czwartek, 28 lutego 2013

czwartek z byle czym vol.14

Mam wolne czwartki, które zazwyczaj spędzam domowo przynajmniej w części. Eksperymentuję w kuchni, czytam książki kucharskie i inne, sprzątam, choć niechętnie, jeżdżę po warzywa. Tak zwany dzień gospodarski i leżenie odłogiem.

Obiecałam recenzje kilku książek o weganizmie. Bardzo się cieszę, że ostatnio więcej ich wychodzi po polsku. Fala wegańskiej rewolucji dopiero nadciąga, mówię wam! I gdzieś mam, że weganizm staje się modny, bo akurat w tym wypadku nie może to być zarzutem - niech wszyscy hipsterzy miasta noszą koszulki Go Vegan!, niech w każdej knajpie będą burgery z fasoli i niech piszą o weganizmie na pudelku. Proszę bardzo. Jeśli to ma pomóc zwierzętom, to niech będzie najmodniejsze na świecie.

Dziś o Widelcu zamiast noża, książce, która jest rezultatem pracy nad filmem Forks Over Knives, który pewnie widzieliście - a kto nie widział/a, to niech obejrzy, bo są tam dokładnie te same historie co w książce, a jednak za pomocą dźwięku i obrazu lepiej przemawiają do wyobraźni.
Widelec nie jest o prawach zwierząt - to książka o weganizmie jako diecie prozdrowotnej. Opisuje przypadki wyleczenia osób chorych na tzw. choroby cywilizacyjne ( raka, miażdżycę, problemy z sercem) za pomocą diety roślinnej. Podaje informacje o takim sposobie odżywiania w przystępny, prosty sposób, a przy tym jest ciekawie opracowana graficznie.
Czego się dowiadujemy? Ano na przykład, że kazeina, zawarta w mleku krowim, jest jedną z najsilniej rakotwórczych do tej pory odkrytych substancji. Że nie ma co martwić się niedoborem białka ( założę się, że kiedy ktoś dowiaduje się, że jesteście weganami, pyta z troską lub przerażeniem - A skąd bierzesz białko? Zgadłam? Bo ja słyszę to pytanie bardzo często) - ludzie spożywają dużo więcej białka, niż powinni. Teoria żywieniowa mówiąca, że białko powinno być podstawą piramidy żywieniowej upadła w latach 70. Mimo to nadal jest lansowana jako jedyna słuszna przez niektórych lekarzy i dietetyków, razem z drugą nieprawdziwą teorią - że jedynym źródłem pełnowartościowego białka są produkty odzwierzęce. A figę! ( figa jest jednym z lepszych roślinnych źródeł białka, swoją drogą).

Nie będę wam streszczać całej książki, ale nadaje się ona idealnie na prezent dla początkujących wegan lub mam/babć/ojców, którzy chorują na częste w naszym kraju choroby układu krążenia czy cukrzycę, ale nie wyobrażają sobie zmiany diety. Książka przystępnie wyjaśnia co i jak jeść, jakie narzędzia kuchenne kupić, jest też ciekawy rozdział Jak przetrwać okres przejściowy. Dalej, zawiera 125 prostych, ciekawych przepisów na zupy, pasty do pieczywa, dania główne, sosy.
Podbudowa teoretyczna też oczywiście jest - przedmowa T. Campbella, czyli autora China Study, książki o tzw. badaniu chińskim trwającym 40 lat, w trakcie trwania którego porównano dietę zachodnią i azjatycką, i wysnuto poparte dowodami naukowymi wnioski na skuteczność diety roślinnej w zwalczaniu chorób cywilizacyjnych.
I tu dochodzimy do żywych dowodów, czyli ludzie, którzy źle się odżywiali i chorowali opowiadają swoje historie. To przemawia do wyobraźni bardziej, niż tabele i suche fakty.

Jeszcze jedno - jeśli chcecie kupić jakąś książkę o weganizmie, po polsku czy angielsku, to zanim skierujecie swe kroki do znanej sieci księgarń, sprawdźcie czy nie ma jej w Wegarni. To internetowa księgarnia, która sprzedaje książki kucharskie, o weganizmie i prawach zwierząt oraz koszulki i kubki z nadrukami o tej tematyce. Warto wspierać taką inicjatywę. Moje książki przyszły mi bardzo szybko, więc mogę z czystym sumieniem Wegarnię polecić.


Wieczorami oglądam ostatnio serial "Cold Case", tutaj zdjęcie znienacka. Poziom tłumaczenia napisów woła o pomstę!

Ostatnio byłam na wystawie Cztery Razy Świat. Polecam, jeśli interesuje was fotografia reportażowa z lat 50. i 60.

Zrobiłam też bułeczki drożdżowe z kruszonką. Kot na podkładce wygląda, jakby się na nie czaił;)

Dziś na obiad zupa pomidorowo-cieciorkowa oraz danie typowo meksykańskie, zresztą zaczerpnięte z Widelca - quesadillas z hummusem, warzywami i guacamole.

A tu moja ulubienica, Chilijka Belona.








17 komentarzy:

  1. Fajnie widzieć jak wyglądasz :-D A na zdjęciu "znienacka" grzywkę masz chyba jeszcze nie pokolorowaną, bo wygląda tak samo jak włoski :-)
    A w ogóle to fajowy kocyk masz, taki krowowy he he :-)
    Pozdrawiam. Vegeuphoria vel Marzena Zabłońska :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kocyk w krowe <3

    nie wiem czy masz u siebie netto ale jest trochę fajnych rzeczy w koszach - ajwar, dynia w occie, mąka gryczana i żytnia...
    a w lidlu są bio cytryny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie mam, a w Toruniu było, chlip chlip. Do Lidla też daleko.

      Usuń
  3. Bardzo się cieszę, że będą recenzje książek, bo ja akurat bardzo potrzebuję czegoś dla raczkujących w świecie bezmięsnym. Weganką nie jestem ale mięsa już nie jem. krótko bo krótko to trwa ale mam nadzieję że tak już zostanie.
    Nie będę ukrywać że to miedzy innymi dzięki temu że tu trafiłam i to przez przypadek.
    Skoro ty możesz i mój sistrzeniec i siostrzenica mogą to stara ciotka też może(to o mnie).
    Co do Twojej grzywki to mnie się podoba i podziwiam za odwagę. Przypominiało mi się jak będąc w liceum zrobiłam sobie w czarnej grzywce bląd pasmo, ale to nie to sam co niebieski czy zielony.
    Masz super lampę podłogową. Poluję na coś w tym stylu ale to co jest w sklepach to albo brzydactwa albo muszę liczyć zera w cenie.
    Pozdrawiam monikat99@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zrezygnowałaś z mięsa, oby tak dalej:)

      Co do lampy, to w Polsce ciężko dostać fajne oświetlenie, wszystko przekombinowane, chyba jako naród mamy bardzo wystawny gust, bo nie ma nic prostego tylko wszędzie frędzelki, kryształki itp. To stara lampa, dostałam od mamy mojego partnera. Faktycznie daje miłe światło, zwłaszcza, że jest pomarańczowa i ściany też.

      Usuń
  4. Film widziałam. Przedstawione informacje miażdżą i to mnie, choć niewiele mnie może zaskoczyć jeśli idzie o szkodliwość mięsa.. Powinien przekonać do odstawienia mięsa i nabiału jak nie z powodu zwierząt, to choćby dla zdrowia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. KOC! skąd masz?! o matko... chcę!

    a książkę chyba kupię wujkowi, on lubi czytać "mądre" książki o chorobach (z których zaraz wszystkie oczywiście MA :D) i dietach na nie pomagających - niech w końcu przeczyta naprawdę mądrą i z korzyścią dla zwierząt... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam na urodziny od mamy;) Na metce jest napisane tylko AH High quality blanket. Pewnie to AH to firma.

      Usuń
  6. ojejku, hm...książka jest mega kusząca, muszę powaznie pomyśleć nad jej zakupem.
    mam pytanie, a kieruję je do Ciebie, bo zawsze kiedy podajesz jakis przepis wszystko wychodzi tak jak powinno, nie ma zakalca itd xD gotowałaś kiedyś fasolę mung? jesli tak to jak to robiłaś? bo ja szukałam w necie info na ten temat i różne źródła podają rożnie i sama już nie wiem co robic, bo zawsze jak ja gotuje część się rozpada, a część jest jeszcze twarda :(
    i to samo odnośnie kaszy gryczanej niepalonej, czy faktycznie wystarczy ja zalac na noc wodą i rano jest miekka, bo gdzies czytalam przepis na jej gotowanie i juz nie wiem sama :( mam nadzieje, ze pomozesz mi rozwiac moje watpliwosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mung gotowałam raz i dawno temu. Na pewno namocz na całą noc w ilości wody trzykrotnie przewyższającej ilość fasoli. Rano opłucz, nalej czystej zimnej wody i zagotuj na dużym ogniu. Potem zmniejsz ogień i gotuj godzinę, może być pod przykrywką z dziurką. Nie sól od razu, tylko pod koniec.

      Gryczankę niepaloną jadłam też niewiele razy i zawsze ją gotowałam, pierwsze słyszę, że nie trzeba! Wszystkie kasze gotuję tak samo - zalewam wodą i stawiam na mały gaz, nie mieszkam. Po 10-15 minutach, gdy wchłoną wodę, zdejmuję z gazu i owijam w koc na pół godziny.

      Usuń
    2. mung ja moczę dzień wcześniej a czas gotowania to może najwyżej 30min i jest ok. aczkolwiek moim zdaniem rewelacji smakowej nie robi, lepiej zostawić je w wodzie to wykiełkują ;) a kaszę wrzucam na wrzątek i gotuję jakieś 20 minut, czasem nawet krócej, nie trzeba jej moczyć, no chyba że chodzi Ci o samo moczenie bez gotowania, to nie wiem, nie próbowałam.

      Usuń
    3. Można namoczyć i zjeść, choć nie mam doświadczenia spożywczego w tej kwestii. Ale z tego co wiem witarianie czasami tak szamają niepaloną kaszę albo dziki ryż, po prostu namoczone.

      Usuń
  7. Forks over knives polecam, choć byłam rozczarowana małą objetością tej książki. I czego się dowiedziałam: polski wydawca zrobił kompilację z dwóch pełnoobjętościowych książek pod tym tytułem - jednej dietetycznej i jednej kucharskiej. Mam zamiar zapolować na oryginały.
    A w kwestii książek stricte dietetycznych, polecam pionierów nutritarianizmu, dr Noela Barnarda, którego co najmniej 1 książka jest po polsku, oraz dr Joela Fuhrmana, którego "Jeść, by żyć" właśnie się ukazało nakładem wydawnictwa Varsovia (jest też chyba na naszym rynku inna jego książka,"Superodporność").
    Mięsożercom warto też podetknąć "Antyraka" Schreibera - książka niewege, ale ogromną ilość miejsca zajmuje w niej opis działania przeróżnych roślin w profilaktyce i leczeniu chorób, oparty na badaniach naukowych, do których książka zawiera odnośniki. Poza tym Schreiber zwraca uwagę na coś, o czym często zapominamy - zdrowy styl życia to nie tylko dieta i sport, ale też dbanie o umysł, psychikę i dobre relacje z otoczeniem. :)

    Pozdrawiam,
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Zapomniałam napisać, że "Antyrak" zawiera opisy testów na zwierzętach - disclaimer dla tych, którzy nie są w stanie tego czytać. Mnie bolało serce. Mam przy tym świadomość, że ogromna większość naszej wiedzy medycznej została i jest zdobywana na drodze, u której początku jest cierpienie niewinnych gryzoni czy naczelnych. Wiedza, na podstawie której dowodzimy zalet wegańskiej diety niedowiarkom, również. To, że w jakiejś popularnej książce dietetycznej nie ma o tym wzmianki, nie zmienia tego faktu. Wkurwia mnie to do łez. :(
      Natalia

      Usuń
  8. wiem, że pytanie totalnie niezwiązane z postem, ale jakoś tak mi się przypomniało. kiedyś pisałaś o zrobieniu tatuażu 269. zrobiłaś go? jeżeli tak, to w którym studiu i ile za niego zapłaciłaś? Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie zrobiłam go w końcu z braku kasy - ale kilka znajomych osób zrobiło w Warszawie u Leszka w Bloody Tears, cena to 100zł.

      Usuń
  9. "Forks over knives" w wersji polskiej zamówiłam ostatnio mamie na imieniny - staram się ją przekonać do ograniczenia białka, bo idzie w zaparte z South Beach i innymi świństwami. No i nie rozumie, jak ja mogę funkcjonować bez kurczaczka i jogurcików. Mogę - ostatnio robiłam creme brulee z tapioki, polecam.

    W kwestii książek jeszcze - czytałaś "Diet for a Small Planet" Frances Lappe? Mnie to ostatecznie przekonało swego czasu z przejścia z wegetarianizmu na weganizm - tu jest ujęcie mniej prozdrowotne czy humanitarne, a ekonomiczne - dieta roślinna jest dla naszej planety mniej wyniszczająca i bardziej korzystna ekonomicznie. Tylko nikt nie chce tego głośno przyznać, bo wtedy wielkie koncerny spozywcze miałyby przechlapane.

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...