czwartek, 3 stycznia 2013

czwartek z byle czym vol.11

Nie wyszłam jeszcze z domu w nowym roku.
Mój ostatni wpis, o tym jak to plany nie są dla mnie, był proroczy - oczywiście nigdzie nie pojechałam na sylwestra, a że R. też nie mógł opuścić miejsca pracy i przyjechać do mnie, trzy dni umierałam sama w pościeli w takim stanie, że nie dawałam rady iść do sklepu po sok czy chusteczki. Raz zeszłam z naszego ostatniego piętra, kupiłam owoce, napoje, i potem posuwałam się do góry zataczając się, licząc kroki i myśląc jak to strasznie daleko. Wiem teraz, co czują starsze osoby, i że droga, którą my przebiegamy susami w 10 sekund dla nich może trwać 20 minut.

Rzucił się na mnie typowy wirus grypy, nie wiadomo gdzie i jak. I o ile weganizm świetnie chroni przed katarami, przeziębieniami itp., to przed grypą nie chroni nic. Nagle zaczynają boleć oczy, wszystkie mięśnie, człowiek jest nieprzytomny, znacie to.
Dziś, piątego dnia, po raz pierwszy usiadłam w ubraniu w innym miejscu, niż sypialnia. Mam dość łóżka, góry zużytych chustek, herbat z imbirem, słuchania własnego kaszlu. Chcę wyjść, ale wiem, że jeszcze nie mogę.
W nocy wzięłam za dużo środka nasennego, bo chciałam się w końcu wyspać. Po dwóch godzinach obudziły mnie takie poty, jakbym w upał 40-stopniowy owinęła się zimową kołdrą; zupełnie mokra koszulka. Wstałam, chcąc napić się wody, i okazało się, że nie mogę iść, tylko wręcz się zataczam i wszystko leci mi z rąk. Bałam się, że jak się położę to już się nie obudzę ( choć wzięłam dawkę w normie, było napisane 1-2 tabletki, wzięłam 2), ale senność była przytłaczająca. Obudziłam się, jak widać, a raczej obudził mnie sms o treści "Najbardziej zabawny dowcip roku! Wyślij TAK na nr...".
Stwierdziłam, że w takim stanie nie rozśmieszy mnie nawet najśmieszniejszy dowcip świata i wstałam.
Czuję się podle.

Nie mam ochoty jeść, nie czuję zapachów ani smaków. Oto rosół, który zrobiłam na pamięć, podobno smaczny.


A to moje tortilla wraps z tofu i świeżymi warzywami.


Nic mi nie smakuje, no nic - dwa razy wydawało mi się, że zjadłabym frytki, i dwa razy kończyło się po kilku widelcach, a porcja smętnie stygła. Zrobiłam zapowiadaną sałatkę warstwową i nie czuję jej smaku. Na dziś planowałam upiec biszkopt z winogronami w galaretce ( kupiłam jakieś dzikie ilości winogron na czas choroby, i jeszcze zostały), ale tak się zastanawiam, kto go zje?



Weselszy temat, czyli część moich prezentów świątecznych - książki, mp3 i pokrowiec na nie ( na mp3, nie na książki ;)) robiony przez mamę na szydełku. Wiem, że to beznadzieja chwalić się mp3, bo wszyscy mają od 10 lat, ale to jest moje pierwsze w życiu ( a laptopa, starego grata z 2004 roku mam od pół roku dopiero), bo nigdy nie nadążam na nowinkami technicznymi, no i wolę kupować książki.

13 komentarzy:

  1. Oj, znam ten stan. Nic się z nim nie da zrobić, tylko się czeka - umrę, czy jeszcze nie?
    Życzę zdrowia i powrotu do równowagi! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia! Mnie od kilku lat grypa omija dużym łukiem i mam nadzieję, że tak zostanie jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
  3. przeżywałam to samo w święta i jeszcze jakoś mnie nie puszcza. A teraz akurat wygrzewam zatoki lampką podczerwieniową-powinno w końcu pomóc.musi!chcę w końcu normalnie żyć!;)

    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chujówka z taką grypą. A dodatkowo te tabletki na sen. Koszmarne uczucie, znam je. Boisz się zamknąć oczy bo nie wiesz czy się obudzisz. I nakręcasz się sama.

    OdpowiedzUsuń
  5. współczuję, choć akurat nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam grypę, ale wnioskując po opisach znajomych i Twoim to chyba nigdy :P

    czytaj i zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo... mam obecnie podobny stan - tyle, że bez grypy. Nic mi się nie chce, totalnie nic i czuję się jak hm... wymiętolona chusteczka przejechana przez tramwaj :D mniej więcej tak. To jest jakaś masakra.
    Życzę powrotu do zdrowia! :)
    "nigdy nie nadążam za nowinkami technicznymi, no i wolę kupować książki" podpisuję się i pod tym ;) a na dodatek dostałam tę samą książkę - "Tove Jansson. Mama Muminków" :)! także miłego czytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. o qurcze! pożyczysz mi (spokojnie, mówię o przyszłości) "Mamę muminków"?! plisssss!!! zdrowiej nam szybko Słońce :*

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany, współczuję Ci strasznie, niestety doskonale znam ten stan kiedy wyjście z domu po cokolwiek jest ponadludzkim wysiłkiem :/ zdrowiej szybko!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewucho, przesyłam Ci czytelnicze ściski - wegańskie i kurujące! U nas wszyscy po świętach zostali skoszeni z nóg przez zbójeckie wirusy, tylko ja i mój chłopak wyszliśmy bez szwanku! Odkąd wybraliśmy weganizm (1,5 roku) nie zachorowaliśmy ani razu, a normalnie to już bym ze trzy kataro-kaszle i/lub grypy miała za sobą. Gratuluję mp3 - ja nigdy nie miałam żadnej, a bardzo przydałaby mi się energetyczna muzyka do przemierzania miasta :-) Książek też nigdy nie za wiele. Mi trafiła się na święta jedna... ale za to jaka! - "Etyka a to, co jemy" Singera. Też się pochwalę, a co! - eM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie weganizm też dotąd chronił, rzadko chorowałam - ale wirus kosi i nie wybiera. Ósmy dzień, a ja nadal mam stan podgorączkowy i czuje się, jakbym miała wypluć płuca...

      Książkę Singera mam zamiar jak najszybciej kupić, myślę, że będzie o niej coś na blogu:)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. No trudno, w czwartki piszę o tym, co mi ślina na język przyniesie, tym razem pisałam o swojej chorobie.

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...