czwartek, 17 stycznia 2013

weganka w Lublinie

No, mam trzydzieści dwa lata. Nie uważam tego za koniec młodości, ani tym bardziej za moment do ustatkowania się, zawsze robiłam prawie wyłącznie to, co mi się podobało i mam zamiar dalej żyć w podobny sposób.
Chciałabym może przeżyć ostatnią dekadę jeszcze raz, ale nie dlatego, że jej żałuję, nie - mieszkałam w wielu miejscach, poznałam świetnych ludzi, wiele widziałam, sporo zrobiłam dla siebie i innych. Chciałabym może przeżyć ją jeszcze raz inaczej, w innym miejscu, mieć znowu te dziesięć pustych lat do zapełnienia przed sobą.
Dwudzieste drugie urodziny spędzałam sama w Krakowie ( tam wtedy mieszkałam). Poszłam do kina na Monsunowe Wesele i do Momo na makaron z dynią. Była piękna pogoda jak na styczeń i w ogóle nie było mi smutno.

Trzydzieste drugie zaś...w Lublinie. Dlaczego? Bo jest to jedno z nielicznych dużych polskich miast, w których nigdy nie byłam ( teraz zostały mi już tylko Zamość i Szczecin). Bo słyszałam wiele dobrego o starym mieście, atmosferze, zabytkach pożydowskich. Bo polski bus nie zawiódł i kupiłam bilety dla dwóch osób za 6zł.

Wyprawa była hard core'owa pod względem pogodowym. Im dalej od Warszawy, tym robiło się gorzej - kiedy o dziesiątej rano zajechaliśmy na dworzec PKS w Lublinie, który okazał się rozjechanym placem pełnym kałuż, mokry śnieg już napieprzał, bo padaniem tego nazwać nie można. Pojawił się moment zwątpienia, a nawet nielogiczne pytanie Czemu ja zawsze muszę mieć urodziny w zimie?;). No, ale nic, prawdziwa podróżniczka chowa twarz w szalik, poprawia zamek w kurtce i idzie dalej.


Cała idea fotografowania miasta musiała podlec szybkim modyfikacjom, aparaty mokły, nie można było nawet rozłożyć mapy. Ale co, idziemy? Idziemy!
Poszliśmy szukać starego kirkutu i cerkwi. Strzałki były bardzo niekonkretne i szybko się zgubiliśmy, chyba weszłiśmy na nie to wzgórze.

Znaleźliśmy jednak takie oto ciekawe schody.



Próba rozłożenia mapy, zakończona niepowdzeniem - jak widzicie, jestem w spodniach. Rzadkość! Spodnie, biker boots i czapka miały chronić przed śniegiem i mrozem, ale i tak było mi chłodno, a buty w końcu przemokły. Kałuże były po kostki, trafiliśmy na roztopy.


Klasyczne zdjęcie w wąskiej uliczce. Zainteresowały mnie plakaty na murze.

Przedstawiały żydowskie rodziny.


Właziliśmy w co ciekawsze podwórka i bramy.

Stare Miasto jest takie, jakie lubię - rozległe, ale puste, nieco zaniedbane, pełne zaułków i architektonicznych niespodzianek.

Rynek.

Tu mieszkała Janina Porazińska, autorka książek dla dzieci. Jej autobiografią I w sto koni nie dogoni, w której opisuje właśnie życie w Lublinie na początku XX wieku ekscytowałam się bardzo jako dziecko.
Jak widzicie, na mojej czapce jest już jakieś pół tony śniegu, który nadal uparcie padał.


Około południa postanowliśmy się trochę wysuszyć i ukryć przed zimnem. Wcześniej prosiłam o rady, gdzie się udać czytelników na fb i wskazali kilka miejsc - jednym z nich jest Kawiarnia Kawka, ul. Okopowa 9.


Nie było tam mgły, po prostu obiektyw mi się spocił;)
Kawka to strasznie miłe miejsce. Przemyślany wystrój, świetna podłoga z szarych desek, bardzo sympatyczna pani obsługująca, tanio ( w porównaniu z Warszawą, ale i nawet z Toruniem - pyszne, gigantyczne cappuccino i wielka herbata w sumie12 zł)...i żadnych klientów. Nie wiem co jest z tym chodzeniem do kawiarń w Polsce - ludzie narzekają, że ich nie ma, że jak by były to by przesiadywali, a potem miejsca świecą pustką i często muszą kończyć działalność...

 Cappuccino-gigant, które piłam przez godzinę.

Trochę ogrzani poszliśmy dalej spacerować po centrum, podjęliśmy próbę znalezienia Tektury, zahaczyliśmy o kilka parków, obejrzeliśmy trolejbusy ( uwielbiam!), kupiliśmy czosnkowe paluszki Lubella i zimowe piwo Perła o smaku różano-bzowym, czyli lokalne specjały.

I postanowiliśmy coś zjeść...w tym celu udaliśmy się do Zielonego Talerzyka na ul. Obrońców Pokoju 23.

Nie jest to miejsce wegańskie ani nawet wegetariańskie, niestety - ale codziennie jest coś bezmięsnego do zjedzenia. Wystrój jest bardzo ciekawy i widać, że knajpa cieszy się powodzeniem - w czasie gdy tam siedzieliśmy, na obiad wstąpiło kilka grup ludzi. Ceny znowu pozytywnie nas zaskoczyły - za dwie zupy ( miso i grochowa), kapustę curry, dwie szarlotki i grzaniec z soku aroniowego zapłaciliśmy 48zł. Np.w poznańskim Kwadracie czy warszawskiej Plantacji za tę kwotę zje się o wiele mniej.
Jedzenie mnie jednak nie zachwyciło - było poprawne i nic więcej. Zupa miso zbyt delikatna, nie czuło się pasty miso ani sosu sojowego. Kapusta w indyjskich przyprawach była dobra i podobał mi się pomysł dorzucenia do niej moreli. Grochówka podobno smaczna. Szarlotka sypana przeciętna, ale porcje duże. Grzaniec z soku był smaczny i zawrotnie pachniał goździkami.

Trzeba na pewno kolejny raz wybrać się do tego miasta, najlepiej wiosną.

Kolejne kierunki - Trójmiasto w lutym, w marcu wyjazd-niespodzianka na urodziny R., a potem już przygoda wiosny czyli trasa Vilno-Riga-Tallinn-Helsinki, jeśli się uda. Oby.

35 komentarzy:

  1. Zielony Talerzyk, to chyba zgapił nazwę od nas! ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, bo niedawno powstał:)

      Usuń
    2. Zielony talerzyk nazywa się tak ze względu na wspomnienie o Zielonym Imbryku - herbaciarni, którą dawno temu prowadziła w Lublinie obecna właścicielka Talerzyka :)

      Usuń
  2. uwielbiam w czwartki pic herbate z mlekiem i czytac twojego bloga:) az mi sie chce jechac do lublina

    ola wu

    OdpowiedzUsuń
  3. ♥ mój Lublin ♥ tęsknotka się włącza ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja 30 stycznia jadę właśnie na tripa Tallin-Ryga-Wilno;) Też ogarnęłaś bilety na Simple Express ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale zamierzam jechać właśnie Simple Expressem:) A do Helsinek promem z Tallinna.

      Usuń
  5. jeśli jesteś jeszcze w Lublinie to polecam odwiedzić Zamość, a tam lokal "Owca cała", wegetariańsko- wegański bar, moim zdaniem rewelacyjny (jeśli jeszcze tam jest, byłam tam dwa lata temu)
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem już w domu, byłam w Lublinie tylko 7h:) Do Zamościa na pewno się wybiorę jeszcze w tym roku - ale Owca już nie istnieje.

      Usuń
  6. Nigdy nie byłam, a teraz chciałabym odwiedzić. A mimo napieprzającego śniegu daje się zauważyć jeden olbrzymi pozytyw - zero ludzi :D Nie cierpię łazić w tłumie, więc taki wypad by mnie zachwycił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zwiedzać w dzień powszedni, jeśli się ma czas. W Pradze byliśmy od poniedziałku do piątku, w Lublinie w środę. Ma to swoje plusy - puste pociągi, wolne stoliki w knajpach, ludzie nie włażą w kadr podczas robienia zdjęć;) Ale jest też trochę minusów - w Lublinie np. z powodu pogody zamknięta była wieża widokowa, na którą chciałam wejść.

      Usuń
  7. fajny ten Lublin, ale ja mam dość daleko...może kiedyś w drodze na Ukrainę zahaczę?

    a, śniło mi się parę dni temu, że mnie odwiedziłaś :P coś gotowałam a potem miałyśmy iść na koncert rykardy parasol (co jest podwójnie dziwne bo raczej jej nie słucham na codzien :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga osoba dziś pisze, że się jej śniłam:) też nie słucham Rykardy Parasol, ale pewnie bym poszła;)

      Usuń
  8. Ciekawa relacja, fajna czapka z uszami :). Mi jeszcze zostało kilka lat do 30, ale zleci szybko, bo to tylko tak się wydaje. Boje się mieć tyle lat. Co to będzie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie będzie, dalej będziesz żył i będziesz sobą;) Mój facet ma o sześć lat więcej ode mnie i nadal czuje się młodym człowiekiem, jest weganinem, podróżuje, słucha muzyki. Ani trzydziestka, ani czterdziestka to nie są żadne "magiczne daty" i bramy ku starości.

      Usuń
  9. Byłam ciekawa Twojej relacji, bo jestem z Lublina. I nie znoszę go ;) Ale sa momenty kiedy jest zaczarowany. Na przykład, kiedy odbywa sie Carnaval Sztukmistrzów. Cale miasto wtedy zyje, jakby mobilizowało wszystkie siły ukryte podczas całorocznego marazmu i to wybucha pod ogromnym ciśnieniem... Wydobywa się wtedy z Lublina zaczarowany urok.
    Albo jak jest pełnia lata i siedzi się na Starówce w Gramofonie, w ogródku. Tam jest jak w tajemniczym ogrodzie. Kawałek muru, kamienie, dzika grusza na środku, na której rosną gruszki i wiszą kolorowe szklane latarenki. Obok fontanna z rzeźbą. Inny świat. Zaczarowany.

    Co do jedzenia, to bardzo cieżko znaleść coś wegańskiego. Warto zajrzec do sklepo baru Wegetarianin na Narutowicza, jedzenie nie powala (oprócz falafela z sosem tahini, jesr przepyszny) ale kosztuje grosze. Obiadowa porcja 5-6 zł.

    A Tekturę udało Wam się znalesć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Wegetarianinie słyszałam różne opinie, z przewagą nienajlepszych, a przede wszystkim takie, że mało tam wegańskich dań. Gdybym była w Lublinie na dwa dni albo miała czas i miejsce w żołądku na drugi obiad, to pewnie bym się tam wybrała z ciekawości, ale pierwszym celem był Zielony Talerzyk. I też mnie nie powalił, acz było sympatycznie:)

      A jak jest z falafelami w budkach, kebabach itp.? Na Krakowskim Przedmieściu widzieliśmy zachęcające ceny - 5zł za falafela w picie. Niestety, akurat było zamknięte. Jeśli są dostępne, to bardzo tanio, w Warszawie są po 7-9zł.

      Do Tektury nie dotarliśmy, szliśmy Wieniawską i szliśmy, chyba źle zapamiętaliśmy adres, bo pod 14A ukazało się nam podwórze, a w dole jakiś park i tyły kamienic.

      Usuń
    2. Bo w Wegetarianinie gowy nie urywa, ale menu jest ruchome i zdarzaja sie niezłe rzeczy, niestety z moich obserwacji wynika ze najczesciej latem i wczesną jesienia. Ale falafel zwykle jest przepyszny, chociaz ostatnio jak jadlam surowka w srodku byla lodowata ;/ W kazdym razie mam do nich slabosc, bo nigdzie indziej nie mozna kupic litrowego słoja tahini za 18-22zł ;) Co do falafeli w budkach znalam dwa miejsca godne polecenia ale nie mam pojecia czy jeszcze funkcjonuja, bo dawno nie bylam. Cena kojarze raczej kolo 7-9zł, za 5 to tylko w Wegatarianinie widzialam...

      Tektura to jest chyba Wieniawska 15A, nie 14. Zaraz za Biedronką, taki dziwny budynek http://tektura.wordpress.com/
      Park jest zdecydowanie po drugiej stronie ulicy.

      Usuń
  10. Świetna wycieczka! Zazdroszczę! Muszę wymyślić coś dla siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Lublin- miasto dzieciństwa, ukochane, ulubione - dzięki że chociaż poprzez zdjęcia mogłam go trochę "nawdychać" bo ostatnio byłam tam 7 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne miasto, duże, ale klimatyczne i wygląda na dobre miejsce do spędzenia dzieciństwa:)

      Usuń
  12. Ja czekam, aż kiedyś sylwester wypadnie w cieplejszej porze roku.

    Wszystkiego najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. W zeszłym roku też spędziłam swoje 22 urodziny sama w Krakowie i też nie było mi smutno ;) A Ty zupełnie nie wyglądasz na swoje 32. Trzymam kciuki, żeby się udała wyprawa na północ, bo Tallin jest bajkowy, Helsinki też mają swój urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyglądam, to weganizm!:)

      Bardzo się cieszę na Tallin, Rygę zresztą też.

      Usuń
  14. O nie! Źle ze mną! Żle!!! Najwyższy czas wracać do weganizmu ;)
    Dopiero zajarzyłam...
    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Kochana, jak najwięcej takich udanych podróży, Miłości, wegańskich knajpek, uśmiechów i zdrówka :)
    Uściski przy najbliższej okazji :)))
    :************************************

    OdpowiedzUsuń
  15. w zielonym talerzyku tanio i niezbyt dobrze, bo to knajpka na miasteczku akademickim, czyli trzeba przyciągnąć biednych studentów;) mieszkam w lublinie drugi rok i na starym mieście byłam 2 razy... ehh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czemu tak rzadko chodzisz? warto się posnuć i poznać miasto.

      Usuń
    2. no niestety wybrałam takie studia że po prostu nie mam czasu. a o jeżdżeniu po Polsce to mogę na razie pomarzyć, zazdroszczę podróży!:)

      Usuń
  16. hej mieszkam w Zamościu, mam wolną kanapę (na jedną osobę, dwie szczupłe też dadzą radę :)). Mieszkam z mężem i synem, wege nie jesteśmy ale jeśli masz ochotę przyjechać na 2-3 dni to zapraszam. Jeśli się zdecydujesz to szczegóły omówimy w mejlu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miło, jak będę planowała się tam wybrać to chętnie wpadnę:)

      Usuń
  17. Hej, zaintrygował mnie Twój wpis określający nasze (bo jestem z Lublina) Stare Miasto jako... rozległe ;) Naprawdę, słyszałem mnóstwo epitetów dotyczących lubelskiego Starego Miasta, ale ten byłby ostatni, o jakim bym pomyślał ;) Nie wiem, jaką masz skalę porównawczą, ale biorąc pod uwagę znaczenie Lublina w historii, jego ogólne rozmiary to nasze Stare Miasto jest wręcz kameralne. Zamknięte w murach opartych o zbocza Wzgórza Staromiejskiego. Tutaj topografia terenu odegrała kluczową rolę.

    No chyba, że uznałaś za Stare Miasto także obszar Śródmieścia, tj. za Bramą Krakowską lub pozostałe wzgórza Czwartek, Białkowską Górę, Żmigród etc.

    Pozdrawiam i zapraszamy wiosną lub latem. Lublin to miasto zieleni, i to nie tylko takiej zamkniętej "w rezerwatach" takich jak parki, ogrody, skwery, ale zieleni wypełniającej ulice. Zupełnie inne miasto.

    A w ogóle najlepsza byłaby czarodziejska Noc Kultury (I sobota czerwca) - nie mylić z Nocą Muzeów, Nocą Teatrów etc.

    OdpowiedzUsuń
  18. Polecam bar Wegetarianin na Placu Wolności - od kilkunastu lat jest tam super tania wegetariańska kuchnia, już od 5 zł można zjeść drugie danie!! (Ja polecam falafel) I zaopatrzyć się w zdrową żywność:) Ten lokal wykończył Green Way'a, choć jest schowany w piwnicy!! Pozdrawiam !!

    OdpowiedzUsuń
  19. Miło było poczytać o Lublinie i kawiarni Kawce którą chciała bym odwiedzić(kibicuję jej od momentu otwarcia).Niestety odległość nie pozwala(650 km).O najlepsze miejsce na zjedzenie wegańskiego obiadu i o Tekturę trzeba było zapytać w Kawce.Oni są też z tych "klimatów".A w Trójmieście? Tu jeden dzień nie starczy.Warto zobaczyć starą Oliwę,Wrzeszcz od strony Wajdeloty gdzie mieszkał autor "Blaszanego bębenka".Jaśkową Dolinę z jej willami. W Sopocie warto zapuścić się w boczne uliczki zwłaszcza te w stronę Gdyni albo górnego Sopotu. A miasta od Wilna po Helsinki cudowne,zwłaszcza Tallin.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...