piątek, 18 stycznia 2013

weganka w Warszawie - Veg Deli

Veg Deli przy ulicy Radnej 14 to otwarta dosłownie przed kilku dniami 100% roślinna restauracja. W zeszłą sobotę było huczne otwarcie, na które jednak nie poszłam, bo nie lubię pchać się w tłumie, żeby triumfalnie wyrwać jakieś darmowe próbki;) Pojechałam więc sobie specjalnie do Warszawy w swój wolny dzień, a było to z mojej strony poświęcenie, bo padał śnieg i był mróz. Ale cóż - jest zima to musi być zimno!


Za drzwiami wita nas biało-drewniane wnętrze w nieco berlińskim stylu, biały bar, antresola ze stolikami, a na dole jeden wspólny stół i miejsce przy wysokim blacie, które zajęłam, żeby wyglądać na ulicę. Nie wiem, ile jest w tej restauracji miejsc, ale pewnie nie więcej, niż dwadzieścia. Na brak klientów na razie chyba nie narzekają - w porze obiadowej, kiedy ich odwiedziłam, wciąż napływały nowe osoby.


Tytułem wstępu - to jest restauracjo-lunchownia w nowoczesnym stylu, dla wielu zapewne szokująco droga. Jedzenie jest dobre i wykwintnie podane, ale ceny europejskie. Postanowiłam nie oceniać miejsca po jednej zupie, a nie wiem kiedy znów tam będę, więc zamówiłam hurtem kilka rzeczy, by się zorientować w smakach. Wydałam dużo, równowartość 15 euro, co dla Niemców czy Anglików pewnie byłoby drobną sumą, ale dla nas nie jest - nie wyobrażam sobie wydania tej sumy podwójnie, czyli pójścia w dwie osoby, chyba że na jakąś wyjątkową rocznicę, ślubu czy czegoś podobnego. Może inni klienci nie mają z tym problemu, ale dla mnie było zbyt drogo. Szkoda, że roślinne jedzenie jest tak wysoko wyceniane.

Zupa kosztuje 12 zł, co da się przeżyć, a lunch ( zupa plus drugie) 25. Postanowiłam jednak nie brać lunchu, ponieważ na drugie danie był makaron w sosie pomidorowym, a to danie musiałoby być naprawdę kosmicznie przyrządzone, by wyrwać mnie z butów. Zdecydowałam się na żytnie kanapki z pesto z buraka, hummusem i pasztetem oraz grillowanymi warzywami.


Były przepyszne - każda pasta i pasztet miały wyraźny smak, grillowana cukinia i wstążki z marchewki oraz dressing ( chyba cytrynowy) świetnie uzupełniały się z cudownym podpieczonym żytnim pieczywem i pastami. Jedyny zgryźliwy pomysł to te zielone, nieco przywiędłe liście - nie udało mi się rozgryźć co to było, na początku myślałam, że mięta, potem że kolendra, ale chyba żadne z nich. Zjadłam ich trochę, miały dziwny smak.

 Zupa-krem z papryki to bardzo dobry wybór! Była kremowa, bardzo dobrze przyprawiona, pikantna, ale nie orientalna. Świetnie pasował do niej ocet winny, którym była skropiona. Do zupy nie mam żadnych zastrzeżeń.


Napoje są robione na bazie domowych soków - ja piłam z lawendą i imbirem. Był smaczny, delikatny, trochę za mało imbirowy. Dobry i duża szklanka, ale znów mam zastrzeżenia do ceny ( 12zł).

Chciałam spróbować ciast, ale wydawały się bardzo typowe ( czekoladowe, szarlotka), więc zdecydowałam się na creme brulee, i niestety bardzo się zawiodłam. Nie jadłam go nigdy w oryginale, ale wiem jak powinien wyglądać i czytałam przepisy. Tutaj, za 23 zł, dostajemy po prostu podgrzany tofurnik z miseczce, w dodatku nienajlepszy - zbyt mdły i słodki, z wyczuwalną nutą fasolową, czego nie lubię w tofurnikach. Creme brulee to nie sernik! Oprócz masy tofu powinien mieć na dole syrop lub jakiś słodki sos, a na wierzchu warstwę śmietanki czy kremu, np. sojowego czy owsianego.
Nie było to danie złe czy nieudane, tylko że nie było po prostu tym, czym powinno było się okazać. Wiem, że wyjdę na dziada, bo cały czas marudzę na ceny, ale 23zł za kawałek ciasta ? ( dyniowe też tyle kosztowało).


W Veg Deli na pewno umieją gotować i mają pomysły. Umieją bawić się smakami, nie idą na ilość, obsługa jest miła, a wnętrze ciekawe. Polecam na sobotni obiad czy romantyczną kolację - sprawdzi się, bo nie jest to fast foodowa jadłodajnia.
Świetnie, że powstaje coraz więcej całkowicie wegańskich miejsc.

39 komentarzy:

  1. podoba mi się na wygląd ale ceny faktycznie przesadne. właśnie może z jakiejś wyjątkowej okazji bym tam wpadła ale na obiad gdy jestem na mieście i muszę coś zjeść - niestety nie, wtedy wybieram takie miejsce, gdzie jest dużo i tanio. podobny problem mam z wrocławską machiną organiką, gdzie jedzenie i wystrój bija na głowę inne nasze wege knajpy, ale ceny i porcje też robią z niej okazyjną, bo w życiu bym się tam nie najadła po kilkugodzinnej lataninie po zimnie.

    co do creme brulee to jadłam we francji i najbardziej przypomina jedwabisty budyń z palonym cukrem na wierzchu. w wersji vegan pewnie sprawdziłby się krem na bazie tofu i budyniu ale o wiele rzadszy (albo samego silken tofu, poezja), z konieczną cukrową skorupką do rozbicia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a, i poza tym -choć nazwa veg deli nie jest szczególnie oryginalna, bardzo podoba mi się dopisek "roślinna restauracja" :)

      Usuń
    2. Mi też! Miło jest zobaczyć coś innego niż kolejną wariację w stylu WEGEDAJNIA :)

      Usuń
  2. Na pewno zajrzę. Mam tylko nadzieje, że zdążę! Bo do rzeszowskiego Gren Way'a wybierałam się tak długo aż mi zamknęli

    OdpowiedzUsuń
  3. Te ceny to kosmos. Mam nadzieję, że w Loving Hut jest pod tym względem lepiej, bo mam zamiar tam się wybrać, jak będę następnym razem w stolicy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Loving Hut najdroższe danie wielkie na cały talerz 22zł, a większośc tańsza. Ciasto z kremem sojowym 5 zł.

      Usuń
  4. Ja bym te ceny określiła jako złodziejskie. Z resztą w dniu otwarcia na fejsie wyskoczyło mi menu w jakimś innym lokalu. Obiad był w wersji mięsnej- normalny, uczciwy posiłek i bezmięsnej- coś w stylu plasterek sałaty + plasterek marchewki, obydwa w tej samej cenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to może jakiś nowy trend, bo generalnie w restauracjach "wszystkożernych" wege dania są tańsze od mięsnych

      Usuń
    2. Hej, nie przesadzałabym, że ceny są złodziejskie - jak na obiad w warszawskiej restauracji na Powiślu, są naprawdę normalne albo i ciut niższe. W sąsiednich lokalach na Solcu albo na Lipowej jest dużo drożej, więc to kwestia lokalizacji i całego ich podejścia do gotowania. Na codzienne lunche jest sporo tańszych wegetariańskich restauracji, a porównując ceny lunchowe ich oferta dowoza 25 zł za zupę, drugie danie i deser jest naprawdę niczego sobie :)

      Usuń
    3. Właśnie dowozu na razie już nie ma, pewnie wrócą do niego jak się ogarną z restauracją i jej funkcjonowaniem.
      Mnie zgięła cena ciasta. Ok, zupa za 12 może być, lunch za 25 czasem też przeboleję. Ale żeby zjeść zupę, przystawkę ( te kanapki), coś wypić i zjeść deser, trzeba mieć 60-65zł/os. W Polsce to jest dużo, są ludzie, którzy na taką kwotę pracują 6h ( choćby sama tak pracowałam w cateringu).
      Aż się boję iść na Lipową a planowałam :)

      Warszawa jest bardzo droga, porównując choćby z Lublinem, w którym byłam w środę ( tam kawa 8zł, obiad dla dwojga 48). Toruń też nie był tani, ale jest tam np. Karotka, gdzie danie obiadowe kosztuje 10-12zł i jest ogromne, z surówkami, a sok 4zł. Wiadomo, że nie każdy/chce może mieć ceny jak z baru mlecznego, bo np. kupuje eko składniki albo celuje w inną klientelę - no ale według mnie ceny muszą być adekwatne do przeciętnych zarobków. Zarabiając 1000zł/mc nie mogę jeść zbyt często obiadu za 60:)

      Usuń
    4. myślę że takie miejsca też są potrzebne w wersji wege, czasem się świętuje jakąś okazję albo spotyka z kimś w "sprawach biznesowych" to nie ma gdzie iść, bo wszystkie wege knajpy mają albo ekscentryczny wystrój, albo przypominają bar szybkiej obsługi/mleczny.

      Usuń
    5. Mi się też wydaje, że te ceny nawet jak na Warszawę to dość wygórowana sprawa. Za bardziej wykwintne dania spoko, rozumiem, że trzeba wziąć więcej, ale np. w Vege Mieście lunch kosztuje 23 zeta i w tym jest zupa, drugie danie i jeszcze napój (coś w tym stylu jak na Twojej focie, czyli ziołowo-owocowy).

      Z drugiej strony zauważyłam też, że ludzie strasznie marudzą jak muszą zapłacić za obiad 25 zeta, ale za kawę w SB czy CH za 15-18 zeta płacą bez wahania, choć przecież jak się o tym chwile pomyśli, to strasznie dużo za kubek z sieciówki :)

      Usuń
    6. Może ja też na to patrzę przez to, że mnie nie stać, ale 65 złotych/ os. na obiad to się wydaje w normalnej restauracji, tutaj dania wyglądają na mocno lunchowe/ śniadaniowe.

      Poza tym mam barierę psychiczną przed płaceniem ceny obiadowej za KANAPKI :D

      Usuń
  5. Ciekawe miejsce, może kiedyś będę miała okazję zajrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak będe kiedys w Warszawie to pójde do loving hut bo wiele dobrego otym miejscu slyszalam jesli chodzi o ceny i wybor roznych potraw :P
    A wiesz może gdzie można w Warszawie zjesc lody giuseppe ?

    Pozdrawiam Baśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że się wtrącam, ale moim zdaniem Loving Hut nie jest takie smaczne - choć to pewnie sprawa kubków smakowych. Za to polecam Au Lac.

      Usuń
    2. Ależ wtrącaj się, od tego jest dyskusja;)

      Też wolę Au Lac, często tam chodzę, a w Loving Hut byłam raz, co mówi samo za siebie. Ale jest tam dobre zielone ciasto z pandanowca.

      Usuń
    3. Mam przyjaciół, którzy mieszkają tuż nad Au Lac więc jestem tam bardzo częstą klientką :) Do Loving Hut zawsze chodzę na moje ulubiony zestaw czyli naleśniki ryżowe i słynne ciasto z pandanowca :)

      Usuń
    4. A jakie nadzienie mają te naleśniki?

      Usuń
    5. A czy Au Lac jest nadal mięsny?
      Czy może coś się w tym barze zmieniło?

      Kiedyś chciałem tam pójść, ponieważ na początku zaczynał chyba jako bar wegański. Ale jak spojrzałem na menu to mnie odrzuciło. Na początku były potrawy wegańskie a później pełno mięsa.
      Teraz na stronie nie otwiera się informacja o potrawach, więc może coś tam drgnęło w kierunku wegańskim?

      Coś wiecie na ten temat?

      Pozdrawiam
      Sławek

      Usuń
    6. Są nadal niestety potrawy mięsne, ale wegańskich jest więcej, a w menu jest napisane, że są przygotowywane w innej części kuchni z użyciem innych naczyń.

      Usuń
  7. w Olsztynie vege jest tylko Greenway, stochę szkoda bo już mi się przejadł trochę, dobrze że mają dania dnia ;) wiem że w Greenach w każdym mieście są inne ceny i cieszę się że w Olszu mamy tak tanio- zestaw obiadowy zupa drugie danie i kompot/lemoniada, zależnie od dnia, 10 zł! a nie da się przejeść, ja raz tylko zamówiłam zestaw bo nie byłam w stanie go zjeść.. a np. naleśnikiem pełnoziarnistym z owocami można się najeść na parę godzin a kosztuje 7zł. sama zupa 3zł. oczywiście G ma minusy, ale w kategorii tanio i pysznie wygrywa ze wszystkimi knajpami na starówce i praktycznie zawsze jest u nich kolejka, czasem nawet 15 minut trzeba w niej czekać.. :o

    ale nie ma co porównywać greena do veg deli, zupełnie inna półka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cały mój komentarz jest ogólnie invalid, bo green nie jest wegański.. tylko wegetariański. niewiele u nich tak naprawdę wegańskich potraw i nie są w żaden sposób oznaczone, trzeba wypytywać obsługę.

      Usuń
    2. W Toruniu w Greenie były oznaczenia - wielkie zielone "V" na tablicy obok zdjęć wegańskich dań. Inna sprawa, że było ich tylko dwa albo trzy...

      Usuń
    3. Z tego, co pamiętam, w Olsztynie też tak kiedyś było, już nie jest?
      Wegańskich bardzo mało i rzeczywiście jedyny Green Way, nic poza tym, pustynia, ale nie wiem, czy gdyby było więcej nie świeciłyby pustkami, bo Ol. to dziwne miasto.
      No, ale ten jedyny Green Way bije na głowę wszystkie inne GW, w jakich byłam.

      Usuń
    4. Z tego, co pamiętam, w Olsztynie też tak kiedyś było, już nie jest?
      Wegańskich bardzo mało i rzeczywiście jedyny Green Way, nic poza tym, pustynia, ale nie wiem, czy gdyby było więcej nie świeciłyby pustkami, bo Ol. to dziwne miasto.
      No, ale ten jedyny Green Way bije na głowę wszystkie inne GW, w jakich byłam.

      Usuń
  8. Jak na moje możliwości z cenami nie jest źle,ale muszę się sama tam przejść, by przekonać, czy godne mego podniebienia. ale rozbawił mnie ten creme brule. miałam przyjemność jeść ten deser w Paryżu ( w czasach wegetarianizmu ). teraz chcę go odtworzyć w wersji raw food.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiadomo,że w stolicy drożej,a ceny nie zawsze adekwatne do porcji.
    Wg mnie miejsce bardzo klimatyczne,ceny to już zależy od zasobności portfela.Prawda jest taka , że mało jest miejsc vege z wystrojem wspomniane Loving Hut czy Au lac to bary z plastikowymi sztuccami ,sztucznymi kwiatami i chociaż jedzenie smaczne (loving hut uwielbiam,szczegolnie za granica np. w pradze bo mają bufet i kilka rodzaji ciast!:) ,za au lac nie przepadam bo wszytsko co smazone ocieka tłuszczem) to raczej wpada sie tam by zjeść a nie świetować.Mieszkam w Warszawie więc na pewno wpadnę na research;)
    Z ciekawych kulinarnie miejsc to polecam jeszcze witariańską restaurację na ul.Wałowej Surya,lokal ma swoję strone internetową wiec można zapoznać się z cenami.

    Druzjana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Suryi już idę i idę z pół roku, i dojść nie mogę. Ceny moim zdaniem też dość wysokie, ale surowe ciasta wyglądają bosko.

      Usuń
    2. A mnie ostatnio Suryia trochę rozczarowała - zamówiłam dwa obiady z dowozem do domu, kosztowała to 120 złotych. Zupa była bardzo przeciętna, danie wegańskie również a mój surowy zestaw... też nie do końca. Były w nim różne małe dania do spróbowania, surowa lasagne, surowy burger, frytki z kalarepy, marynowane pieczarki z cebulką i sos z nerkowców. Lasagne była naprawdę przepyszna, bardzo delikatna i kremowa ale burgera ciężko było przełknąć, marynowane pieczarki z cebulką też były zupełnie od czapy a sos z nerkowców był gęsty i bez smaku. Trochę szkoda.

      Usuń
  10. i jeszcze bar smacznego na wspólnej , tak jak w greenwayu dania wegańskie są oznaczone V,ceny przystępne.

    Druzjana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Smacznego nigdy nie byłam, oglądałam zdjęcia i dużo rzeczy wydawało mi się z nabiałem. Muszę się wybrać.

      Usuń
    2. bo stety/niestety jest ona wegetariansko-wegańska z akcentem na wegetariańska,ale burrito wegańskie całkiem smaczne.i trzeba przyjśc wcześnie bo jak się wpadnie po porze obiadowej to jest mały wybór i prawie niczego nie ma;/

      Druzjana.

      Usuń
  11. coś w temacie złodziejskich cen w tym przybytku- ciekawa dyskusja pod zdjęciami a propos tego, że ceny tam się zmieniają tydzień po tygodniu (pod innymi zdjęciami podobne komentarze) https://www.facebook.com/media/set/?set=a.471716696211569.98865.411110718938834&type=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak, widziałam tę dyskusję i nie rozumiem ich podejścia...

      Usuń
  12. apropos veg deli - nie jest to pierwsze miejsce stworzone przez obie panie, a drogo w nim i nic poza tym. właścicielki skasowały wszystkie posty ze swojego FB, zdarza im się kasować negatywne komentarze, teraz wybiórczo kasują rekomendacje. tylko patrzeć jak skasują cały profil ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledzę profil na bieżąco, groziły prokuraturą już za wykorzystanie loga knajpy;)

      Dyskusja na ten temat rozpętała się na pewnej wegańskiej grupie na fb, i trochę jestem zdziwiona, że niektórym jest wszystko jedno gdzie jedzą, kogo wspierają i jakie tam mają warunki pracownicy...

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...