poniedziałek, 14 stycznia 2013

pierogi okupacyjne

Pisałam już kilkakrotnie, że niespecjalnie umiem robić pierogi oraz naleśniki. Chodzi oczywiście o kwestię ciasta, bo pomysłów na nadzienia mam co niemiara. Niech dowodem na moją indolencję w kwestii pierogowej będzie to, że przez cztery lata pisania bloga ugotowałam je dwa razy - tutu.

Dzisiaj trzeci raz, a są to pierogi okupacyjne według przepisu mojej babci. Podczas okupacji babcia, jako młoda dziewczyna, przebywała z rodziną w domu pod Siedlcami. Wszyscy radzili sobie wtedy jak mogli, jedli to, co było, a że białego sera brakowało, robiło się ruskie w wersji ubogiej, czyli właśnie pierogi okupacyjne. Tanie a pożywne - potrzeba cebuli, ziemniaków, mąki, wody i soli.
Babcia żyje po dziś dzień, ma 90 lat, jednak jej umysł nie jest już niestety sprawny. Pierogi znam z jej opowieści, z autopsji nie, bo, jak chyba wszyscy, którzy przeżyli trudne wojenne lata, nie miała ochoty odtwarzać ich w czasach, gdy już wszystko było, tylko robiła po prostu klasyczne ruskie lub wersję dla mnie niestrawną, ruskie z drobno pokrojoną w farszu kiełbasą.

Mimo moich radykalnie feministycznych poglądów, miły dreszcz daje mi poczucie jedności kobiet, zachowywania i przekazywania pewnych zwyczajów, powiedzeń, umiejętności z pokolenia na pokolenie. Nie uważam, że muszę gotować, bo jestem kobietą - gotuję, bo lubię, nie lubię natomiast sprzątać, więc nie sprzątam. Smutny stereotyp, że pewne obowiązki są uważane za kobiece, a pewne za męskie nadal niestety pokuktuje właściwie wszędzie ( dziwnym trafem tych kobiecych jest więcej!). Czasy, kiedy mężczyzna nie umiał ugotować wody na herbatę odchodzą szczęśliwie w niebyt wraz z najstarszymi pokoleniami, młodzi faceci zaczynają gotować, ale wciąż jeszcze fakt, że jakaś dziewczyna tego nie umie jest powtarzany jak anegdota, z lekką przyganą ( no bo jak to?!), a jeśli chłopak nie umie i przypala wodę na makaron, to dla wielu kobiet jest to zabawne i rozczulające. Mnie to jakoś nie rozczula - skoro ja umiem przybić gwóźdź, wnieść ciężką paczkę na czwarte piętro i przepchać ubikację, to dlaczego średnio inteligentną jednostkę płci męskiej ma przerastać upieczenie ciasta czy ugotowanie zupy?
Ano, bo łatwo jest nie umieć.

Wychodzę z założenia, że każdy człowiek powinien być w stanie zrobić wokół siebie podstawowe rzeczy, tak by nie być od nikogo przesadnie zależnym. Gotowanie jest ewidentnie moją działką, ale mam poczucie, że sama ją wybrałam. Lubię robić staroświeckie, skomplikowane potrawy, znam wiele tricków starej gospodyni, które podpatrzyłam choć nikt mnie ich nie uczył. Dziś, osączając pierogi na łyżce cedzakowej w jednostajnym rytmie i licząc te wrzucane do wody ( raz-dwa-trzy-cztery-pięć), miałam poczucie jakiejś międzypokoleniowej magii. Przy okazji podśpiewywałam naszą rodzinną pieśń o krasnalku, którego żona wałkowała wałkiem aż był cienki jak karteczka ( śpiewam ją tylko przy potrawach wymagających wałkowania, czyli rzadko - zresztą zginął mi wałek i używam butelki po piwie).

No, dobra, dość wstępu. Pierogi!


Ciasto na 27 sztuk ( nie wiedzieć czemu zawsze mi wychodzi 27!)

3 szklanki mąki
1 szklanka letniej wody
szczypta soli

Zagniatamy, odstawiamy pod ściereczkę, żeby odpoczęło ( następny trick sprzed wieku - nie wiem, po co się to robi, ale się robi).


Farsz

4 ziemniaki

2 cebule
olej
sól, pieprz czarny, słodka papryka

Farsz robimy wcześniej, bo musi ostygnąć - jak będziemy ładować w nasze pięknie wykrojone kółeczka ciasta gorące ziemniaki, to nam ciasto popęka, i po pierogach.

Ziemniaki obieramy i kroimy drobno, gotujemy, rozgniatamy praską. Cebule siekamy drobno i podsmażamy na brązowo na oleju. Łączymy, doprawiamy.

Wykrawamy pierogi, gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia.

Jadłam z sosem sezamowo-czosnkowym.

100g tahini

3 ząbki czosnku
sól
przegotowana woda

Blendujemy do białości!


***

Czeka mnie dzień urodzinowy w Lublinie. Tak wybrałam, więc się cieszę - mam zamiar odwiedzić 2-3 knajpy i zrobić pełno zdjęć miastu.


Jak zawsze w podróży.

28 komentarzy:

  1. opowieść bardziej niż nostalgiczna.
    i tak przyjemnie na końcu zobaczyć jej autorkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie smaczne, ale niestety niezbyt estetyczne. Mam takiego fioła, że pieróg musi być zakończony falbanką. To takie proste, a wygląda ładniej na talerzu:)

    No i z dumą stwierdzam, że mój narzeczony ma dwie prawe ręce i nie tylko potrafi władać młotkiem, ale także nożem i wałkiem, i ścierą zresztą też. Choć wiem, że to nieczęste - tym bardziej doceniam:)

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem robić falbanki, kiepska w tym jestem:) Przyciskam końcówki widelcem, byle się nie rozpadły w gotowaniu.

      Usuń
  3. pierogi brzydale, zupełnie w moim stylu :D kiedyś lepiłam z koleżanką i ona robiła falbankę na co ja jej mówię żeby sobie odpuściła a ona że inaczej nie umie, po prostu tak reką rusza że wychodzi :D

    nie wiem jak Ci z takich proporcji wychodzi 27, mi około 40...

    moja babcia robiła najlepsze pierogi na świecie tylko w pewnym momencie uparła się wsadzać smalec do środka "dla smaku" jak trafiałam na skwarka to miałam odruch wymiotny :P ale akurat umarła niedługo po tym jak przeszłam na wegetarianizm więc nie musiałam z nią toczyć bojów o te pierogi. przykre by to było z resztą, nie wiem, ale jakoś trudno by mi było to jej przetłumaczyć, jeszcze trudniej nie zjeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, to są najładniejsze jakie mi w życiu wyszły:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. dzięki za przepis, muszę wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nie rozumiem czemu nieestetyczne! jak dla mnie są wypas:P

      Usuń
    2. No właśnie, moim zdaniem też są w porządku, a może podobają mi się, bo wyglądają zupełnie jak moje;) u la la, aż mi się przypomniało jak je lepiłam ostatnio na sylwestra...
      Ostatnie zdjęcie bardzo ładne!

      Usuń
  5. Smaki hardcorowe, bo ja w ogóle nie przepadam za ziemniakami. Toleruję tylko pieczone i w kluskach. W zupie, w plackach (no, chyba że indyjskie puri), jako frytki, zwykłe gotowane- odpadają. Kto wie, może się niepotrzebnie uprzedzam, może by mi posmakowały... Ale ktoś musiałby je dla mnie zrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja umiem zrobić powstańczą zupę! Przeżyjemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaka to zupa?:)
      Po makowych muffinach jednak nie zasnęłam:)

      Usuń
    2. Bo za mało zjadłaś :P
      Zacierkowa - czyli zacierki z wody i mąki wrzucone do gotujących się ziemniaków :D A jak masz jeszcze cebulę podsmażoną na odrobinie słoniny - tfu, tfu oleju - do okraszenia, to jesteśmy w niebie ;) W wersji letniej i lekko burżujskiej z masłem i koperkiem, a ziemniaki ugotowane osobno. Pycha :P

      Usuń
  7. Wszystko racja, chociaż ja tam za sprzątaniem nie przepadam, ale uwielbiam prządek, więc i tak to robię... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja babcia też robiła pierogi z ziemniakami, bez twarogu, za to z dużą ilością majeranku. Mówiła, że takie pierogi lubił jej mąż (nie mój dziadek), nazywając go po nazwisku ;).
    Zdecydowanie wolę takie. Ostatnio ruskie w wersji wegan z tofu, łyknęła rodzinka z zachwytem. Oczywiście z majerankiem. :)
    Jak się uzyskuje taki kolor włosów jak masz?
    Urodzinowe serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (To jest ten usunięty komentarz, bo w niewłaściwym miejscu był ;>

      Usuń
    2. Z kolorem się rodzi;) Jestem kasztanowata z natury, ze dwa razy do roku poprawiam rudą czy miedzianą farbą Joanna. Tutaj po prostu jestem oświetlona zachodzącym słońcem, więc wyglądam na bardziej rudą - nie jestem aż tak marchewkowa, mój kolor to kasztan z rudymi refleksami. I w takim mi najlepiej, wszystkie te eksperymenty z czernią i fioletami nie były udane.

      Usuń
    3. Śliczny!
      "Rude dzieci są najładniejsze" - uważa tata Borejko. (No, czytam "McDusię", bo się fajnie zaczyna, mam w pracy i nie mogłam nie przeczytać). Jesteś kolejną osobą, która poleca farby Joanny - ostatnio zachwyciłam się kolorem koleżanki i ona też tą Joanną farbuje. (A Joanna wegan?) A ja płacę ciężką kasę za farbę w aptece...

      Usuń
    4. Joanna podobno nietestowana, ale trzeba trzymać rękę na pulsie, bo w kwestii testów firmy często zmieniają podejście.

      Usuń
  9. Ooooo! Dziękuję, że dołączyłaś mój bloczek (mały lub młody blog ;) ) do swojej listy :* To co? Pójdziemy razem na KSU?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 22 lutego w Proximie, więc po koncercie zapraszam na nocleg do mnie :) przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że młody blog to jednak blożek ;)

      Usuń
    2. Oo, niestety, 21-23 lutego jesteśmy w Trójmieście...

      Usuń
  10. Pierogi odstawia się pod ścierką, żeby gluten miał szansę utworzyć rozciągliwą konsystencję, takie włókienka powiedzmy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierogi wypróbuję, a piosenka o krasnalku jest mi znana z dzieciństwa:)!

    joann

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...