poniedziałek, 4 lutego 2013

idzie luty, podkuj buty i życie na osiedlu

Nie lubię lutego. Najkrótszy to miesiąc, jakiś taki niepotrzebny, wrzucony pomiędzy zimny styczeń i obiecujący marzec. Pogody nie ma, warzyw też nie ma. Jeszcze nic nie tanieje, nic nie rośnie, jeszcze nie można zmienić obuwia i kurtki na lżejsze. Jeszcze w powietrzu nie czuć nic wiosennego.

Odwilż ostatnich dni spowodowała stopnienie wielkich hałd śniegu. Wszędzie woda, ale w końcu, w końcu nie jest biało i mróz nie szczypie w uszy, pace u nóg i rąk oraz wszelkie odłonięte i zasłónięte części ciała. Oczywiście jak tylko skończył się śnieg, a zaczęła woda, pękły mi kalosze. Czary mary, stoję na przystanku i czuję jak kałuża zdradziecko wpełza do buta. W nic nie uderzyłam, niczym nie rozdarłam, miałam je na sobie chyba z dziesięć razy. I po kaloszach.

Wczoraj byliśmy na spacerze po lesie ( o ile to coś tutaj można tak nazwać)i po odległych osiedlach naszego miasta. Było powyżej zera, niebo się przetarło, wiał wiatr, może nie była to pogoda wiosenna, ale na pewno dawała pewną nadzieję. A dziś...znowu śnieg.

Osiedla w środku niczego, z jednym autobusem jeżdżącym raz na godzinę. Wychowałam się w podobnych blokach, w czasach, kiedy dzieci jeszcze nie siedziały w domach przed monitorami ( ani nad lekcjami), tylko latały do wieczora po ulicach, podwórkach i górkach, łącząc się w rozmaite konfiguracje towarzyskie i poznając okolicę. Teraz mniej tych dzieci, ale też są. I to bardziej na takich osiedlach, niż na strzeżonych, gdzie niby "bezpieczniej", ale widać nie wystarczająco, bo pusto.
Kiedy szukaliśmy chaty do kupna, powiedzieliśmy pośredniczce nieruchomości, że blok najpóźniej z lat 90., nie chcemy w osiedlu strzeżonym ani grodzonym, nie chcemy obok bogatych ludzi. Tamta pani była zdziwiona, bo pokazywała nam deweloperskie osiedle pośrodku pustki, bez infrastruktury, za to z podziemnymi garażami ( nie mamy samochodu ani prawa jazdy), i myślała, że to jest właśnie to, czego młodzi ludzie pragną - mieszkać w nowoczesnym bloku, z następnym oddalonym o 5m i zaglądającym w okna, nie znając sąsiadów, nie wychodząc prawie na zewnątrz, bo po co.
Nie wiem, czemu te nowe bloki są synonimem luksusu i oznaczają dobrobyt.
Kupiliśmy w starych, z 1968 roku, blisko stacji PKP, z żadnej strony nikt nam nie zagląda w okna, nawet ze 100 metrów, bo blok jest ustawiony pod kątem. Dużo zieleni, fajne osiedlowe uliczki i alejki, bardzo blisko do sklepu i na pocztę. I układ mieszkania w tego typu blokach jest ciekawy - mamy np. dwa przedpokoje, i to nie obok siebie.
Kilka miesięcy czekaliśmy, aż będzie nas stać na kanapę ( bo lepiej podróżować, niż kupować meble), ale w końcu jest, przyjechała wczoraj. Niczego więcej już chyba nie potrzeba.



Podczas weekendu jadłam bardzo dobre rzeczy - w sobotę wielki obiad u znajomych, czyli zupa z soczewicy z kokosem, brukselka z czosnkiem, marchew na parze z natką i tahini, sałatkę i tłuczone ziemniaki ( co jest z tymi ziemniakami w zimie? ciągle sie ich chce - w Czechach jadłam co dzień frytki, teraz pieczone, gotowane lub tłuczone są na porządku dziennym). Wczoraj zrobiłam białą kapustę zasmażaną z koperkiem i ziołami dalmatyńskimi oraz chiński gulasz pełen warzyw, z kostką sojową.


Kuskus razowy, ziemniaki, czosnek i marchewka pieczone z ziołami i duszona fasola, papryka i rzepa w sosie z płatkami drożdżowymi.


Kolejne z niezdrowych czeskich śniadań.

54 komentarze:

  1. ach te ziemniaki ;) ostatnio pytałam mojego chłopa co by wybrał gdyby musiał jeść tylko jeden produkt spożywczy przez całe życie - wybrał ziemniaki. fakt, z ziemniaków można zrobić milion rzeczy :) ale ja jestem wyznawczynią ryżu :P

    co do nowych bloków to masz absolutną rację, mieszkałam w dwóch takich wynajmowanych. w dodatku często okazują się takie ładne i schludne tylko na początku, a potem budynek osiada, ściany pękają, pojawia się pleśń, okna się nie domykają i piździ od nich, śmietniki rozgrzebane i często nawet nie ma żadnego bliskiego sklepiku do którego można zejść w dresach po bułkę :P
    wynajmować to co innego, ale w życiu bym nie dała kasy i nie wzięła kredytu na takie badziewie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kiedy szukaliśmy chaty do kupna, powiedzieliśmy pośredniczce nieruchomości, że blok najpóźniej z lat 90., nie chcemy w osiedlu strzeżonym ani grodzonym, nie chcemy obok bogatych ludzi. Tamta pani była zdziwiona, bo pokazywała nam deweloperskie osiedle pośrodku pustki, bez infrastruktury, za to z podziemnymi garażami ( nie mamy samochodu ani prawa jazdy), i myślała, że to jest właśnie to, czego młodzi ludzie pragną - mieszkać w nowoczesnym bloku, z następnym oddalonym o 5m i zaglądającym w okna, nie znając sąsiadów, nie wychodząc prawie na zewnątrz, bo po co"
    Podoba mi się, rozumiem :) Chociaż ode mnie można wszędzie dotrzeć pieszo, więc komunikacja (słaba) w sumie nie za bardzo nam potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, coś w tych ziemniakach w zimie jest magicznego. Jestem uzależniona od pieczonych z ziołami. Gdyby nie rozsądek, byłyby moim jedynym pożywieniem.

    Jestem w trakcie szukania mieszkania i trochę mnie to przerasta. Nawet nie ceny, formalności i perspektywa kredytu bez końca. Chyba strach przed zmianami. Ten jest najgorszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja strachu przed zmianami nie odczuwam, raczej perspektywa zmian mnie ekscytuje - ale zakup i remont mieszkania to droga przez mękę, i żadnego etapu nie da się przeskoczyć.

      Usuń
  4. Ja wychowałam sie właśnie na takim osiedlu.Tęsknie za tamtymi czasami kiedy przesiadywalo sie przed blokiem godzinami :)
    Zabawy na trzepaku,w piaskownicy,na lawkach,w chowanego,w szalas,gralo sie w pilke i robilo rozne ciekawe rzeczy :) Wtedy jesli ktos mial komputer do czasami gralo sie w prehistoryka i tyle , No i jeszcze gry na tv - to bylo cos :S Wszystko mialo klimat :) Dorosli tez przesiadywali na lawkach gadajac,jedzac,karmiac slonecznikiem gołębie :) Ahh to byly czasy :) A jak sie jezdzilo na wies to rowniez bylo ciekawie :) Zbieranie ziemniaków ,ognisko,picie wody z sokiem,jedzenie kanapek i roznych owocow jak agrest,gruszki,jablka ,truskawki zalezy jaka pora roku byla :) Spanie pod namiotami i spiewanie piosenek oraz bawienie sie na łące .Jezdzenie na wycieczki do lasu i zbieranie borowek oraz grzybow,Jezdzenie nad wode co niedziele :D to byly czasy ktorych nie zapomne i dziękuje zyciu ze mialam to szczescie spedzic tak troche mojego dziecinstwa,Teraz dzieci tego nie maja - teraz mlodziez juz nie bedzie miec takich pieknych wspomnien,tego im wspolczuje bo to najpiekniejsze wspomnienia jakie moga byc :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też ciągle jem ziemniaki ;) Zwykle ciągle makaron/ryż - a w zeszłym tygodniu 3 razy jadłam kluski śląskie, w tym raz nadziewane soczewicą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja również mam ochotę na frytki, pieczone lub gotowane - codziennie pyry! Szał :P

      Usuń
  6. Generalnie zamknięte osiedla niszczą tkankę miejską. Też ich nienawidzę, tak samo jak galerii handlowych. Idealne byłyby zabudowane po staremu całe kwartały ulic z parterem usługowym od ulicy, ale to jest gorsza opcja dla dewelopera, bo trzeba się dostosować ze wszystkim do istniejącej zabudowy zamiast postawić coś za płotem w szczerym polu (za dociągnięcie mediów i tak zapłacą klienci albo podatnicy).

    BTW to jest wielka płyta?

    OdpowiedzUsuń
  7. No dobrze, ale gdzie zdjęcie kanapy?! I co to za ciacho??? Pierwsze zdjęcie ma odlotowe kolory :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, jeszcze nie złożona, bo nie umiemy i czekamy na dobrych ludzi;) Może za parę dni.
      A na zdjęciu jest ciasto bananowe.
      Postaram się w sobotę coś ci przywieźć, tym razem nie zapomnę!

      Usuń
  8. Mogę zapytać, dlaczego nie "koło bogatych ludzi"? Chodzi tylko o typ okolicy / budynku zajmowanego przez osoby zamożne czy o te osoby w ogóle? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to był taki informacyjny tekst dla pośredniczki na początek, żeby wiedziała, jacy jesteśmy i czego nie proponować:)
      Nigdy nie rozumiałam podnoszenia sobie prestiżu zamieszkiwaniem w konkretnej okolicy. Nigdy też, szukając mieszkania, nie unikaliśmy z założenia pewnych okolic na zasadzie "tam się nie chodzi", "tam strach wyjść" czy "tam się wstyd pokazać" (!). A są w Warszawie, i pewnie w każdym mieście, okolice, w których "lepiej nie mieszkać". Mnie to nie rusza, kiedyś w Toruniu, chyba w 2007, przez rok mieszkaliśmy drzwi w drzwi z meliną pijacką. Przemili ludzie.

      I raczej mi smutno, kiedy patrzę na wielkie billboardy reklamujące "Osiedle Leśna Krynica" czy coś podobnego, białe bloki otoczone sztucznymi, wygenerowanymi w photo shopie drzewami, które wcale tam nie rosną...Bogini mi świadkiem, że nigdy nie marzyłam o mieszkaniu w takiej okolicy. A znam takie osiedla, bo z racji zawodu dużo w życiu chodziłam po domach różnych ludzi, często tych lepiej sytuowanych.

      Usuń
    2. Co racja to racja, ja latem kupowałam mieszkanie w Warszawie - nachodziłam się po prestiżowych Powiślach, Wilanowie i Ochocie, żeby w końcu za naprawdę śmieszne pieniądze osiąść na Pradze Północ, dzielnicy uważanej za jedną z najgorszych i najniebezpieczniejszych. Okazuje się, że jest bardzo spokojnie, dojazd do centrum w najgorszym wypadku zajmuje mi 15 minut, a że okolica nie należy do najładniejszych to już inna kwestia. A Wasze osiedle to też Warszawa? Jaka dzielnica? (Chociaż dla mnie te zdjęcia wyglądają trochę niewarszawsko, może to jakaś inna miejscowość??) :D

      Usuń
    3. Nie, to nie Warszawa, mieszkamy pod. Za te pieniądze, które mieliśmy odłożone, mogliśmy kupić kawalerkę lub malutkie dwa pokoje w Wawie ( ok. 32m2 pewnie) lub trzy duże pokoje pod miastem, i wybraliśmy drugą opcję. Mieszkamy tuż koło SKM, na Gdański jedziemy 20 minut, na Żerań i Pragę jeszcze krócej:)W naszym miasteczku psy dupami szczekają i nie ma gdzie pójść, ale mieszka się spokojnie. Trafiliśmy też na w miarę cichych sąsiadów.

      Usuń
    4. Myślałam, że to jest mieszkanie komunalne, a nie własnościowe, bo coś o komunalnych pisałaś.

      A Praga jest super! Za to w statystykach przestępczości króluje Ochota.

      Usuń
    5. Ach, ja jednak nie mogłabym mieszkać pod miastem, tez miałam możliwość kupna mieszkania w jednej z podwarszawskich miejscowości, jednak zwyciężyła moja natura stuprocentowego mieszczucha.
      A zdjęcia wspaniałe, zawsze lubiłam takie stare osiedla z "brzydkimi" blokami, fascynują mnie jako przestrzeń, ale też kojarzą mi się z dzieciństwem. Lubię chodzić po takich starych osiedlach, siadać na ławeczkach, obserwować place zabaw, mini alejki, ludzi wychodzących z psem lub do pobliskiego warzywniaka.
      @anhydryt, Ochota, ale przede wszystkim Śródmieście :D

      Usuń
    6. Nie, niestety u nas budownictwo komunalne raczkuje, pewnie wiesz jakie kolejki są w Warszawie.
      Mamy własnościowe, ale wcześniej mieszkaliśmy w mieszkaniu resortowym, które musieliśmy oddać, bo zmarł główny najemca. I to było samiutkie Śródmieście:)

      Usuń
  9. A moge cie zapytać jakie firmy spozywcze nie testuja na zwierzetach ? z kosmetycznych firm sie orientuje ale w kwesti jedzenia juz nie.
    Bo skad mam wiedziec czy wawel,mieszko,wedel,lindt testuje ? chcialam kupic czekolade gorzka wawela ale jesli testuja to nie kupie z cala moja pewnoscia.
    z gory dziekuje ci jesli mi odpowiesz !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jedzeniem bardziej chodzi o to, żeby nie kupować produktów wielkich koncernów, np. Kraft Foods czy Unilever, bo łamią prawa pracownicze i niszczą środowisko naturalne. Oczywiście należy do nich wiele małych marek słodyczy, płatków itp. z różnych krajów, bo na bieżąco je wykupują. Na tylnej części każdej czekolady czy wafla masz, oprócz składów, różne inne informacje - kto i gdzie produkuje, do kogo firma należy.
      Na pewno te dwa koncerny są na "liście wyklętych".
      Dalej - firma Alpro, która produkuje sojowe mleka i desery została przejęta przez koncern mleczarski. Tu nie ma wątpliwości, że krowy cierpią z powodu innych działań tej firmy, więc trzeba unikać kupowania mleka jej produkcji, co nie jest trudne, bo jest to najdroższe chyba mleko sojowe w kraju.

      Jest mnóstwo takich "drobiazgów" - np. jedna firma drobiarska produkuje też pasztety sojowe. Wiadomo, że cierpią zwierzęta, chociaż nie akurat z okazji naszego pasztetu, ale po co wspierać tę firmę?
      Niektórzy weganie ( choć jest ich niewielu) nie kupują w dużych sklepach typu Tesco czy Real. Nie jest to jednak takie proste, bo w Polsce często tylko w takich sklepach jest wybór wegańskich produktów, więc odwieczne pytanie - bojkotować markety czy zachęcać, by rozwijały ofertę i kierowały ją do wegan?

      Kwestia czekolady - najlepiej kupować fairtrade i oczywiście wegańską ( bo to się nie musi równać, trzeba uważać), gdyż wtedy masz pewność, że wszystko było ok ze zwierzętami, pracującymi np. przy zbiorze kakao ludźmi i środowiskiem naturalnym oraz że lokalna społeczność dostanie trochę kasy z transakcji. Jednak czekolady te są naprawdę drogie - 10-12 zł za tabliczkę. Raz na miesiąc można się szarpnąć.
      Ogólnie warto trzymać się małych firm, a nie molochów. Sprawdziłam ci Wawel i znalazłam tylko To:

      http://www.wawel.com.pl/web/relations.php/pl/spolka/akcjonariusze.html

      To wykres kto ma ich akcje.

      Ja jem Wedel, Lindta nie, bo za drogi:)

      I ostatnia sprawa - koncerny tytoniowe. To największy syf, testujący na zwierzakach bez żenady. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórzy weganie, nawet zaangażowani w walkę prozwierzęcą, palą fajki. Dla mnie szczyt hipokryzji.

      Usuń
    2. Tu lista marek testujących i nie :

      http://publiczna-pralnia.blogspot.com/p/lista-marek-testowanych-i.html

      Polecam tego bloga - Pierzemy Brudy Koncernów.

      Usuń
    3. OMG ,niektore sprawy ktore napisalas mnie zaskoczyly ,niektore wiedzialam
      tez uwazam ze jak ktos jest wegan czy cos nie powinien palic ppaierosow,niech sobie juz sam je robi ale niech nie kupuje
      Dzięki serdeczne za wszystko !

      Usuń
    4. http://fastfoodeaters.blogspot.com/2010/03/jadro-ciemnosci-czekolada-gorzka.html

      czekolada z Żychlina, najlepsza ever (z tanich czekolad oczywiście). kosztuje 1.99 w netto ;) dają ją też przy oddawaniu krwi w wielu miastach ale wiadomo, że większość zawartości takiej paczki jest niewegańska.

      Usuń
    5. a w ogóle to znalazłam mały spożywczy sklepik w którym jest mnóstwo przypraw z Cykorii ;) ale na budyń i kisiel do tej pory się nie natknęłam

      Usuń
    6. Cykoria ma fabrykę koło Inowrocławia, więc gdy mieszkałam w Toruniu non stop się na jej wyroby wszędzie natykałam. W Warszawie faktycznie o nie trudniej, u ciebie więc tym bardziej, niestety.
      W ogóle mam wrażenie, że strasznie mało firm produkuje budynie, dosłownie kilka...

      Usuń
    7. no, a jak w dodatku chce się budyń w jakimś mniej typowym smaku albo z cukrem już w środku to zostają tylko oetker,winiary,delecta,gellwe, z czego tylko gellwe jest 100% polskie

      a kisiel to lubię zrobić sama, z soku lub herbaty i maki ziemniaczanej. można nawet robić różne wykręcone smaki, choć kiedyś zrobiłam kokosowy i był obrzydliwy :D

      Usuń
    8. Cykoria rządzi! Faktycznie, w wielkich sklepach w W-wie trudno trafić na ich asortyment, ale w warzywniakach jest znacznie lepiej. A pozostałe firmy to i tak w zasadzie ze dwa, trzy koncerny, niezależnie od nazwy. Ja coraz częściej nie patrzę na producenta, bo to zwykle podwykonawca, tylko na to dodatkowe logo na produktach - w większości Nestle, Kraft Foods i inne wspaniałe firmy. I to często na produktach, gdzie w ogóle bym się nie spodziewała paluchów koncernów...

      A tymi fajkami, to dla mnie też kompletnie niezrozumiałe, że weganie i wegetarianie potrafią palić. Porażka :/

      Usuń
  10. Ja tam rzadko kiedy mam ochotę na ziemniaki. Na co dzień wolę kasze, ryż, ewentualnie makaron (kiedyś za nim szalałam, a dziś już mnie tak nie nęci). Ziemniaki, kluski z nich jem sporadycznie, a same w sobie- tylko pieczone.
    Co to jest to w foremce aluminiowej? Fajnie wygląda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlebek bananowy z laskowymi, czekoladą i musli.

      Usuń
    2. A zdradź mi, z jakiego kraju najlepiej kupować banany i czy da się w ogóle je kupić w Polsce fair trade?

      Usuń
    3. Tu linki o bananach :

      http://www.fairtrade.org.pl/a89_ciemna_strona_banana.html

      http://www.fairtrade.org.pl/a203_banany_z_certyfikatem_fairtrade.html

      Oczywiście są droższe i dostać je można głównie w zdrowych żywnościach. Dlatego jak w ogóle unikam.

      Usuń
    4. To dla mnie nieosiągalne... A ja mam z bananami taki problem, że
      a)moi rodzice kupują je teraz na tony, a potem nie zjadają
      b)uwielbiam je
      Może z nimi pogadam, żeby nie kupowali tyle. Dzięki za info.

      Usuń
    5. kikimora, jak zjadasz po rodzicach to można powiedzieć, że to freeganskie banany ;)

      Usuń
    6. Idź na śmietniki Biedronki, serio. W ogóle śmietniki supermarketów - banany są o każdej porze roku.

      Usuń
    7. może byś kiedys posta machnęła o tym jak, gdzie, kiedy szukać? ja już od dawna mam chęć na jakieś łowy ale nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. no i w sumie sama się boję.

      Usuń
    8. W sumie kiedyś byłam nawet gościem na spotkaniu o tym w domu kultury:) I miałam przygotowaną wypowiedź co i jak. Więc pewnie kiedyś napiszę.
      Na razie spiętrza się kilka tematów - recenzje dwóch książek czekają i jeszcze post o środkach czystości.

      Usuń
    9. o, środki czystości, fajnie :)
      ostatnio przechodzę na eko itp. więc chętnie poczytam :)

      Usuń
    10. a co do książek to nie wiem czy wiesz, w kwietniu wychodzi eating animals foera po polsku

      Usuń
    11. a jaki jest przepis na ta fasolke ziemniaki pieczone itd?:)

      Usuń
    12. Agnieszka ;)

      Usuń
    13. To za bardzo nie wymaga przepisu:)

      Ziemniaki umyć, pokroić, wyłożyć na blachę posmarowaną olejem i posypać przyprawami, piec 40-60 minut.

      Fasolka : puszka czerwonej fasoli, pokrojona czerwona papryka, pół pokrojonej białej rzodkwi, papryka w proszku, sól, płatki drożdżowe - dusić z odrobiną wody i oleju do miękkości.

      Usuń
  11. Śliczne zdjęcia tych blokowisk.
    Uwielbiam takie i taka estetyka zachwyca mnie bardziej niż każde zdjęcie jelenia na rykowisku ;))

    Aktualnie wynajmuję mieszkanie na takim osiedlu "obok bogatych", o dziwo mieszkania są tu tańsze niż w centrum miasta... ale masz rację, nie ma tu życia... a wyjście wieczorem do pubu to prawdziwa wycieczka.
    Ale już tylko do maja... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na mnie ludzie patrzyli jak na wariatkę gdy za główne kryterium mieszkania uznałam widok z okien, i fakt, że wolę wspinac się na czwarte pietro niż mieszkac na parterze gdzie nie dochodzi światło i przez cały dzień trzeba miec włączone światła... A tak udało mi się kupic piękne jasne mieszkanko w starej dzielnicy miasta, ze sklepem Społem przy boku i miejscem gdzie można wyjśc z psem. I żadne kraty, i żadne płoty, i zero dozorcy który by mi kontrolował czy goście którzy mnie odwiedzają są dostatecznie zajebiści :) Minie parę lat zanim się tam przeprowadzę, ale już się na to cieszę :)

    Ale bym zjadła tę fasolę z papryką... Solidne, zimowe żarcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem gdzie znalazłaś amatorów mieszkania na parterze. Poza światłem dochodzi problem hałasu z ulicy.

      Usuń
    2. Ja tam lubię partery, kilka razy wynajmowałam mieszkanie na parterze. Ale kupiliśmy wysokie czwarte piętro, właściwie jak piąte, bez windy.

      Usuń
    3. Ee, nie. Wszystkie babki, które wsadzają psa na Twój wypielęgnowany trawniczek pod oknem 2x10 m, coby się mógł załatwić wyciągają szluga i opowiadają koleżankom o wszystkich największych pierdołach, o których nie chcesz słuchać. Kiedyś częściej bywałam u kogoś mieszkającego na parterze i było je słychać zupełnie jakby stały koło łóżka.

      Plus śmieciarki i kosiarki nad ranem i standardowy hałas samochodów.

      Usuń
    4. Ahandryt - cała moja rodzina na przykład, sęk w tym że większośc z nich od dziecka mieszkała wysoko i przeraża ich wizja łażenia po schodach.

      Usuń
    5. ja tam mam dom rodzinny na parterze i nikt mi nie stoi pod oknem, wszystko zależy od sąsiadów. można też mieszkać na 5 piętrze i trafić na sąsiada który np. pali i rozmawia głośno na balkonie. dla mnie minusem parteru jest to że wszyscy którzy chcą się dostać do budynku dzwonią pod 1 :P i że jest zimniej, bo pod spodem jest piwnica a nie ogrzewane mieszkanie.

      Usuń
    6. @zagubiony omułek

      Coś w tym jest, u mojego faceta jest atrakcja w postaci chłopców jarających blanty na klatce, ale generalnie zawsze jak się tarabanię z rowerem, to drzwi otworzą i przytrzymają i cześć krzykną:] Może dlatego wolę wyżej, bo wychowałam się na osiedlu z jednorodzinną zabudową i raczej marną panoramą z okna.

      Usuń
    7. e nie ma się co uprzedzać. mi łysy nietrzeźwy sąsiad w zielonej odzieży sląska wrocław zawsze mówił dobry wieczór na klatce. w południe na przykład. bo chyba jak wkraczał z pełnego słońca do ciemnej bramy to mu się noc robiła.

      Usuń
  13. ja również ostatnio jem dużo ziemniaków. :) i kiszonek.
    Co do bloków to mam odwrotnie. Mieszkam w starym, a wolałabym na osiedlu zamkniętym. Tutaj trochę razi mnie towarzystwo, sporo "dresiarstwa" oraz mnóstwo obgadujących pań - wolałabym mieć anonimowych sąsiadów z którymi nigdy nie rozmawiam niż panie które obgadują mnie na klatce stojąc pod moimi drzwiami ;) nie czuję się tutaj w pełni bezpiecznie, nie jest to groźna okolica, ale na pewno wieczorem sama bym się tu nie kręciła.
    a w ogóle to chciałabym mieszkać w domku z wielkim ogrodem :-)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...