czwartek, 31 stycznia 2013

weganka znowu w Czechach

Podczas trzydniowego wyjazdu udało się przejechać kawał Czech, odwiedzić Česką vysočinę, Kraj Ołomuński i Kraj Pardubicki oraz część Moraw. Lubię Czechy, naprawdę je lubię. Oczywiście ma tu znaczenie czynnik bycia zagranicą i ekscytowania się, jakie to wszystko jest inne i nowe, nieznane. W obcych miejscach interesuje mnie wszystko, co różne od mojej rzeczywistości - co ludzie jedzą, co lubią robić, jak wyglądają ulice, kawiarnie, sklepy, autobusy. Nie da się rzecz jasna uniknąć porównania z Polską, a że patrzę na nią krytycznie, to zazwyczaj wypada ona w takim rankingu średnio, jeśli nie kiepsko.

W Czechach ludzie są milsi w taki zwykły, ludzki sposób. Przykład - będąc w sklepie Jednota (takie czeskie Społem), zatarasowałam jakiejś pani drogę obok tych bramek do wchodzenia z koszykiem, bo nad nimi wisiała tablica z ogłoszeniami drobnymi, i chciałam poczytać co też Czesi kupują i sprzedają. Pani najpierw czekała, aż się zorientuję, a potem, skoro nadal jej nie widziałam, ze śmiechem poprosiła mnie o ustąpienie z drogi. Podobna sytuacja - stałam obok naszego samochodu we Frydku Mistku na parkingu, jedząc bułkę. Obok cierpliwie czekał facet, bo z powodu moich otwartych drzwi nie mógł otworzyć własnych, a ja go nie widziałam ( tak, wiem, jestem fajtłapą). Kiedy go zobaczyłam i się odsunęłam, facet uprzejmie mi podziękował. Wyobraźcie sobie teraz te sytuacje w Polsce - obie te osoby przynajmniej spojrzałyby na mnie niechętnie, jeśli nie zaczęłyby mówić podniesionym głosem, żebym tam nie stała, a już z pewnością zrobiłaby to starsza pani.
W sklepach wszyscy są uprzejmi, nie rozumiem też polskiego negatywnego stereotypu dotyczącego czeskich kelnerów i recepcjonistów. W hotelu w Lošticach, kiedy po zakwaterowaniu wychodziliśmy zwiedzić miasto, pan z baru za nami wybiegł. Pierwsza myśl - coś zrobiliśmy źle i chce nas ochrzanić. Otóż nie - pan troszczył się czy wrócimy przed 22.30, bo wtedy hotel się zamyka. A jeśli nie, to czy chcemy może klucz do drzwi frontowych?
W obu ubytovniach byliśmy jedynymi gośćmi i zostawiano nas absolutnie samych, rano mieliśmy po prostu zostawić klucze w drzwiach. Nikt się nie bał, że coś zdemolujemy czy ukradniemy.
Najśmieszniejsze jest, że meldunek jest taki jak w Rosji, czyli trzeba podać wszystkie dane osobowe na specjalnych karteczkach w dwóch egzemplarzach, a potem na dole złożyć podpis, określony jako signature of alien :)

Kiedy oglądaliśmy synagogę, przechodzące małe dziecko uprzejmie powiedziało Dobrý den, zamiast gapić się na obcych, co w szczerym polu fotografują obłażące mury.



Přibyslav, małe miasteczko wśród ośnieżonych wzgórz. Pogoda była marna, choć zostawiliśmy za sobą polski mróz ( gdy wyjeżdżaliśmy było minus kilkanaście, w Czechach już powyżej zera). W tym niebieskim budynku mieści się sklep ze zdrową żywnością Pro-Vital. Szok kulturowy, bo sklep, jak widać a) istnieje w miasteczku, gdzie są niecałe cztery tysiące mieszkańców, b) jest świetnie zaopatrzony ( wegański nabiał, kosmetyki), c) utrzymuje się i nie bankrutuje, d) są w nim klienci, e) jest czynny od 7.30 rano (!).




W tej części Czech było więcej kościołów rzymskokatolickich, ale również zbory husyckie. Na bramach widywało się napis K+M+B, doczytaliśmy potem, że jest tam aż 50% katolików, co jak na Czechy oznacza bardzo dużo (hehe).
We wszystkich miejscach, które zwiedziliśmy niewiele się działo, ale nawet w takich miasteczkach, gdzie asfalt na noc zwijają były czynne hospody z lanym piwem bezalkoholowym i frytkami z surówką jako jedynym pożywieniem dla wegan. O warzywach w daniach obiadowych za bardzo tu nie słyszano;), ale za to sklepy zaopatrzone są cudownie.
Nie odmówiłam sobie ulubionych lodów malinowych na patyku w czekoladzie, bo nie wytrzymam bez nich do lata, a być może dopiero wtedy będę znowu w Czechach ( jest już plan wyprawy).


Orangina, smaczny soko-napój i chipsy wasabi, jedzone po drodze. Lubię chipsy firmy Bohemia, bo są to smaki kompletnie u nas nieznane, a przy tym dużą część jest wegańska ( okazuje się, że można bez serwatki i inozynianu). Najbardziej smakowały mi właśnie wasabi i rozmarynowe.


Jogurt Ala i pasta toskańska, bardzo dobra z razowymi bułkami, czyli śniadanie podróżniczki, którego składniki można nabyć w prawie każdym sklepie.

Zamiast tradycyjnej Magdy w wąskiej uliczce, tym razem tradycyjna Magda na mostku. Tak, mam też serię zdjęć na mostkach nad małymi rzeczkami. Tu miejscowość Polička w Kraju Pardubickim, śliczne średniowieczne miasteczko otoczone zachowanymi murami obronnymi. Cały czas padał gęsty śnieg.


Następnym punktem wycieczki były  Loštice koło Ołomuńca oraz Frydek-Mistek, gdzie rzuciłam się na wcześniej wybrany przeze mnie sklep z jedzeniem. Jako że w Ołomuńcu byliśmy latem, tym razem już tam nie zawitaliśmy.




Targ i budka z bułkami. Niestety, tradycyjne czeskie słodycze i wypieki zawsze zawierają jajka. Wypatrywałam sobie oczy czytając etykiety w sklepach, ale niestety ok jest bardzo mała liczba rzeczy, chyba mniejsza, niż w Polsce.

Kofolę wszyscy znacie, najlepsza jest zimna, w kuflu, prosto z nalewaka, ciepła mniej daje radę. A ledove ovoce to coś w rodzaju babcinego kompotu z szklanej butelce, z dużą ilością owoców na dnie. Tu o smaku czarnego bzu z kardamonem, ale są też inne.

Łupy, które dotarły do domu. Sojowa maślanka, do której tak tęskniłam, tym razem też była wypijana z wielką regularnością, udało mi się też spróbować truskawkowej.
Wiem, że jesteśmy głupi, ale mamy ubaw, że Karob i Karobena są parą, i muszą stać obok siebie w szafce:)
Alsan jest oczywiście margaryną niemiecką, i w Czechach kosztuje 29kc, czyli w przeliczeniu drożej, niż w Niemczech, ale w Polsce kosztuje jeszcze drożej, o ile w ogóle jest dostępny, więc wzięłam jedną kostkę.

Miło jest wyjeżdżać zimą, choć, jak widzicie, warunki średnie.

Następne kierunki - Trójmiasto, Kraków, kraje nadbałtyckie.

43 komentarze:

  1. OOO, moje ulubione tofu z algami i sojowa śmietanka do kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tofu wymiata:)
      A dziś na obiad pyzy ziemniaczane i tempeh smażony.

      Usuń
    2. To tofu i Tempeh mam na co dzień w sklepie gdzie pracuję:) Do Polski ściąga je Vegamarket,albo Neway z Ustronia.

      Usuń
    3. Tak, one się pojawiają w Polsce, ale są drogie, niestety, no i nie wszędzie. Sun Food rządzi!:)

      Usuń
  2. Bardzo miła relacja. Uwielbiam Czechy, mogłabym tam mieszkać, kocham ten ichni klimat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się właśnie zastanawiamy czy nie pomieszkać przez rok.

      Usuń
  3. Sojowa maślanka? O tego mi trzeba! Musze się kiedyś zaopatrzyć. Ciekawa jestem jak Ci będzie w Trójmieście. Ja kocham i regularnie powracam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajna relacja, ale sytuacje, które opisujesz jako wyjątkowe i "taka uprzejmość to tylko w Czechach" zdarzają mi się w Polsce bardzo często (i to w mieście wyścigu szczurów i wszelkiego zła :). Pewnie, że różnie bywa i jako naród nie jesteśmy może najbardziej uśmiechnięci, uprzejmi i cierpliwi na świecie, ale bez przesady. Oczywiście sprzedawczynie ze "Społem" to osobna kategoria, ale one są swego rodzaju instytucją, trudno.
    Marianna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasem też, ale w Czechach częściej. I nie byłam tam pierwszy raz, a nawet dziesiąty, obserwuję to za każdym pobytem:)
      W Polsce jednak w kontakty międzyludzkie wpisana jest pewna nieufność, brak uśmiechu, ponure twarze, burkliwość, strach przed wzajemnym otwarciem się. Niedawno chciało mi się płakać - jechałam autobusem miejskim i wszyscy mieli smutne, ponure, zacięte twarze. Spojrzałam w szybę i moja twarz też taka była...Więc spróbowałam się uśmiechnąć, tak sobie, choć jechałam sama. Wypadło to kiepsko i było tak cholernie nie na miejscu, że wzbudziło parę zdziwionych spojrzeń.
      Dziś byłam w lumpeksie po bluzę i na moje wesołe "dzień dobry" z uśmiechem ( zostało mi jeszcze z wczoraj tego entuzjazmu) pani zapytała podejrzliwie "A skąd my się znamy?", pewnie myśląc, że ją z kimś pomyliłam, że tak ją witam. Druga pani nie odpowiedziała. Próbowałam się przecisnąć między regały mówiąc "przepraszam", na co jedna z klientek nie odpowiedziała ani słowem, tylko podniosła głowę i zmierzyła mnie od stóp do głów ( no bo jak to, ona ogląda sweter, a ja chcę przejść;)).
      Nie przepadam za Polską, ale mieszkam tu i lubię tu mieszkać. Brak mi jednak uprzejmości, koloru, poszanowania przestrzeni wspólnej. Ludzie są mili i gościnni, jeśli cię znają. Dla obcych chyba rzadziej...

      Usuń
    2. pewnie, różnie bywa. w sumie lumpeksy to trochę podobna kategoria jak Społem:) w dodatku babcie zaciekle walczą tam o każdy ciuch, więc nie bawią się w uprzejmości, tylko od razu z łokcia. myślę, że natura naturą, ale kiedyś będzie lepiej - stajemy się jednak, nawet jeśli powoli, o wiele bardziej otwarci na innych.
      Marianna

      Usuń
  5. Niestety z mojej perspektywy- obcowania z Czechami niemalże codziennie ich 'uprzejmość' wygląda inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja mam powierzchowne, turystyczne wrażenia. Czuję się tam lepiej, niż w Polsce, ale może przy długim pobycie by się to zmieniło. A jak to wygląda z twojej perspektywy? Czesi są mniej mili, niż Polacy?

      Usuń
    2. Są bardzo negatywni w stronę Polaków, mało tego bardzo agresywni. Pobicia uczniów polskiej szkoły za Olzą (w czechach) są na porządku dziennym. Niby jest wiele jednoczących inicjatyw- Kino na Granicy Święto Trzech Braci w obu Cieszynach, ale pod tą piękną przykrywką niestety kryje się ogromna wrogość Czechów. Ja boję sie chodzić tam sama i mówić głośno po polsku, bo wielokrotnie mi grożono i straszono.

      Usuń
    3. Ale czemu właściwie wyrażają taką wrogość? Jedyna zaszłość historyczna to rok 1968, ale nie wiem, czy obecne młode pokolenie ją odczuwa...to tak jakby młodzi Polacy grozili młodym Niemcom z powodu wojny. Pewnie się to zdarza, ale nieczęsto. To przecież historia, bez wpływu na naszą codzienność. Może ten problem dotyczy Zaolzia?

      Usuń
    4. Przede wszystkim zajęcie Zaolzia z 38. To ogólnie ciężka sprawa, bo Cieszyn zawsze był wielonarodościowy, wielowyznaniowy i ciężko stwierdzić co komu się należało i należy, mimo wszystko pojawiają się różne tego typu spięcia, dochodzące nawet do gwałtowniejszych czynów, o jakich pisałam. Może Czesi mają za złe, że po ostatecznym podziale nam dostała się ta ładniejsza, reprezentacyjna część Cieszyna, a im chłodna, industrialna zapełniona wietnamskimi sklepikami, sama nie wiem. W każdym razie tą wrogość niestety się odczuwa...

      Usuń
    5. Smutne to wszystko, ale widać historia jest nadal żywa...
      Obie strony Cieszyna są w porządku, w lecie spędziłam w Czeskim całą dobę, mieszkałam w tym żółtym hotelu przy dworcu, prawdziwy old school! Ale w Polskim jest więcej do zwiedzania:) Szkoda tylko, że pociągi już nie chodzą, jest chyba tylko jeden dziennie?

      Usuń
  6. Przepraszam za takie pytanie, ale ile taki wyjazd mniej więcej kosztuje? Pytam, bo podoba mi się takie coś, i gdy tylko się ociepli, mam takie wyjazdy w planach :D, Myślę, że lepiej na codzień oszczędzać, zbierać zbierać a potem szastać kasą w wegańskich sklepach.
    Pozdrawiam

    szynka_szynka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały wyjazd z zakupami i noclegami 420zł ( za dwie osoby), ale nie płaciliśmy za benzynę, bo kolega i tak jechał w swoich sprawach. Jednak możesz tanio dojechać do Czech Polskim Busem lub dość tanio pociągami.
      Nocleg w hotelu o marnym wystroju, ale z ciepłą wodą, ogrzewaniem itp., w pokoju dwuosobowym, kosztuje 400-600kc za dwie osoby. Noclegów szukam tu : http://levneubytovani.net/ bądź na stronach miast, do których jadę, z tym że znam trochę czeski ( słabo, ale jestem w stanie napisać maila i dogadać się w podstawowych sprawach, i rozumiem wszystko, co czytam i co się do mnie mówi).

      Usuń
  7. W Czechach każdy Polak jest alienem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm moja znajomość czeskiego jest żadna, ale, coż, zawsze można udawać Niemkę. A widok rozłożonych wegańskich zakupów budzi we mnie zawsze dziką chęć wojaży xD
    Pozdr.

    szynka_szynka

    OdpowiedzUsuń
  9. Spokojnie da się porozumieć po angielsku, w polsko-migowowym zresztą też:) Zasada podstawowa : warto wiedzieć jak jest dzień dobry i dziękuję w języku kraju, do którego się jedzie, znać liczebniki, bo to potrzebne i pozytywnie nastraja lokalnych mieszkańców. Ja po czesku filozoficznej dysputy bym nie odbyła, ale jestem w stanie zarezerwować pokój, zadać konieczne pytania, zamówić w knajpie, zrozumieć o czym mowa. Żałuję, że nie podjęłam studiów na filologii czeskiej, choć się dostałam, bo moje zainteresowanie tym krajem już się ciągnie kilkanaście lat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja teoria jest taka, że niemiłe rzeczy przytrafiają się w Czechach ludziom do Czechów uprzedzonym. My byliśmy w różnych miejscach setki razy (mieszkam w Cieszynie) i tylko jedną niemiłą kelnerkę z Pragi pamiętam (nie chciała z nami gadać po czesku i przeszła na angielski). Bardzo lubię Czechy, mam do nich szczególny sentyment, nie rozumiem, czemu Polacy mają często na ich temat jakieś nieciekawe opinie.
    I rzeczywiście - w prawie każdym małym miasteczku jest sklep ze zdrową żywnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam wczoraj w Tesco w Czeskim Cieszynie, właśnie popijam piwko Birell polotmave stamtąd:)

      Usuń
  11. O tak, warto znać liczebniki, przekonałam się, gdy kiedyś w małym turystycznym miasteczku kupowałam orzechy brazylijskie na wagę xD pani rzucała do mnie jakimiś liczbami a ja w ogóle nie kumałam o czym gada xD.
    A jak jest w czeskim Cieczynie? Ile tych sklepów?

    szynka_szynka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co najmniej dwa, ale to pewnie Sylwia lepiej wie. Ja byłam w tym :

      http://www.mestoceskytesin.cz/adresar-firem/slunecnice-zdrava-vyziva

      Obsługa mówi po polsku.

      Usuń
  12. Podobny szok kulturowy przeżyłam w Niemczech. Wchodzisz do byle jakiego sklepu/marketu, a tam kupa produktów niedostępnych nawet w większych miastach Polski!
    Połowę tych pyszności bym Ci zabrała ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. W Czeskim są 3, ale chyba jeden się likwiduje - bo ostatnio jak tam byłam to były jakieś resztki. No i jeszcze Tesco, Billa, gdzie też można dostać wege produkty. I drogeria dm na rynku :) Ale najlepszy sklep to nie Slunečnice, tylko Vega - jest malutki, ale świetnie zaopatrzony. Na moim blogu zresztą można o nim przeczytać :) Jest tu: https://plus.google.com/101618279367915470986/about?gl=pl&hl=pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tam też byłam, on nie jest samoobsługowy, prawda? Obsługuje miła pani. Kupiłam tam seitan i jakieś pasztety.

      Usuń
  14. Ja też uwielbiam Czechy i zawsze bardzo cieszę się gdy znajduję innego czechofila, więc miło mi, że do Ciebie trafiłam :) Również ujmuje mnie czeskie podejście do zycia. Czesi są tacy bardziej spokojni, cierpliwi, nie tacy porywczy i agresywni jak Polacy, choć oczywiście nasza emocjonalność ma czasem również dobre strony, bo generalnie jesteśmy dosyć wylewnym narodem. Jak słyszę opowieści o tym jak to Czesi nienawidzą Polaków, to zawsze bardzo się denerwuję, bo po pierwsze chyba nie ma narodu bardziej wrogo nastawionego do obcokrajowców niż my. Zwróćmy uwagę jak często pojawiają się u nas przejawy nietolerancji wobec "Ruskich", Ukraińców, Rumunów, "Żóltków", "Żydów" ... można wymieniać bez końca. Ale gdy usłyszymy o przypadku złego potraktowania Polaka na obczyźnie, to nas boli niesamowicie. Chcemy być lubiani przez wszystkich sami nie lubiąc nikogo? Pokrętna logika. Po drugie Czesi nie są do nas źle nastawieni. Oni po prostu nie interesują się nami specjalnie. Większość Czechów nie ma zdania na temat Polski jako narodu, a jeśli lubią lub nie lubią Polaków, to chodzi o konkretne osoby, które znają, a nie o Polaków jako całość. To tak jakby powiedzieć, że Polacy nie lubią Niemców. Pewnie znajdzie się spora grupa, która jest bardzo uprzedzona, bo została w wychowana w duchu niechęci do tego narodu, ale przecież to nie dotyczy wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że większość Polaków nie lubi innych, obcych, cenimy też najbardziej naszą kulturę, zwyczaje, jedzenie - może dlatego tak trudno odnaleźć nam się zagranicą. Od dawna już podróżuję sama lub w parze, ale kiedy byłam nastolatką dwa razy pojechałam na wycieczki zorganizowane, właśnie do Czech i do Francji. To była katorga, pomijając już to, że dla mnie nieznośne jest robienie dokładnie tego, co chce grupa, według programu zwiedzania - wkurzało mnie też i dziwiło zachowanie uczestników ( brak zaufania do lokalnego jedzenia, niechęć do spróbowania czegokolwiek, czego się nigdy nie jadło, podejście, że lepiej iść na hot doga, niż zjeść lokalną potrawę, wynoszenie jedzenia ze szwedzkiego stołu z hotelu "na później", wyśmiewanie głośno po polsku różnych rzeczy, i clue - zamiast zwiedzać, w niedzielę wycieczka poszła do kościoła na mszę w obcym języku, i wszyscy byli zdziwieni, że "robię problem" i chcę w tym czasie pojeździć metrem).
      Nie wszyscy Polacy są tacy, podróżujemy coraz więcej, ale ten brak otwarcia, ciekawości widać nawet u młodych ludzi, na zasadzie "lepiej się napić, niż oglądać zabytki". Wrrr!

      Cieszę się, że do mnie trafiłaś, o Czechach było już na blogu sporo, bo w ostatnim półroczu byłam tam trzy razy:)

      Usuń
    2. za to jak jesteśmy w Polsce to wszystko co zagraniczne jest lepsze :P proszki do prania, słodycze, filmy, książki, ciuchy itp.
      jakaś taka postkomunistyczna mentalność.

      Usuń
  15. Co za bzdurne podejście- "tam ludzie są milsi, staruszka czekała a potem z uśmiechem przeprosiła- w Polsce NA PEWNO by było inaczej. Tam ludzie są lepsi, milsi, uśmiechnięci...". Wszystko jest fajniejsze bo jest zagraniczne?? Fajnie, że wypowiadasz się za każdego mieszkańca tego kraju i wystawiasz świadectwo innym. A może to Twoja babcia by podniosła głos i Cię opieprzyła- moja zachowała by się kulturalnie bo została dobrze wychowana.
    Bella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiadam się na temat swoich osobistych doświadczeń. Nie wszystko jest fajne, bo "zagraniczne" - nie podobało mi się np. zachowanie ludzi w Holandii, mimo że idąc twoim tokiem rozumowania powinnam być zachwycona, bo to inny kraj, niż Polska.
      Chyba pochopnie mnie oceniasz.
      Ludzie w Czechach nie są lepsi - po prostu ich zachowanie jest spokojniejsze. W Polsce codziennie jestem świadkiem nieprzyjemnych zachowań w sklepie,kolejce, autobusie, na zasadzie "muszę być pierwsza/y do drzwi, siedzenia". Jeśli mieszkasz w Polsce, z pewnością to widziałaś. I nie chodzi o to, jak twoja babcia by się zachowała, tylko o ogół. Jest wiele miłych osób, ale ogół wykazuje pewne cechy zachowań, które są dla mnie niezrozumiałe ( np.pchanie się do pociągu, autobusu tak, że wysiadający nie mogą wysiąść - Czesi stoją w kolejce). Żeby nie było, pchanie się nie jest cechą tylko polską, wiele nacji nie wie, co to kolejka i kolejność...ale ja piszę o Polsce.
      Nie wiem, czemu relacja z podróży nie miałaby zawierać opinii na temat zachowania mieszkańców danego kraju i opisu pewnej sytuacji. Czy gdybym napisała, że to miało miejsce w Biłgoraju, byłoby ok? Uważam, że w Polsce ogół ludzi, nie pojedyncze jednostki, nie jest sympatyczny wobec obcych w sytuacji, gdy miałby być sympatyczny kosztem własnego dyskomfortu ( czyli nie lubimy czekać, ustępować, dziękować).
      Nie wiem, czemu używasz określenia "bzdurne", chyba wytaczasz zbyt wielkie działa. Byłam w wielu krajach europejskich po wiele razy, i nie o każdym moja opinia jest pozytywna na zasadzie "ale super, bo jestem zagranicą". Nie mam piętnaście lat, żeby się tak zachowywać.
      Głowę daję, że gdybym napisała, że Czechy do dupy, to ktoś by skomentował, że "jeżdżę i narzekam" :)

      Usuń
    2. ee, gdzie przeczytałaś zdanie które cytujesz, bo z ciekawości przejrzałam tekst ze 3 razy i nie znalazłam?

      daleka jestem od generalizowania ale wspaniały przykład porównujący Czechów i Polaków miałam podczas Euro i wstyd mi było za "naszych". nieustanne burdy, bójki, pijaństwo i obnażanie się. inni goście zachowywali się lepiej bądź gorzej ale akurat Czesi wyróżniali się pozytywnie na tym tle. to samo zauważyli znajomi będący wolontariuszami w strefie. nie mówię, że to świadczy o każdym przedstawicielu narodu, ale jednak coś pokazuje.
      a co do sytuacji przedstawionych przez Magdę to wydaje mi się, że to jedynie przykłady i nie ma znaczenia jak zachowaliby się ludzie u nas w analogicznej sytuacji, chodzi bardziej o ogólne wrażenie, czasem w niektórych miejscach czujemy się lepiej, swobodniej, niż "u siebie".

      Usuń
    3. Niestety ale Czesi jeśli chodzi o kulturę i stosunek do życia są przynajmniej jeden poziom wyżej od Polaków i co do tego nie ma wątpliwości. Przyczyny takiego stanu rzeczy są złożone: inny zabór, inna historia inne tradycje demokratyczne. Polakom bliżej jest do wschodu (ze wszystkimi plusami i minusami) niż do zachodu.

      Usuń
  16. Co do tego jaki mają stosunek do Polaków:

    http://zpravy.idnes.cz/polaci-maji-radi-cechy-0u2-/zahranicni.aspx?c=A130202_074145_zahranicni_cen

    OdpowiedzUsuń
  17. a powiedz, będąc w losticach, odwiedziłaś to słynne muzeum obok tego słynnego sklepu (czuć go z daleka, nawet przez podwójne drzwi :), czy też odpuszczasz takie turystyczne atrakcje?
    nie pamiętam jak się to muzeum nazywa, czy po prostu muzeum sera czy też twarożków ołomunieckich, a w tym sklepie obok to wiadomo co, twarożki na milion sposobów.

    dorissss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam przez chwilę w sklepie z twarożkami, bo kolega chciał kupić, ale do muzeum bym nie poszła. Ser jest produktem eksploatacji krów, to trochę tak, jakby zwiedzać rzeźnię.
      Aczkolwiek i tak było w sezonie zimowym zamknięte.

      Usuń
  18. Zajebiste zdjęcia, zajebista architektura. Większości opisywanych wynalazków (poza kofolą) nie znam, ale wygląda nieźle. Co do stereotypu niemiłych kelnerów i recepcjonistów, jestem gotów założyć, że bierze on się z renomy jaką sobie w latach 90ych wyrobili sąsiedzi z północy: kradzieże w sklepach, awantury w barach, demolki w hotelach, pokrzykiwanie na kelnerów,pstrykanie w palce etc...

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepraszam, że odgrzebuję stare posty, ale muszę się podzielić swoimi obserwacjami na temat polskiej i czeskiej mentalności.

    Od niedawna mieszkam z przesympatyczną Czeszką z Frydka-Mistka, która jest w Krakowie w ramach Erazmusa. Opowiada mi dużo o tym, co ją na co dzień spotyka i niestety muszę powiedzieć, że przeżyła jakiś rodzaj szoku kulturowego w zetknięciu z gburowatymi Polakami. Nie mogła pojąć, o co chodzi, kiedy panie w sekretariacie nie raczyły na nią spojrzeć, gdy przyszła ze swoją sprawą, i zajmowały się dalej tym, co robiły wcześniej, oczywiście w niczym nie pomogły; pani koordynator od spraw erazmusowych też okazała się zupełnie niepomocna i zamiast coś wyjaśnić i się zwyczajnie zająć tym, co jest jej psim obowiązkiem, odsyłała biedną Czeszkę to tu, to tam, po jakieś brakujące podpisy na dokumentach; portier na uczelni kompletnie nie chciał jej rozumieć, choć komunikacyjnie ona sobie naprawdę radzi świetnie, a kiedy nauczyłam ją, jak zapytać o co chce pełnym zdaniem po polsku, to i tak jej nie pomógł i coś tam wymruczał pod nosem; profesor, pod opieką którego jest, traktuje ją jak powietrze i ani razu nie skomentował jej projektu i powstającego obrazu (bo to ASP), chociaż wypadałoby się choć minimalnie zainteresować swoją podopieczną... Niby drobnostki, ale jednak dobrze oddają to, jakie podejście do świata mają Polacy. Tu nie chodzi przecież o nie wiadomo co, tylko o zwykłe zainteresowanie drugim człowiekiem.

    I ona nie jest na tych ludzi zła, tylko robi wielkie oczy, dlaczego tak się dzieje. Także naprawdę, w Czechach musi być lepiej pod względem uprzejmości.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dosyc veganskiego jedzenia mozna kupic tez v Tesco i sklepie Billa. Billa ma duzy vybor tofu i jest v kazdym miescie. Przepraszam za moj polski, jestem z Czech, z miasta Český Těšín.

    Šárka

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...