wtorek, 26 lutego 2013

łężnie warmiackie i niebieska grzywka

 Łężnie to coś pomiędzy kluską a pyzą, ale z gotowanych ziemniaków. W dodatku nadziewane dwoma rodzajami kapusty! Regionalna kuchnia polska interesuje mnie coraz bardziej, zwłaszcza że te najbardziej rozpowszechnione, najuboższe przepisy często były po prostu mączne, nie mięsne, i nie wymagają weganizowania.
A czemu warmiackie? Bo moja rodzina od kilkunastu lat mieszka na Warmii, w środku lasu niemalże. Nie mamy żadnych rodzinnych związków z tamtymi terenami z dziada pradziada, ale po iluś latach przebywania w jednym miejscu człowiek łapie lokalny klimat, język, i zachwyca go lokalna kuchnia i przyroda. Jest tam naprawdę pięknie - ceglane pruskie domy ( nasz jest z 1911 roku), czyste jeziora, piaszczyste drogi, dużo dzikich zwierząt chodzi sobie swobodnie po lasach.

(przepis z puszki.pl z moimi modyfikacjami)

10 ziemniaków
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
pół łyżeczki soli

Ziemniaki gotujemy i rozgniatamy praską, po czym zagniatamy ciasto jak na kotlety ziemniaczane z powyższych składników. Nie dolewamy żadnego płynu!

50g kapusty kiszonej
1/4 główki małej kapusty białej
kminek, sól, olej, woda

Wszystko kroimy drobno i zasmażamy na oleju - to nasze nadzienie.

Składamy łężnie do kupy - na dłoni robimy coś w rodzaju placuszka ziemniaczanego, nakładamy farszu i przykrywamy kolejnym placuszkiem z góry, po czym formujemy coś w rodzaju kuli wielkości pięści. Jeśli z boku wystaje troszkę kapusty, to trudno - gorący olej nie pozwoli jej wypłynąć.
Łężnie smażymy na dość głębokim tłuszczu, jak pączki, po czym osączamy na ręczniku papierowym i od razu jemy.

Sos : 100g podsmażonych pieczarek, 500ml przecieru pomidorowego, łyżka oliwy, pieprz, sól - dusimy razem w rondelku.

Jedliśmy to z czerwoną kapustą. Jak widzicie mamy tu same lokalne i sezonowe składniki, nic wymyślnego. Tłuste, smaczne, pożywne i bardzo tanie danie.

Właśnie szukam nowych przepisów na obiady, ale na przednówku mało co ciekawego można wymyślić. Pewnie zrobię pieczeń seitanową z nadzieniem z porów. Na śniadania zajadam się teraz chlebem pszenno-żytnim z pastą ze słonecznika, pestek dyni i groszku, robię już kolejną jej porcję.
Dziś czeka mnie wietnamski obiad w Au Lac, chyba zjem chrupiące tofu i kulki sezamowe z adzuki. Rzadko trafia się knajpa z tak rozbudowanym wegańskim menu, że nie wiadomo co wybrać; to jest właśnie ten przypadek, więc mam zamiar skorzystać. Ostatnio wydaliśmy tam fortunę i nie udało nam się zjeść wszystkiego, jedzenie przyjechało z nami w pojemnikach do domu. Porcje-mutanty.
A tu grzywka. Po dwóch myciach jest już dużo jaśniejsza i wręcz zielona, trzeba będzie chyba często poprawiać.

13 komentarzy:

  1. Bede musiala wyprobowac ten przepis. Z racji tego, ze mieszkam teraz a Szkocji, to bardzo doceniam rodzime jedzenie i np. bigos, oczywiscie w wersji weganskiej, jadamy kilka razy w miesiacu :D
    Grzywka fajowa. Ja myslalam o czyms rozowiastym na moich blond wlosach, ale wlasnie troche obawiam sie tego schodzacego koloru... Chociaz na wiosne to by bylo cos. Musze pmyslec :)
    Tocha

    OdpowiedzUsuń
  2. podobają mi się te kluchy.
    bardzo pasuje ci ta grzywka, sama z chęcią zrobiłabym sobie taką, ale czerwone włosy na razie wystarczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. grzywka mega! za mną fioletowe chodziło jakiś czas temu, ale moich ciemnych włosów nic nie chwyci, chyba że czarny :) zresztą teraz jestem au naturelle i tylko jakiejś fajnej henny poszukuję. kluchy też mega bo bezglutenowe! pozdro z kraka, maja

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi sie taka grzywka nie podoba wiec sory :) Tzn nie podoba mi się w taki sposob ze ja bym sama miec takiej nie mogla,zawsze jakos jak ktos przykladowo byl blondynem i zafarbowal koncowki na czarno albo grzywke to mialam o tym takie zdanie :)
    ale mowie tez otwarcie o tym ,że kazdy lubi co innego i kazdy ma prawo do wyrazania siebie w jaki chce sposob jesli nikogo nie krzywdzi.Ciesze się ,że ludzie robią różne rzeczy,interesuja sie wieloma sprawami,myśla o roznych innych rzeczach! właśnie to najbardziej podoba mi się w ludziach ,że wszyscy jestesmy inni (przynajmniej wiekszosc bo sa tez tacy ktorzy tylko kopiuja we wszystkim wszystko) ale wszyscy pragniemy czuc sie szczesliwi na swoj sposób.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Au Lac dwie osoby się najedzą jedną porcją. Wybór dań wegańskich faktycznie olbrzymi :)
    Nigdy nie próbowałam takich klusek, ale chyba nie są dla mnie (nie jestem fanką mącznych potraw, za to mój P. na pewno by się rzucił).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje świeżości w tych mącznych, ciężkich potrawach, ale faktycznie można się zapchać. Tych klusek zrobiłam osiem i R. był bardzo zły, że dostał tylko sześć;)
      Właśnie upiekłam ciężką glutenową roladę z seitanu i bułki drożdżowe - dziś mąka w menu:)

      Usuń
  6. hmm, pyszne jedzenie i takaż grzywka! widzimy się w sobotę?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi pomogłaś! Doiero zaczynam jako weganka a Łężnie były moim pierwszym wegańskim obiadem.
    Zapraszam do śledzenia moich wege-wyczynów http://soyagoodness.blogspot.com/2013/02/dzien-1-wszystko-dziwne-i-nowe.html

    OdpowiedzUsuń
  8. fajna grzywa :)
    Pozdrawiam K.Emka

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...