do wstydu - mimo to ostatni grosz przeznaczam na jeżdżenie i oglądanie. W ostatnich 12 miesiącach byłam sześć razy zagranicą, w trzech różnych krajach. Ok, były to kraje najbliżej położone, ale zawsze były to wyjazdu kilkudniowe, intensywne i przemyślane, a nie przypadkowe. Plus sporo jeżdżę po Polsce. Może jak ktoś był w 30 krajach Europy i Azji czy Afryce, to te moje sześć wyjazdów ( ok. 40 dni w podróży) jest głupie, śmieszne i prowincjonalne. Ale widzę wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy nie jeżdżą prawie nigdzie, więc czepianie się akurat mnie, że jeżdżę za mało (!), albo nie tam, gdzie powinnam, to trochę wyszukiwanie problemów znikąd.

      Usuń
  4. Więcej pociągów poproszę :P

    OdpowiedzUsuń
  5. całkiem fajne miasteczko, ciekawa ta wieżyczka na rynku, nieźle się prezentuje na zdjęciu z lotu ptaka, skąd było pstryknięte? Szkoda mi tylko wszystkich rynków, które dopuszczają ruch samochodowy, dla mnie to zawsze napaść na estetykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie ze szczytu wieży, na którą o mało nie umarłam wchodząc. A samochody na rynku faktycznie dziwią, ale tam jeździło ich naprawdę mało, także poza starówką:)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...