sobota, 13 kwietnia 2013

pierwsza wiosenna sobota

Wczoraj jeszcze spacer w zimnym deszczu, mokre trampki, falafel jedzony pod wiaduktem dworca Powiśle, żeby nie zmoknąć, w końcu ratowanie się ucieczką na niedobrą kawę do wietnamskiej mordowni. Dziś już luksus, 19 stopni ciepła, lekka kurtka, bo jeszcze strach, wyprawa nad Narew, obwarzanki.


 Rafał wywiódł mnie w pole. Lubię duże miasta, ale wolę małe, zwłaszcza takie, w których jestem pierwszy raz. Zachwyca mnie wszystko, psy, ludzie, domy. Odbyliśmy miły spacer nad brzegami Narwi.



Jesteśmy tropicielami brzydoty codzienności oraz eksploratorami miejsc, które mieszkańcy chcą ukryć. Co tam błoto, co tam płot.

 
W domu brzydka breja ( przynajmniej nie szaro-bura, jak ostatnio zarzucano) - próbowaliście połączenia kapusta kiszona-czerwona fasola-pieczarki-granulat? Musicie! Absolutny hit z razowym makaronem.
I coleslaw z czerwonej kapusty ( mam dosyć osób, które czytają to kolesław - czyta się - ˈkəʊlslɔː ) -  wybaczcie fonetyczny zapis, ale jest to jedno ze słów, które Polacy z uporem wymawiają niepoprawnie i oburzają się, że nie mam racji. Tu wymowa amerykańska - USA i polskie nieszczęsne "kolesław", które brzmi jak "Stanisław". Brrr.

Czytam o Syberii i o Bombaju jednocześnie. Zasuwam po 100 stron dziennie, bo wyznaczyłam sobie wysoki limit książek do przeczytania na ten rok.

36 komentarzy:

  1. "Kolesław" jest uroczo-śmieszny i swojski, a to "kol-slo" brzmi beznadziejnie i właściwie nie mógłbym powiedzieć tak na surówkę z kapusty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale taka jest jej nazwa! mówisz "pizza" czy "pizzucha", żeby po polsku brzmiało? ;)

      Usuń
    2. Ale w Polsce spolszczanie określeń obcojęzycznych jest powszechne, czasami brzmi to strasznie, ale akurat "kolesław" jest moim zdaniem ok. Poza tym bez sensu kazać nazywać surówkę z kapusty "coleslaw" i tylko tak :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Na siłę nazywać to bez sensu, pewnie - można mówić "surówka taka i owaka", ale zła wymowa, wynikająca bardzo często z niewiedzy, mnie akurat drażni. Jak mi w pizzerii zaproponowali "kolesław", to nie wiedziałam o co chodzi, bo ja w głowie czytam tę nazwę po angielsku:)

      Usuń
    4. Ojej, nie zesraj się ze swoją hiperpoprawnością - próbujesz udowodnić, jak to świetnie znasz angielski, czy co? Jesteś głupia, a chcesz szpanować.

      Usuń
    5. niesamowity szpan, przeczytać coś poprawnie. pisanie bez błędów ortograficznych to też szpan? co do przykładu z pizzą, to czytanie tego "piz-za" byłoby analogicznym przykładem, tak myślę. no ale nazywanie tego to pewnie hiperpoprawność

      Usuń
    6. *nazywanie tego "piccą" miało być

      Usuń
    7. A Ty kim jesteś, żeby oceniać autorkę bloga i to na jej terytorium? Łatwo jest oceniać i obrażać anonimowo, nie? Nie masz odwagi się podpisać? Nie umiesz się wysłowić kulturalnie?
      Nic o niej nie wiesz, a uzurpujesz sobie prawo do wypowiadania się nt. tego co ona chce udowodnić... Tak się składa, że uczy angielskiego, co sama wyjaśniła niżej, zna się na temacie, ale przecież nie będziesz czytać, bo po co... Twoje kompleksy widać w tej wypowiedzi wyjątkowo dobrze... Nadepnęła Ci na odcisk, prawda?

      Gosia

      Usuń
    8. Nie muszę się popisywać znajomością angielskiego, myślę, że dla czytelników jej poziom nie ma znaczenia. Popisywanie się zresztą porzuciłam na etapie szkoły podstawowej. Piszę po prostu o jednym przykładzie złej wymowy, który mnie denerwuje, inni odpowiadają, dlaczego tak wymawiają, i w porządku.
      Nie pozwolę natomiast nazywać się głupią, bo głupia nie jestem.
      Pierwszy/a anonimie, który piszesz o "zesraniu się" - odmawiasz mi inteligencji, a więc samego/samą siebie pewnie oceniasz jako obdarzonego tą cechą wyjątkowo, a jednak umknęła ci pewna sprawa - to nie jest pudelek ani forum onetu, to nie jest facebook. To jest blog. Będą tu takie treści, jakie ja sama uznam za ciekawe i nikt inny nie ma ma na to wpływu. Jeśli nudne, a bohaterka nieciekawa - nie czytaj. Komentowanie w stylu "myślisz, że jesteś fajna? to ja ci powiem, że wcale nie jesteś", to strata twojego czau na pisanie i naszego na czytanie.

      Usuń
    9. "Kolesław" brzmi fatalnie i wsiokowato, więc przestańcie chrzanić, że tak ładnie się spolszcza. Kiedyś widziałam tez sałatkę "kentucki", to juz macie imię i nazwisko Kolesław Kentucki, smacznego.
      Proponuję nie zwracac uwagi na hiperbłyskotliwe wypowiedzi gimanzjalistów, nasłuchali się "śmiesznej" historyjki o Mistrzu Ciętej Riposty i próbują równać do niej, w dół.

      Usuń
  2. ja tam purtstka nie jestem, ale wsrod polakow mowie koleslaw ale wsrod szkotow mowie po ichniejszemu (a tak wogole to staram sie tego nie jesc bo jak dla mnie za tluste- wole swoja surowke z poszatkowanej kapusty, cebuli i odrobiny oleju z sokeim cytrynowym) ;-)

    a jaki masz limit ksiazkowy na ten rok? jakies gatunki preferujesz, czy czytasz wszystko co Ci w rece wpadnie? znasz biblionetka.pl?

    pozdrawiam
    aga (nimlien)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie, jako nauczycielkę angielskiego, bardzo denerwuje niepoprawna wymowa i odruchowo ją poprawiam, co pewnie niektórych wkurza ( a mnie wkurza, że wiedzą jak trzeba mówić, ale nie mówią tak, "bo nie". Mam ucznia, który nie chce próbować mówić z brytyjskim akcentem, "bo to sztucznie brzmi").

      Limit książkowy mam 52 książki na 2013, czyli niby jedna na tydzień - ale ustaliłam go obie wczoraj i książki, które od tej pory przeczytałam od stycznia nie liczą się, więc zasuwam tym szybciej. Znam biblionetkę, kiedyś korzystałam - teraz mam konto na goodreads, tam np. pokazuje mi, ile stron przeczytałam i co czytają i polecają moi znajomi.

      Usuń
    2. A z gatunków to reportaże, literatura podróżnicza dotycząca interesujących mnie regionów ( porządna, nie żadne tam albumy czy "Blondynka w dżungli";)), książki antropologiczne, socjologiczne, genderowe, literatura dotycząca praw zwierząt, no i powieści - polskie i zagraniczne. Lubię literaturę skandynawską i bałkańską.

      Usuń
    3. Myślę, że przyjmujesz nieco zbyt arbitralną postawę, jeśli chodzi o wymowę słówka "coleslaw", Magdo :) Nie wiem, jakie jest stanowisko słowników poprawnościowych w tej kwestii, ale moje doświadczenie (jako polonistki) podpowiada mi, że wymowa "kolesław" jest na pewno poprawna, jeśli nie w normie wzorcowej, to na pewno w potocznej, a sami językoznawcy zaliczyliby to zapożyczenie do przyswojonych w zakresie fleksji i wymowy. To nie działa w ten sposób, że wymowa przyjęta w danym języku musi być poprawna w innych, zwłaszcza kiedy "język źródłowy" dysponuje innym repertuarem dźwięków. Gdyby tak było, musielibyśmy również inne słowa zapożyczone wymawiać zgodnie z oryginalną - pozostając w tematyce kulinarnej: hamburger, hot dog, tortilla, foie gras, itd. "Kolesław" bardziej odstaje od "kolslo", ale należy pamiętać, że język polski niestety nie przepada za wyrazami nieodmiennymi i przyswaja sobie wszystko, co się da - zwłaszcza, że wyraz ten wygląda swojsko, a zatem przekreśla to jego szansę na zachowanie wymowy oryginalnej - tego procesu nie zatrzymasz i nie warto się tym oburzać :D

      PS Jak lubisz literaturę skandynawską, to polecam Jo Nesbo - pewnie już słyszałaś albo nawet czytałaś, bo jest to teraz na topie, ale o dziwo (w przeciwieństwie do innych tzw. bestsellerów) daje się czytać i naprawdę wciąga. Są to kryminały, ale na wysokim poziomie.

      Usuń
    4. Nie do końca się zgadzam, a raczej uważam, że patrzymy z innych punktów widzenia - ty polonistki, ja użytkowniczki języka polskiego, która jednocześnie uczy ludzi obcego o trochę innym zestawie dźwięków:)
      Wszystkie wymienione przez ciebie słowa wymawiam tak, jak się to robi w językach oryginalnych. Jeśli wymowy jakiegoś nie domyślam się, bo jest to język, którego nie znam ( np. niemiecki, skandynawskie), to sprawdzam i staram się odsłuchać wersję oryginalną. Wymawianie tych słów celowo źle albo tak jak się pisze jest dla mnie...trochę wyrazem braku szacunku do tych języków (?). Może to za mocne słowo, ale co robić, gdy nie ma odpowiednika? Jasne, że jeśli jest, to używamy - mówimy "Waszyngton", a nie "Łoszington" itd. Niech będzie, że "kolesław" jest odpowiednikiem, bo z pisowni przypomina słowo polskie i tak się utarło.
      Ale w nauce języka obcego takie przenoszenie szkodzi - ile osób mówiąc po polsku "kolesław" przechodząc na angielski powie "kolslo"? Wiele pewnie nawet nie będzie znało poprawnej wymowy. Moim celem jest uczyć i poprawiać ( oczywiście uczniów, nie tu czytelników na blogu:)) i nie do końca zgadzam się z założeniami tzw. metody komunikatywnej, która głosi, że "niech mówi byle jak, byle mówił" i że dopóki wypowiedź daje się jako-tako zrozumieć, to nie należy uczniowi przerywać i poprawiać błędów. Do pewnego stopnia takie niepoprawianie utrwala złe nawyki, jeśli chodzi o wymowę i gramatykę.

      No, ale nie ma co tego rozwijać, bo to są moje zawodowe problemy:) Dla wielu tutaj osób pewnie nieciekawe.

      Co do Jo Nesbo, to widziałam film na podstawie jednej z książek i był średni:) Ale książki już niejedna ooba mi polecała i pewnie w końcu przeczytam. Dzięki!

      Usuń
    5. Tak się akurat składa, że jestem nie tylko polonistką, ale również anglistką i tak samo jak ty uczę ludzi tego języka. :) Metoda komunikatywna to zło, na jej gruncie wyrosło nam pokolenie zbyt pewnych siebie ćwoków, z których śmieją się ludzie w krajach docelowych. Uważam, że takie problematyczne słowa oczywiście powinny być poprawiane w wymowie, gdy uczeń gada po angielsku, ale nie jest błędem, gdy spolszcza się wymowę przy użytkowaniu naszego rodzimego języka. Robiąc odwrotnie często popełnia się błąd zwany hiperpoprawnością, co również zalatuje lekko snobizmem :D

      Jeśli chodzi o Jo Nesbo, to pewnie widziałaś "Łowcę głów" (czy jakoś tak) - mnie się ten film bardzo podobał, był mocno szalony i taki niehollywoodzki :D
      Z książek polecam gorąco "Pierwszy śnieg", moim zdaniem najlepsza z jego powieści.
      Przypomniał mi się jeszcze jeden tytuł: "Grobowa cisza" autora, którego nazwiska nie jestem w stanie teraz przytoczyć. Jest to islandzki "kryminał" - chociaż akurat wątek kryminalny jest tu średnio porywający. Bardziej polecam ze względu na fakt, że jest to jedno z najbardziej porażających studiów przemocy domowej, jakie kiedykolwiek dane mi było przeczytać.

      Usuń
    6. rozumiem, że nikt nie powie "hamberger" i może niewiele osób "tortijja", ale - pytam zupełnie niezłośliwie - jak jeszcze można wymawiać foie gras? nie słyszałam tego nigdy w wersji innej niż "fła gra". hot dog też mnie trochę intryguje :)
      Marla

      Usuń
    7. foie gras - jest różnica w wymowie /r/; francuskie jest bardziej "rechoczące", mówiąc opisowo, natomiast jeśli chodzi o hot doga, to w amerykańskiej wymowie mamy z grubsza /ha:t do:g/ natomiast po polsku /xod dok/ - jest różnica, prawda? baaardzo wątpię, aby ktokolwiek wymawiał angielskie słowa (nawet te mocno przyswojone) całkowicie zgodnie z ichniejszą wymową, nawet jeśli wydaje mu się, że tak robi :DDD

      Usuń
    8. Nie chodzi o to, żeby mówić francuskie słowa jak Paryżanka (choć ja akurat znam francuski całkiem nieźle i wiem, jak w nim czytać), ale żeby nie wymawiać foie gras tak jak się pisze w celu ułatwienia sobie sprawy, bo to już szkodliwe:) Chodzi mi tylko o to, żeby się starać wymawiać w sposób zbliżony do obowiązującego an tyle, na ile to dla nas możliwe.
      Np. Szwecja po szwedzku to "Sverige" i tak mówiłam, dopóki nie usłyszałam jak się mówić powinno - no to zmieniłam wymowę, bo co mi szkodziło?

      Nie domagam się hiperpoprawności, francuskiego "r" i akcentu ( choć warto się starać), ale mówienie celowo niepoprawnie też jest wg mnie niezbyt mądre. Jest np. taka kapela Minor Threat i mało osób wymawia jej nazwę dobrze, a wiele się kłóci, że się mówi "Minor Trit";) I nie mam misji chodzenia i nawracania, ale rozmawiając o tym zespole nie będę mówiła jego nazwy z błędem po to, żeby ktoś mnie nie wyśmiał za poprawność ( a zdarzało się).

      Dobra, dość już o tym:)

      Usuń
    9. jest różnica pomiędzy spolszczeniem wymowy do "kolslo" a utworzeniem potworka "kolesław". nie wydaje mi się, żeby autorka bloga promowała wymowę a la rodowity Brytol. a "hot doga" można wymawiać na wiele sposobów: http://pl.forvo.com/word/hot_dog/#en :) po francuski mówię biegle, wiem jak to brzmi - chodzi o to, że nie stworzyliśmy np. wersji "foj gras" ani nic w tym stylu, więc dlaczego robić to z coleslaw? foie gras też się nie odmienia i jakoś da się to przeżyć.
      sorry, to miał być koniec dyskusji...:)
      Marla

      Usuń
  3. Wiem, że nie lubisz takich komentarzy, ale ojej, jaką Ty jesteś piękną osobą :) (i nie mam na myśli tylko Twojej buzi)

    Też mam postanowienie przeczytania 52 książek w tym roku, chyba wyjdzie więcej, bo jestem o sześć do przodu :) to jedno z niewielu postanowień noworocznych, których udaje mi się dotrzymać.
    Spacerowej pogody zazdroszczę, u mnie było dziś w miarę ciepło, ale ciągle padało, mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie coraz słoneczniej.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. Postanowienie co do ilosci ksiazek robi wrazenie, ja mam cel duzo skromniejszy: jedna na miesiac (podgnonilam, jak bylam w Polsce na urlopie, przeczytalam cztery). Mam tez w planach obejrzenie zaleglosci na DVD, a jest tego sporo, bo plyt przybywa, a czasu nie.
    Co do coleslaw, rozumiem, ze sie zzymasz na zla wymowe, ale ja sie przychylam do opnii Lukasza, ze wymowa polska jest zabawna i sympatyczna, tez tak mowie.
    Gratuluje wiosny, nam obiecuja 16 stopni od poniedzialku, poki co wciaz maks. 5 na plusie i deszcze...

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S. Dasz przepis na surowke? Bo ja lubie czerwona kapuste, ale zupelnie nie wiem, jak ja przyrzadzac, bo znam tylko sposob slaski, na goraco.

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :

      pół głowki małej czerwonej kapusty
      pól dużej cebuli
      1 marchewka
      sos musztardowy : zrobić sojonez z kilkoma łyżkami musztardy

      Kapustę bardzo drobno poszatkować, posolić i odstawić na 15 minut. Opłukać z soli i pomieszać z drobno pokrojoną cebulą i startą na tarce marchewką oraz sosem.

      Śląską na ciepło lubię ( mieszkałam dwa lata na Śląsku, lubię tamtejszą kuchnię), ale ta tutaj to zupełnie inny smak - jest surowa i chrupiąca.

      Usuń
    2. Dzieki, robilam dzis, bardzo dobra :) Z sosem zakombinowalam, bo mialam resztki thousand islands i zmieszalam to z resztka ajoli i slodka musztarda francuska. Do tego kotlety z cieciorki wg Twojego przepisu takze i tak mam obiad z glowy na dzis i jutro do pracy tez wezme resztki :)
      M.

      Usuń
  6. a jak wysoki jest ten limit? też sobie wyznaczyłam, ale po pierwszych 2 miesiącach spadła mi forma, inne zajęcia doszły i bardzo mało czytam. a Czarnobylską modlitwę czytałaś? bo widziałam, że miałaś książkę wydawnictwa Czarne. oni to też wydawali :).

    Monika (bez bloga) ;) ta, co pytała o eksplorowanie śmietników ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 52 książki do końca roku.
      Nie czytałam, ale znam dużo książek z Czarnego - o Rosji ostatnio "14:57 do Czyty" i "Kroniki kołymskie", a teraz "Po Syberii" Thubrona.

      Usuń
  7. Często wpadam na Twój blog podejrzeć przepisy, ale dziś wprawiłaś mi podwójną niespodziankę - uwielbiam wyszukiwać słówka, które źle wymawiam po to żeby w końcu nauczyć się poprawnej wymowy. Słówkiem "coleslaw" sprawiłaś mi niezłą uciechę ;) Mój angielski jest na razie w fazie intensywnej nauki, ale błędy i niestety spora niedbałość w wymowie i mnie denerwują. Weźmy np. słowo określające sympatyczny klawisz na klawiaturze - "Delete". Nie znam osoby która wymawiałaby go poprawnie, nawet informatyka, jedynie moja Hrabina, ale ją sama nauczyłam. Inny przykład to reklama popularnych rogalików, w której ryczą, że nowy smak to "hazel nat". I tutaj robi się klops, bo nie jest to tylko błędna wymowa konkretnej osoby, a przekaz który wbija się jednak w podświadomość - reklamy są tak często puszczane, ze hasła z nich "same" zapadają w pamięć szczególnie, że w czasie filmów jest zawsze 6 przerw na reklamy ;) I tutaj już utrwala się nieprawidłowa wymowa. Bardzo tego nie lubię, bo im więcej się uczę tym więcej znajduję słów, które kiedyś ktoś nauczył mnie źle i przez to nie dość, że muszę przerobić to znowu to jeszcze walczyć z nieprawidłowymi nawykami, co jest chyba najgorszą robotą na świecie. W każdym razie dzięki za kolejne słówko ;) pozdrawiam

    Beatrycze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, "delete" to zmora:) A reklamy faktycznie utrwalają złą wymowę, dostosowując ją do przyzwyczajeń Polaków ( może zresztą w każdym kraju wymawiają międzynarodowe nazwy tak, by pasowały do możliwości, że tak to określę, lokalnych gardeł) - właśnie "hazel nat" czy serek "AlmeTTE". Chyba nic się nie da na to poradzić, niestety. Tylko że to potem generuje śmieszne sytuacje na lekcjach - uczniowie czasem kłócą się, że to niemożliwe, żeby coś się wymawiało tak, jak ja mówię, bo oni "słyszeli inaczej". A od kogo? W tv albo np. od znajomego Hiszpana:) Moja koleżanka bardzo była zdziwiona, że "keys" nie mówi się "kejz", bo jej podobno jakiś znajomy w Hiszpanii powiedział, że właśnie tak się mówi i że to jest wyjątek - no i zapamiętała:)

      Typowe polskie błędy, z którymi mam do czynienia u prawie każdego ucznia to KOMFORTEJBL, TAJRED i MĄTEJN ( comfortable, tired i mountain) - zawsze mnie to dziwi, bo prawie wszyscy po polskiej szkole dokładnie te same błędy robią. Chyba tak łatwiej jest wymawiać, ale trudno się to pleni:)

      Usuń
    2. O matko, mój angielski jest co prawda słaby, ale prawie tak samo bym to przeczytała :o
      Może nas wszystkich uczono tak w szkole?
      Agata

      Usuń
    3. O serku nie wiedziałam, a jak się wymawia poprawnie? Oj tak, tak, już przeszłam przez poprawianie wymowy comfortable i vegetable :) jest wiele błędów, które wynosi się ze szkoły. Powód jest prosty - nauka w szkole bazuje na przerabianiu gramatyki i kartkówkach ze słówek. Mówienie i poprawna wymowa nie jest jakoś szczególnie brana pod uwagę. Teraz kiedy sama zaczęłam się uczyć i czytam coraz więcej o metodach i samej nauce, w końcu wiem, że to co myślałam przez całą szkołę - nauczenie się języka obcego jest czymś niezwykłym i niewykonalnym wręcz dla mnie – to nieprawda. To wkurzające kiedy rozumie się tekst pisany, ale za cholerę nie umie się go streścić słownie albo zrozumieć ze słuchu. Język opiera się na dźwiękach, mówienie to podstawowa umiejętność, więc jak można uczyć się języka nie skupiając się na mówieniu? Myślę, że angielski może sprawiać problemy też z tego powodu, że otacza nas na co dzień w różnej często bardzo niepoprawnej formie i wiele naleciałości wsiąka do głowy i człowiek już sam nie wie: „Mówię w końcu dobrze czy źle? Wszyscy naokoło mówią inaczej, w telewizji i radiu mówią inaczej. Jak to w końcu jest? Mówię w Englishu czy w Engriszu ;)” Nie każdemu chce się też sprawdzać każdego słówka. Jeśli chodzi o wymowę jest też kwestia reakcji otoczenia – ja np. pewne nazwy jednak wymawiam bardziej „polsko”, szczególnie w pracy – niestety w Polsce poprawna wymowa angielska często kojarzy się z popisywaniem, „mądrzeniem” czy snobizmem. Czasem dla świętego spokoju wymawiam nazwy angielskich programów tak żeby niebyło wątpliwości np: „Jaką masz przeglądarkę PeDeEfów? ADOBE?” Cóż każda sytuacja jest inna, ale to nie przeszkadza mi we własnym zakresie cały czas doskonalić moja daleką od doskonałości wymowę. Ale „Delete” nikomu nie przepuszczę ;)

      Beatrycze

      Usuń
    4. Z serkiem Almette narzuca się wymowa francuska, czyli "Almet", i ja tak mówię, ale z drugiej strony, jeśli to jest marka skandynawska czy niemiecka, to "e" na końcu się czyta jak najbardziej, tylko bez podwajania "t". Jest takie duńskie imię Mette, i czyta się "Mete" z takim trochę "schowanym" e, a nie jak po francusku.
      Szukam poprawnej wymowy i informacji o pochodzeniu marki, i nie mogę coś znaleźć.

      Co do ćwiczenia wymowy, to ważne czy chcesz uczyć się wersji amerykańskiej czy brytyjskiej angielskiego ( inny akcent, inna wymowa wielu słów, czasem nawet inna pisownia niektórych). W polskich szkołach niby uczą wersji brytyjskiej i ja np. tępię uczniów za amerykanizmy, ale nauka brytyjskiego akcentu pozostawia wiele do życzenia.

      Usuń
    5. Właśnie też szukałam wymowy słowa Almette i nigdzie nie było wprost napisane w jaki sposób wymawiać. Widzę, że koleżanka z posta niżej znalazła, że Almette to marka niemiecka tylko w sumie to nadal niewiadomo czy nazwali go z niemiecka czy z innego języka ;)
      Ja wybrałam wersję brytyjską i jej się uczę, dodatkowo notując sobie napotkane różnice z amerykańskim :) Wcale mnie nie dziwią błędy i mieszanie tych dwóch, że tak pozwolę sobie nazwać, podstawowych wersji angielskiego - jak byłam w szkole nikt mnie nie oświecił, że angielski posiada więcej niż jedną wersję i potem gdy zaczęłam się uczyć czekało mnie wiele niespodzianek ;)

      Beatrycze

      Usuń
  8. Almette to marka niemiecka :)
    http://www.hochland-group.com/system/CCBEDAC918F24C38A14960761119E862.asp

    Ze sie niektore rzeczy spolszcza w wymowie, to normalne. Pamietam dyskusje z poczatku lat 90., w ktorej profesor Markowski przekonywal, ze "chipsy" bedziemy wymawiac albo "cipsy" albo "czypsy" :)
    Z angielskim jest o tyle latwiej, ze wszyscy nim, lepiej lub gorzej, ale mowia, wiec i sami native speakerzy sie przyzwyczaili do roznej, czasami zaskakujacej, wymowy ( aczkolwiek jeszcze w 2000 roku na londynskim dworcu autobusowym meczylam sie, usilujac kupic bilet do Ripon ;)). Z dunskim juz tak nie ma niestety -- jeszcze w Kopenhadze jako tako sie doagdasz, ale juz gdzie indziej, bez pefrekcyjnej lub niemal perfekcyjnej wymowy, nie ma szans. A kazdy, kto slyszal dunski wie, jakie to wyzwanie :)

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. Wy tu o kolesławie a ja o Narwii :-)
    Ale niespodzianka :-) Mam szczególny do tej rzeki. Zaraziłam nim mojego małża i jeździmy na nadnarwiańskie łąki co jakiś czas (zaliczając obowiązkową wizytę w Pułtusku, oczywiście :-)
    Jest tam taka wieś - Lipa - gdzie urodził się mój tata i chyba dlatego, że nie ma go wśród nas - ciągnie mnie tak jeszcze bardziej. Wszystko się zmienia, wieś się zmienia ale przepiękne, szerokie, magiczne dla mnie łąki są tak samo niezwykłe, takie jak w dzieciństwie. I ta cisza.
    Ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam nad Narwią chyba pierwszy raz w życiu - faktycznie przepięknie. Na pewno będę jeździć latem, mam blisko.

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...