czwartek, 13 czerwca 2013

weganka ponownie w Berlinie

To miała być kolorowa relacja, pełna zdjęć muru, tureckiego targu, orientalnych ogrodów, wschodnioberlińskich blokowisk i innych cudów. Niestety zawirusowany czytnik uszkodził mi dziś plik ze zdjęciami i wszystkie zniknęły. Po kilku godzinach i wielu próbach ich odzyskania oraz litrach łez muszę wam zaoferować suchą relację oraz zdjęciowe ochłapki robione telefonem.

Nie pamiętam ile razy byłam w Berlinie, ale chyba z sześć (mówię o kilkudniowych pobytach ze zwiedzaniem, nie przejeżdżaniu). Zabytki już dawno za mną i nie pcham się pod Bramę Brandenburską czy na Unter den Linden, gdzie przelewają się tłumy. Interesują mnie obrzeża, dzielnice imigranckie i atrakcje mniej uczęszczane. A Berlin ma pod tym względem do zaoferowania bardzo wiele, dlatego staram się w nim bywać raz w roku.

Do tych, co pytają jak udaje mi się tak tanio podróżować : nie ma magicznego triku, a jedyne rozwiązanie, które znam i stosuję (choć nie jest idealne dla wszystkich) to dopasowywanie siebie pod podróż, a nie na odwrót. Szukając biletów nie wybieram weekendu ani terminu, który mi najbardziej pasuje, tylko klikam na różne daty, aż znajdę opcję najtańszą. Tym samym udało mi się pojechać do Berlina i z powrotem za 22zł, a cały koszt wyjazdu zamknął się w 320zł i był to naprawdę wyjazd, na którym opływałam w dostatki.
W krajach Europy Zachodniej nie nocuję za pieniądze, bo jest to zbyt kosztowne. Szukam różnych opcji - w zeszłym roku nocowałam u dawnego kolegi, w tym pomocy udzieliła mi Wanda, podróżniczka i autorka wspaniałego bloga Wandzia w podróży, który naprawdę polecam - możecie zwiedzić całe Niemcy nie ruszając się z fotela i obejrzeć dobre zdjęcia. Wanda weszła na mojego bloga przypadkiem w maju, po mojej relacji znad morza, i na wieść, że szukam noclegu na czerwiec zaoferowała mi go z miejsca. W poniedziałek rano ruszyłam więc autokarem do Berlina, by popołudniu spotkać się z nią na dworcu w Hellersdorfie.

Hellersdorf, blokowisko komunalne wschodniego Berlina - tak bardzo wschodniego, że nie obejmuje go mapa miasta - to miejsce, którym wszyscy mnie straszyli, że straszne osiedle, nienawidzą cudzoziemców, niebezpiecznie itp. Z przyjemnością stwierdziłam, że polskie standardy tego, co niebezpieczne są wyśrubowane że hej. Osiedle tonie w zieleni, jest przyjemniejsze, niż moje, bloki czyste i kolorowe, mieszkania przestronne. Na ulicach pustki, mało samochodów, trochę lata 70. pod względem natężenia ruchu. Byłyśmy na 1,5h spacerze po godzinie 20 i nic złego nas nie spotkało.
Zwróćcie uwagę na ludzika na światłach - są tylko w Berlinie Wschodnim.




Kolejnego dnia miałam bardzo napięty program - jednym z punktów było Muzeum Muru, czyli pomalowane jego resztki. Spacer wzdłuż Muru był całkiem długi, zrobiłam wiele zdjęć, mijałam mnóstwo fotografujących ludzi z lodami, piwami i tak dalej, ale cały czas towarzyszyło mi dominujące uczucie smutku. Ten mur dzielił ludzi i kraje naprawdę, wiele osób zginęło próbując się przez niego przedostać. Zdegradowany do roli folkloru i rozrywki pomiędzy currywurst a berliner kindlem, stara się jednak przypomnieć o swoim dawnym charakterze. Sfotografowałam co ciekawsze murale, ale zdjęć nie mam. Najbardziej zastanowiło mnie naspray'owane na czarno na chama We want the wall back

We wtorek z samego rana wybrałam się do Garten der Welt, czyli wielkiego parku z ogrodami świata. Wybuliłam cztery euro, choć nie jestem zwolenniczką płatnej rozrywki - i warto było. Podobał mi się zwłaszcza pełen mozaiek ogród orientalny, z którego zdjęcie widzicie powyżej. Chiński z jeziorkami i pagodami też był wspaniały. Nie zobaczyłam natomiast japońskiego, na którym bardzo mi zależało, bo otwierał się w południe. Park jest miejscem wypoczynku i spacerów dla okolicznych mieszkańców, jest w nim mnóstwo krzeseł i leżanek, kawiarni, ścieżek.

Co jadłam? Podróż była taka sobie pod względem obiadowym - wybrałam się do dwóch knajp ze swojej listy, Viasko i Vux, i obie były zamknięte w czasie, gdy powinny być otwarte. We Freckles wypiłam chai latte i było słabe, mimo że kawiarnia miła, ale nie musiałam jechać po nie aż do Südstern. Żywiłam się w tureckich delikatesach, sklepie Netto ( zapłakałam nad polskimi cenami żywności, które są podobne do niemieckich przy nieporównywalnych zarobkach - za 1,30 euro kupiłam sobie dobrą bułkę, napój i nadziewaną czekoladę) i na targu Maybach Ufer na Kreuzbergu, który absolutnie mnie zachwycił (targ, bo Kreuzberg znam, tym razem w zwiedzaniu postawiłam na okolice Karl Marx Strasse i Neukölln). 

Po tego falafela stałam dwadzieścia minut. Celowo wybrałam budkę, do której była największa kolejka, bo to z reguły świadczy o poziomie jedzenia. Jak zobaczyłam, że budka ma tylko falafele w różnych wersjach, bez kebabów i innego syfu, to tym bardziej się zainteresowałam, mimo że przede mną turecka rodzina brała chyba ze 20 sztuk na wynos. Był to najlepszy falafel w moim życiu - ze świeżymi kotlecikami, hummusem, sosem sezamowym, warzywami i garścią cudownych liści kolendry. 


Śniadanie w nowym Veganz przy Warschauer Strasse - cappuccino i kruche maślane w smaku ciastko nadziewane lepkim kremem nugatowym, pyszne. W sumie kosztowało mnie to 4,40 euro, czyli mniej, niż 20zł - też jak w kawiarni w Polsce...
Nowe Veganz robi wrażenie, nie wiadomo gdzie patrzeć i w co wsadzić ręce, tyle tego wszystkiego. Przed lodówką z serami spędziłam z kwadrans. Oto rzeczy, które przywiozłam ( było więcej, część zjadłam po drodze).

Jeśli będziecie w Berlinie, polecam delikatesy tureckie, np. przy stacji U-bahn Kottbusser Tor - jest w nich pełno tanich pyszności, dobrych wegańskich słodyczy. Najbardziej smakuje mi Turkish Delight, czyli te kolorowe zawijaski.

A tu eko lody z jakiegoś bio-sklepu - szczęście na patyku. Bardzo dobre.

Czy jechać do Berlina? Jechać! Na każde pytanie, które sobie zadajecie, a które dotyczy tego czy gdzieś jechać, odpowiedź brzmi tak. Z małym budżetem, albo nawet minimalnym ( rok temu miałam dwadzieścia parę euro), i mniej ważne jak się gdzieś dotrze, byle się tam znaleźć. Tego szczęścia podczas samotnych spacerów z mapą i bez, tego poczucia spełnienia, gdy siedzicie na Kreuzbergu nad kanałem, tej radosnej konstatacji naprawdę tu jestem! nie da wam internet, zdjęcia ani National Geographic. 
I warto jechać samej.

Kolejny wyjazd już w lipcu, zaplanowana jest trasa po Czechach, która potrwa ze dwa tygodnie. Bez Pragi tym razem, a jeśli, to na jeden dzień. Przymierzam się też do Rygi.



20 komentarzy:

  1. A ja ciekawa jestem jak zniosłaś podróż? Tylko busami jeździsz tak tanio,czy bilety na pociąg też znajdujesz w niższych cenach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniosłam średnio, mam chorobę lokomocyjną i 8,5h to dla mnie za długo. Słuchałam muzyki i audiobooka. Z autobusami jest taki problem, że bywają tak tanie, że nie ma innej opcji pojechania w jakieś miejsce, więc albo autobus, albo brak podróży - odpowiedź jest jedna ;)
      Na pociągi mam zniżkę 37%, ale tylko w Polsce. Stanowczo je wolę, można przejść się po korytarzu, więcej się dzieje, no i mogę czytać. Z cenami nie jest różowo, teraz za pociąg do Pardubic zapłacę 29 euro w jedną stronę, co jest dla mnie ceną sporą, ale nie ma innych możliwości.
      Z powodu odległości autobusowej ( 20h) i cen lotu ( lata tam tylko LOT za 1500zł) zrezygnowałam z planowanego Tallina. Waham się nad Rygą, bo to 14h w busie, chyba podzielę podróż na dwa odcinki. Nie ma lekko...

      Usuń
    2. Zazdroszczę tej zniżki na pociąg... Ja kilka razy miałam zniżkę 26% (była taka oferta max 26,dla osób bez legitymacji do 26 roku życia),ale w styczniu wycofali,i wprowadzili wyższe ceny,bo dla TLK wprowadzili promocję,że jak się wcześniej zamówi,to można mieć taniej o całe 10%... Przed promocją płaciłam 58 zł, teraz gdy zamówię wcześniej płacę 59 zł.... A jeżdżę kilka razy w roku. Gdy 4 lata temu zaczynałam takie kursowanie płaciłam 50 zł :(

      Usuń
    3. nie jest tak źle z Tallinem, na przykład niedawno było to: http://www.fly4free.pl/pll-lot-baltyk-jakiego-nie-znacie-przeloty-od-128-pln-z-warszawy/. Polecam ten serwis, przeleciałam już z nimi kawał świata:)
      A do Berlina też się wybieram znów, w lipcu, za 4 złote:)

      Usuń
    4. łał, gdzie można znaleźć takie oferty jak Berlin za 4 zł?

      Usuń
    5. Jeżdżę Polskim Busem, ale nigdy w weekend, nigdy w nocy (bo drogo) i zamawiam z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, np. 4 miesiące tym razem, a i tak dostałam bilet za 11zł, a nie mniej.

      Usuń
    6. no ja właśnie na Polski Bus za te 4 złe złowiłam, miałam szczęście, bo zajrzałam na ich stronę tuż przed ogłoszeniem nowej puli biletów na fejsie. Czwartek-niedziela bodajże. Fakt, te bilety za złotówkę rozprzedają się w ciągu kilku minut, to był niezły traf. Kupiłam pod koniec kwietnia.

      Usuń
  2. Nie znad morza, nie znad morza, tylko z Gdyni! Żadne inne morze, by mnie nie poruszyło na tyle, żeby ci zaproponować nocleg. ;)
    Rzeczywiście widać poważne ubytki w twoich zakupach ( ;pp), ale nie zapominaj, że ludzika na światłach widziano też w Stuttgarcie, co jest dość poważnie na zachodzie Niemiec. ;)))

    PS. Płaczę po zdjęciach. ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. co to za "dziwne" cheezly po prawej i po lewej?
    ciągle się wybieram do tego berlina i wybrać się nie mogę. w tamtym roku próbowaliśmy załatwić nocleg na couchsurfingu ale nikt nas nie chciał ;) i w końcu nie pojechaliśmy. może szarpniemy się na hostel tym razem. tylko że ja jak tam pojadę to pewnie wydam oszczędności życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ziołami i mozarella. Nakupiłam cheezly, bo były najtańsze, ale moje serce podbił włoski ser pomidorowo-bazyliowy w plastrach, który mogłabym jeść codziennie do śmierci.

      Hostele w Berlinie nie są tanie, ale ostatnio znajoma ogarnęła pokój dwuosobowy za 19,5 euro/os, nie wiem czy dla Ciebie to drogo ( dla mnie tak), ale jak na to miasto cena przystępna.

      Usuń
    2. no dla mnie to też drogo, ale my śpimy raczej w wieloosobowych pokojach, wtedy za ok 10e da się przenocować. spać to ja właściwie mogę gdziekolwiek, nawet na ławce jak jest ciepło (no, i w miare bezpiecznie :P), bardziej zależy mi na umyciu się :D
      łatwiej by było ogarnąć jakiś tani wyjazd tak jak Ty to robisz, ale jak ma się zwierzaki i pracuje (no ja akurat na stazu jestem) to ogranicza to trochę możliwości.

      Usuń
  4. Koniecznie muszę tam kiedyś pojechać! Jakbym narobiła mnóstwo zdjęć w podróży, to też bym się wkurzyła w takiej sytuacji :(
    Byłaś może kiedyś w Augsburgu? Moja mama jedzie tam na parę dni, fajnie by było, jakby mi coś przywiozła. Happycow coś tam wyszukał, ale może wiesz, czy są tam jakieś sklepy naprawdę warte odwiedzenia, gdzie można kupić różne fajne produkty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie byłam, ale na pewno da się coś dobrego kupić, w zwykłym supermarkecie typu Real masz wybór jogurtów, tofu i Alsany.

      Usuń
    2. w niemczech nawet w najmniejszej dziurze zabitej dechami znajdzie się jakiś sklep ze zdrową żywnością ;) a augsburg to w miarę rozwinięte miasto. może bez takich szaleństw jak w veganz ale jednak. tylko radzę uważać na wszelkie parówki i kiełbaski, czytać skład, zazwyczaj zawierają jajo.

      Usuń
    3. a, no i jeszcze przecież drogerie DM, raj zdrowej żywności i tanich wegańskich kosmetyków :)

      Usuń
    4. Wielkie dzięki, poinstruuję mamę gdzie szukać takich rzeczy i co konkretnie bym chciała. A Alsany są tam w znośnej cenie?

      Usuń
    5. Alsany są po 75 centów, więc u nas to zdzierstwo się obywa...

      Usuń
  5. Ojeeej, też mi szkoda Twoich zdjęć. Zawirusowany czytnik? Nie spodziewałabym się, ze można sobie zafundować wirusa ściągając książkę ;(
    Berlin polecam gorąco zwiedzać na rowerze. Kilka lat temu wypożyczyliśmy rowery - też taniej niż wówczas w Pl. i cały dzień sobie jeździliśmy, tyle, że hasbend 2 razy złapał gumę, ale ta wypożyczalnia miała kilka stacji w różnych miejscach i za free łatali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był czytnik kart, nie taki do książek:)

      W Berlinie faktycznie wszyscy poruszają się na rowerach i są miliony ścieżek, następnym razem spróbuję!

      Usuń
  6. Też właśnie wróciłam z Berlina- który dla mnie jest jak drugi dom:) Depresji można się nabawić spacerując w okolicach Warschauer Strasse i mogąc w każdej prawie knajpie znaleźć opcję wegańską, wypić latte sojowe i zjeść lody wegańskie w różnych wersjach. No i w każdym sklepie jak nie tofu to sznycel sojowy. Jesteśmy pod względem żywności z 20 lat za Niemcami.
    Też pod względem jedzeniowym u mnie było słabo-ale tylko z powodu braku czasu żeby roztkliwiać się nad jedzeniem. Lepsze atrakcje były dookoła :) No Veganz zdecydowanie za drogi na mój gust. Ale wybór faktycznie nieziemski :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...