niedziela, 21 kwietnia 2013

wycieczka gastroturystyczna

Przez cały weekend podejmowaliśmy gości, pokazując im Warszawę. Naszym zamysłem było zjeść w tylu miejscach, w ilu się da. Udało się w pięciu, bo na więcej nie starczyło miejsca w żołądkach, mimo że je oszczędzaliśmy ( ja brałam małe porcje i dzięki temu pozwoliłam sobie na dodatkowe ciasto w Vege Mieście - pyszną cytrynową tartę raw i w Loving Hut - zielone ciasto z pandanowca z kremem).

Oto przegląd wydarzeń.

Cafe Tygrys, ulica Chmielna. Świetne miejsce, istniejące już ponad pół roku. W środku pomysłowe wnętrze, dobra kawa ( dużo lepsza niż na przeciwko w Vege Mieście, a o połowę tańsza) i smaczne fast food'y - fish burger z tofu owiniętym w algi, wegeburger z pojedynczym i podwójnym kotletem, hot-dogi, ciasta, lokalne piwa i niekorporacyjne napoje. I, co dla mnie ważne, muzyka z sensem, a nie electro pitu pitu czy radio.


Wegański big mac (12zł) i hoop cola w puszce (4zł).





Dalej - frytki w Okienku na Oleandrach, niedaleko Mokotowskiej. Grube belgijskie fryty za jedyne 5zł plus salsa z ananasem. Mam tylko bardzo nietwarzowe zdjęcia jak napycham ryj frytkami, więc tu ze spaceru po Ochocie.


Kolejny przystanek - Sahara. Goście musieli spróbować słynnych falafeli extra, z bakłażanem, cukinią, sosami, o rozmiarze dwóch tomów "Chłopów" Reymonta niemalże. My, znając ich smak, poprzestaliśmy na porcji hummusu na osobę. To najlepszy hummus, jaki jadłam w knajpie w Warszawie - wiele miejsc nie umie go robić i podaje gęstą, suchą pastę z cieciorki. Podobnie dobry jadłam jeszcze w Poznaniu.

A dziś - wielki obiad w Loving Hut. Tym razem bez problemu dostaliśmy stolik.



 Jadłam vegan balls, czyli kulki z tofu w jakimś pysznym "pieczeniowym" sosie (14zł). Rafał prezentuje Happy Meal, coś w rodzaju omletu zawiniętego w papier ryżowy i usmażonego (15zł). Plus, oczywiście, dla każdego zielone ciasto z liści pandanowca.

Parę fot ogólnych.




32 komentarze:

  1. a skąd to Sagiko? :)
    piłam lychee i było fantastyczne. ale o smaku karamboli to dla mnie nowość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze sklepu Asia Tasty. Liczi dla mnie za słodkie:)

      Usuń
  2. Z całą sympatią i szacunkiem do Ciebie, ale... chyba nigdy nie zrozumiem, jak można będąc weganem jeść posiłki, które wyglądają jak mięso (i do tego zapijać colą czy innymi napojami typu cukier+woda+barwniki - ale to już osobna kwestia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? Jestem weganką z powodów etycznych, nie zdrowotnych.

      Nie zgadzam się, że coś tu wygląda jak mięso - jak kotlety po prostu, a kotlet nie musi być mięsny. Idąc tym tropem, nie powinno się jeść zup, bo przecież w tradycyjnych bywa mięso, albo ciast, bo przecież w ich pierwowzorach jest nabiał. I tak dalej. Powinno się jeść tylko warzywa, owoce i sałatki?

      Poza tym - co z tego, że wygląda jak mięso, skoro nim nie jest?

      Usuń
    2. Przecież założeniem weganizmu nie jest zdrowe żywienie. No chyba, że coś się zmieniło i mi to umknęło. Jak się przebiorę za królika to nie stanę się automatycznie królikiem.
      Kiedy mieszkałam w Wawie nie było takiego wypasu z knajpami. Szkoda. Ale fajnie było wirtualnie przejść się z Tobą po wegańskich miejscach:)

      Usuń
    3. Z całym szacunkiem, idź być terrorystą żywieniowym gdzie indziej.

      Usuń
    4. To nie był żaden zarzut. po prostu nasunęła mi się taka myśl, że strasznie dużo jest w sklepach, restauracjach produktów, które są bezmięsne, ale podawane są w taki sposób i wyglądają jak mięso, nawet pachną (przynajmniej dla mnie) - tak jakby wegetarianie i weganie mieli tęsknić za tym. Ja sama miałabym problem ze zjedzeniem tego.

      Usuń
    5. Wegańskie hot dogi są po to, żeby nie tęsknić za mięsnymi.

      Jeśli Ty masz z tym problem - no cóż, to jest li i jedynie TWÓJ problem.

      Des gustibus non est disputandum, każdy je to co lubi, a jeśli sos pieczeniowy można zrobić na bazie warzyw, to będę go jeść. :)

      Pytanie kogoś "Jak Ty możesz to jeść" trąci mi brakiem kultury - zawsze można powiedzieć, "Mnie odrzuca od tego co przypomina mięso" bez włażenia komuś buciorami w jego zmysłowe i smakowe upodobania.

      Usuń
    6. Naszym celem powinno być przekonywanie ludzi do weganizmu, po to, by nie ginęły i nie były wykorzystywane zwierzęta. Jeśli działa danie ludziom do jedzenia wegańskich substytutów mięsa i nabiału - to dobrze, to świetnie. Niech jedzą, byle nie jedli mięsa i innych produktów odzwierzęcych, byle nie mieli wymówki, że nie mogą być weganami, bo "się nie da", bo im tego czy tamtego brak. Weganizm nie ma być dietą dla "wybranych", zdrowych, szczupłych i modnych - ma być dla każdego. Rynek produktów wegańskich, również substytutów, zwiększa się zauważalnie nawet w Polsce, i tylko się cieszyć.

      Mnie też odrzuca mięso, niektóre jego rodzaje, np.golonka, flaki czy tłuste kotlety, mięsne zapachy. Ale tekstura burgera jest według mnie przyjemna. Bardziej, niż seitan przypominający bitkę odrzuca mnie i martwi myśl o zwierzętach w rzeźniach. Rozmawiamy o etapie finalnych produktów, a prawdziwy problem zaczyna się gdzie indziej, wcześniej...

      Usuń
    7. tabletka - a nawet jeśli ktoś tęskni za mięsem i dlatego je substytuty to co? żadna to zbrodnia. jak ktoś nie je mięsa z powodów etycznych to nie dlatego że jest brzydkie i śmierdzi (choć często z czasem ludzie nabierają wstrętu do zapachów itp.) tylko dlatego że wczesniej było żywym stworzeniem.
      mnie na przykład większość produktów mięsnych obrzydzała jak byłam wszystkożerna i wtedy ich nie jadłam, a teraz jako wege jadam substytuty tych rzeczy które mnie obrzydzały np. wędliny, parówki, salami, pasztet itp. bo sa smaczne.
      akurat zazwyczaj na wizualnych wrażeniach podobieństwo się kończy ;)

      Usuń
  3. Fajnie, że piszesz o wege knajpach. Jestem trójmiasta i jadłam tylko kilka razy w Green Way i Bioway. Ale 18 i 19 maja będę w Warszawie na spotkaniu wege blogerów organizowanym przez puszka.pl (będziesz tam może? :)i dzięki Tobie już wiem gdzie będę jeść przez te 2 dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się nad zgłoszeniem się na to spotkanie, ale jeszcze nie podjęłam decyzji.

      Koniecznie zjedz w którymś z tych miejsc, Green Waye to sieciówki, od biedy mogą być, ale miło zjeść coś wyjątkowego i smaczniejszego:)

      Usuń
    2. W Trójmieście nie jest tak źle jeśli chodzi o potrawy. Dzisiaj zjadlam wege hot doga (z parowa z polsoyi) w galerii Szperk. :)

      Usuń
    3. A, to dobrze, bo pod koniec miesiąca będę w Gdyni:)

      Usuń
  4. Napewno zjem! Fajnie by było jakbyś przyjechała na to spotkanie! U mnie problemem jest tylko nocleg, ale już spędzałam noc czekając na samolot w Warszawie spacerując :)
    Nie wiedziałam że można w Gdyni zjeść coś takiego :) Chociaż nie przepadam za parówkami, wędlinami itd sojowymi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod wrażeniem, że to wszystko jest wegańskie. :D
    Bardzo smakowity dzień miałaś ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój weekend w Warszawie typowo jedzeniowy ale wybrałam się do stolicy bez aparatu, a baterie w telefonie miałam cały czas na wyczerpaniu. Popróbowałam kilku wegańskich miejsc, w tym Loving Hut. Mogłabym tu mieszkać ze względu na wege knajpki i sklepy z zagranicznym jedzeniem (tyle różności!). Co prawda po kilku takich wypadach, stwierdziłabym , że muszę się zająć czymś lepiej płatnym żeby sobie pozwalać na takie wypady ;).
    Łódź nadal biedna w typowo wegańskie, ale można częściej spotkać wege jedzenie w restauracjach ogólnych- w końcu.
    Żałuję, że się nie poznałyśmy lepiej na potyczkach ale myślę, że okazji będzie jeszcze sporo.
    Gorąco pozdrawiam!
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żałuję, że nie gotowaliśmy wszyscy razem, szkoda, że nas podzielili na dwa piętra...
      Tak,po minionych dwóch dniach stwierdzam, że chyba Warszawa jest najlepszym miejscem dla wegan - odwiedziliśmy ich pięć i jeszcze ze trzy spokojnie mogłabym zaproponować, ale już nikt nie chciał iść:) Nadal jestem nażarta.

      Usuń
  7. Potwierdzam: vegan balls w pieczeniowym sosie są absolutnie fenomenalne. Mój syn zajadał się spring rolls.
    I chciałabym powiedzieć, że bardzo mi się podobają Twoje łydki :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są ok, ud (na szczęście) nie widziałaś;)

      Usuń
    2. Ach, chyba większość kobirt nie jest zadowolona ze swoich ud :)
      Ale każda z nas jest piękna, i nie można o tym zapominać :)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. Och, nie mogę się doczekać, aż osiądę na studia w Warszawie (oby!)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to się stało, że nigdy nie widziałam w Tygrysach tego wielkiego burgera?! Chyba zaraz się tam przejdę :)

    I zgadzam się co do cen, kawy i innych atrakcji w Tygrysach - porządna kawa w bardzo dobrej cenie a do tego w świetnym klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie są ceny? Taniej niż Krowie?

      Usuń
    2. O wiele:) Burger zwykły 9zł, z dwoma kotletami 12zł, fishburger - 10, kawy po 6-8, herbaty po 5...Tanio,a smacznie.

      Marta, o dużego musisz specjalnie poprosić, chyba nie ma go w "spisie".

      Usuń
    3. ee chyba nawet lepiej - burger zwykly 8zł a tofuburger który czasem bywa 9zł, a kawa od 5zł (espresso) :)
      pzdr, radzio

      Usuń
    4. To tym lepiej:) Myślałam o kawach "mlecznych". A najlepsze jest kakao!

      Usuń
  10. A pamiętasz gdzie w Poznaniu jadłaś hummus??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w Ali Babie na Gwarnej :

      http://alibaba.bistro.zoom.pl/index.php?id=kontakt

      Ale różne są opinie, niektórym nie smakuje, bo kwaśny.

      Usuń
  11. łooo matko - jutro wypad do Wawy - tropem Twoich rekomendacji :D Dziękujemy!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...