czwartek, 28 marca 2013

czwartek z byle czym vol.15

Wstałam o 6.45, żeby dokończyć zleconą korektę, i postanowiłam, że dziś nie ominę czwartku i napiszę wam parę słów o starych książkach i, oczywiście, jedzeniu.

W zimny, ale słoneczny wtorek wybrałam się w końcu na Grochów, do Antykwariatu Grochowskiego. Słyszałam dużo dobrych rzeczy na jego temat i dobra opinia okazała się całkowicie zasłużona. To duży, ciekawie zorganizowany sklep z książkami, płytami winylowymi i starociami, pachnący starą biblioteką  i kurzem. Szczelnie wypełnione, dobrze opisane regały zajmują całą przestrzeń, tworząc labirynt, w którym można się zgubić - a na szczytach regałów leżą drabiny, z których zwisają żarówki na przewodach. Chcesz przejrzeć półki z literaturą fińską? Zapal sobie lampkę, żeby lepiej widzieć.
Lubię stare książki, po których widać, że ktoś je czytał. Jeśli przepadacie za atmosferą Empiku i Trafficu, gdzie wszystkie okładki błyszczą, a pomieszczenie jest konglomeratem księgarni i kawiarni, to antykwariaty tego typu raczej nie są dla was. Tutaj książki niekoniecznie są piękne i kolorowe, ale można kupić nie tylko nowości, lecz rzeczy sprzed lat, których nigdzie nie ma i których od dawna się szuka.

Za 21zł mam cztery książki - dwie stare Chmielewskie i dwie części serii Ludwiki Woźnickiej o Jagodzie. Lubię książki pisane i wydawane w PRLu - "Jagoda" jest z 1967r. i opowiada historię młodej dziewczyny, która przyjeżdża do Warszawy ze wsi uczyć się w liceum pielęgniarskim.



Ostatnie posiłki - prosta zupa-krem z pora, selera i ziemniaków ze smażoną cukinią oraz "pieski w kocykach", czyli parówki w cieście francuskim, na które przepis podawałam tutaj.

Popijam Schwip Schwapa, którego lubiłam w Berlinie, i myślę nad organizacją wielkanocy. Jako że spędzamy we dwoje, pierwszy raz w nowym mieszkaniu, to nie ma się co napinać. Będą ciasta, żurek, sałatka, polędwiczki seitanowe i wędliny sojowe...i spacery. Jeśli utrzyma się słońce, bo nic na razie nie zapowiada wiosennej pogody.
Paskudnie nie chce mi się sprzątać, a już okien myć wcale, choć świata przez nie nie widać. Mam wymówkę, że w piątek pracuję do wieczora, a w sobotę to już święto i za późno sprzątać;) Ale będzie chyba trzeba trochę ładu tu wprowadzić, bo książki i papiery plenią się dosłownie wszędzie, a kaktus w rodu parapetu patrzy smętnie.
Może jutro wrzucę jakieś ciasta, zobaczymy czy wyjdzie przedpotopowa baba drożdżowa...

7 komentarzy:

  1. też mam sentyment do tego typu książek:) A ta zupa wygląda smakowicie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a jak z cenami nowszych książek? ja np. zwykle się zniechęcam bo cena w antykwariacie jest niższa 2-3zł od okładkowej, albo w ogóle zawyżona bo np. w centrum taniej książki można dostać 3 razy taniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam tam droższej, niż 8zł, ale też nie ma tam nowości.

      Usuń
  3. Ha, miałam już od miesiąca zakusy na ten antykwariat, teraz na pewno tam pójdę. Literaturę fińską też mają, powiadasz? :)
    W ogóle najfajniejsze w takich książkach jest znajdywanie jakiś notatek na marginesach, plam, ususzonych kwiatków, zakładek... Strasznie fajna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają i fińską po polsku, i oddzielnie całą półkę po fińsku:)

      Usuń
  4. Powodzenia z baba -- moja byla sromotna porazka, a pieklam dla kolezanki, ktora mnie zaprosila. Niska, ciezka, z zakalcem. Fuj.
    Za to "ryba" w occie i salatka jarzynowa sa pyszne, a pasztet z selera sie piecze :)
    Wesolych.

    Marta

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...