czwartek, 21 lutego 2013

czwartek z byle czym vol.13

Od pięciu tygodni nie było czwartku z byle czym! Olaboga.

Jestem chora, może nie obłożnie, ale mam katar i kaszel, które uniemożliwiają mi prowadzenie zajęć z uczniami ( wczoraj jeszcze prowadziłam i nie było to zbyt udane przedsięwzięcie - I musimy teraz zadecydować, która z czynności przeszłych działa się wcześniej, khem khem, apsik, przepraszam, i tę wcześniejszą wstawiamy w czasie Past Perfect, gdzie te chusteczki?). Teraz mam cztery dni wolnego, obiecałam, że nie wyjdę w tym czasie z domu, ale oczywiście będę się już w sobotę starała przekonać Rafała, że jestem zdrowsza i trzeba gdzieś pojechać - na razie jednak cicho sza, sterczę w domu, oglądam "Jericho", piekę pierogi drożdżowe zimowe ( przepis tu) i gotuję czerwoną soczewicową na kokosie, oraz cieszę się nowymi książkami, które właśnie przyszły, wraz z PIT-em i zagubioną niebieską farbą.
Źle mi, że nie pojechałam na Hel, wyjazd przełożony na połowę marca.


Są książki! Bardzo jestem ciekawa "China Sudy" zwłaszcza.


Część moich kucharskich. Reszta nadal w piwnicy, bo wejść pięć pięter z kratą książek to nie takie hop siup. Mieszkamy tak wysoko, że listonoszka nie wchodzi, i cieszy się, że do niej schodzimy po przesyłki. Mimo to lubię mieszkać w zwykłych blokach gdzie starsze panie plotkują przed klatką, na każdym piętrze mieszka z dziesięć osób, na parapetach klatek stoją upiększające ( w zamyśle, bo efekt różny) roślinki i wiszą firaneczki, a wchodząc na samą górę czuję zapach każdego obiadu i słyszę disco z bitem, którego wielbicielką jest dziewczyna pod nami. I tak, czasem mnie to wszystko wkurza, ale nie lubię martwych osiedli.

Śniadanie sponsorował smażony chleb wiejski z wczorajszymi falafelami własnej roboty, resztką sojowego sera i przyprawą do pizzy.

Lubicie kadzidła? Polecam stożkowe, łatwiej się palą, nie gasną co chwilę i nie trzeba drewnianej podstawki. Obok mój ulubiony pierścionek-słoń, rzadko go noszę, nie lubię nic mieć na palcach.

Nie mogę uwierzyć, że śnieg nadal pada. A pada.

28 komentarzy:

  1. A ja tam uwielbiam śnieg. Jak dla mnie mogłoby sypać bez końca ;-) Choć jeszcze rok temu byłam pierwszą osobą, która zimę by wyklęła, ale po przemieszkaniu pół roku w Finlandii wręcz zakochałam się w tej porze roku (choć zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości).
    Tak w ogóle zaczytuję się w Twoim blogu już ładne dwa lata, a nigdy nie zdarzyło mi się skomentować. Dziękuję Ci bardzo za to, co robisz, a potrafisz zainspirować człowieka do pozytywnych zmian :)
    Pozdrawiam!
    -Natalia-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miłe, że tak myślisz. A jakie to zmiany?:)

      Z 12 lat temu miałam okazję przemieszkać pół roku w Finlandii, i w ostatniej chwili wycofałam się ( nie z powodu Finlandii jako takiej, bo zawsze chciałam tam pojechać, ale życie osobiste tak mi się ułożyło, że wolałam zostać w Polsce). No i bardzo tego żałuję po dziś dzień. Obym jeszcze pojechała. Chcę popłynąć promem na jeden dzień do Helsinek, gdy będę w Estonii.

      Usuń
    2. Twój blog był chyba jednym z pierwszych, na jakie wpadłam, szukając informacji o diecie wegańskiej. Przyznam się, że na samą dietę zdecydowałam się wyłącznie z powodów zdrowotnych i spodziewałam się, że będzie to raczej krótki eksperyment. Ale nieco się przedłużył i minęły już prawie 4 lata, odkąd jestem weganką. Zaangażowanie w sprawy etyczne i zmiana sposobu życia na cruelty-free (ubrania, kosmetyki) przyszła u mnie stosunkowo później. Ale chyba najfajniejsze jest to, że zaczęłam bardziej szanować siebie. Kiedyś za bardzo przejmowałam się tym, czego oczekują ode mnie inni, czy to w kwestii zachowania czy wyglądu, albo czy wpasowuje się w obecnie panujące kanony piękna. Jednak kiedy prowadzisz styl życia, który "odstaje" od tego, co uważamy za normę, to nawet cichy człowiek zaczyna wyrażać własne zdanie i uczy się wielu nowych rzeczy o samym sobie. Choć nie ukrywam, że ja mam to szczęście, że moi najbliżsi i przyjaciele nie traktują weganizmu jako fanaberię, a raczej próbują się czegoś na ten temat dowiedzieć.

      Osobiście nie przepadam za Helsinkami. Nie podchodzi mi kompletnie klimat tego miasta, architektura itp. Poza tym uważam, że jest dość ponure. Za to jestem zakochana w Tampere i Turku, które mają niesamowitą atmosferę i jak dla mnie są trochę "oderwane od rzeczywistości". Tam życie płynie zupełnie innym rytmem. Ale nie zrażaj się, bo to jedynie moja opinia. Znam osoby, które zakochały się w Helsinkach od pierwszego wejrzenia. Za to przygotuj się, że w marcu możesz jeszcze zastać w Finlandii typową zimę (tam potrafi się trzymać nawet do kwietnia, ale jest zdecydowanie mniej mroźna niż u nas. Fińskie -10stopni to takie polskie zero, powiedziałabym). No i w okolicach cerkwi i portów potrafi być baaardzo wietrznie :) W Estonii też miałam okazje być przez jeden dzień, a konkretnie w Tallinnie. Stare miasto jest tam wspaniałe, na pewno napstrykasz sporo zdjęć :) Udanej podróży życzę i nie ukrywam, że zazdroszczę :)

      Natalia

      Usuń
    3. dziękuję:) Nie wiem czy pojadę w najbliższym czasie, bo wykruszają się osoby, z którymi miałam jechać. Rozważam samotny wyjazd. Na pewno wybieram się w czerwcu do Berlina, mam już bilety, ale to nic wyjątkowego.

      Właśnie w Turku miałam mieszkać!:)

      Cieszę się, że weganizm cię "wciągnął" na dłużej. Szczerze mówiąc nie wiem, co ludzie w nim widzą dziwnego i ekstremalnego - jest prosty i cholernie logiczny, i pod względem etycznym, i ekologicznym, i zdrowotnym.
      To frazes może, ale warto iść swoją drogą. Ludzie zawsze będą mówić i nigdy się im nie dogodzi, ale wydaje mi się czasem, że oceniają negatywnie innych, bo "żal im dupę ściska", że sami utknęli w jednym miejscu przed tv czy komputerem, i nie mają siły, energii, a przede wszystkim odwagi czegoś zmienić i być sobą.

      Usuń
    4. No właśnie, tylko pytanie po cholerę mamy dogadzać innym i na ich opinii budować sobie życie? Akurat najbardziej narzekają ci, którzy najmniej dla siebie robią. Ja tam lubię krytykę, pod warunkiem, że jest konstruktywna. Dlatego od dłuższego czasu nawet nie słucham takich komentarzy i po prostu się wyłączam.
      Co do weganizmu to z mojego doświadczenia wynika, że to raczej na siłę wciskane nam od pokoleń wzorce sprawiają, że nie wyobrażamy sobie życia bez mięsa, nabiału itp. "Bez schabowego, ale jak tak można?". Z tym, że są ludzie bardziej otwarci na nowe rzeczy, a są tacy, którzy już się nie zmienią, bo spożywanie pewnych produktów to taka ich "religia". Widziałam to chociażby po moim ojcu, który zarzekał się, że nigdy nie tknie moich "wynalazków", a jak się zostawiło na kuchence potrawkę w sosie sojowym z chilli i nie wiedział co to, to potrafił wszamać pół patelni. Zresztą studiując za granicą zauważyłam, że u nas w PL jest wciąż zbyt mała świadomość tego, co tak naprawdę weganizm oznacza. Sama często musiałam uświadamiać ludziom wokół mnie, o co tak naprawdę chodzi i nie obyło się bez przerażonych spojrzeń, bo kompletnie nie wyobrażali sobie takiego stylu życia. Nie mieli z tym styczności i tyle. Nie wpadliby na to, że kotlety można zrobić z kapusty czy fasoli (przecież kotlet to ubite mięcho i tyle, innej opcji nie ma). Kiedy byłam choćby w Finlandii nigdy nie miałam z tym problemu, a studiowałam z ludźmi z różnych krajów. Rozmawiając z nimi potrafiłam z przyzwyczajenia zrobić pauzę, żeby doczekać się standardowego pytania "to co ty jesz" i nie raz byłam zaskoczona, że nic takiego nie padło, a osoba jedynie kiwała głową i czekała na ciąg dalszy.

      To jeszcze taka mała "przestroga" jakbyś chciała przywieźć z Helsinek jakieś specjały :) Uczulam na wszelkie mleczka, jogurciki i masełka z dopiskiem "laktoositon". Faktycznie są to produkty bez laktozy, ale wciąż pochodzenia zwierzęcego. Po prostu Finowie są strasznymi alergikami i opanowali metodę mechanicznego oddzielania laktozy od takich produktów (i ponoć smaku to żadnego nie ma, jak twierdziła moja współlokatorka). Lepiej kupić coś sojowego, a takie rzeczy dorwiesz w każdym sklepie. Może o tym wiedziałaś, ale pomyślałam, że ostrzegę, bo sama kiedyś niemal się na to nacięłam :)

      N.

      Usuń
    5. Tak, wiem o tym - w Niemczech też widziałam wiele produktów Lactosefrei, nawet w Polsce się pojawiają ( oczywiście sprowadzane), ale to jest na bazie mleka krowiego, z którego "odciągnięto" laktozę, więc wciąż jest niewegańskie.

      Co do pytań o weganizm, to często spotykam się z tym, że ludzie nie znają tego terminu bądź utożsamiają go z wegetarianizmem. Na wieść, że jestem weganką kiwają głowami, ale potem proponują jajko czy nawet rybę(!) i się dziwią. Z nieznajomością zasad tej diety spotkałam się nawet u lekarzy.
      Może kiedyś napiszę o tym post - jakie są najczęstsze pytania zadawane weganom i argumenty przeciw weganizmowi ( zazwyczaj bzdurne). Co mnie zdumiewa, to dość częsty brak zrozumienia dla faktu, że np. to, że nie piję mleka oznacza, że nie spożywam go nie tylko w formie płynu w szklance, ale i np. proszku w ciastku. Osoby z wyższym wykształceniem wielokrotnie nie umiały tego zajarzyć, mimo że wiedziały, że weganizm, że bez nabiału itp. No bo " tam jest przecież w proszku i tylko troszeczkę".

      Usuń
    6. To tak jak moi znajomi zastanawiali się, dlaczego nie zjem chrupków czy krakersów z serem w proszku, bo przecież to nie jest nawet prawdziwy ser, tylko jakaś chemia :D Tym bardziej kto by ciał to jeść? Dawno temu, już z samej niechęci tłumaczenia po raz setny pewnych rzeczy, powiedziałam swoim bliskim, by mnie traktowali, jakbym była uczulona na laktozę. O dziwo większość to załapała i stali się strasznie wyczuleni na wszelkie rzeczy z serwatką czy mlekiem w proszku. Z jajkami i wszelkimi masami jajecznymi na szczęście nigdy nie mieli problemów.

      A pomysł na post bardzo fajny, choć strasznie pracochłonny. Na pewno będzie o czym pisać :P
      N.

      Usuń
    7. Dołączam się, Twój blog był pierwszym wegańskim, jaki odkryłam i zaczęłam dość regularnie czytać :) Miałam wtedy jakoś 15 lat, czyli to by było 3 lata temu. Kurczę, długo blogujesz. :) Między innymi byłaś dla mnie również inspiracją do przejścia na weganizm.
      A., mnie bardziej rozwaliło: "Rosół to nie mięso, to sam wywar, więc czemu nie chcesz jeść?" O_o

      Usuń
    8. W marcu będą cztery lata blogowania:)

      Usuń
    9. jak byłam ostatnio u sąsiadów to sąsiad mówi do żony "weź daj jej coś jeść bo taka chuda patrzec się nie mogę" po czym wyjął szczupaka, że taki dobry złowiony przez kolegę, na co sąsiadka "ale ona nie je ryb" a on nałożył mi warzyw z tej ryby O_o' i wielce zdziwiony, że nie chcę.

      Usuń
  2. Nie ma czego żałować, Hel i ogólnie pomorze zimą to padaka. Chlapa, ciapa, a jak jest zimno i śnieg się utrzymuje to i tak nie da rady spacerować dłużej niż 20 minut.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twojego bloga:-) Lidia

    OdpowiedzUsuń
  4. coś Ty za mało czosnku chyba jesz, że tak łapiesz te choróbska :P

    śnieg jest super, jest ładnie i sucho, później dopiero się zacznie wiosna ludów (lodów) spodnie utytłane po kolana, sól wżarta w buty i wykwitające spod śniegu psie gówienka :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też kocham Twojego bloga, jest mega inspirujący :).
    I mam wielką prośbę, bo sama jestem ciekawa "nowoczesnych metod..." czy jak się już z nią zapoznasz napiszesz jakąś recenzję, czy warto kupować :)?
    bo waham się właśnie, a nie chcę żeby w mojej biblioteczce osiadła nieużywana :)
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chcę napisać o tych dwóch, które dziś dostałam, plus o "Etyce a to, co jemy" Singera, bo już się zbieram i zbieram. Pewnie będzie w jednym poście.
      Ale o "nowoczesnych metodach..." słyszałam same dobre rzeczy od znajomych.

      Przy okazji, jeśli chcecie coś takiego kupić, to warto wesprzeć wegańską księgarnię internetową http://wegarnia.pl/, a nie np. Empik, bo jego wasza kasa ani ziębi ani grzeje, a Wegarni się przyda:)

      Usuń
    2. o dziękuję serdecznie, nie miałam pojęcia, że takowa istnieje, oczywiście jeśli tylko mi przyjdzie kupić jakąś ksiązkę to od razu do Wegarni :)

      Usuń
  6. Też mam China Study, ale na razie nie mam zbyt wiele czasu na czytanie dla własnej przyjemności. Trzaskam lektury na maturę, które potrafią mnie nawet pozytywnie zaskoczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. China Study polecam bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co robisz jak Cię łapie takie choróbsko? ja mam prawie to samo, a po kilku latach weganizmu już zapomniałam, jaką się wtedy obiera taktykę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic:) Staram się wygrzać, o ile to możliwe, mam termofor, koc. Jem jabłka. O, trzasnęłam sobie też wapno rozpuszczalne. Jestem przeciwniczką brania gripexów i innych jak tylko się kichnie, bo one tylko zwalczają objawy, a nie przyczyny.
      Dużo witaminy C i powinno przejść po trzech dniach. Już mi lepiej, bo dziś nie wystawiłam ani pół nogi za drzwi.
      A jaka u ciebie pogoda? U nas nadal Syberia. Przygnębiające.

      Usuń
  9. Ja nawet nie mam żadnych lekarstw:P wygrzewam się też i chyba wciągnę trochę czosnku, bo tylko to mam na stanie;) Liczę, że przejdzie szybko, bo sesja czeka...
    Pogoda jest ładna od kilku dni, sporo słońca,ale chyba nieco zimnawo. Nieśmiało zalatuje wiosną;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słuchajcie wspomożecie? Wybaczcie, że odbijam od tematu, ale nie wiem gdzie to nagłośnić. Proszę o podpisy pod petycją przeciwko brutalnemu festiwalowi w Wietnamie:
    http://www.change.org/petitions/mr-truong-tan-sang-president-of-vietnam-stop-the-brutal-pig-festival-at-nem-thuong-village

    Aż zamarłam jak zobaczyłam jak bezduszny potrafi być człowiek!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, też akurat zapadłam na zdrowiu i z domowych metod stawiających na nogi polecam tradycyjny syrop cebulowy. Trochę zmiksowałam tradycję i poza cebulą dodałam do niego porządną dawkę czosnku i cytryny. Stawia na nogi! Co do China Study właśnie jestem w trakcie...i muszę przyznać książka jest bardzo przyjemna, ale napisana w typowym amerykańskim stylu. Także mnie rozczarowała. Ale ocenę całkowitą zostawiam sobie dopiero po zakończeniu. Widziałam we wcześniejszych wpisach, że czytałaś biografię Tove Jansson. Jak Ci się podobała? Właśnie mam zamiar ją zakupić i chętnie poznam Twoje zdanie. Pozdrawiam ciepło i dzięki za tego fajnego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biografia Tove bardzo przyjemna, miała ciekawe życie i szła pod prąd, lubię patrzeć na jej zdjęcia:) Poza tym fajnie wydana. Nie jest jakoś super literacko napisana, ale miło poczytać.

      "China Study" ma tę zaletę, że jest przystępne, nie sprawia wrażenia podręcznika medycznego...czyta się dość dobrze. "Widelec zamiast noża" jest jeszcze bardziej amerykański, i w sumie podaje w skrócie to, co jest w "China Study", ale są świetne przepisy. Od rana siedzę i zaznaczam co ugotuję.

      Usuń
    2. przepisy tam są? a w miarę proste bez wymyślnych składników? chcę coś mamie zapodać właśnie żeby było o zdrowiu i przepisy właśnie. bo wątpię czy przebrnie przez china study.

      Usuń
    3. Tak, pół książki to przepisy, przystępne i proste, acz niektóre mają egzotyczne składniki ( ale do dostania, typu mango czy mleko kokosowe czy quinoa). Książka super się nadaje na prezent, bo oddzielnie są "wyznania" ludzi, którzy wyleczyli się z różnych schorzeń dzięki diecie roślinnej:)

      Usuń
    4. och to chyba coś dla mnie :) a z tego typu składnikami nie będzie problemu akurat, bo rodzice mieszkają w niemczech i takie rzeczy są w zwykłych marketach i to taniej niż w pl
      takie wyznania też pewnie bardziej do niej trafią niż dane w tabelkach ;)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...