środa, 10 kwietnia 2013

tydzień polskich zup - jabłkowa

Próba przypomnienia smaku z dzieciństwa. Jadłam tę zupę chyba tylko jeden jedyny raz - byłyśmy na wakacjach u prababci, biegałyśmy z siostrą po wsi dzikim galopem nie myśląc wcale o jedzeniu, aż mama zawołała nas i na drewnianej ławeczce koło furtki, w ogródku, zmusiła do zjedzenia zupy jabłkowej z makaronem gwiazdki. Była pyszna, gęsta, przecierana.

Nie udało mi się dostać gwiazdek. Nie mam sita, więc zupę zblendowałam. Po wlaniu mleka waniliowego trochę rozwarstwiła mi się struktura, ale smak jest niezapomniany.



5 dużych słodkich jabłek
2 szklanki wody
2 szklanki mleka sojowego waniliowego
łyżka cynamonu
10 goździków
1/4 szklanki cukru ( mleko waniliowe jest słodzone, można mniej)

Jabłka obrać, pokroić grubo i ugotować do miękkości i rozpadania się w wodzie z cukrem i cynamonem. Zmiksować lub przetrzeć przez sito, dodać mleko i goździki, gotować 10 minut mieszając.
Jeść z makaronem, grzankami, zacierkami lub paskami naleśnikowymi.

W Polsce dużo się jada zup owocowych, choć rzecz jasna tylko latem. Na zimno, na ciepło. Rządzi chyba niepodzielnie cudowna truskawkowa, ale jadłam też jagodową i wiśniową. Istnieją jakieś inne?
I czy macie jakiś patent na nierozwarstwianie się mleka w zupie? Zupa nie była wrząca ani mleko zimne, a mimo to...



Kotlety z kaszy gryczanej z frytkami ( faza ziemniaczana trwa, dziś tłuczone ziemniaki), surówką i sosem sezamowym oraz koktajl bananowy na śniadanie.
Przedwiośnie, przednówek. Udało mi się kupić polskiego ogórka. Raz przeszłam w trampkach na pobliską pocztę. Ale nie wierzę w szybkie ocieplenie, raczej podejrzewam jakiś kolejny paskudny żart pseudowiosny.

31 komentarzy:

  1. Koktajl bananowy bardzo lubie i robie czesto po treningu :)
    Co do zup owocowych, moja rodzina musiala byc jakas inna, moje przedszkole rowniez, bo nigdy nie jedlismy zup tego typu. I moze dobrze, bo ja mam z owocami po obrobce cieplnej problem: nie lubilam nigdy ani pierogow z owocami, ani knedli ze sliwkami, ani kompotu. Moze jedynie drozdzowki z owocami.
    U mnie dzis salatka kuskusowa na obiad i kolacje, bo tony wyszly ;)
    Pozdrawiam.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie smakiem dzieciństwa jest śliwkowa z makaronem - cudowna gęsta zupa, tylko niestety bardzo rozleniwia i usypia;)

      Usuń
  2. zupy: rabarbarowa i śliwkowa. Fantastycznie do takiej zupy smakują kluseczki z kaszy manny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, śliwkową też pamiętam! Ale z rabarbaru tylko kompot i ciasto.

      Usuń
  3. Zupa owocowa mojego dzieciństwa to garus - czyli zupa z węgierek z ziemniakami. Szperając kiedyś po necie znalazłam wiele warsji tej zupy łącznie z zupą ze śliwek suszonych:)))pozdrawiam Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, mam szeroką wyobraźnię kulinarną, ale tego smaku sobie nie wyobrażam:) To słodkie? Z jakiego to regionu Polski tradycja?

      Usuń
    2. Na Sandomierszczyźnie znana jest jako pamuła :)

      Usuń
  4. Uwielbiam zupę jabłkową (moja babcia mówiła: "japczaną") i nabrałam na nią ochoty. Może śmietanka by się nie rozwarstwiła? U nas jadło się ze śmietaną, nie z mlekiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku identycznie rozwarstwiła mi się śmietanka owsiana w zupie truskawkowej, więc może coś źle robię? Konsystencja może mieć znaczenie, ale chyba bardziej temperatura - tylko że specjalnie dbałam o to, żeby mleko nie było z lodówki, a tu taki zaskok.

      Usuń
    2. ja wlewam odrobinę mleka do szklanki, potem do tego trochę wywaru i resztę mleka, a dopiero potem do zupy - właściwie zrobiłam tak tylko raz (przy zupie wiśniowej właśnie) i mi wyszło, więc zakładam, że jest to jakaś metoda :)

      Usuń
    3. Popieram patent ze szklanką - zawsze działa ;)

      Usuń
  5. Ja zawsze lubilam owocowe dania :P
    Drożdzówki,kompoty,ciasta,knedle-choc jadlam chyba tylko jeden raz bo u nas to nie bylo jakos popularne danie,pierogi z jagodami czy trauskawkami,nalesniki z jablkami ale latem u babci na wsi tez wlasnie zupy :P
    choc akurat zup nie lubilam kiedys jak bylam mala,babcia robila wisniowa chyba czy jakas inna rozowo fioletowa z ptysiami i wszyscy uwielbiali ale ja nie :P potem pamietam ze posmakowala mi ale tylko jeden raz ja jadlam juz jako zupe ktora mi smakuje :P bo potem to przeszlam na weganizm a ze ptysi weganskich nie ma to nie jadam:P zreszta ta zupa byla zabielana chyba smietana czy mlekiem nie pamietam ale jak raz probowalam zrobic w wersji weganskiej to juz mi tak niestety nie smakowala dlatego sobie ja odpuscilam :P

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie w domu jada się zupy owocowe przez cały rok, bo rodzice mrożą owoce, ale są to dwie - albo jagodowa, albo wiśniowa. Ja niestety nie jestem fanką słodkich obiadów. W wakacje jeszcze te zupy akceptuję, podobnie jak pierogi z owocami - jagodowe lub malinowe. Ze słodkich rzeczy to moja Mama robi zupę dyniową na słodko - typowo po poznańsku i ryż na soj mleku z musem jabłkowym i cynamonem.
    Kiedyś bardzo lubiłam, a teraz mogę zjeść coś takiego od wielkiego dzwonu, a sama w ogóle takich rzeczy nie gotuję. Myślę, że słodkie obiady obrzydził mi tata, który, gdy moja mam robiła drugą specjalizację, ciągle serwował nam, dzieciom na obiad makaron z sosem jagodowym, czyli podgrzewał jagody w syropie i polewał tym makaron spaghetti - jako dzieciakowi oczywiście mi to psiało, ale ile można? Na przemian z zupami w proszku i sosami ze słoika i tak chyba z trzy lata...
    Ale Twoja zupa mnie zaintrygowała i może skuszę się na nią na jakieś śniadanie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie jadłam takiej zupy, ani chyba w ogóle żadnej owocowej... Strasznie jestem ciekawa jej smaku, na pewno wypróbuję Twój przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  8. może zależy od marki mleka? mi sie biedronkowe nie rozwarstwia nigdy. a ze śmietankami różnie, generalnie im bardziej chemiczne tym mniejsze prawdopodobieństwo że się rozwarstwi. te zagęstniki i stabilizatory nie bez powodu tam dodają ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm zupa ciekawa, ja pamiętam tylko zupę owocową ze szkolnej stołówki i to było coś jak kompot z makaronem. Nie przekonywało mnie. Ale może czas spróbować zrobić porządną zupę owocową np. właśnie jabłkową :-)
    Co jakiś czas pichcę coś wg. Twoich przepisów i uwielbiam kiedy dzięki temu odkrywam jakieś warzywo na nowo np. "kotlety" z selera :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja oprócz wymienionych wyżej gotuję jeszcze zupę czereśniową z cynamonem w kawałku i koniecznie zabieloną i z makaronem typu muszelki albo z grzankami ze słodkiej bułki/chałki. A także cytrynową z ryżem, której korzenie tkwią bodaj w Grecji (ale tu zamiast wody dodaje się bulion).
    Zupę zabielam korzystając z opisanego już patentu ze szklanką/garnuszkiem, ale ja jeszcze dodaję do mleka lub śmietanki łyżeczkę lub trochę więcej mąki ziemniaczanej, mieszam, potem dolewam gorącą zupę, a potem całość wlewam do garnka i ponownie zagotowuję. Mąka nie zmienia smaku, lekko zagęszcza i działa jak stabilizator - nic się nie rozwarstwia:-)
    I jeszcze jedno - do każdej zupy owocowej dodaję sporą szczyptę soli, bardzo poprawia i podkreśla smak, a przy tym nie trzeba używać tyle cukru (sól podkreśla naturalną słodycz owoców i świetnie dopełnia smak!)

    Pozdrawiam i czekam na dalsze zupowe eksperymenty:-)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Przejrzałam Twojego bloga, którego znalazłam poprzez stronę o tygodniu weganizmu. Bardzo niezdrowo się odżywiasz, mimo iż wegańsko. Frytki, keczup frytki, makaron, krakersy, sojowa wędlina, ciasta.... Sytuację być może ratują zupy, ale one są szaro-bure i mało apetyczne. Za mało w Twojej diecie warzyw, zieleniny, za dużo produktów przetworzonych i tłuszczu. Zadbaj o siebie, dziewczyno, bo weganizm w takim wydaniu może Ci zwyczajnie zaszkodzić.
    I oczywiście zdaję sobie sprawę, że jesz też rzeczy, których nie widać na zdjęciach, sugeruję się tym, czym się tu dzielisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasada pierwsza - podpisujemy komentarze imieniem.

      Widzę, że przejrzałaś kilka ostatnich wpisów ( pewnie kwiecień), bo frytek poza tym nigdzie nie było. Nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. Odżywiam się zwyczajnie, jestem weganką od wielu lat, a nie od 3 miesięcy, wyniki badań krwi mam świetne. Nie mam natomiast "korby" żywieniowej, nie jestem przeciwna tłuszczowi ani cukrowi, używam olejów, smażę. Nie ma powodu, by taki weganizm uważać za "gorszy", bo u mnie ta dieta wynika z powodów etycznych, a nie zdrowotnych. Nigdzie nie pisałam, że jestem wzorem do naśladowania.
      To nie jest blog o zdrowym odżywianiu, tylko o mnie i mojej kuchni, która jest różna.
      Jem bardzo dużo warzyw, owoców i surowizny, natomiast nie fotografuję tego, bo nie wiem, co komu po tym, że zjadłam banana czy kilka jabłek:)

      Usuń
    2. siedzimy tutaj, bo nam się podoba, nie widzimy nic złego w zjedzeniu frytek, smażeniu ale widzimy wiele złego w bezinteresownej złośliwości - jest dużo bardziej szkodliwa niż ciasto

      Usuń
    3. A mnie właśnie pasuje to, że nie u Ciebie takiego parcia na idealnie zdrową dietę - oprócz zdrowych opcji masz smażone warzywa, kiełbaski sojowe (nadal nie wiem, czemu są szkodliwe), wegańskie ciacha. Wegedzieciak jest inspirujący, ale bywa męczący, kiedy ktoś pisze o tym, że lubi smażone warzywa tonie "I co teraz?! Pomóżcie! :C".

      Usuń
    4. Bo ja nie jestem fanką super zdrowej diety:) - w sensie zastępowania cukru słodami, weganizmu bezolejowego i tak dalej. Podziwiam, że ktoś to robi, ale ja chcę po prostu dobrze i etycznie jeść. W diecie wegańskiej odcinamy sobie tyle źródeł tłuszczu, że brak olejów czy avocado nie jest moim zdaniem ideałem. Wydaje mi się, że trochę przenosimy na weganizm uprzedzenia z diety tradycyjnej - że się nie powinno smażyć wcale, albo jak najmniej. Ale jeśli nie jemy mięsa ani nabiału, to tłuszcz możemy pozyskać tylko z orzechów, avocado i olejów, i moim zdaniem całkowite go unikanie też nie jest dobre. Każdy/a z nas je jak uważa.
      Dla mnie ważniejsze jest, żeby pokazać, że weganizm jest prosty, smaczny i kolorowy, że są zastępniki, że można kupić zwykłe wafelki w sklepie, niż umartwianie się nad słodem z daktyla;) Misją bloga jest pokazanie, że weganizm jest prosty i dostępny - możesz jeść, jak jadłaś, nic nie tracisz, a zyskują zwierzęta. To nie jest dieta odchudzająca, można ją prowadzić na różne sposoby.

      Natomiast do uwagi, że mało w mojej diecie owoców i warzyw to nie wiem jak się odnieść;) To co ja jem, celulozę?

      Usuń
    5. tak a propos tłustego to pamietam jeden zagraniczny blog wegański którego autorka opisała swoją długotrwałą walkę z "tajemniczą" chorobą. okazało się że powodem (m.in.) było właśnie drastyczne ograniczenie tłuszczów, w szczególności nasyconych (u wegan głownym źródłem jest kokosowy). więc jak nieraz czytam posty takich ortorektyków (czasem na wspomnianym wyzej wegedzieciaku) co to tylko łyżeczkę pestek dziennie bo jezusmaria morderczy tłuszcz to mi się zawsze to przypomina.

      zagubiony omułek

      Usuń
    6. Alfa i Omega przemówiła. Dziewczyno, wara od cudzego talerza, skoro jego zawartość nikogo nie krzywdzi.
      Zawsze zbiera mi się na docinki, kiedy widzę histeryczne apele o zaprzestanie jedzenia morderczego glutenu, śmiercionośnego oleju, zabójczych ciastek i innych potworności, które tylko czyhają, by nas ukatrupić... Ale się powstrzymuję, bo to nie moja sprawa - jeśli ktoś chce kompulsywnie kontrolować każdy gram jedzenia, to proszę bardzo. Taka krecia robota działa jednak na szkodę weganizmu, bo przeciętny człowiek w życiu nie zdecyduje się na jedzenie samych kiełków i gotowanej pietruszki, chyba że będzie przyparty do muru np. ciężką chorobą, a przecież nie o to nam chodzi.

      Mnie z kolei przypomina się krakowska knajpa Papuamu, która „smażyła" na rozgniecionym siemieniu lnianym :D Nie soliła, nie słodziła, nie przyprawiała. Podawała się za wegańską, a serwowała mięso. Nie muszę chyba pisać, że szybko padła... Ale zanim to się stało, słyszałam od jej zawiedzionych klientów sporo komentarzy w stylu: „Współczuję weganom, że muszą jeść same korzonki bez smaku.".
      Apeluję więc o rozsądek, ortoreksja też jest chorobą.

      Plus ruganie kogoś za rzekomo bure zupy (które są naprawdę pyszne i domowe w smaku, kiedy ugotuje się je według zamieszczanych przez Autorkę przepisów) jest co najmniej niekulturalne i nietaktowne.

      A jak Dziewczyna będzie chciała porady dietetyka, lekarki albo fotografa, to zgłosi się w odpowiednie miejsce. Występowanie w roli niepytanego mentora, który pozjadał wszystkie rozumy i teraz będzie oświecał niewiernych i łajał ich, bo zjedli makaron i - o mój bożę! - frytki, jest cienkie jak szaro-bury i mało apetyczny barszcz.

      Usuń
  12. Zupą mojego dzieciństwa był robiony przez babcię barszcz wiśniowy podawany z tłuczonymi ziemniakami… Jako bachor jadałam bez zachwytu, teraz chętnie bym sobie przypomniała. (przepisu nie znam, muszę przeprowadzić wywiad rodzinny i zacznę czekać na lato…)
    Pozdrawiam,
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połączenie owoce-ziemniaki, które już kolejny raz ktoś tutaj wymienia, trochę mnie zdumiewa:) Bardzo ciekawy pomysł.

      Usuń
    2. …bo owoce nie muszą być na słodko (choć takie jest pierwsze skojarzenie), w wersji wytrawnej też są spoko ;)
      Agata

      Usuń
  13. Jest jeszcze zupa cytrynowa. Można spróbować z moreli lub brzoskwini.
    Co do jabłkowej - koszmar dzieciństwa. Gotowana na kościach, do przybiórki kartofle polane skwarami. Trauma taka, że nie wpadłam na to, żeby ugotować jabłkową na słodko.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja nigdy nawet nie słyszałam o jabłkowej zupie. Koszmar dzieciństwa? Ciekawe.Czego to się człowiek dowiaduje na stare lata...;)
    W ogóle nie znoszę zup na słodko,owocowych. Aż mi niedobrze na samą myśl.I raczej nie wypróbuję przepisu, ale doceniam.
    P.S. Co do takich komentarzy to nie ma co brać do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  15. moja Mama mi opowiadała jak w dzieciństwie była zmuszana do zup owocowych,dlatego nam ''robi przysługę'' i nie gotuje tego typu potraw. W sumie to nie wiem czy to jakaś wielka przysługa bo jak patrze na Twoją i czytam o tych wiśniowych /śliwkowych etc to bym zjadła;) Pamiętam , że raz zamówiłam owocową w barze mlecznym to pani mi nalała z aluminiowego wiadra spod lady takiego kompotu z makaronem i szału ta zupa nie wywołała.

    co do rozwarstwiania się po dolaniu mleka , to ja tak czasem mam z kawą rano. Po paru próbach doszłam do wniosku , że to rozwarstwienie wynika z temperatury tego, do czego to mleko wlewamy, jak zaleję kawe wrzątkiem i dodam mleko to na bank zrobią mi sie grudki,ale jak poczekam troche to juz tak się nie robi , więc Tobie radzę to samo;)

    gdzieś czytałam , że sól to składnik podstawowy każdego deseru

    pozdrawiam /druzjana

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...