piątek, 22 marca 2013

weganka w Warszawie - Krowarzywa

Wszyscy mnie od tygodni pytali, czy już byłam. Hucznych otwarć i pierwszych dni po ruszeniu knajp unikam, bo zazwyczaj jest jeszcze mało opcji, wszystko nie do końca dopracowane, a tłumy ludzi - więc odczekałam swoje i dziś pojechałam specjalnie do stolicy, do Krowy i księgarni.

Lokal mieści się przy Hożej 42, przy skrzyżowaniu z Marszałkowską, jest mały, jasny i wysoki, przesiąknięty zapachem podsmażanych bułek. W środku  dwa stoliki oraz kilka kontuarów z wysokimi krzesłami i KOLEJKA. Słyszałam, że burgerownia cieszy się wielkim powodzeniem, ale tam jest po prostu tłum. Ludzie zamawiają, jedzą na stojąco, pomieszczenie pełne jest czekających, jedzących i wchodzących. Mimo że wizualnie jest tam miło, to jest to typowy fast food, czyli na dwugodzinne pogaduchy nie ma się co umawiać. Byłam tam z kwadrans, i w tym czasie przewinęło się kilkanaście osób.

Obsługa miła, z czasem oczekiwania jest różnie - moja znajoma czekała pół godziny, ja ok. 3 minut. Ale ruch jest spory, dużo osób bierze też burgery na wynos, więc obsługujący mogą się w tym jeszcze trochę gubić.


Oto mój burger, Tofex ( 15zł) - ze smażonym, dobrze doprawionym tofu, świeżymi warzywami i majonezem. Pyszne, domowe, chrupiące bułki. Smakował naprawdę dobrze. Porcje niby nie są małe, ale poszłam głodna i nie powiem, żebym się super najadła. Kiedy kupię na mieście falafela nie jestem w stanie zjeść całego, a tutaj wtrząchnęłam tofexa i rozglądałam się za drugim - ale nie kupiłam, bo ceny.
No właśnie - burgery kosztują 12-15zł. Nie jest to mało, pomimo świeżych składników i ich kosztu ( tofu czy seitan nie są tanie), skoro burger mięsny kosztuje 5 zł ( mówię o fast foodach, nie wyrafinowanych burgerowanich, które też ostatnio powstają). Tłum udowadnia, że najważniejszy jest smak, nie cena, i dobrze, ale nie sądzę, żeby skusiło to szukającą pierwszego lepszego fast foodu wszystkożerną osobę z ulicy. Niestety.

Spore zainteresowanie tego typu lokalem bardzo mnie cieszy, oby to nie było tylko na zasadzie hype'u czy nowinki Muszę tam pójść! W kwestii zdrowego jedzenia sporo jest do zrobienia - w kolejce stali ludzie, którzy pytali nawet nie o seitan ( co zrozumiałe, bo nie każdy wie, co to jest), ale o cieciorkę i kaszę jaglaną. Znam osoby, które nigdy w życiu nie jadły soczewicy, i nie są moją babcią oraz nie mają po sto lat. Dobrze więc, że jest miejsce, które w smaczny, przystępny, szybki sposób pokazuje, jak można jeść inaczej, smacznie, ale roślinnie.
No i nic nie przebije faktu, że to pierwszy w Warszawie fast food wegański! :) Yeah! Jeszcze tylko frytki mogliby dołożyć do menu...










47 komentarzy:

  1. Słyszałam, że można dostać tam burgera na ladalnym talerzyku z otrąb. Dla mnie bomba, na ale ja jestem przeciez stara 60-tką.

    matka Polka

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście chodziło mi o TALERZYK JADALNY, wkradł sie lapsus, sorry!
    matka Polka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są z otrąb, ale za bardzo nie nadają się do jedzenia - nadgryzłam, suche :)

      Usuń
    2. A nie można by takiego talerzyka jakoś zmiekczyć, nie wiem, np. polewając jakims napojem, czy po prostu wkładając do szklanki ze sprzedawanym tak koktajlem. Szkoda przecież aby marnowały sie otręby!

      Pozdrawiam,
      matka Polka

      Usuń
    3. Właśnie te talerzyki są chyba tylko dla szpanu, nikt ich nie je, a nawet widziałam jak ludzie po zjedzeniu burgera wyrzucali je do kosza...

      Usuń
    4. zawsze pociecha ze mozna zutylizowac na kompost

      Usuń
    5. ja zabieram je zawsze, a ze chlopak tam pracuje to wogole mam pod dostatkiem, nasze pieski je bardzo lubią

      Usuń
  3. Kolejki spowodowane są głównie ilością (jeden!) i rozmiarem (XXXS jak na jakąkolwiek gastronomię )głównego narzędzia pracy, czyli piekarnika, w którym opiekane/podgrzewane są zarówno wszystkie rodzaje hamburgerów, jak i same bułki. Właściciele chyba nie spodziewali się aż takiego brania. A warunki oczekiwania, póki na dworze zimno) bardzo marne. W weekend ludzie stali sobie nad głowami, ocierali się torbami, kurtkami...Słabo.Zatem na przyszłość, tylko w łapę i chodu. I zgadzam się, burger (u mnie Seitanex) smaczny, choć drooogi jak na swoją "niewielkość". Pzdr, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałabym tam zawitać, mam w planach od października w Wawce studiować i oby się wszystko udało! Tyle fajnych miejsc będę mieć do odwiedzania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Warszawie jest coraz bardziej gdzie pójść:)

      Usuń
  5. Cieszy mnie otwarcie Krowarzyw, choć będę tam bywać sporadycznie - mam nie po drodze. Latem ma być ogródek w podwórku, o ile dobrze pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  6. poprawka, pierwsze vegan burgery w warszawie to to nie sa, weganskie cafe tygrys na chmielnej znacznie w tej kwestii wyprzedzilo. oczywiscie probowalam w krowarzywa-bardzo mi smakowaly ale tez mega polecam burgery w tygrysie, w koncu w warszawie jest po wegansku w czym wybierac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Cafe Tygrys jest otwarte, kiedy właściciele mają widzimisie ;p . Byłem tam 3 razy w różnych porach i było zamknięte, moja dziewczyna była 4 razy w różnych porach i też było zamknięte. Ogólnie na 8 razy tylko raz było otwarte. Wygląda to tak, jakby otwierali gdy im się przypomni, a szkoda.

      Usuń
    2. Dla mnie trochę lipa, że jest zamknięte w niedzielę, bo są w dobrym punkcie, w samym centrum, i właśnie w wolne dni mnóstwo ludzi kręci się w tamtej okolicy. Ale rozumiem, że ekipa chce odpocząć. W Czechach i na Słowacji też duża część knajp i kawiarni nieczynna jest w niedzielę, a i w sobotę krótko.
      Fakt jednak, że też ze 3 razy nacięłam się na zamkniętego Tygrysa, choć powinien być otwarty...ale mają przepyszną kawę i kakao, i puszczają fajną muzykę, więc mi to rekompensuje:)

      Usuń
  7. btw bo zapomnialam sie podpisac ten anonim mowiacy o cafe tygrys to Karolina:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro idę do Tygrysa, jadłam tam hot-dogi, ale burgerów nie, więc jutro zjem:)

      Usuń
    2. czesc, jutro wyjatkowo w sob tygrys zamkniety z powodu wyjazdu ekipy więc od poniedzialku zapraszają:) pozdrówki, radzio

      Usuń
  8. Sama już pisałam post na temat tej knajpki, ale powtórzę się - ceny wysokie, nie da się najeść jeśli się idzie tam jako na obiad, ciasno.
    Z drugiej strony jest tam ogromny potencjał - świetny pomysł, smaczne wykonanie. Może z czasem powiększą ofertę i latem może choć dwa stoliki na zewnątrz, będzie dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Falafel smażony jest na głębokim tłuszczu, przez co staje się bardziej sycący (i kaloryczny, a także cholernie niezdrowy), dlatego trudno dokończyć porcje.
    Dla mnie wielkość burgerów w Krowarzywach jest idealna, a cena niewysoka, ale to wszystko bardzo indywidualna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłonomia? ;>

      Usuń
    2. No właśnie, indywidualna - słyszę dużo narzekań, że trochę tam za drogo. Wiadomo, że nikt nie oczekiwał, że będzie za 3zł, bo się nie da - ale tak za 9-10 byłoby dla mnie idealnie. Chodziłabym codziennie;)

      icantbelieveitsvegan

      Usuń
    3. Nie no umówmy się, to nie jest bar dla studentów.

      Usuń
  10. Szkoda, że do Warszawy daleko. Ja niewiele potrzebuje do najedzenia, więc może nasyciłabym się tym burgerem. Na razie pozostaje robić własne, bo w Krakowie póki co w burgerach posucha.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja może trochę zboczę z tematu i zadam może trochę głupie pytanie, ale jestem laikiem w tej materii: gdzie w Wawie zjem wegańskiego falafela?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Saharze na Kruczej - powiedz, że chcesz falafel extra, bez sosu majonezowego, tylko z ostrym, a najlepiej hummus zamiast sosu, bo ten ostry to naprawdę wypala mózg.
      w ogóle falafele wszędzie są przecież wegańskie, w kotletach nie ma jajek - chyba że chodzi ci o skład pitt/placków, które są zawijane - to już indywidualnie trzeba pytać.

      icantbelieveitsvegan ( z obcego komputera)

      Usuń
    2. Przy szpitalu na Solcu jest wegański na 100%, jestem tam częstym bywalcem, dla mojego P. mają nawet specjalną wersję falafla XXL z kaszą i ryżem w picie :) Moim zdaniem najlepszym w Warszawie, ja biorę z samym ostrym sosem bo lubię hardocore ;)

      Usuń
    3. I mam jeszcze propozycję językoznawczą :) Wydaje mi się, że falafel należałoby odmieniać tak jak wafel, czyli falafla (taka jest w uproszczeniu zasada szukania wzorców odmiany dla obcych słów). Wiem, średnio to na temat, ale mam świra na punkcie języka/ów :P

      Usuń
    4. Ja tak odmieniałam właśnie ( jak wafel) i zwrócono mi uwagę, że to niepoprawnie, bo ma więcej sylab...więc sama już nie wiem.

      Usuń
    5. Dokładnie, chodzi mi właśnie o to, gdzie uniknę jajek/mleka w cieście czy jogurtów w sosach.
      Na początku też mówiłem "falafla" i również mnie poprawiono ;) Dzięki za odpowiedź, pozdrawiam!

      Usuń
    6. W pitach z powiślańskiej knajpy na pewno nie ma jajek i mleka, bo zdarzyło mi się kupować je w tej samej hurtowni. W kotlecikach też nie ma jajek. W białym, łagodnym sosie jest jogurt - i tak jest zapewne we wszystkich niemal miejscach. Ja po prostu zawsze pytam jak jestem w nowym miejscu. A ponieważ lubię mega ostre dania, to z sosem akurat problemów nie mam :)

      Co do odmiany, to o przyporządkowaniu do deklinacji decyduje końcówka, a nie długość wyrazu więc ten argument nie jest w 100% rozstrzygający. Ja też się nie upieram przy swoim (swoją drogą może napiszę do poradni językowej i się wyjaśni), ale skłaniam się jednak ku "e" ruchomemu, zanikającemu często przy odmianie końcówki "el" rzeczowników nieożywionych, np. magiel, żagiel, wafel, kartofel (akurat ma tyle sylab, co falafel i podobnie jest zapożyczeniem z obcego języka).

      Usuń
    7. W którym to miejscu jest, na Solcu?

      icantbelieveitsvegan

      Usuń
    8. Przy knajpie Solec 44, naprzeciwko szpitala.

      Usuń
    9. Dziekuję:) Zajrzę tam będąc na Powiślu.

      Usuń
  12. Fajno, że w większych miastach w Polsce powstaje coraz więcej miejsc, gdzie można zjeść wegańsko i "jak w Berlinie", tylko dlaczego cenowo też przerażająco berlińsko? (w Vego czy Yoyo Foodworld burgera można dostać od 3 do 4,5 euro... z podobnym wnętrzem). Chociaż kibicuję takim inicjatywom jak Krowarzywa, na wypady po mieście jeszcze długo będę brać własnoręcznie wypieczone burgery (zwłaszcza, że wegańska blogosfera podsuwa wiele inspiracji do takich eksperymentów :).
    Elwira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. W Vego Foodworld zapłaciłam ok. 6 euro za wielkiego burgera z kotletem, warzywami, serem i remuladą ( którą uwielbiam) oraz shake'a bananowego. W Warszawie zapłaciłabym podobnie za te dwie rzeczy, a przecież różnice w zarobkach są porażające. Kiedy pracowałam w cateringu, musiałam pracować na takiego burgera 1,5h, a są przecież jeszcze niższe stawki godzinowe...

      icantbelieveitsvegan

      Usuń
  13. Mój ciecior byl cudowny, fakt, że miałam chęć zjeść drugiego od razu, ale byłam bardzo głodna. Ceny ciut za wysokie- dużo większe lunche w różnych knajpach oscylują między 15zl a 20., ale wiem, że będę czasem wpadać. Gdyby burger mieścił się w ok 9-10, to wpadałabym prawie codziennie. Muszę jednak przyznać, że zjedzony ciecioreks nie chce opuścić mojego umysłu (od czwartku)..:)

    Nat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę drażnią mnie nazwy z koncówką ex. czy tylko ja tak mam?:)

      nat

      Usuń
    2. Mnie też nie do konca odpowiadają. Może gdyby jeden burger się tak nazywał to byłoby okej, ale ja miałam pierwsze skojarzenie z nazwami detergentów a nie pysznych wegeburgerów. :P

      Usuń
    3. Według mnie też nazywa dziwne, ale co mieli wymyślić? Burger cieciorkowy, warzywny itp., to dopiero byłoby banalne:)

      Usuń
    4. Ja chyba wolę żeby było banalnie niż mieć nieapetyczne skojarzenia. :) Tofuburger jakoś smaczniej sie zapowiada niż tofex. Jednak mimo nazw burgery w Krowie są pyszne, a śliwkowe bbq pewnie sama będę przyrządzać.

      Usuń
    5. cieszę się, że obecni tutaj mają intuicję językową :) końcówka -ex może brzmieć dziwnie, ponieważ zwyczajowo są to końcówki zarezerwowane dla firm eksportowych. dlatego tak śmiesznie brzmi, jak ktoś nazwie swoją firmę np "darex", a nie ma nic wspólnego z eksportem, tylko np sprzedaje sznurówki i jest człowiekiem-Darkiem :) tak samo z tofex :D
      właściwie nie wiem czy można nazwać to błędem, bo już tyle osób nazwało swoją firmę "darex", że może powinno się to już akceptować...niemniej kiedy studiowałam polonistykę, wskazywano nam to jako komiczny dość błąd słowotwórczy :)
      burgerów na pewno spróbuję, a w nazwie knajpki się zakochałam :) pozdrawiam właścicielkę bloga, często tu wpadam!

      Usuń
  14. Krowarzywa! Burgeryyyyyy! Jak tylko będę w Wawie (co zdarza się u mnie raz na parę lat...), odwiedzę z pewnością - w ogóle na kulinarnej mapie Stolycy pojawiło się tyle fantastycznych vegan miejsc, że chyba zamiast oglądać miasto, czas spędzę głównie na obżeraniu się.
    A w Krk i dobre, i złe newsy - Chilli&Cynamon zamknięte (miałam sporo zastrzeżeń do tej knajpy, ale i tak szkoda, bo: a) jasno oznaczone pozycje wege i wegan, b) duża rotacja w menu, boskie lasagne ze szpinakiem, c) dowóz w obrębie części centrum, d) bardzo bardzo tanio!), Papuamu zamknięte (uwielbiałam, więc ubolewam)... Ale za to śmiga Spółdzielnia (burgery za 9 zł, cudne frytki z warzyw, no i lokal do 24 otwarty! do tego można się do spółdzielczej kooperatywy spożywczej zapisać, działać, nabywać warzywa, dzielić i rządzić ;P) czy RO Organic (kocham i polecam wszystkim, menu nie tylko raw, a na miejscu eko sklep z przyzwoitymi cenami - och, vegeżelki na wagę, mrrr!), hummus boski można zamówić z Amamamusi, a ciasta - z Zielonego Talerzyka (ponoć kremówki robią kosmiczne). No i są też old favourites, jak Momo. :)

    Pozdrawiam,
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  15. Wegańskiego burgera, tofuburgera i hot-doga można było w Warszawie (i dalej można) zjeść tanio w Cafe Tygrys (http://warsawfoodie.pl/en/2012/12/cafe-tygrys/). Krowarzywa nie jest pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kwestia była już wyjaśniona w jednej dyskusji, ale wszyscy ją maglują:)
      Tygrys sprawia sympatyczniejsze wrażenie, niż Krowa, bardziej kawiarni, niż fast-foodu w takim podstawowym amerykańskim sensie. Poza tym w Tygrysie burgery nie zawsze są i hot-dogi też nie zawsze ( osobiście się spotkałam z tym, że nie było ani jednego, ani drugiego któregoś dnia), więc chyba bardziej opiera się na kawie, ciastach i napojach, jest miejscem do posiedzenia - i to jest plus, bo akurat taka szybkość jak w Krowie wielu osobom nie odpowiada. Przepraszam jednak, jeśli kogoś z Tygrysa uraziłam. Pewnie, że burgery były tam pierwsze - ale to nie jest budka tylko z nimi, moim zdaniem nie jest to taki typowy fastfood. Tygrys się ogłasza jako "kawiarnia", więc też chyba się fast foodem nie czuje...to tylko słowo:)

      Usuń
  16. Ale jak to sejtan nie jest tani, jak to przecie mąka przenna wyrabiana z wodą?

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja osobiście uwielbiam burgery z Krowarzywa. Mój mięsożerny kumpel, bardzo lubiący wegetariańskie i wegańskie jedzenie, ale jednak trwający w sympatii dla krwistych steków uznał te burgery za swoje ulubione :-) Co do wielkości - to kwestia objętości użytkownika burgera- moja skromna osoba nawet zgłodniała ma zawsze problem z upchnięciem całego burgera, przeważnie przegrywam po zjedzeniu mniej więcej 2/3 i resztę dojada w/w kumpel. W ten sposób załatwiamy ewentualny problem z najedzeniem się chłopa i mięsożerny wilk jest syty i roślinożerna owca cała :-)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...