poniedziałek, 11 marca 2013

tematy niejadalne oraz konkurs na pytania

Nie przestałam gotować, ale do podzielenia się z wami mam dziś kilka zupełnie innych spraw.

Wkurza mnie, że jest zimno i śnieżnie, i że nawet pół godziny nie można wytrzymać bez czapki ( przy okazji pozdrawiam moją mamę, która zobaczyła na blogu, że chodzę już w cienkich butach i zadzwoniła do mnie, żebym tego nie robiła).
Wkurza mnie, że każdy dzień wygląda podobnie. Prawie każdy. Brakuje mi jakiejś dalszej podróży, a tu plany się sypią.
Pozostają książki, muzyka Jessie Williams i krótsze wycieczki po niezbyt oddalonych okolicach.

W sobotę po 21 latach przerwy wybrałam się zobaczyć miasto, w którym spędziłam sześć lat dzieciństwa i chodziłam do przedszkola oraz pierwszych czterech klas podstawówki. Niesamowite, jak nic się nie zmienia w takich miejscach - nasz blok nadal identyczny, nieocieplony, niepomalowany, ta sama górka, z której zjeżdżałyśmy z siostrą na sankach, te same ławki pod rozwaloną klatką. Lubię PRLowskie osiedla i mieszkam obecnie na podobnym, tylko starszym, więc nie przechadzałam się tam z myślą ach, z jakichż slumsów się wyrwałam. Moja podstawówka wygląda wciąż tak samo jak w 1987, gdy do niej chodziłam.


Podczas tej wycieczki myślałam o tym, co nigdy nie będzie mi dane, czyli o tym, jak to jest mieszkać całe życie albo przynajmniej całą młodość w jednym miejscu. Czasem wyobrażam sobie równoległe życia, które mogłabym prowadzić GDYBYM. Gdybym nigdy nie wyjechała z Warszawy. Gdybym nie wyjechała z Brodnicy. Gdybym nie wyjechała z Krakowa. Gdybym nie wyjechała ze Śląska. Gdybym nie wyjechała z Torunia. Ale po kilku latach wyjechałam z każdego z tych miejsc.
I, patrząc wstecz, widzę, że wiodłam całkiem ciekawe życie dzięki tym zmianom, a jednocześnie nigdy nie dane mi było się zakorzenić. Miejsce, w którym mieszkam obecnie jest w ogóle zupełnie przypadkowe ( tanie mieszkanie i tyle), ale prawdopodobnie osiądę tu na jakiś czas. Aczkolwiek nie chcę przeżyć życia w mieście, w którym nawet nie można kupić tofu.

Wczoraj byłam na warszawskiej manifie. Była to moja chyba siódma w życiu, i pierwsza, której nie współorganizowałam ( oczywiście nie w Warszawie w poprzednich latach). Dziwne uczucie, tak iść sobie jako uczestniczka, od której nic nie zależy, i nie martwić się, czy ludzie dopiszą i czy balony nie popękają:) Pogodowo jedna z gorszych - podczas godzinnych przemówień i tańców pod Pałacem mocno zmarzłam, ale atmosfera była sympatyczna. Zakłócili ją aktywiści pro-life z wielkim transparentem przedstawiającym martwy płód po nielegalnej aborcji. Palanty. Gdyby prawo dopuszczało legalne zabiegi przerywania ciąży, żadna kobieta nie musiałaby uciekać się do niebezpiecznych zabiegów w tzw. podziemiu aborcyjnym. Ale najłatwiej krzyczeć o morderstwie. Dziwne i niepojęte, że przez 20 lat i prawo, i postrzeganie tej kwestii tak się w Polsce zmieniło.

***

A teraz coś przyjemniejszego - z okazji czwartej rocznicy pisania bloga, która przypada 26 marca, otwieram KONKURS NA PYTANIA. Jako że dostaję wiele maili i pytań tutaj w komentarzach oraz na fb, zapraszam do zadawania ich w masowej formie, a pod koniec marca napiszę post z odpowiedziami. Można pytać o co się chce - weganizm, przepisy, podróże, i tak dalej. Zostawiajcie pytania pod tym postem.
Elementem konkursowym jest to, że autor/ka najlepszego moim zdaniem pytania dostanie opakowanie japońskich ciastek mochi, które pokazywałam kilka postów temu.
Będzie też konkurs na potrawę, ale nie chcę go ogłaszać, póki nie przyjdą nagrody, a idą z Glasgow i dlatego powoli.
To co? Kombinujcie!

107 komentarzy:

  1. Sama zamawiasz produkty z Glasgow czy masz tam jakiegos swietego Mikolaja? :) Pytam, bo mieszkam bardzo blisko Glasgow, juz prawie rok bedzie jak tu jestem, i bardzo chetnie bym nawiazala jakis nowy kontakt, co by od czasu do czasu wyskoczyc na jakies soy-latte :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytelniczka Agnieszka zaoferowała różne produkty i książkę, która będzie nagrodą w konkursie:) I te paczki już idą. Sama nie zamawiam z tak daleka.

      Usuń
    2. W takim razie pozwole sobie za posrednictwem tego bloga: Agnieszko, jesli kiedykolwiek bedziesz miala czas i ochote na jakies spotkanie i pogaduchy to prosze o kontakt :)

      Usuń
  2. Jaki był pierwszy impuls, który skłonił cię do przemyśleń na temat wegetarianizmu (z tego, co pamiętam, najpierw byłaś wegetarianką, później weganką)?
    Czytałam, że czasem eksplorujesz śmietniki. Najciekawsza reakcja, z jaką się spotkałaś podczas tych praktyk to...? A może w ogóle nikt nie zwraca na to uwagi? Ciekawi mnie to, bo nigdy nie widziałam osoby, która by coś takiego robiła, a sama bym chyba odczuwała blokadę przed czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja chciałabym zapytać, czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, że w gruncie rzeczy weganie i aktywiści "pro-life", czyli "palanty", jak ich nazywasz - postulują o to samo. Tzn. o konieczność zrezygnowania z własnych wygód z powodu szacunku do życia, w jakiejkolwiek formie by się ono nie przejawiało. Zauważyłam, że tak samo jak "mięsożerni" nie chcą lub nie umieją dostrzec faktu, że krowa czy świnia to żywa istota, tak samo zwolennicy aborcji na życzenie nie chcą lub nie potrafią zrozumieć, że płód to mały człowiek - żywa istota (i nie powołuję się na żadną religię, bo to jest jasne z medycznego punktu widzenia, że płód to nie przedmiot). Tak mnie ciekawi, czy kiedykolwiek myślałaś o tym...
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiam, dlaczego jest takie oburzenie właśnie wśród wegan, którzy walczą o dobro każdej żywej istoty a są za aborcją. Ja jestem weganką, ale również jestem przeciwna aborcji. Tak samo jak cieszyłby mnie fakt, gdyby zakazano zabijania zwierząt na mięso i hodowania krów na mleko, tak samo cieszy mnie fakt zakazu zabijania płodów. Zakaz zabijania zwierząt też nie dałby pewności, że już nie będzie zabijania zwierząt w ogóle. Pewnie i tak byłyby nielegalne hodowle itd. Tak samo jak z tym zakazem testowania kosmetyków na zwierzętach. Da się to też ominąć, jak widać ale jednak cieszy mnie, że jest odgórne nieprzyzwolenie na takie praktyki.

      Usuń
    2. Tak, myślałam o tym wielokrotnie. Różnica pomiędzy aborcją selektywną a przemysłem mięsnym/mlecznym jest ogromna.

      Nikt nie dokonuje aborcji wszelkich płodów i nie zmusza do niej nikogo - prawo do aborcji chcą mieć kobiety, które z jakiegoś powodu dziecka w danym momencie swego życia nie chcą/nie mogą urodzić. Można by aborcję porównać z przemysłem mięsnym, gdyby kobiety taśmowo zapładniać, po czym zabijać i zjadać ich dzieci, bądź abortować płody w celach konsumpcji. Jest podobieństwo? Ja go nie widzę.

      Zwierzęta, o których dobro walczymy a) już żyją, i to w straszliwych warunkach, b) albo są taśmowo produkowane wyłącznie po to, by je zjeść - to tak jak by zapładniać kobiety wyłącznie po to, by zjeść ich potomstwo, c) nie mają głosu i nie potrafią same walczyć o swoje dobro.

      Powiecie, że płody też nie mają głosu, ale w tej sprawie w grę wchodzi coś więcej - głos kobiety, która ten płód nosi, ma go urodzić przechodząc przez trudy ciąży i porodu ( być może nie ma na to zdrowia, warunków, pieniędzy, czasu a nawet ochoty - tak, ma prawo ich nie mieć).
      Naprawdę nie widzę naturalnego przełożenia z weganizmu na postawę pro-life. Nie uważam za "palantów" wszystkich, którzy są przeciwni aborcji, acz uważam to za krótkowzroczność i egoizm.
      "Nie podoba ci się aborcja, to jej sobie nie rób" - stare, dobre, aktualne hasło. Czemu ktoś ma decydować za pomocą odgórnego prawnego zakazu o losach milionów kobiet i dzieci? Jest mnóstwo różnych przypadków, kobiety są gwałcone, są ofiarami przestępstw, mają tak trudną sytuację życiową, że nie wychowają kolejnego dziecka - i nie nam to oceniać. Wstyd mi za to polowanie na czarownice.

      Jestem za prawem wyboru i być może dokonałabym aborcji, gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu lub zdrowiu, gdyby dziecko miało urodzić się z niepełnosprawnością oznaczającą niemożność samodzielnej egzystencji, gdybym została zgwałcona. Biorę to zupełnie poważnie pod uwagę i chciałabym mieć legalną, darmową możliwość. I chciałabym, żeby miały ją kobiety biedne, których nie stać na zabieg w podziemiu za 4 tysiące.

      Jeszcze co do weganizmu - postulowanie abolicjonizmu i "wegańskiej rewolucji" to przecież nie rozpuszczenie zwierząt po polach i lasach, tylko regulowanie ich populacją tak, by nigdy się nie narodziły. Też coś w rodzaju aborcji, prawda? I jak to godzicie? Wybaczcie sarkazm, ale dla mnie weganizm i pro-life właśnie NIE TRZYMAJĄ SIĘ kupy...

      Usuń
    3. Sterylizacja to całkiem coś innego niż aborcja.

      Usuń
    4. ale przecież ja nie piszę nic o sterylizacji...

      Usuń
    5. A na czym dokładnie polega regulacja populacji?

      Usuń
    6. Ok, ale efekt jest taki sam - nie narodzą się płody ( które są abortowane w bardzo początkowej fazie rozwoju, nikt nie mówi o aborcji 8-miesięcznej ciąży!)i nie narodzą się zwierzęta.

      Usuń
    7. Efekt taki sam, właśnie, ale liczy się droga do tego nienarodzenia. Skoro kobieta nie chce mieć dzieci niech się więc podda sterylizacji lub się nie kocha lub zabezpiecza. Odpowiedzialność za własne wybory to całkiem dobra rzecz.

      Usuń
    8. Nie ma 100% pewnej metody antykoncepcyjnej. Sterylizacja oznacza wybór permanentny, a ktoś może nie chcieć dziecka przez następne 5 lat na przykład, a potem chcieć, więc nie podwiąże jajowodów. No i antykoncepcja zawodzi, i nagle w trudnej sytuacji przychodzi ciąża. Są sytuacje, w których na tę ciążę po prostu nie ma miejsca. I to też jest wybór, i czasem nieurodzenie niechcianego dziecka jest bardziej odpowiedzialne, niż urodzenie go i niekochanie/narażenie na trudną sytuacje materialną/traumę nieudanego związku rodziców i inne. I nie rządowi, i nie księżom, i nawet nie innym kobietom o tym decydować. Ja do macic innym nie zaglądam. Dla mnie nie rodzi=nie mogła lub nie chciała. Koniec. Interesują mnie własne wybory i własne prawo do decyzji.
      I wiem, że są sytuacje, w których usunęłabym ciążę.

      Usuń
    9. "Skoro kobieta nie chce mieć dzieci niech się więc podda sterylizacji"

      Jesli tylko sterylizacja bedzie w Polsce legalna, to moze niektore kobiety beda sie jej poddawac.

      "lub się nie kocha"

      I nie daje sie zgwalcic, i nie pozwala sobie zachorowac na nic, co w polaczeniu z ciaza stanowiloby zagrozenie dla jej zycia...

      "lub zabezpiecza."

      Zabezpieczenia zawodza.

      "Odpowiedzialność za własne wybory to całkiem dobra rzecz."

      To aborcja jest w jakis "nieodpowiedzialna"? Czemu?

      Usuń
  4. Mnie zaś zastanawia, czy gdyby zdjęcie pochodziło z legalnej aborcji, zmieniałoby to cokolwiek w kwalifikacji moralnej tego czynu? Morderstwo jest morderstwem, i nie jest istotne, czy jest sankcjonowane prawem czy nie.
    Wszystko, z czym walczysz w kwestii zwierząt jest legalne i dopuszczone prawem, a zatem powinnam się czuć uspokojona, idąc tropem twojej logiki.
    Jak to jest, że wykazujesz tyle szacunku wobec jednego życia i tyle pogardy wobec innego? I dlaczego żądasz delegalizacji jednej krzywdy i legalizacji innej?
    Chciałabym wskazać jeszcze jeden aspekt, czysto logiczny, bo dochodzimy tu do absurdu: dojenie krowy jest nieetyczne, a abortowanie kobiety, według Twojego poglądu- tak. Odpowiesz zapewne, że krowa nie ma woli, a kobieta owszem. Ale krzywdzone w tym wypadku jest dziecko, które nie ma możliwości wypowiedzi, a oczywistym jest, ze gdyby mogło, to jak każde życie, chciałoby trwać i się bronić.
    Standardowo również, tolerancja- jak widzę- działa w jedną stronę, tj. Ciebie i Twoich aktywistów należy tolerować, druga strona to palanty. Takie stwierdzenie zamyka jakąkolwiek drogą do porozumienia, osobiście czuję się urażona i zaetykietowana, niczym owa zakolczykowana krowa. I niedobrze świadczy o Tobie.

    Podpisać się, podać imię? Wszak Ty już nazwałaś. A zatem podpiszę się imieniem nadanym mi w Twoim wpisie: Palant. A żeby utrzymać się w Twojej konwencji, użyję żenśkiej formy: Palanciara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałam powyżej.

      Wybacz, ale twoja logika jest właśnie logiką osoby zaślepionej jednym "dobrem" - płodu. Co tam kobieta, co tam jej zdrowie, warunki materialne i socjalne, co tam praca - byle się urodził płód w wyniku każdej ciąży. Nazywasz moje podejście pogardą? A według mnie twoje nią jest - pogardą dla kobiety, jej ciała, jej wyboru i również dla tego płodu ( i nie nazywajmy abortowania 6 tygodniowego płodu morderstwem, to spore nadużycie etyczne), bo nie obchodzi cię jak będzie żył, czy będzie kochany, co będzie miał, a czego mu zabraknie. Byle był.

      W Polsce zachęca się nas do rodzenia większej ilości dzieci, tylko, że to nie nastąpi - dzietnośc spada, bo kompletnie nie ma tych dzieci jak utrzymać, brak pracy, śmieciowe umowy, drogie przedszkola. I bez porządnego programu wsparcia dla kobiet/rodzin, jak w Szwecji czy Norwegii, kobiety rodzić nie będą. A zmuszanie tych, które nie chcą, by powoływały na świat dzieci, których nie będzie jak utrzymać, jest nie w porządku. Nasz kraj bardzo walczy o prawa płodu do życia, szkoda tylko, że zapomina o prawach dziecka do godnego życia.

      ABORCJA NIE JEST SCHIZĄ szalonych kobiet, które mają takie krwawe hobby, że lubią abortować płody! Jest często jedynym wyborem w trudnej sytuacji, i fajnie by było, gdyby nie musiał być on penalizowany i stygmatyzowany społecznie. Bo i tak jest dla kobiet trudny.

      Od 1953 roku prawo do aborcji z przyczyn społecznych ( czyli de facto na życzenie) w Polsce mieliśmy, i nie spowodowało to spadku dzietności, a wręcz przeciwnie, pomimo dokonywanych aborcji rodziło się dużo więcej dzieci, niż obecnie. Więc dlaczego teraz, pomimo zakazu, rodzi się tak mało? Bo problem nie tkwi w aborcji jako takiej. Tkwi w polityce społeczno-ekonomicznej, a raczej w jej braku.

      Chciałabym urodzić dziecko, ale prawdopodobnie tego nie zrobię. Bo mnie nie stać. Nie mam stałej pracy, więc nie mogę iść na urlop macierzyński. I nie jest to mój wybór, taka jest sytuacja w tym kraju. Jeśli taka będzie, to coraz więcej kobiet podejmie podobną decyzję.

      Usuń
  5. ponownie ja - Dorota

    Widzę, że wywołałam do wyrażania swoich poglądów... cieszy mnie to ogromnie! Może już czas obalić stereotypy, że każdy weganin jest lewicowcem za aborcją, a każdy przeciwnik aborcji to katol z radia maryja :)
    nie wątpię, że w przypadku zagrożenia życia czy gwałtu decyzję powinna podjąć kobieta (i to chyba jej prawo zapewnia, czy się mylę?). ale żądanie prawa aborcji, bo "teraz nie mam ochoty" to jest arogancja i egoizm w czystej postaci. zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach wiadomo co robić, żeby się przed niechcianą ciążą uchronić i są ku temu skuteczne i ogólnie dostępne środki. przepraszam, tak uważam. równie zasadne jest twierdzenie, że "mam ochotę na mięso i mleko i to nie twoja sprawa. jak ci przeszkadza cierpienie, to go nie jedz"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że są weganie-pro life, nie jest to nowe zjawisko. Po prostu się z nimi nie zgadzam.

      Prawo, które obecnie mamy, nie daje kobiecie żadnej możliwości manewru. W zeszłym roku odbyło się w Polsce tylko 660 legalnych aborcji w szpitalach ( czyli płód uszkodzony, gwałt lub ciąża zagrażająca życiu matki - teoretycznie, bo często lekarze nie chcą usuwać ciąży z gwałtu). I tysiące ( ok. 150 tys.) aborcji nielegalnych, w podziemiu lub za granicą, legalnie, ale za duże pieniądze, w atmosferze strachu, niepewności, z koniecznością ukrywania tej decyzji, bo a nuż ktoś się wygada. Jak można komuś kazać przez to przechodzić?

      Przy najlepszych środkach antykoncepcyjnych można zajść w ciążę. Nie ma stuprocentowej metody. Nie zawsze jest czas na dziecko. Można mieć 19 lat i właśnie zaczynać studia. Można mieć 45 i trójkę odchowanych dzieci, i nie mieć sił na kolejne. I pomimo ciąży z mężem/stałym partnerem nie chce się tego dziecka, minusy przeważają. Ja to rozumiem, mimo że w takiej sytuacji nie byłam.
      Przeciwnicy aborcji zdają się mylić "aborcje na życzenie" z "lubieniem" aborcji na zasadzie "nie będę się zabezpieczała, a jak zajdę, to usunę". Nie sądzę, żeby ktokolwiek tak postępował. To wcale nie jest przyjemny zabieg medyczny.

      Nie dogadamy się, bo ja nie uważam 6-tygodniowego płodu za finalny organizm, który byłby zdolny do samodzielnej egzystencji poza ustrojem matki. To jest dopiero zalążek dziecka. Nie czuje, nie myśli, nic nie wie. Nie odczuwa bólu przy zabiegu.

      Nie postuluję aborcji jako środka antykoncepcyjnego. Jestem jednak za prawem wyboru w każdej sytuacji. Żadna z nas nie wie jak się jej życie potoczy.

      Usuń
    2. czyli co? martwi cię, że aborcji było tak mało? widocznie reszta się zdecydowała urodzić i tyle.
      wybacz sarkazm, ale
      mam nadzieję, że kiedyś zabicie zwierzęcia będzie się musiało odbywać "w atmosferze strachu, niepewności, z koniecznością ukrywania tej decyzji"
      i dlaczego uważasz, że płód nie czuje? przecież ma serce, komórki nerwowe... jakbym słyszała, że zwierzę nie myśli, nie rozumie, nic nie wie...
      nie będę Cię na siłę przekonywać i nie uważam też, że jesteś palantem. zdaję sobie sprawę, że jest trochę racji po każdej stronie, dlatego powinno to być przedmiotem spokojnej romowy, a nie pikiet i obrzucania inwektywami. częściej otwierać umysł, a rzadziej usta... tego bym życzyła ludziom "po obu stronach barykady"

      Usuń
    3. "Nie dogadamy się, bo ja nie uważam 6-tygodniowego płodu za finalny organizm, który byłby zdolny do samodzielnej egzystencji poza ustrojem matki. To jest dopiero zalążek dziecka. Nie czuje, nie myśli, nic nie wie. Nie odczuwa bólu przy zabiegu." 6-tygodniowy płód ma bijące serce, całkowicie rozwinięty układ nerwowy, ma mózg. Naprawdę jesteś pewna, że nic nie czuje?

      Usuń
    4. Tak, jestem pewna, że 6-tygodniowy płód nie czuje. Były na ten temat prowadzone badania. Brak mu również świadomości. Zwierzę czuje ból i ma świadomość tego bólu oraz swojego istnienia.

      Na manifie nikt nikogo nie obrzucał inwektywami, mówiono o prawach kobiet na różnych polach, aborcja była tylko jednym z tematów. Kilka osób z transparentem usiłowało ją zakłócić i tyle.

      Informacje medyczne o bólu płodu :

      "Fetuses cannot feel pain until at least the 28th week of gestation because they haven't formed the necessary nerve pathways, says Mark Rosen, an obstetrical anesthesiologist at the University of California at San Francisco. He and his colleagues determined that until the third trimester, "the wiring at the point where you feel pain, such as the skin, doesn't reach the emotional part where you feel pain, in the brain." Although fetuses start forming pain receptors eight weeks into development, the thalamus, the part of the brain that routes information to other areas, doesn't form for 20 more weeks. Without the thalamus, Rosen says, no information can reach the cortex for processing. "

      W skrócie - nie ma rozwiniętego mózgu, więc formujące się receptory nie mają dokąd przekazać sygnału o bólu. Aborcja nie boli płodu. Płód nie jest jej świadomy.

      Usuń
    5. jeśli w 3 tygodniu wykształca się u płodu system nerwowy, rdzeń kręgowy i kręgosłup a w piątym tygodniu te struktury rozwijają się szybciej niż jakiekolwiek inne to zapewne COŚ czuje i może nic nam o tym nie wiadomo, ale jest prawdopodobieństwo, że jakąś świadomość ma, pszczoły czy jakieś małże tez nie są szczególnie rozwinięte a miodu i owoców morza nie jadasz bo zakładasz że coś czują i coś myślą.
      w ogóle mi się nie podoba takie bagatelizowanie płodu jako nie-człowieka na zasadzie "przecież to nie czuje i nie mysli więc własciwie aborcja to rutynowy zabieg jak usuniecie drzazgi z kciuka czy nożyczek pozostawionych przez chirurga, nie ma co się egzaltować". jesli jesteśmy za aborcją to miejmy świadomość z czym to się wiąże (nie tylko z tym że płód może coś czuć, ale z tym że w przyszłości ma się stać człowiekiem, a czymkolwiek innym), tak samo jak byśmy chcieli żeby jedzace mięso osoby miały świadomość że jedzą właśnie stworzenie które zostało zabite, a wczesniej żyło, czuło i cierpiało.

      mi też poparcie dla aborcji kłóci się z weganizmem jako szacunkiem do wszelkiego życia. jakby na to nie patrzeć to jednak jest decyzja o byciu bądź niebyciu przyszłego człowieka.
      argumenty z gatunku "będzie mi trudno" są dla mnie egoistyczne bo człowiek jest mysląca istota, wie czym "grozi" seks, obojętnie czy się zabezpiecza czy nie, i powinien mieć świadomość że choćby nie wiem jak się starał zabezpieczać to ciąża może się zdarzyć i wypada ponieść tego konsekwencje. a argumenty od strony dziecka, że będzie miało źle, że będzie niekochane, chore, upośledzone - tak naprawdę nie mamy pojęcia jak potoczy się życie człowieka, może się zarówno okazać że planowane dziecko będzie miało przejebane w życiu a to z niechcianej ciąży poradzi sobie całkiem nieźle. a to chore będzie się cieszyć życiem bardziej niż to zdrowe. żeby to było wszystko takie proste i zycie było z góry zaprogramowane na złe lub dobre podobnie jak możliwości cieszenia się z życia przez danego człowieka to nie miałabym zastrzeżeń. ale nie jest.
      nie można też zapominać że można urodzić i oddać. ludzie czekają latami w kolejkach po nowo narodzone dzieci z jasną sytuacją prawną. a jednak ja słyszę wśród kobiet pogląd pt. wolałabym usunąć niż oddać, co chyba nie za dobrze świadczy o ich świadomości czym jest to "usunięcie". bardziej będzie ją bolała świadomość że jej dziecko gdzieś tam jest, niż ze odebrała mu szansę na bycie.

      osobiście nie podoba mi się w tym kraju to ze obecne prawo nie jest prawidłowo egzekwowane np. w wypadku gwałtu, słaby dostęp do antykoncepcji (brak informacji, ceny, dostępność, klauzula sumienia) i tzw. tabletek "po", brak sterylizacji na życzenie. w pierwszej kolejności należałoby o to zadbać, a potem dopiero rozważać prawo do aborcji. jasne że zjawisko podziemia jest nieprzyjemną stroną zakazu ale samo prawo jeszcze nie oznacza ze wszystko będzie cacy i nie będzie dochodziło do nadużyć.

      Usuń
    6. Ok. To co Ty na to,żeby zwierzęta najpierw znieczulić a potem dopiero zabić na mięso?

      Usuń
    7. Widzę, że bawisz się w ustalanie granic. Tym sposobem, w wielu miejscach na świecie zabija się dzieci do 9 miesiąca życia płodowego (bo niby nieświadome), w Holandii lada dzień wprowadzona zostanie aborcja "pourodzeniowa" , za pięć lat będzie można wykończyć już dwuletnie dziecko ‘na żądanie’ – na przykład jak biedna mama straci pracę i nie będzie mogła utrzymać dziecka, albo wpadnie w depresję i dziecko będzie przeszkadzać w leczeniu, bo niby dlaczego nie? Jakiś denny psuycholog zacznie breedzić o niewykształconym pojęciu "ja" i braku świadomości własnej osoby i będzie podstawa jak znalazł.
      Do tego prowadzi takie myślenie i ustalanie granic w oparciu o FAŁSZYWE przesłanki. Dlaczego akurat ta granica? Dlaczego nie wcześniej? Nie widzisz, do czego prowadzi takie relatywizowanie?
      Widzę też dużą niespójność w przedstawianiu Twojej sytuacji życiowej: Pracujesz w domu, bo tak wybrałaś, mówiłaś o tym wielokrotnie. Ale...kiedy jest Ci wygodnie, wskazujesz, ile walorów ma taka praca, mówisz o wolności, możliwości gotowania, o pewnej wyższości nad tymi, którzy siedzą w pracy w systemie nine to five. Ale kiedy taka formuła pracy może przysłużyć się ukazaniu siebie, jako wypchniętej na margines, pozbawionej stabilizacji, pozbawionej opieki państwa itd. , robisz to bez skrępowania. Więc może uzgodnij jakąś spójną wersję. Nie płacisz podatków, więc nie pluj na system.

      Aha, a argument: "Żadna z nas nie wie jak się jej życie potoczy. " to naprawdę tani chwyt i ubieranie oponentek we własne buty. Nie rób tego, to nie fair.
      Anna

      Usuń
    8. Dorota: " żądanie prawa aborcji, bo "teraz nie mam ochoty" to jest arogancja i egoizm w czystej postaci. zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach wiadomo co robić, żeby się przed niechcianą ciążą uchronić i są ku temu skuteczne i ogólnie dostępne środki."

      Już Ci odpowiedziano, ale pozwolę sobie to podkreślić:
      a) decyzja o aborcji, wbrew temu, w co się wierzy w środowiskach antyaborcyjnych, to nie jest decyzja na zasadzie "o jaki ładny dzień, to ja się może wyskrobię". Zawsze jest to wyjście ostateczne. Zwolenniczki praw kobiet do aborcji "na żądanie" nigdy nie postulują, że aborcja miałaby być zamiast antykoncepcji, lecz jako, że tak to ujmę, back up, gdy antykoncepcja zawodzi.
      Bo: b) antykoncepcja bywa zawodna; hormonalna bywa źle dobrana, mechaniczna potrafi być wadliwa
      i c) z powszechną dostępnością bym uważała, bo to zdradza optykę nie najgorzej sytuowanej osoby z dużego miasta; w wiosze z jedną apteką i ginem w mieście powiatowym sprawy wyglądają o wiele mniej różowo

      Usuń
    9. Moje pytanie było odnośnie tego: "W skrócie - nie ma rozwiniętego mózgu, więc formujące się receptory nie mają dokąd przekazać sygnału o bólu. Aborcja nie boli płodu. Płód nie jest jej świadomy."

      Usuń
    10. Anna ( trzy posty wyżej), twój wpis jest bardzo nieprzyjemny. Oceniasz moją sytuację życiową na podstawie wybiórczej wiedzy ( bo nie spowiadam się tu z każdego mojego zlecenia). Nie pracuję w domu, powołujesz się na informacje sprzed wielu miesięcy. Podpisuję umowy, ale o dzieło, które nie dają mi nawet ubezpieczenia zdrowotnego, nie mówiąc o urlopie czy emeryturze. Nie udało mi się znaleźć pracy na umowę, więc robię co mogę, w tym wypadku jest to praca na czarno i na umowy śmieciowe. Bo muszę, bo chcę.

      Argumenty o zabijaniu 2-letnich dzieci, bo mama straciła pracę to tania manipulacja.
      Nie mówimy o sytuacji w Chinach, gdzie aborcja faktycznie przeprowadzana jest w dużo późniejszych stadiach. Mówimy o Polsce, gdzie nie mamy prawa przeprowadzić jej legalnie do 12 tygodnia, gdzie in vitro nie jest refundowane, gdzie środki antykoncepcyjne są drogie, i niektórzy lekarze nie chcą ich przepisywać, a apteki sprzedawać.

      Nie każdemu dziecku będzie dane się urodzić. Tak jak i nie każdemu zwierzęciu.

      Usuń
    11. nie wydaje mi się nieprzyjemny, jest dość konkretny, żołnierski i tyle. Nieprzyjemne jest raczej nazywanie inaczej myślących "palantami". Ale mniejsza o to.
      "Abortowanie" dwuletnich dzieci nie jest tanią manipulacją, próbuję Ci pokazać, do czego prowadzi arbitralne ustalanie granic. Ano, prowadzi do przesuwania ich, do caususów i precedensów, do interpretacji i nadinterpretacji, do rozszerzania kategorii i kafetrii zdarzeń...wiesz to.
      Ale ok, nie słuchaj mnie. Posłuchaj Omułka, który wyłożył to najcelniej, jak można było i przed którą chylę czoła. pzdr.A.

      Usuń
    12. ania_baka :

      Zwierzę już się urodziło i czuje, jest świadome, 6-tygodniowy płód nie - jest on częścią organizmu matki, niezdolną do funkcjonowania poza nim.
      Nie ma bezpośredniej analogii.
      Poza tym zwierzęta są hodowane wyłącznie by je zjadać i zabijać, a płody nie są "tworzone" po to, by je usuwać. Znakomita większość płodów przetrwa w macicy matki 42 tygodnie i rodzi się.

      Czemu żałujesz obcym kobietom możliwości wyboru, bardzo zresztą trudnego? Czy jesteś też przeciwna sterylizacji zwierząt takich jak koty i psy, bo małe pieski i kotki się nie urodzą? W przypadku znalezienia np.ciężarnej kotki często jest przeprowadzana tzw. sterylka aborcyjna - bo nie ma domów i opieki dla kolejnych kotów, i lepiej dla nich, żeby się nie urodziły, niż tułały po ulicy. Lepiej dla krów czy świń, by ich nie rozmnażać dla hodowli przemysłowej. Ale człowiek, jak postulujesz, musi się zawsze urodzić? Czyli człowiek jest lepszy, niż zwierzęta pozaludzkie? Gatunkowizm.

      Usuń
    13. "W przypadku znalezienia np.ciężarnej kotki często jest przeprowadzana tzw. sterylka aborcyjna" - temu również jestem przeciwna. Sterylizacja tak, aborcja nie. Nie ja poddaję te zwierzęta aborcji, wg. mnie to bardzo zła metoda ograniczania urodzeń. Należy robić wszystko by do zapłodnień nie dochodziło.

      Usuń
    14. Omułku, mówisz rzeczy ciekawe i mądre, ale jednak idealistyczne i utopijne - że w każdej sytuacji każde dziecko powinno się urodzić, bo to najważniejsze. Tak, dla niego pewnie tak. Ale czasem trzeba dokonać wyboru.

      Nie urodziłabym dziecka z gwałtu. Nie nosiłabym ciąży przez prawie rok, znosząc jej niedogodności, mimo że nie chciałabym tego dziecka, by oddać je "ludziom". Nie urodziłabym dziecka mocno upośledzonego, którego przyjście na świat sprawiłoby, że życie stałoby się piekłem dla niego, dla partnera i dla mnie. I nie uważam tego za egoizm. To wybór. Zawsze był dokonywany przez kobiety, i teraz też jest, tylko teraz nagle stał się czymś strasznym i niedopuszczalnym.

      A ty urodziłabyś w każdej sytuacji? Mogąc umrzeć? Dziecko z zespolem Downa? Nie mając pracy i partnera? Jesteś pewna? Uważam, że możemy sobie teoretyzować, ale nie byłyśmy w takiej sytuacji, więc nie wiemy. Ja znam osoby, które miały aborcję z powodu trudnej sytuacji i wiem, że czują głównie ulgę.

      Moje poglądy nie oznaczają, że nie uważam życia za wartościowe. Chcę mieć dziecko, ale jestem zwolenniczką aborcji. To da się połączyć.

      Poza tym - i to już do wszystkich dziewczyn pro-life tu w dyskusji - nie martwcie się, przecież wygrałyście! Obowiązuje zakaz. Czym się przejmujecie? Jest tak, jak wierzycie, jak według was jest słusznie.

      Usuń
    15. nie chodzi o to, że człowiek jest lepszy niż zwierzęta pozaludzkie, tylko jest inny. ma możliwości wyboru. może się zabezpieczać, może nie uprawiać seksu, ludzi nie ma aż tyle (w polsce, bo cały czas mówimy o naszej rzeczywistości) co bezdomnych kotów, jest komu oddać dziecko. w przypadku kotów to wina ludzi że mnożą się niekontrolowanie, w przypadku ludzi to ich własne decyzje doprowadzają do niechcianych ciąż. i aborcja nie jest rozwiązaniem. ciężko mi też sobie wyobrazić jaki to "trudny wybór" dla kogoś kto stwierdza że usunie dziecko bo mu się poziom życia przez to obniży, straci szansę na karierę, jest zmęczony i mu się nie chce albo zaczyna studia. oczywiście są tez różne patologiczne i dramatyczne sytuacje życiowe ale jak wczesniej pisałam są inne opcje. prawo do aborcji zrównuje wszystkie przypadki i w niektórych zwalnia tępych i nieodpowiedzialnych ludzi od konsekwencji. nie uwazam że życie płodu jest zawsze ponad życiem człowieka, w tym wypadku matki czy obojga rodziców, ale nie jest też byle czym, czego można się pozbyć bo jest niewygodne. w pierwszej kolejnosci powinno robić się wszystko żeby nie dopuścić do niechcianej ciąży, zarówno ze strony jednostki jak i państwa. u nas jest z tym ciężko ale aborcja to żadne rozwiązanie problemu bo szczerze mówiąc znając mentalność ludzi wiele by było osób które przyzwyczaiłby się do aborcji jako do doraźnego środka, a nie tego ostatecznego.
      w idealnym świecie gdzie mamy nieograniczony fizycznie i finansowo dostęp do środków antykoncepcyjnych, pigułek "po", sterylizacji itp. aborcja tym bardziej byłaby aktem egoizmu albo lekiem na skrajną głupotę, bo jak np. dwójka 15 latków uprawia seks i pęka im prezerwatywa, i moga wyskoczyć do apteki i kupić bez recepty srodek po, a tego nie robią, a potem jest ciąża i aborcja, to ja nie rozumiem dlaczego ten płód ma płacić za ich nieodpowiedzialność.

      z jednej strony piszesz że to taki trudny wybór, że aborcja nie jest jak zjedzenie cukierka, a z drugiej że płód przecież nie czuje i nie myśli więc po co się bulwersować. jakoś mi to zgrzyta.

      Usuń
    16. Nie ma zakazu aborcji! Całkowity zakaz przeraża mnie jeszcze bardziej niż całkowita legalizacja.

      D.

      Usuń
    17. czy bym urodziła w każdym przypadku? gdyby groziło to mojemu życiu to chyba raczej nie, choć są różne heroiczne przypadki skąd mam wiedziec czy mi coś nie odbije ;) ? natomiast w każdym innym przypadku tak, bo biorę na siebie odpowiedzialność za swoje czyny. szczególnie jak robię cos głupiego i nieodpowiedzialnego co naraża mnie na ciążę w niewłasciwym momencie czy z niewłasciwym człowiekiem. obecnie nie jestem w super sytuacji(dziecko by mi dość mocno przeszkodziło i utrudniło życie) ale w miare stabilnej, bruku bym nie gryzła. dziecko bym urodziła i wychowała, a gdybym nie była w stanie to bym oddała bo w końcu jest mnóstwo ludzi którzy nie mogą mieć swoich dzieci.
      może i myslę idealistycznie ale wegetarianizm i weganizm to też ideały ;) i to one mnie przekonują do takiego a nie innego myślenia. byłam kiedyś za prawem do aborcji i sama uważałam że bym usuneła dziecko ale z czasem przyszło mi myślenie że nie mam prawa dzielić życia na bardziej i mniej wartościowe, ajuż szczególnie jeśli to moje działania powołuja je do istnienia, niezależnie od tego czy świnki są mądre a krowy głupie, psy świadome a płody nie.

      Usuń
    18. Aborcja nie jest łatwym wyborem - płód nie czuje w momencie zabiegu, ale za parę lat byłby dzieckiem, i mogę sobie wyobrażać jakby wyglądał, co by robił itp. Jest więc dzieckiem potencjalnym. Ale to ode mnie powinno zależeć, czy się nim stanie. Nie od rządu, który musi regulować moją płodność prawem, bo niby jestem taka głupia.

      Różni ludzie zachodzą w ciążę w różnych momentach. Nie podoba mi się założenie, że to nie chce dziecka, to pewnie egoista, bo mu przeszkadza w karierze. Są sytuacje skrajnie trudne, są też domy dobre materialnie, gdzie emocjonalnie nie ma miejsca na kolejne dziecko. I nie chcę decydować za innych, co im wolno i kiedy powinni chcieć, a kiedy nie mogą nie chcieć.

      Kobiety usuwały ciąże od tysięcy lat, różnymi metodami. Czas żeby to usankcjonować prawnie i nie robić problemu z prostej sprawy, bo kobiety umierają z powodu zakazu bądź w czasie zabiegów źle przeprowadzonych. I gwarantuję wam, że liczba aborcji by nie skoczyła - byłoby jak jest, czyli legalne plus podziemie, pewnie w sumie ok. 200 tysięcy rocznie. Przecież każda kobieta w ciąży nie rzuciłaby się nagle skrobać, bo "już można!";)

      Udawanie, że tego nie ma i że te 600 aborcji rocznie w szpitalach to cały problem, to zamiatanie pod dywan. A założenie, że te 150 tysięcy kobiet, które dodatkowo usunęły w podziemiu, to nieodpowiedzialne nastolatki albo karierowiczki, to nadużycie. Nie sądźmy cudzego życia tak surowo, bo nasze może się różnie potoczyć.

      Usuń
    19. no widzisz a ja jednak się obawiam ze akurat w polsce łatwiejszy dostęp do aborcji równałby się łatwości podjęcia decyzji. może mam takie niskie mniemanie o naszych rodakach, nie wiem.
      i cały czas mam na uwadze to, że skoro ktoś uprawia seks, bo dzieci się z powietrza nie biorą, to już w danym momencie podejmuje pewną decyzję. dopuszcza możliwość powstania nowego zycia nawet jak stosuje 3 metody antykoncepcji na raz. więc nie jestem pewna czy powinien mieć prawo, bo to jednak nie tak że "ojej, co to sie stało, skąd mi się ta ciąża przytrafiła, to nie było zależne ode mnie". może oceniam zbyt ostro ludzi którym się przytrafiają takie ciąże, ale inaczej nie potrafię, bo to nie są biedne nieświadome targane instynktami i popędami istoty.

      Usuń
    20. Bardzo dobrze prawisz, Omułku. Wcale nie oceniasz ostro, to jest bardzo logiczne, co piszesz.

      Usuń
    21. "ja nie rozumiem dlaczego ten płód ma płacić za ich nieodpowiedzialność." Omułku, ale jeśli się urodzi to i tak będzie płacił za ich nieodpowiedzialność, nawet jeszcze większą stawkę. według mnie jest to najokrutniejszy argument jakiego można użyć, bo nie liczy się to, że dziecko wychowane w domu bez miłości/ przez ludzi, którzy nie nadają się na rodziców, będzie musiało borykać się z tym przez całe życie. jasne, że nie powinno się generalizować i z pewnością istniałyby przypadki, w których niekochane dziecko w przyszłości stałoby się szczęśliwym dorosłym, ale jestem przekonana, że byłoby to mozolną walką okupioną ogromnym cierpieniem psychicznym. skupiam się na psychologicznym aspekcie tego problemu, ponieważ z moich obserwacji wynika, że ogromna część zaburzeń psychicznych ma korzenie w dzieciństwie i są odzwierciedleniem problemów z przeszłości zwłaszcza związanych z domem rodzinnym.

      Usuń
    22. hehe dzięki, po prostu pisze jak czuję, nawet nie to że jestem jakimś prolajfem, bo mnie tacy ludzie przerazają i kojarzą się z tym amerykańskimi oszołomami którzy w imię walki o płody zabijają lekarzy itp. tylko jestem za zapobieganiem taki sytuacjom przede wszystkim. a w polsce mamy słaba edukację trudny dostep do środków nie możemy sie dobrowolnie sterylizować, mnóstwo osób ma podwójną moralność (niby religijni,udają ze wcale nie uprawiają seksu przedmałżeńskiego, ale uprawiają, więc się nie zabezpieczają, bo zabezpieczanie to grzech, a jak co do czego przyjdzie i ciąża się pojawia i już nic nie da się zrobić to lecą załatwiać zabieg) to dołóżmy do tego prawo do aborcji. w prl było prawo do aborcji i wcale nie uwazam że to było ok bo "dzieci i tak się rodziły"- rodziły, bo wpływ kościoła był silniejszy. tak poza tym to mnóstwo kobiet przechodziło wielokrotnie aborcję, o ile już za pierwszym razem nie uszkodzono im macicy. i chcąc nie chcąc traktowały aborcję jak antykoncepcję bo dostepu do takowej nie było. dzis niewiele się zmieniło niestety pod tym względem.

      a i jeszcze taki mały przytyk - jak czytam zdanie "kobiety robiły aborcje od tysiecy lat..." to zaraz mi się włącza w głowie tradycyjny tekst "ludzie jedli mięso od tysięcy lat" jak cos się robi od tysięcy lat to nie znaczy że to jest ok i trzeba to usankcjonowac prawnie. ludzie zazwyczaj wykształcają w sobie jakiś mechanizm bezkarnosci jeśli czyny moralnie wątpliwe są dozwolone prawnie. czasem dochodzi nawet do tego że po latach przestają byc one moralnie wątpliwymi i stają się rutyną.

      Usuń
    23. To, że ktoś nie chce dziecka i początkowo jest w szoku i boi się nie znaczy, że nie będzie tego dziecka kochał. Nie oszukujmy się, gdyby dzieci rodziły się tylko w stanie totalnego zdecydowania rodziców i pewności, ze tak - to tu i teraz, nie rozmawialibyśmy tu na forum.

      Czasem jest tak, że ktoś myśli, że chce a potem okazuje się, że jest bardzo ciężko, albo popada w depresję i odrzuca swoje narodzone już dziecko.

      Albo ktoś ma zaburzenia psychiczne i ma dziecko tylko po to, żeby je dręczyć.

      Nigdy nie wiadomo, jak to będzie a wiem to, bo sama to przeżyłam. Jak można w momencie zajścia w ciążę wiedzieć, że nie będzie się kochać dziecka? Zanim się usłyszy serce, poczuje ruchy, weźmie dziecko na ręce? Czy miłość to jest kwestia świadomej decyzji?

      Macie rację, nie zrozumiemy się...
      Dorota

      Usuń
    24. Agalychins Moreletii - jasne, jest cała masa nieszczęśliwych ludzi na świecie, mających złych rodziców,z nieodpowiednich domów, ale nie sądzę żeby dało się jednoznacznie stwierdzic zwiazek tego faktu z prawem/zakazem aborcji. jak już wczesniej pisałam życie nie jest takie proste.

      Usuń
    25. Człowiek ma prawo do wpływu na własną płodność. Zawsze tak było i tak będzie - nie może większość decydować o tym, czy kobiety mają rodzić i kiedy ( zresztą ja w tę większość nie wierzę, jak by było przeprowadzone referendum aborcyjne, to mogłoby się okazać, że jednak więcej, niż 50% jest przeciwko zakazowi).
      W PRL-u kościół miał większy wpływ? Odwrotnie. Polacy zawsze byli religijni, ale dopiero po '89 roku kościół zaczął otwarcie mieszać się w politykę, i ten wpływ zyskał. Ku naszemu utrapieniu.

      Ilość urodzeń nie zależy bezpośrednio od dostępności/niedostępności aborcji, tylko od skuteczności antykoncepcji i przede wszystkim od warunków bytowych. Co państwo polskie ma dla dzieci i matek? Becikowe i kopa w dupę. Dlatego dziewczyny nie rodzą, albo rodzą na emigracji.

      Dla mnie niemal całkowity zakaz aborcji ( bo to co mamy to jest zakaz, nie żaden "kompromis", jak lubi to określać kościół, który w ogóle nie powinien być stroną w tej sprawie) i jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Europie, to krok wstecz, a nie do przodu. Najdziwniejsze jest to, że te same kobiety, które w PRLu żwawo z tego prawa korzystały i uważały je za oczywiste, teraz mają po 60 lat i pierwsze grzmią, że to zło.

      Usuń
    26. wpływ -> w sensie na to co myslą ludzie, a nie na działania polityczne i społeczne, niedokładnie się wyraziłam. dzis jest odwrotnie, ale jakaś mentalność pozostała. a co do kobiet które korzystały z prawa w prl a dziś są prolajfowe - to nic innego jak objaw podwójnych standardów moralnych o których wyżej pisałam. jakoś mnie to u nas nie dziwi.
      chyba raczej nie możemy spodziewać się żadnego kroku w przód w kwestii prawa do aborcji, w sumie ani mnie to cieszy ani mnie to smuci, gorzej z naciskami w drugą stronę. myslę że ogólnie za mało mówi się o tym w mediach ukazując całokształt problemu (choćby w serialach, gdzie mozna pokazać problemy i motywacje kobiety decydującej się na aborcję itp)a zamiast tego pokazuje się walkę moherów z żarłocznymi feministkami, gdzie pierwsze są z frakcji ciemnogrodu a drugie mordują nienarodzone duszyczki, a problem lezy zupełnie gdzie indziej, w codziennym życiu zwykłych ludzi.

      Usuń
    27. "Nigdy nie wiadomo, jak to będzie a wiem to, bo sama to przeżyłam. Jak można w momencie zajścia w ciążę wiedzieć, że nie będzie się kochać dziecka? Zanim się usłyszy serce, poczuje ruchy, weźmie dziecko na ręce? Czy miłość to jest kwestia świadomej decyzji?"

      A po co to wiedziec? Wystarczy wiedziec, ze sie nie chce byc w ciazy. Mozna nawet wiedziec, ze gdyby dziecko sie urodzilo, to by sie je kochalo i nadal chciec usunac.

      Usuń
    28. "i cały czas mam na uwadze to, że skoro ktoś uprawia seks, bo dzieci się z powietrza nie biorą, to już w danym momencie podejmuje pewną decyzję. dopuszcza możliwość powstania nowego zycia nawet jak stosuje 3 metody antykoncepcji na raz. więc nie jestem pewna czy powinien mieć prawo, bo to jednak nie tak że "ojej, co to sie stało, skąd mi się ta ciąża przytrafiła, to nie było zależne ode mnie". może oceniam zbyt ostro ludzi którym się przytrafiają takie ciąże, ale inaczej nie potrafię, bo to nie są biedne nieświadome targane instynktami i popędami istoty."

      Seks jest potrzeba fizjologiczna i odmawianie go sobie, kiedy jest dostepna opcja, nie jest zdrowe i bez wplywu na psychike. Ty sama zaczniesz uprawiac seks dopiero po sterylizacji?

      A ocena faktycznie fatalna. Ludzie sa rozni, z roznych srodowisk, sa tacy, ktorzy naprawde o antykoncepcji nie slyszeli, albo slyszeli tyle, ze jest szkodliwa, nieskuteczna i grzeszna. Sa tacy, ktorzy swiecie wierza w to, ze stosunek przerywany czy kalendarzyk sa skuteczne, bo tak im sie wmawia. Sa ludzie glupi, sa ludzie biedni, sa nieogarniete nastolatki, dzieci prawie - ja tam bym sie nie rwala z ocenianiem.

      Sarkazm "ojej, co to sie stało, skąd mi się ta ciąża przytrafiła" tez mi sie nie podoba. U mnie np. by to bylo "kurwa mac, a tak sie staralam brac pigulke zawsze o tej samej porze" :P

      Usuń
    29. nie, uprawiam seks teraz, zabezpieczam się i biorę pod uwagę że może przytrafić mi się ciąża, ale nie postrzegam siebie jako bezwolnej istoty która MUSIAŁA koniecznie uprawiać seks (w sensie stosunku waginalnego, bo są jeszcze inne zachowania seksualne które nie powodują ciąży) i teraz jak ciąża się jej przytrafiła a nie powinna to trzeba posprzątać i żyć sobie dalej.

      Usuń
    30. A skad wiesz, ze jakies inne kobiety za takie sie postrzegaja? Ja bynajmniej sie nie uwazam za bezwolna - przedyskutowalam temat z partnerem i jestem finansowo i mentalnie przygotowana na ewentualna aborcje w UK. Co oczywiscie absolutnie nie znaczy, ze zycze sobie, zeby mi sie przytrafila, przeciwnie.

      Niemniej biore pod uwage, ze nie kazda kobieta ma takie mozliwosci finansowe i organizacyjne jak ja. Ba, jestem pewnie w mniejszosci. I co, reszta ma seksu nie uprawiac, bo istnieje to male ryzyko, ze zabezpieczenie zawiedzie?

      Usuń
  6. Omułku! Nie wiem, gdzie się zagubiłaś, ale Twoje słowa są dobre i mądre, proste i szczere. Jesteś Bardzo Mądrym Omułkiem i czytam Cię z niekłamaną przyjemnością i uznaniem. A może i wzruszeniem nawet, bo piszesz tak, że wierzę w każde słowo;) Anna

    OdpowiedzUsuń
  7. @ szacunek dla zycia

    Co to znaczy, bo nie wiem? Ktos jest w stanie mi to wytlumaczyc? Intuicyjnie podejrzewam, ze chodzi o ochrone kazdego zycia i przedluzanie go na maksa. Jesli tak, to niestety nie posiadam tego przymiotu - brutalnie wyrywam marchewki z ziemi i zjadam, bezlitosnie zalewam kibel detergentem niszczac miliony bakterii...

    @ 6-tygodniowy plod z rozwinietym mozgiem

    Jak trzeba miec poryte, zeby chrzanic takie farmazony? Rozumiem, biologia w szkole byla nudna i kto by tam na nia chodzil, ale chyba swiadomosc, ze ciaza u ludzi trwa 9 miesiecy posiada kazda z was? W 6 tygodniu kobiety czesto nie zdaja sobie w ogole jeszcze sprawy, ze sa w ciazy! Mozna sie chyba domyslec, na jakim etapie rozwoju i jakiej wielkosci jest wtedy zarodek. A przynajmniej wypadalo by to sprawdzic :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " Szósty tydzień

      W tym czasie zarodek jest już wyodrębniony z otaczających go błon płodowych i rozpoczyna się kształtowanie jego narządów zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Oczy są bardzo szeroko rozstawione i przykryte powiekami. Zarodek przypomina nieco kijankę z ugiętym tułowiem i ogonkiem,

      bije mu serce i posiada mózg.

      Inne główne narządy jeszcze się rozwijają w tym nerki i wątroba. Główka zarodka nabiera wyraźniejszych kształtów. Zarodek mierzy od 2 do 4 mm."

      Żebyś nie musiała się domyślać

      Usuń
    2. Ale mózg ani system nerwowy nie są rozwinięte, zarodek nie czuje bólu, bo brak receptorów do jego przesyłania i części mózgu odpowiedzialne za jego odczuwanie nie wykształciły się jeszcze.
      Czy wy naprawdę myślicie, że zarodek od 6 tygodnia do 42 tyg wygląda tak samo i tylko rośnie w macicy? Poczytajcie trochę...

      Usuń
    3. no jak kobiecie się spóźnia okres parę tygodni i nie przyjdzie jej do głowy że jest w ciąży to chyba coś z nią nie tak :P
      a poza tym to że nie wie i że nie czuje że jest w ciąży to nie znaczy że etap rozwoju jest tak nieznaczący że jakby go praktycznie nie było :P dziwna logika.

      Usuń
    4. ale w 6 tygodniu okres nie spóźnia się od kilku tygodni, tylko od tygodnia lub kilku dni! Jeśli ostatnią miesiączkę miałaś 30 grudnia, a w ciążę zajdziesz 1 stycznia, to przecież o tym nie wiesz. Kolejna miesiączka wypada ok. 27 stycznia i jesteś w 3-4 tygodniu ( bo jeszcze parę dni na zagnieżdżenie), więc de facto możesz nawet mieć lekkie krwawienie. Albo może się spóźniać i koło połowy lutego dowiesz się o ciąży. Ale 6 tygodniowa ciąża nie równa się 6 tygodni spóźnienia miesiączki!

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. To ma się 2 tygodnie na podjęcie decyzji. Kupa czasu...

      Usuń
    7. mi by takie spóźnienie wystarczyło ;) no ale dobra, rozumiem że można pomylić plamienie z okresem (nie wiem w sumie jak to wygląda ale wiele kobiet które były w ciąży twierdzą że tego nie da pomylic) albo nie dziwić się że od dwóch tygodni nic nie ma bo się komuś tak często zdarza.

      Usuń
    8. jako ktoś, kto akurat z ginekologią ma trochę wspólnego (powiązania rodzinne)z pełną odpowiedzialnością stwierdzam i wskazuję: wiek ciąży liczy się od daty ostatniej miesiączki, nie od zapłodnienia. Więc coś chyba na rzeczy jest. Poczytaj trochę.:)
      Czy brak wykształconego w pełni mózgu dyskwalifikuje poczętą istotę jako posiadającą przymioty i godność ludzką? Ma taki mózg, na jaki pozwala mu wiek. Dziecko w 7 miesiącu ciąży ma nierozwinięte płuca, wymagające podania mu surfaktantu w wypadku przedwczenych narodzin. No ale, samodzielnie oddychać nie zdoła, rozumiem, że to również dyskwalifikuje z podniesienia do rangi człowieka?
      Anna

      Usuń
    9. "To ma się 2 tygodnie na podjęcie decyzji. Kupa czasu..."

      Nie taka znów kupa przy aktualnych obostrzeniach aborcyjnych.

      Usuń
    10. Oczywiście, że od daty ostatniej miesiączki, a przynajmniej na tej zasadzie wyznacza się termin porodu. Ale 6 tygodniowa ciąża nie oznacza 6 tygodni spóźniania się miesiączki, i to chciałam wykazać.

      Tak, zarodek nie jest człowiekiem w fazie pierwszego trymestru ciąży. Ale to są rozważania filozoficzne. Medycznie jest płodem.
      Co do ratowania wcześniaków, to ratuje się te, które można, które przeżyją poza ustrojem z pomocą medycyny. ^ tygodniowy płód nie przeżyje, choćbyśmy zaprzęgli całą medycynę świata.
      Nie rozumiem, czemu podajesz przykłady końca ciąży albo dzieci już urodzonych - mowa o wczesnej aborcji w pierwszym trymestrze i tylko o niej. Nikt nie zamierza abortować wcześniaków ani zabijać dwulatków.

      Usuń
    11. "Przymioty i godnosc ludzka" to dla mnie w tym kontekscie totalne pustoslowie. Istotne jest dla mnie cierpienie lub jego brak; zarodek go nie odczuwa w zaden sposob (ani bolu, ani strachu), wiec nie ma o czym mowic. Bol i strach odczuwac natomiast moze ciezarna.
      Niech i osmiokomorkowy zarodek bedzie "czlowiekiem" w sensie przynaleznosci do gatunku; zadna roznica. Po pierwsze nie wiem czemu akurat ludzie mieliby byc jakos wyroznieni, po drugie i tak zarodek nie jest dla mnie jeszcze osoba, tak jak nie jest nia np. noworodek z anencefalia.

      Usuń
    12. "Nie rozumiem, czemu podajesz przykłady końca ciąży albo dzieci już urodzonych - mowa o wczesnej aborcji w pierwszym trymestrze i tylko o niej. Nikt nie zamierza abortować wcześniaków ani zabijać dwulatków."

      Podejrzewam, że prolajferki chcą ci tu pokazać, do czego prowadzi przyzwolenie na coś tak strasznego jak usunięcie płodu we wczesnym etapie rozwoju; że to jak przesuwanie chorągiewki: że jak pozwolimy tym wiecznie zachodzącym z upodobaniem w ciąże leniwym egoistkom się skrobać, to za chwilę zaczną kisić dzieci w beczkach.

      No więc nie, są badania wskazujące na to, że odsetek dzieciobójstw spada po legalizacji aborcji.

      Usuń
    13. Dlatego, że przyjęłaś jakąś absolutnie wyimaginowaną granicę tego, co można zabić, a co już nie. I nie rozumiem, dlaczego akurat takie kryterium. W 21 dniu życia powstaje serce, i bije. Osobne serce. To osobny byt. Nie potencjalny, jak się wyraziłaś (chybe niezamierzenie) językiem logiki i filozofii. Jest to byt realny. Przyjęłaś kryterium odczuwania bólu, zatem jeśli znieczulę zwierzę/ człowieka, mogę zadać mu śmierć? A historia świata, człowieka i jego pychy wskazują jednoznacznie, że człowiek granice przesuwa nieustannie.

      Usuń
    14. "Podejrzewam, że prolajferki chcą ci tu pokazać, do czego prowadzi przyzwolenie na coś tak strasznego jak usunięcie płodu we wczesnym etapie rozwoju; że to jak przesuwanie chorągiewki: że jak pozwolimy tym wiecznie zachodzącym z upodobaniem w ciąże leniwym egoistkom się skrobać, to za chwilę zaczną kisić dzieci w beczkach."

      Tak wlasnie. Do poczytania:

      http://en.wikipedia.org/wiki/Slippery_slope

      Usuń
    15. "Przyjęłaś kryterium odczuwania bólu, zatem jeśli znieczulę zwierzę/ człowieka, mogę zadać mu śmierć?"

      Cierpienie to nie tylko bol. Gdyby mozna bylo legalnie zabijac ludzi, byle bezbolesnie, zylibysmy w ciaglym strachu, ergo: suma cierpienia by sie zwiekszyla.

      "A historia świata, człowieka i jego pychy wskazują jednoznacznie, że człowiek granice przesuwa nieustannie."

      Yyyy, i ze niby w "zla" strone? No faktycznie, kiedys sie nie trzymalo niewolnikow, nie wyzyskiwalo dzieci, nie podrzynalo rytualnie gardel zwierzetom i jencom wojennym, wszyscy biedni mieli zasilki, a chorzy opieke medyczna finansowana z podatkow, sieroty w panstwowych domach dziecka mialy fantastyczne warunki, nie palilo sie stosow, traktowalo sie tak samo ludzi o wszystkich kolorach skory, nie bylo dyskryminacji kobiet i powszechnego przyzwolenia na glodzenie lancuchowych psow... Ale przyszla zachodnia cywilzacja i to wszystko spieprzyla :P

      Usuń
  8. "Żebyś nie musiała się domyślać"

    Twoim zdaniem to, co zacytowalas oznacza, ze ten dwumilimetrowy zarodek ma rozwiniety mozg? Srsly??

    "no jak kobiecie się spóźnia okres parę tygodni i nie przyjdzie jej do głowy że jest w ciąży to chyba coś z nią nie tak :P"

    Nieprawda. Nie wszystkie kobiety maja regularne miesiaczki, mozna tez pomylic plamienie ciazowe z okresem (rowniez biorac pigulki). To bardzo pogardliwe i nieuprawnione stwierdzenie.

    "a poza tym to że nie wie i że nie czuje że jest w ciąży to nie znaczy że etap rozwoju jest tak nieznaczący że jakby go praktycznie nie było :P dziwna logika."

    To znaczy, ze zarodek jest mikroskopijnej wielkosci i nie ma jeszcze wyksztalconych narzadow, to zajmuje znacznie wiecej czasu. Gdyby zarodki byly takie super dojrzale po paru tygodniach, ciaza by tyle nie trwala, bo i po co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może masz rację że to pogardliwe stwierdzenie tak mi się trochę ulało czytając Twój jadowity komentarz o tym ze ktos tam jest poryty. ze swojej strony przepraszam.

      Usuń
  9. Ech, ale dyskusja. Ja mam pytanie z innej beczki. Wiesz kim jesteś teraz, kim chcesz być i do czego dążysz? Pytam się, bo jako licealista muszę sobie zadawać te pytania codziennie (studia, studia, studia), a ty nie masz stałej pracy i często się przeprowadzasz(to nie zarzut).

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre pytanie:)
      Odpowiem w poście urodzinowym, czyli 26 marca.

      Usuń
  10. Może aborcja mogłaby uratować życie setkom, tysiącom, a może nawet milionom ludzi? Na przykład wtedy, gdyby mamusia Hitlera, Stalina czy też innego tzw.człowieka zdecydowała, że nie chce słodkiego dzidziusia...? Kto wie?
    Jestem pewna, że obrończynie życia poczętego mają przed oczami śliczne bobaski i że kiedy ich bronią przed śmiercią to czują się takie lepsze, moralne, dobre... Wygląda na to, że Magda jest fe, bo chce sama decydować o swoim ciele. Bo nie chce, żeby inni mówili jej co jest dobre, a co złe. I ma rację. Co wcale nie oznacza, że dokona aborcji, szczerze w to wątpię.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba jako obrończyni życia poczętego nie wpisuję się w Twoją wizję. nie mam przed oczami ślicznych bobasków bo nie mam instynktu, dzieci są mi obojętne, czasem nawet obrzydliwe mi się wydają, nie planuję takowych, a jak w polsce zalegalizują sterylizację to będę pierwsza w kolejce. tudzież jeśli wpadnie mi jakaś większa kasa pojadę do niemiec. nie czuję się też moralnie lepsza od innych tylko chciałabym być OGÓLNIE dobrym człowiekiem. najłatwiej kogoś podsumować z przekąsem bo jest niezwykle zacofany i broni galaretowatych istot które nie czują bólu :P (zaraz, czy ja pisze o meduzach i małżach czy przyszłych dzieciach?)

      Usuń
    2. Ja tez bym chciala byc dobrym czlowiekiem i dlatego przed okresleniem stanowiska przeanalizowalam co powoduje wiecej nieszczescia - cierpienie kobiety w niechcianej ciazy czy usuniecie plodu. Szybko doszlam do wniosku, ze zdecydowanie, bez cienia watpliwosci to pierwsze. To drugie oczywiscie troche cierpienia tez powoduje - u konserwatystow, ktorzy slysza krzyk blastocyst. Stwierdzilam jednak, ze skoro tak latwo jest tego cierpienia uniknac (wystarczy otworzyc podrecznik do biologii), a oni uparcie odmawiaja, cierpia na wlasne zyczenie. A ze cierpienie przynosi masochistom szczescie, to wszystko jest ok :P

      Usuń
    3. A ja się dziwię, czemu tyle osób ( czytelników tutaj) się dziwi, że mam takie poglądy. Niejednokrotnie pisałam, że jestem radykalną feministką. Nigdy nie byłam przeciwniczką aborcji. Zawsze myślałam tak, jak myślę.
      Nic niespójnego w tej postawie nie ma, a wywołuje niesamowity wstręt i zaskoczenie.

      Usuń
    4. Ludzie pewnie sadza, ze za twoim weganizmem stoi wiara w tajemnicza, metafizyczna "swietosc zycia". A skoro za swiete uwazasz zwierzeta gospodarskie, to przeciez co dopiero czlowieka, pana stworzenia... ;)

      Usuń
    5. ja się z kolei dziwię że tu aż tylu przeciwników aborcji, idąc tropem że weganizm przyciąga w 99% raczej radykalnie lewą stronę i wszystko co się z nią kojarzy ;)
      trzeba było nie wspominać o tym plakacie z płodem, widocznie uruchomiło to lawinę matczynej miłości do krzyczących blastocyst, jak pisze koleżanka powyżej. dobra dyskusja nie jest zła, jesli nikt nikomu nie pojeżdża osobiście i prowadzona jest na poziomie :)
      aczkolwiek chyba trochę popsuło to zamysł konkursu na pytanie ;)

      Usuń
    6. też się dziwię, że tak silne są postawy pro-life wśród młodych kobiet.

      Konkurs na pytanie rzeczywiście zepsuty, na razie tylko Kikimora i Julia zadały pytania ( oba bardzo fajne) i jeśli pojawi się jeszcze kilka to będzie post, a jeśli nie, to rozlosujemy nagrodę wśród dwóch uczestniczek:) Tylko niech pytania nie będą dotyczyły aborcji;)

      Usuń
    7. no cóż, ja się ze swoimi poglądami poczułam trochę jak zacofana grzybnia :P którą może jestem, ale tak czuję i nic na to nie poradzę, tak samo jak czuję że jedzenie wszystkich zwierząt jest złe i nikt mnie nie przekona, ani zwyczaje, obyczaje i biologia, ludzka wszystkożerność tudzież że małże (w tym omułki ;) ) jak rzekł p.singer bólu nie czuja więc można sobie zjeść od czasu do czasu.

      mam pytanie będace mixem pytania o aborcję i wegetarianizm, nawiązujące do tradycji kozy i sytuacji ekstremalnej
      oryginał brzmi: co byś zrobiła gdybyś była sama z kozą na bezludnej wyspie gdzie nie ma jedzenia? modyfikacja: co byś zrobiła gdybyś była sama w ciąży i z kozą na bezludnej wyspie - zjadła płód czy kozę?
      ;)

      a tak na serio to mam pytanie czy masz może jakieś ukryte (w sensie że na blogu nie mówiłaś o tym) hobby np. szycie, taniec, rysowanie, wyplatanie koszyków itp.



      Usuń
    8. BTW: ostatnio czytałam w Dużym Formacie artykuł, w którym lekarz wykonujący sterylizację mężczyzn całkowicie LEGALNIE w gabinecie w Warszawie mówił, że informacja o rzekomym zakazie takich praktyk w polskim prawie jest propagandą strachu i nie ma nic wspólnego ze stanem legislacji.
      Ów zabieg jest całkowicie zgodny z prawem (ten lekarz nawet wygrał proces w sądzie bo ktoś tam doniósł). Dla mojego nie-męża i mnie, pewnych w 100%, że nie chcemy mieć dzieci (zresztą ten lekarz mówi, że zabieg to nie przeszkoda jak ktoś zmieni zdanie, bo to tylko podwiązanie) był to szok, bo też żyłam lata w przekonaniu, że musielibyśmy jechać do Czech czy Niemiec w takiej sprawie.

      Usuń
    9. Trzydziestoletnia, a kobiet to tez dotyczy czy tylko facetów? u kobiet to chyba bardziej skomplikowane i nie da się przeprowadzić w gabinecie?

      Usuń
    10. No niestety w opisywanym w DF przypadku była mowa tylko o facetach (zabieg trwa do pół godziny przy miejscowym znieczuleniu) i podejrzewam, że nie ma w tej chwili miejsca, gdzie babki mogą przyjść. U kobiet nie jest to zdaje się dużo bardziej skomplikowana sprawa bo z tego co wiem polega na podwiązaniu jajowodów przy zastosowaniu laparoskopii, więc też przy miejscowym znieczuleniu.

      Beznadziejne jest to, że istnieje jakaś zmowa milczenia lekarzy w tej sprawie (wspominał o tym ten doktor z artykułu) - nikt nie chce się wychylać w katolickim (rzekomo) kraju i wprost powiedzieć, że to wcale nie jest niezgodne z prawem. Z tego, co pamiętam z DF, sąd uzasadnił wyrok uniewinniający w ten sposób, że zdrowie psychiczne pacjenta jest równie ważne, co zdrowie jego ciała, a skoro ktoś chce uregulować swoją płodność w taki sposób i dzięki temu jest uwolniony od stresu związanego z niechcianym potomstwem, to lekarz ma to mu zapewnić.

      Usuń
    11. pogrzebałam sobie na forach i widzę że wśród ludzi panuje taki sam bulwers na sterylizację co na aborcję :P
      ale w ogóle ciężko znaleźć jakieś rzetelne info (po polsku i o polsce)...
      trafiłam tylko na post jakiegoś chłopaka który pisał że właśnie w wawie jest taki lekarz i drugi w toruniu, ale ten w toruniu wymaga wieku pow 35 lat i żeby były juz dzieci :P
      ciekawa jestem ile to kosztuje....

      Usuń
    12. Co za kraj, cholera. Operacje plastyczne se można robić jakie się chce, zmieniające wygląd i kondycję ciała, a sterylizacji już nie.

      Usuń
    13. podobno chodzi o ten artykuł "Kto pozbawia człowieka (…), zdolności płodzenia albo powoduje inne ciężkie kalectwo, (…) albo trwałe poważne zeszpecenie ciała, podlega karze więzienia od roku do lat 10.”
      aczkolwiek nie wiem co on ma do rzeczy skoro mówimy o dobrowolnym pozbawieniu płodności :/ kiedyś był taki nagłośniony w mediach przypadek że kobiecie przy porodzie przecięli jajowody bez jej zgody bo uznali że jest patologiczna...i takich sytuacji powinien dotyczyć ten przepis.

      Usuń
    14. W necie jest jakaś chora propaganda anty-sterylizacyjna :/
      Wygrzebię gdzieś ten DF i znajdę ten artykuł - tam też jest mowa o tym gościu z Torunia i faktycznie on stawia jakieś warunki.

      W Polsce jest się patologiczną kobietą jak się nie chce mieć dzieci i otwarcie o tym mówi, więc droga do debaty o sterylizacji jest jeszcze długa, niestety.

      Usuń
  11. kurcze co za dyskusja.. w kom... szczerze.. jestem weganką.. jestem za aborcją.. i nigdy się nad tym nie zastanawiałam co ma piernik do wiatraka;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet gdybym nie była weganką, i byłby to blog o np. szyciu na maszynie, to wpis o manifie i plakacie z płodem spowodowałby podobną dyskusję. To tylko pokazuje, jak bardzo temat jest w Polsce tabu i jak nieprzepracowany...

      Usuń
    2. A ja myślę, że to jest dowód na to, że nie należy ludzi o innych poglądach wyzywać od palantów.
      Zresztą, czytając powyższe posty widać niestety, która strona stara się trzymać poziom dyskusji :(
      eh... humaniści...

      Anastazja

      Usuń
    3. Moim zdaniem twierdzenie, ze szesciotygodniowy zarodek ma rozwiniety mozg, w zwiazku z czym odczuwa bol przy aborcji to nie jest zaden poglad, tylko zwykla bzdura.

      Usuń
    4. Anastazjo, "palanty" odnosiło się chłopaków-narodowców, którzy przyszli na manifę z transparentem i chcieli ją zakłócić. Nikogo w dyskusji tak nie nazwałam, nie padły zresztą żadne wyzwiska, a obie strony wyczerpująco przedstawiły swoje poglądy. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w jej wyniku zmienił/a zdanie, ale dobra wymiana zdań nie jest zła.

      Usuń
  12. Icantbelive-współczuje dyskusji na blogu. Też nie rozumiem co ma piernik do wiatraka. Można być weganką i być za. Można być mięsożercą i być przeciw.
    Jeżeli któraś z Nas będzie zdesperowana-zapożyczy się i i tak swoje zrobi, dokona aborcji wspierając kiesę Słowacką, Niemiecką czy Holenderską czy też zaryzykuje w podziemiu aborcyjnym. Oczywiście jak niewiadomo o co chodzi chodzi o pieniądze.
    Nasuwa mi się tylko myśl: czemu gdy mamy inne poglądy jesteśmy niemile widziani/są nam one wytykane? Nie jem mięsa-źle. Jem-źle. Jestem za aborcją-źle. Nie jestem-źle. Będąc miesożercą czytam wegańskiego bloga go lubie-źle. Po przeczytaniu dyskusji aż strach się przyznać do własnych poglądów i przekonań by nie wywoływać armii zbawienia czytającej Cię. W kązdym bądź razie na manify nie chodze i feministką też nie jestem. Ani weganką. Ale lubie tu wpadać i przesyłam dużooo uśmiechu!

    A co do pytań może ask.fm by rozwiązał sprawe pytań,będących w jednym miejscu odpowiedzi by ich nie powielać w kółko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, nie znałam tego ask.fm.
      Można też zrobić posta z jakimś FAQ i sprawić, żeby link do niego był zawsze na widoku. Jeśli zbierze się jeszcze kilka pytań, to będzie oddzielny post. Na razie aborcja zdominowała dzień i prawie nikt pytań nie zadaje.

      Pozdrawiam cię, olala!

      Usuń
  13. Przypomnę tylko, że kobieta z plakatu zmarła wskutek LEGALNEJ aborcji. To tak abstrahując od jej okrucieństwa.

    OdpowiedzUsuń
  14. raaany, ja tez jestem przerazona poglądami młodych kobieta z ruchu pro-life...ale może młode pokolenie woli aby ktoś za nie decydował? przeciez podjecie decyzji wymaga odwagi i wzięcia odpowiedzialnosci za siebie. Dla niektórych to może być zbyt trudne.

    pozdrawiam cie Magdo ciepło, jestem za prawami kobiet do stanowienia o sobie, swoim ciele, swoim życiu, swoich wyborach

    magdaX

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam pytanie kulinarne! A nawet dwa. Moga byc dwa?
    1. Czy masz jakas swoja "signature dish", ktora zwykle serwujesz miesozercom (tym bardziej zatwardzialym;), a ci zaskoczeni podnosza wzrok znad talerza mowiac "I can't believe it's vegan"? ^^

    2. Z jaka potrawa wiaze sie najwiecej Twoich wspomnien z dziecinstwa? Do ktorej wracasz najczesciej i dlaczego? Kto ja dla Ciebie robil?
    Oczywiscie, o ile masz ochote sie podzielic taka historia.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogą być dwa:) Odpowiedzi 26 marca w poście urodzinowym.

      Usuń
  16. A ja chciałabym wiedzieć dlaczego na prawie wszystkich zdjęciach jesteś taka smutna. Przeleciałam całego bloga i znalazłam tylko jedno zdjęcie na którym się tak radośnie śmiejesz (9.X.2011).
    Czy jesteś optymistką czy raczej pesymistką?
    Pozdrawiam monikat99@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam nadzieję, że to nie problem, ale również mam dwa pytania:

    1. Czy powinniśmy promować weganizm w naszym otoczeniu? Mam tu na myśli więcej niż tylko raczenie wegańskimi pysznościami, by pokazać, że jemy nie tylko trawę. Czy powinniśmy mówić co nas skłoniło do zrezygnowania z produktów odzwierzęcych, opowiadać o filmach takich jak "Earthlings"? Ja sama jestem rozdarta. Nie chcę obarczać niczyjego sumienia, ale jednocześnie chciałabym by moi bliscy żyli zdrowo i nie przyczyniali się do cierpienia zwierząt.

    2. Czy uważasz, że jest szansa by weganizm stał się na tyle popularny by faktycznie zmniejszyć popyt na produkty pochodzenia zwierzęcego, zmniejszyć ilość zwierząt hodowlanych, a zatem i ilość pochodzących z przemysłu spożywczego odpadów?



    OdpowiedzUsuń
  18. Co zwykle mówisz gdy ktoś pyta się o Twój weganizm, uważa to za niezdrowe itd.. ale jednak chce się czegoś dowiedzieć? Ja zawsze mam z tym problem, chociaż wiem sporo rzeczy (a jeszcze więcej jest mi nieznanych) to nie potrafię tej swojej wiedzy przekazywać dalej..
    Być może drugie pytanie uznasz za zbyt osobiste, oczywiście zrozumiem to, jakiego jesteś wyznania, czy religia ma dla Ciebie duże znaczenie, jakie masz refleksje na temat życie po śmierci, wierzysz w nie?
    Ach i jeszcze jedno nie mogę się powstrzymać, a uważam, że to bardzo ważne w życiu każdego z nas, a mianowicie o czym marzysz, jakie są twoje priorytety?

    OdpowiedzUsuń
  19. Przy okazji dzisiejszej wizyty w aptece:
    Czy zdarzyło Ci się zostać zapytaną przez lekarza o dietę? Z jakimi reakcjami się spotkałaś? I dość ważne dla mnie co zrobić by ustrzec się produktów odzwierzęcych w lekach?

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeśli się coś powtarza to przepraszam.
    1. Nie myślałaś może o tworzeniu Vloga? Zarówno z podróży, jak i wypadów do wegańskich barów/restauracji/miejsc, jak i w ogóle o Tobie?
    2. Jesteś Straight Edge? Jeśli ew. tak to jak długo? Co uważasz o "byciu SE"?
    3. Bywasz na wegańskich zlotach?
    4. Pojawi się recenzja Krowarzywa? Wybierzesz się do restauracji Surya, gdzie podają też surowe jedzenie?
    5. Interesujesz się rozwojem duchowym?
    6. Uprawiasz jakiś sport?/Interesujesz się jakimś?
    7. Medytujesz może albo praktykujesz jogę?
    8. Jeśli używasz oczywiście, to jakich firm są u Ciebie rzeczy typu kolorowe kosmetyki (tusz, kredki, podkłady, lakiery itd.) oraz rzeczy myjące, jak szampon, żel/mydło, pasta?
    9. Gdzie najczęściej robisz zakupy spożywcze? Jakie słodycze najczęściej kupujesz (z łatwo dostępnych), które możesz polecić?


    Wiem, że dużo pytań, ale jesteś dla mnie bardzo inspirującą i ciekawą osobą, więc tak korzystając z okazji...

    Pozdrawiam
    Marla

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam pytanie, w kontekście powyższej dyskusji, ale b. osobiste,więc jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj: Jaką formę antykoncepcji stosujesz? tzn. czy weganki mogą brać pigułki antykoncepcyjne, o to mi głównie chodzi, ale też jaki jest Twój stosunek do prezerwatyw (one chyba też są testowane na zwierzętach)? Pozdrawiam :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  22. I jeszcze jedno pytanie jeśli można. Jeśli opiekujesz się jakimś zwierzątkiem to jak je karmisz wegańsko czy nie (a jesli nie masz to jak byś karmiła np. kota czy psa?)? Jakie masz podejście do żywienia zwierząt, którymi się opiekujemy w domu (zwłaszcza koty i psy) - po wegańsku czy nie?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. W ramach "odpsucia" konkursu urodzinowego FAQ, pytania zupełnie typowe i całkowicie bez podtekstów (na odpowiedziach na oba pytania bardzo mi zależy):
    - jak robisz majonez (sos?) sezamowy?
    - jak robisz krem kokosowo-daktylowy do rafałowego tortu (w zasadzie tort ów można nazwać rafaello... ;) )

    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Pytania od początkującej wegetarianki:

    1. Jak radzisz sobie z krytyką otoczenia? Kiedyś to pytanie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, bo nie wpadłabym na to, że można włazić z butami w czyjąś dietę, ale od kiedy sama zrezygnowałam z mięsa i nabiału, dostaje mi się czasem od rodziny i znajomych. Zakładam, że Tobie też zdarzały się nieprzyjemne sytuacje. Ja czasami mam wrażenie, że ludzie mylą wegetarianizm z satanizmem, bo tylko tak da się wytłumaczyć niektóre komentarze. I nie chodzi i zaskoczenie, zainteresowanie czy ciekawość, ale zwykłe chamstwo. Przykładowe teksty: "I co, czujesz się moralnie lepsza od innych?", "Tak się martwisz o głupie krowy i świnie, a co z dziećmi w Afryce?", "A te buty to z czego?", "Mam nadzieję, że ci przejdzie". Może nie są to obelgi ani złorzeczenie, ale pewnie dobrze wiesz, jak takie teksty mogą działać na nerwy.

    2. Czy widziałaś film "Earthlings"? Jeśli tak, to jakie zrobił na Tobie wrażenie?

    3. Czy mogłabyś być w związku z kimś, kto je mięso? Jakie jest twoje podejście do tej kwestii? Natrafiłam kiedyś na takie porównanie o związkach wege+niewege, że to tak jakbyś była czarnoskóra i tkwiła w związku z rasistą. Co sądzisz o takim postawieniu sprawy? Radykalne czy słuszne?

    4. Czy przekonałaś kiedyś jakąś osobę do przejścia na weganizm (lub chociaż wegetarianizm)? Jak rozpoznać osobę, która ma taki potencjał zmiany i jak jej pomóc?

    5. Nie wiem, czy też tak miałaś, kiedy zaczynałaś z wegetarianizmem (nie weganizmem), ale ja mam takie okresy zwątpienia - nie w słuszność idei, ale we własną wolę. Boję się, że lenistwo, przyzwyczajenie, łakomstwo i konformizm w pewnym momencie będą silne i sięgnę po np. owoce morza, które bardzo lubiłam, gdy nie byłam wege. Albo, że na jakiejś rodzinnej imprezie nie będę chciała sprawić komuś przykrości. Albo nie będzie mi się chciało gotować i pójdę po kebab w bloku obok. Wiem, że to głupie, ale jestem tylko człowiekiem i czasami tak po prostu mam. Jak to ogarnąć, mówiąc kolokwialnie? :)

    Tylko pięć pytań, a zajęły tyle miejsca :D Mam nadzieję, że zechcesz odpowiedzieć na chociaż jedno z nich. I przy okazji chciałam Ci podziękować, bo Twój blog był pierwszym kamyczkiem, który rozpędził lawinę mojego zainteresowania "alternatywną dietą", a trafiłam tu zupełnie przypadkowo. Jesteś super!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ach, i jeszcze jedno, jeśli można.

    6. Czy zdarzyło się kiedyś, że zostałaś celowo lub przypadkiem wprowadzona w błąd i zjadłaś coś niewegańskiego (np. w restauracji lub u znajomych)? Jeśli tak, to jak zachowałaś się w takiej sytuacji? Pytam, bo moja przyjaciółka weganka została okłamana w jednej z restauracji, że warzywa do jakiegoś makaronu zostały usmażone na oliwie, a kiedy danie wylądowało na stole okazało się, że są na maśle. Odmówiła zapłacenia, zrobiła się spora awantura i skończyło się na dosłownym wyrzuceniu jej z restauracji przez kierownika sali. Jak ty byś zareagowała?

    OdpowiedzUsuń
  26. 1. Budzisz się pewnego dnia i okazuje się, że zostałaś przeniesiona do czasów, gdy wszyscy ludzie przeszli na weganizm. Jak wyglądałby taki świat? Co by się zmieniło poza oczywistymi rzeczami tylu menu w barach, czy zawartość półek sklepowych; jaki wpływ miałaby taka zmiana diety na rozwój cywilizacji, techniki? Opowiedz, jak to widzisz? :)
    2. Czy jesteś czasem zmęczona unikaniem wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, czy masz ochotę np. kupić pierwszy lepszy produkt w sklepie tylko dlatego, że smacznie wygląda, bez sprawdzania etykiety, analizowania go? Jesteś zawsze i wszędzie wierna swoim ideałom, czy czasem miewasz chwile słabości pod tym względem?
    Pozdrawiam ciepło z zaśnieżonego Wrocławia. Nie wiem, czy już kiedyś mówiłam, ale uwielbiam tego bloga, był jednym z pierwszych wegańskich miejsc w internecie jakie odwiedzałam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja również mam pytanie: w jaki sposób wypracowałaś sobie swój niekonsumpcyjny styl życia? Pamiętam jeden z Twoich wpisów: "...jestem osobą, która świadomie mało pracuje, by mieć czas na działalność społeczną i ekologiczną, by mieć czas dla siebie.." Czytałam to jakiś czas temu i do tej pory jestem pod wrażeniem (pozytywnym). I co jakiś czas (zwłaszcza gdy wracam padnięta z pracy) zastanawiam się, jak udało Ci się oderwać od przymusu robienia kariery, zarabiania dużych pieniędzy i ogólnej potrzeby posiadania wszystkiego w świecie nastawionym na zysk, konsumpcję i egoistyczne zaspakajanie własnych (często nieprawdziwych) potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
  28. Cześć :) W porównaniu z poprzednikami ja mam szalenie przyziemne pytanie ;) Mianowicie - gdzie kupujesz pieczywo (zwłaszcza buły), żeby mieć pewność, że jest wegańskie? Ja zwykle piekę sama chleb, ale nie zawsze jest czas i ochota, a marketowe bułki jakoś nie wzbudzają mojego zaufania.. (chodzi o wegańskość głównie, bo jakieś tam ulepszacze, E i inne to raz na jakiś czas przeboleję ;)

    Pozdrawiam ciepło jako stała czytelniczka i "fanka"! :D

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...