sobota, 4 maja 2013

weganka nad morzem

Pięć dni nieobecności. W domu czeka czekoladowe mleko ryżowe, za oknem zieleni się kasztan i wreszcie jest ciepło. Na wybrzeżu niestety wy...wiało nas niemożebnie.
Podróż była jak zwykle z gatunku intensywnych, czyli kilka miast, a nie gnicie w jednym miejscu. Nie lubię wakacji kurortowych, nie jaram się goframi, pamiątkami i promenadą nadmorską, więc Kołobrzeg zniosłam średnio. Z racji zimna połowa miejsc była pozamykana, a mimo to wszędzie sporo ludzi - wyobrażam sobie to miejsce w lipcu, brrr.
Potwierdziły się pogłoski, że nad polskim morzem jest drogo i zimno. Warto było jechać, zobaczyć i pofotografować ( mamy przecudne zdjęcia kołobrzeskich wieżowców), ale nie sądzę, żebym tam wróciła, zresztą ja mało gdzie wracam, bo świat jest za duży, żeby się cofać. Za rok początek maja na Bałkanach, i tyle, tak postanowiłam tłukąc się dziś osobowym Kołobrzeg-Poznań z czterdziestoma trzema przystankami.


Pierwszy dzień podróży - Gdynia. Nocleg u znajomych w suterenie, mają dużo książek i dużo kotów.


Gościnnie - Clint i Egon.


Obiad w Biowayu przy ul. Władysława IV 37. Jedyna na 100% wegańska opcja w Gdyni, oprócz legendarnej już pizzy z wędzonym tofu, na którą jednak nie pojechaliśmy ( i żałuję!), bo chcieliśmy posiedzieć na plaży i ze znajomymi. W Biowayu zdecydowaliśmy się na polentę i zapiekankę z białej fasoli, ale było jeszcze kilka dań do wyboru. Nie była to moja pierwsza wizyta w lokalu tej sieci i niestety muszę napisać, że cechuje ją typowa przypadłość - wszystko lepiej wygląda i brzmi na stronie czy w menu, niż na talerzu. Jedzenie było mocno średnie, i wiem, że wiele osób ma takie odczucia na temat tego miejsca. Bez zarzutu natomiast wegańskie muffinki bananowe i napój ze świeżym imbirem. Koszt obiadu z napojami i ciastem na dwie osoby to 39zł.



Refleksyjnie nad burakiem.
Potem cztery godziny marszu po Gdyni.

Pisząc o Gdyni, trzeba wspomnieć o piekarni Bioziarno tuż przy Dworcu PKP. Wszystkie wypieki są tam opisane i wiele jest wegańskich. Nie jest może najtaniej ( czy was też krew zalewa, że normalne drożdżówki są po złotówce, a wegańskie można kupić drogo, a najczęściej wcale?), Rafał zbulwersował się ceną 3,9zł za nadziewaną warzywami bułkę, ale z drugiej strony - za 23zł kupiłam tam dwie bułki nadziewane, kawałek figowca, szarlotkę (duże kawałki) i słoiczek pasty soczewicowej na chleb. Czyli dużo żarcia w cenie jednego kawałka ciasta w VegDeli czy dwóch w Vege Mieście. Da się przeżyć. Oto te cuda.

Dzień drugi - Koszalin.


Było cicho, ciepło, pustawo - 1 maja w końcu.

I na koniec Kołobrzeg. Byliśmy pełni obaw co do jedzenia na miejscu, zwłaszcza że zapowiadały się dni świąteczne. Okazało się, że nie jest tak źle - Kołobrzeg ma sklep ze zdrową żywnością, gdzie było wędzone tofu i inne przysmaki, ma kilka dobrze zaopatrzonych supermarketów. Z gotowymi obiadami było gorzej, ale codziennie je jedliśmy - nie jest więc tak, jak czasem mi ktoś próbuje wmówić, że podrózując to mozna być wegetarianinem, ale weganinem nie. Nie wierzcie w to.


Tu niezbyt ostre zdjęcie z knajpy China Town - mieści się w podziemiu i było w niej mroczno. Jedzenie słabe, ale w końcu ryż, warzywa, zupa, a nie kanapki z pastą. I bardzo dobra herbata imbirowa.


Ostatnia instancja głodnego weganina i weganki, czyli Da Grasso. Dobra, chrupiąca, cienka pizza.

Pewnego dnia naszła mnie ochota na kawę, a był to moment, kiedy z Rafałem rozdzieliliśmy się na kilka godzin, by każde w spokoju porobiło to, co lubi. Szukałam nieplastikowej kawiarni z dużymi oknami, raczej staroświeckiej, i znalazłam.


O mleku sojowym nie słyszeli, ale byli otwarci, by zrobić mi taką kawę, jaką chcę - wybrałam mocną z orientalnymi przyprawami, parzącą w język od cynamonu i imbiru.
Dodam, że nie wykorzystałam wszystkich opcji jedzeniowych w tym mieście - w jednym miejscu widziałam napis "wegaburger", ale byłam już napchana, w innym były jakieś tortillowe zawijasy z warzywami, acz było akurat zamknięte. Jak więc widzicie, weganka nie umiera na wyjazdach z głodu, a wręcz przeciwnie, jest porządnie najedzona. Frytki zjadłam raz, i nie z przymusu, tylko dla smaku:) Sekretem chyba jest rozmawiać z ludźmi, pytać, nie zakładać, że tu nic nie ma, tylko sugerować im, co mogą zrobić, by nas nakarmić.


A tu kołobrzeska kolacja - mieszanka oliwek a la tapas, razowe bułki ze smalcem vegevit i wędzonym tofu oraz zimny kwas chlebowy. Wszystko kupione na miejscu w Kołobrzegu, więc nie jest tak źle.

I parę impresji nadmorsko-architektonicznych.
Pod koniec maja jadę być może do Poznania, a za miesiąc do Berlina, oba wyjazdy w pojedynkę. (Może ktoś z was mieszka w Berlinie i może mnie przygarnąć na dwie noce 10-12.06? Uruchamiam już powoli kanały, bo średnio chcę narzucać się tym samym osobom, co zwykle). 

31 komentarzy:

  1. Super grzywka i buty na pierwszym zdjęciu :) Mam nadzieję na kilka podobnych wypadów w wakacje, oby było ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja byłam w tym Bioway'u tylko raz i muszę powiedzieć, że smakowała mi tamtejsza lasgne szpinakowa, ale ja się nie znam. ;) Wysłałam Ci maila w sprawie noclegu w Berlinie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, odpisałam:) Blog ułatwia życie:)

      Usuń
  3. Ja nigdy nie jadłam w Biowayu. Muszę kiedyś spróbować jak będę przejazdem.
    Widzę, że w Kołobrzegu nie było źle. Ja mam mgliste wspomnienia z tego miasta (głównie lodowate morze), ale byłam tam 10 lat temu chyba. A, były ciekawe trasy rowerowe.
    Podoba mi się Twoje podejście do wegan w podróży:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bioway jest o wiele smaczniejszy gdy w grę wchodzi studencka zniżka 20% ;)

    Ciekawi mnie ta pizza-w sensie bez sera a z płatkami drozdzowymi czy jak? Bo wygląda przesmacznie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, takie cuda to nie w Polsce póki co;) Pizza bez sera po prostu. Zdziwili się, ale zrobili bez gadania. Bardzo dobra.

      Usuń
    2. A co z ciastem? Zawsze jest wegańskie?
      Kurka, marzy mi się pizza, a piekarnika niet :/
      Agata

      Usuń
    3. Nie zawsze, niektóre pizzerie robią z mlekiem, ale zazwyczaj jest ok, trzeba pytać. W Da Grasso jest wegańskie w całej sieci.

      Usuń
  5. Brrr...Kolobrzeg tez wspominam jako przeludniony, tandetny i kiczowaty, choc bylo jedno fajne miejsce w starej latarni morskiej. Ciekawe czy jeszcze istnieje?
    A na przyszlosc moge zaprosic w okolice Frankfurtu nad Menem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam pod latarnią, ale tłumy skutecznie zniechęciły mnie do wejścia na górę.
      We Frankfurcie byłam tylko przejazdem, więc chętnie:)

      Usuń
    2. Ale ja na gorze wcale nie bylam. To byla taka stara latarnia, cholerka a moze wieza jakas, na wzgorzu w jakims parku nad morzem w okolicach portu i tam na dole byla taka knajpka, pub czy jak to zwal z fajna muza, piwkiem, tancami i ciekawym klimacikiem.
      W ogole to zapomnialam napisac ze super blog. Jako poczatkujaca weganka szukam inspiracji i u Ciebie jest ich duzo. Dzieki!

      Usuń
  6. w Polsce to chyba luz podróżować w opcji wegańskiej, zwłaszcza w tak dużych jednak miastach jak Kołobrzeg, ale powo w Mongolii ;)
    Marla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. - co do noclegów gdziekolwiek polecam CouchSurfing, serio, chciałabym, żeby ta idea nigdy nie umarła, zakładajcie profile, podróżnicy.
      Marla

      Usuń
    2. Czytelniczka, która zgodziła się mnie przenocować w Berlinie, to właśnie couchserferka.
      Miałam konto na hospitality club parę lat temu, na couchserfingu nie mam, choć o tym myślę. Nie wiem, czy ktoś zwiedzający Warszawę chciałby się u mnie zatrzymać, bo za daleko i nocą nie da się tu wrócić.

      Do Mongolii na razie nie jadę, ale wiem, że w Chinach czy Indiach z weganizmem luz:)

      Usuń
    3. ha, pewnie tak. też byłam w HC, ale chyba cicho umarło. Mimo wszystko polecam CS - w końcu nie trzeba nikogo gościć, wystarczy się spotkać, pogadać, może właśnie pokazać innym podróżującym weganom jakieś wegańskie miejscówki w Warszawie itp. No i wiadomo - tani lot plus nocleg u couchsurferów = fajni ludzie i wakacje tańsze niż nad polskim morzem :)
      M.

      Usuń
  7. nie jedz tak duzo slodyczy bo to nie zdrowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie" z przymiotnikami piszemy razem;) Poza tym nie wiem, gdzie widzisz ich dużo, dwa kawałki ciasta w całej relacji, w dodatku zdrowe, z piekarni bio.

      Usuń
    2. Nie tłumacz się w ogóle, Magda, bo to Twoja sprawa ile jesz słodyczy, nic nikomu do tego. Możesz nawet jeść same słodycze jeśli tylko tak lubisz i Tobie to odpowiada. Twoje zdrowie - Twoja rzecz.

      Usuń
  8. A ja w sprawie butów z plaży. Pokażesz dokładniej? Prooooszę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykłe trampki w cętki za 40zł, do kostki, czarna gumowa podeszwa, fioletowe sznurówki. Kupowane zeszłej jesieni.

      Usuń
    2. tutaj : http://www.we-dwoje.pl/files/Image/galerie/29470/galeria_we_dwoje_33.jpg

      Usuń
  9. W Poznaniu polecam wpaść do Kwadratu przy ul. Woźnej (tuż przy Starym Rynku) http://www.facebook.com/kwadratcafe?fref=ts albo do Pyra Baru przy Strzeleckiej http://www.pyrabar.pl/ Dużo opcji wegetariańskich, ale myślę że i weganka się naje (szare kluchy w wersji wege!) ;)
    Pozdrawiam - Mysikrólik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, w Kwadracie byłam, nawet chyba kiedyś o nim pisałam. A szare kluski chętnie zawsze i wszędzie - byle bez jajka:)

      Usuń
    2. W Poznaniu pojawia się coraz więcej knajp, które mają w menu opcje wegańskie i coraz częściej obsługa wie co znaczy to słowo;) Z ostatnio zwiedzanych miejsc polecam: http://pracowniacafe.com/ i https://www.facebook.com/niesiarkowana a na kawę z mlekiem sojowym tu :http://www.glosna.pl/ Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Byłaś w moich okolicach :) Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej. W Koszalinie mają świetną pierogarnię (z tym, że nie wiem czy 1szego była otwarta :/), a w Kołobrzegu na kawę wysłałabym Cię do "Pożeganania z Afryką". I nie czepiaj się chińskiej :D Ona ma swój urok, a jedzenie nie jest znowu takie najgorsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze nie jest, uratowało nam życie, po 1 maja byliśmy w ogóle bez obiadu:) Było tanio i najedliśmy się - ale jakoś mało chińskie, zupełnie inaczej przyprawione, niż w miejscach, w których do tej pory jadłam.
      Żałuję, że nie wzięłam banana w cieście na deser!

      A ty mieszkasz w Kołobrzegu?

      Usuń
  11. Może to duże słowa, ale jesteś jedną z osób, dzięki którym powoli zmieniam swoje nawyki, myślenie i podejście do życia. Twój blog jest przede wszystkim szczery, zamieszczasz wpisy, które odzwierciedlają twoje podejście do świata, nie można ci zarzucić sztucznosci i przez to zaskarbilas sobie moja sympatię. Dzięki temu co piszesz przestałam siedzieć w miejscu czekając co życie przyniesie i łudząc się, że coś samo się zmieni.

    Zazdroszczę morza, tak pokochałam Trójmiasto, że planuje przenieść się tam na dłużej. To nic, że ode mnie to całe 500 kilometrów, za młoda jestem, żeby spędzić resztę życia w jednym mieście, które zdążyło mnie już zmęczyć.

    P.S. Wybacz literowki, ale pisze z telefonu ;)

    Zostaje mi życzyć powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnialam sie podpisac, Paula :)

      Usuń
    2. Bardzo miłe jest to, co piszesz:) Strasznie mnie wzruszają takie maile i komentarze.
      Kiedy zaczynałam pisać bloga, założyłam, że nie będę niczego udawać ( co nie znaczy, że będę zdradzać wszystko) i że nie będzie on dotyczył tylko gotowania. Cieszę się, jeśli kogoś to, co tu czyta inspiruje do podróży, roślinnej diety czy jakichś przemyśleń. To dla mnie nagroda za te cztery lata pisania:)

      No i mnie samej blog dużo daje, widzę, że to, co robię ma sens. A dzięki temu wpisowi poznałam Wandę, u której już za miesiąc zatrzymam się w Berlinie:)

      Usuń
  12. Aaaa tak bardzo chcę nad morze! Mam nadzieję, że w te wakacje uda mi się wyjechać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ten wegaburger, który widziałaś, to w Kołobrzegu? Usilnie szukam jakiejkolwiek knajpki wegańskiej-wegeariańskiej i w terenie i przez internet, ale nic znaleźć nie mogę.

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...