środa, 10 lipca 2013

Warszawa latem


Miasto latem to zupełnie inny organizm, niż zimą - bardziej otwarty, bardziej kolorowy i wołający, by spędzić w nim cały dzień. Bez celu. Albo i z celem, ale łatwo modyfikowalnym po drodze.

Mam w końcu kartę miejską i pojechałam zwiedzać Muranów i okolice. Lubię zwiedzanie dzielnic, nie muszę mieć na widoku żadnego konkretnego zabytku, by gdzieś pojechać. Wystarczy mi zagłębić się w osiedle i zobaczyć, jak się żyje gdzieś. Wróciłam oczywiście zakochana w Muranowie i chciałabym w tym momencie być starszą panią, która mieszka tam od pięćdziesięciu lat i nie wymieniła okien na nowe plastiki, a pranie nadal wiesza pod blokiem na sznurach...ale na tej zasadzie chciałabym być każdym, bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Strasznie mnie męczy, że nie mamy stu wcieleń i że nigdy nie będę nikim innym, tylko Magdą (nie żeby bycie Magdą było jakieś do dupy), i że nie zobaczę nawet jednej miliardowej miejsc, które chciałabym.
Taka jednostka chorobowa się chyba jakoś nazywa, a jedynym lekarstwem jest hitting the road.

Na zdjęciach mój ulubiony typ warszawskiej architektury. Cudownie monumentalna.
Obok przystanku Muranowska ogarnął mnie głód (co było w planie, w domu zjadłam tylko pół bułki z hummusem, by mieć miejsce na lepsze rzeczy) i nie pogardziłam ofertą Baru Gdańskiego, który właśnie mijałam. Od lat nie odwiedzam barów mlecznych, bo sama nazwa brzmi mało wegańsko, ale okazało się, że nie ma się czego bać i - niespodzianka - jest co zjeść.


 Zimna zupa jagodowa z makaronem, zestaw surówek bez śmietany i słynne ziemniaki bez tłuszczu, za to z koperkiem. Nikt nie kręcił nosem na moje pytania, a za całość zapłaciłam 10,50zł i wszystko było dobre i świeże.
 

  
...pyszne ciasto czekoladowe za piątaka w Loving Hut.

...i obfitość warzyw i owoców w Hali Mirowskiej. Kompot z czerwonych porzeczek właśnie stygnie.

7 komentarzy:

  1. no proszę w wielkiej warszafce borówki tańsze niż w wałbrzychu.czas umierać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Hala Mirowska jest najwspanialsza!

    OdpowiedzUsuń
  3. zazdroszcze tych targow warzywnych...
    jak strasznie mam ochote na Polskie, szczycpiace w jezyk rzodkiewki....
    Glasgow sucks (pod wzgledem warzyw, ale za to dosc latwo kupic sojowa smietane i jogurty) :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę, nie wiedziałam, że w barze mlecznym da się coś zjeść :D Dobrze wiedzieć, niedługo studia, będzie trzeba zacząć tańsze życie. U mnie w mieście jest też całkiem nieźle zaopatrzony stragan (zielona fasolka szparagowa, agrest, porzeczki- tylko tam), ale na Hali Mirowskiej chyba bym zwariowała i chciała kupić... wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O matulo,co za rozbój-18zł za jagody! A u mnie w mieście po 10.W sumie nic dziwnego, bo dowóz droższy,itd.

    OdpowiedzUsuń
  6. Prześliczne, klimatyczne zdjęcia.
    Gdy fotografujesz stragan, domyślam się, że pytasz, zawsze się zgadzają? Wiele razy miałam taką pokusę, żeby kogoś/coś sfotografować, ale jakoś głupio mi było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pytam, bo raczej nie spotkałabym się ze zgodą (ludzie nie wierzą, że to nie do gazety i raczej dopatrują się złych intencji). Ustawiam sobie dyskretnie aparat w ręce (ale nie wyciągniętej w pozycji fotograficznej), albo na brzuchu i cykam, po czym szybko odchodzę :)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...