środa, 31 października 2012

bagietkowy burger


A w nim :

- wielkie kotlety sojowe na pół patelni, w cieście do nuggetsów (Prymat) i panierce (Cykoria)
- majonez czosnkowy własnej roboty
- ogórek kiszony, ogórek zielony, pomidor, oliwki, rzodkiewki
- podsmażone pieczarki
- sałata
- ketchup

poniedziałek, 29 października 2012

szarlotka na śnieżny poniedziałek

Zima zaskoczyła wiadomo kogo. Chociaż w tym roku to chyba każdego. Organizmy nienawykłe, kurtki w szafach, szaliki nie wiadomo gdzie. Dwa tygodnie, słownie dwa tygodnie temu, szłam na zakupy w crocsach na gołe stopy. Dziś za oknem biel i mróz. Pamiętacie regularną zimę w październiku? Ja chyba nie, a żyję ładnych parę lat i mam dobrą pamięć.

Walczyłam dziś ze słupami i latarniami, próbując na zmarzniętą powierzchnię przyklejać ogłoszenia o korepetycjach. Nic się w takiej temperaturze nie klei, taśma traci swe magiczne właściwości. Zima dała nam też preludium do przewidywania, co to będzie w grudniu czy styczniu - wystarczyło trochę śniegu i na torach był wypadek, co spowodowało, że trakcja do naszego zadupia stała się nieprzejezdna. Więc - na Żerań, w autobus. Kwadrans czekania, 40 minut w samym autobusie, po czym marsz w śnieżycy, bo miasto jest rozległe, a autobus dojeżdża w zupełnie inny jego punkt, niż nasze osiedle. Dwie godziny zamiast trzydziestu minut.

Ale nie ma co pękać, kiedy ma się szarlotkę z kruszonką!


Ile krajów, tyle typów ciasta z jabłkami. Moje cudo nie ma aż tak wiele wspólnego z typowo polską szarlotką na grubym cieście - to raczej tarta na kruchym.

Ciacho : 1,5 szklanki mąki, pół szklanki oleju, 1/3 szklanki zimnej wody.

Ciasto dobrze zagnieść i schować na chwilę do zamrażarki. Ma być grube, mocno zbite, oleiste ( po upieczeniu jest kruche i lekkie, zaręczam).

Jabłka : 4 sztuki obrać, pokroić, podgrzać 20 minut z kardamonem, cynamonem i brązowym cukrem, aż zaczną się rozpadać.

Kruszonka : cukier, mąka, 3 łyżki oleju. Zagnieść palcami.

Pieczemy 30 minut w dobrze nagrzanym piekarniku. Cudowna jest na ciepło z gęstą śmietaną kokosową.

czwartek, 25 października 2012

czwartek z byle czym vol.4

Tydzień w nowym mieszkaniu powoli ma się ku końcowi. Remont prawie skończony, a raczej przerwany w momencie, w którym skończyły się pieniądze. Nie ma drzwi między pokojami, tylko niesympatyczne dziury w tynku. W pokoju jadalnym zalega kupa gratów, toreb i zapakowanych pudeł, w których nie wiadomo co jest i których zawartości nie ma gdzie przełożyć, bo nie stać nas na zakup mebli.

W kuchni jedna szafeczka z blatem szerokości 30 cm i jeden stołek. I na tych to sprzętach uskuteczniam zupy, kotlety, tofurniki, babeczki, a dziś na przykład pizzerinki z serem i oliwkami. Gotowanie nie przeraża mnie w żadnych warunkach.

Kiedyś dom zacznie być domem. Na razie mam jesienną deprechę, bo znów się wykorzeniłam i przeniosłam, bo za oknem kropi nieprzyjemny deszcz, a w nowym mieście trudno dostać nawet tofu.


Prawie ukończona sypialnia fioletowo-zebrowa. Akcentów zebry jest więcej, choć zdjęcie ich nie pokazuje. Hitem pomieszczenia są szare rolety w pełni zaciemniające. Po ich zaciągnięciu nie widać nic zupełnie. Uwielbiam spać w całkowitej ciemności.


Dziwne zdjęcie znienacka. Ból głowy, książki, chałwa, szarość.

wtorek, 23 października 2012

pierwsza próba babeczkowa

"Vegan cupcakes" zostało przetestowane wczoraj i stanowczo warte było tych pięciu dolarów. Przepisy nie wołają o wymyślne składniki, napisane są przystępnie, a zdjęcia prezentują się cudownie, zresztą jak zdjęcie babeczek może być brzydkie?

Ano, zaraz zobaczycie jak. Upiekłam pyszne golden vanilla cupcakes z kremem czekoladowym na bazie tofu, ale że dekorowałam je nim używając torebki śniadaniowej z odciętym rogiem ( kuchnia nadal w rozsypce, mam tylko jedną szafkę), to wyszły trochę niewyjściowe, a nawet - według niektórych - budzą nieprzyjemne skojarzenia. Ale że mój blog nie ma ambicji dorównać kulinarnym magazynom pod względem jakości zdjęć, wole wam pokazać prawdziwy efekt, niż nic.


Baza babeczkowa

1 szklanka mleka roślinnego
1 łyżeczka octu ( lub sok z połowy cytryny)
1 i 1/4 szklanki mąki
2 łyżki mąki kuku
łyżeczka proszku
pół łyżeczki sody
dwie szczypty soli
1/3 szklanki oleju rzepakowego
3/4 szklanki cukru
2 łyżki zapachu waniliowego
1 łyżka zapachu pomarańczowego

Najpierw rozgrzewamy piekarnik - babeczki muszą być wstawione do mocno nagrzanego.  Mleko zakwaszamy i na chwilę odstawiamy. Blendujemy je z olejem, cukrem, zapachami. Dodajemy mąki, proszek, sodę i sól, miksujemy ponownie dobrze napowietrzając.
Piecze się według książki 20-22 minuty. Po tym czasie są pyszne, ale bardzo delikatne i skłonne do rozpadania się. Kto chce bardziej zbite, może poczekać ze 25 minut.

Czekoladowy mus z tofu

1 opakowanie tofu naturalnego
1/4 szklanki mleka roślinnego
2 łyżki syropu z agawy lub jakiegoś słodu
1 łyżeczka zapachu waniliowego
1 tabliczka gorzkiej czekolady

Zmiksować wszystko oprócz czekolady, którą rozpuścić w kąpieli wodnej i domieszać ostrożnie do masy tofu. Krem odstawiamy do lodówki na godzinę, w szczelnej misce. Po tym czasie dekorujemy nim ostudzone babeczki.

Smakowo to jedne z lepszych rzeczy, jakie upiekłam w życiu - zwłaszcza krem, ale i ciasto - pyszne, lekkie, delikatne, mocno waniliowe...

Przy okazji pragnę pochwalić kuchenkę Ewa - działa, i to jak! Bardzo się cieszę, że nie dałam się złamać i nie kupiłam jakiegoś nowego wynalazku z płytą indukcyjną za grube pieniądze.

piątek, 19 października 2012

włoski krem z pomidorów i pasta jajeczna bezjajeczna

Zamilkłam zupełnie,bo nie mam absolutnie warunków, żeby pisać, a poza tym nie fotografuję i nie gotuję. Kuchenka stoi smętnie odłączona poza kuchnią, a w kuchni niemrawi, niepunktualni panowie z wiadrami pełnymi gipsu kładą kafelki, jakieś listwy i rurki oraz inne ustrojstwa, które mają za zadanie uczynić życie lepszym. Koncepcja żółtej jak cytryna kuchni została zepsuta przez okoliczności, ale i tak to, co się wyłania spod kielni i warstwy pyłu nie wygląda źle, niedługo wam pokażę. No ale - nie da się gotować. Nie da się też niczego fotografować, bo aparat jest zamknięty w przeprowadzkowym pudle, oczywiście nie wiadomo którym...

Nie mieliśmy gdzie pójść i od paru dni mieszkamy z remontem. Dla mnie to bardzo nieprzyjemne uczucie, moja ludziofobia z wiekiem się pogłębia, a jeśli pomiędzy pomieszczeniami nie ma drzwi, a ci ludzie wchodzą w moją przestrzeń bardzo inwazyjnie, paląc bez pytania papierosy, słuchając głośno idiotycznego radia z konkursami, chodząc po całym domu itp., to nie ma gdzie się ukryć i robię się mała i zła jak osa. Ekipa dostała już raz kilka paskudnych uwag. Tu uwaga mizoandryczna - nie lubię towarzystwa mężczyzn w dużej masie, nie lubię ich typowych zachowań, które wychodzą, gdy są sami lub myślą, że są, nie lubię być jedyną kobietą w ich grupie. Nie dlatego, że chciałabym siedzieć i piłować paznokcie, wręcz przeciwnie, aktywnie uczestniczę w remoncie, łącznie z malowaniem, dźwiganiem ciężarów i kładzeniem podłóg - ale pewne zachowania są dla mnie niezrozumiałe.

Po tych przydługich gorzkich żalach przedstawiam włoski krem z pomidorów i tosty z pastą jajeczną bezjajeczną. Naprawdę warto zrobić sobie taki obiad czy kolację, pasta jest pyszna i bardzo udatnie zastępuje jajeczną, jeśli ktoś z was w dzieciństwie lubił/a.


Zdjęcie z telefonu, ale obiad w oryginale wyglądał lepiej.

Zupa

4 świeże pomidory bez skórek
500ml przecieru włoskiego
1 marchewka
1 cebula
świeża bazylia, suszone zioła prowansalskie
chlust octu jabłkowego
sól, pieprz
oliwa

Drobno pokrojoną marchew i cebulę podsmażamy na oleju ( do tej zupy warto mieć i olej, i oliwę). Gdy trochę zmiękną dorzucamy pokrojone w ćwiartki pomidory i wlewamy przecier, solimy. Zupa sobie spokojnie bulgocze aż do stadium rozpadu surowych pomidorów na nieokreślone szczątki. Wtedy całość traktujemy blenderem i trzymamy na gazie dalej, dorzucając ziół, octu,oliwy i pieprzu. Po jakichś 10 minutach można jeść. Dekorujemy zupę liśćmi świeżej bazylii.

Pasta bezjajeczna

Coś podobnego widziałam na blogu Maddy, a więc pasta nie jest moim oryginalnym pomysłem - ale ta tutaj receptura jest, bo tylko pamiętam, że widziałam, ale nie szukałam tamtego przepisu i zrobiłam po swojemu, trochę dodając, trochę odejmując.

kostka tofu naturalnego 180g
1/5 kostki drożdży
1/3 puszki kukurydzy
1/2 małej cebulki ( niekoniecznie)
3 duże łyżki musztardy
curry, kurkuma ( dla koloru, więc nie przesadzajcie, bo to nie tofu w curry)
łyżka oleju i ciepłej wody
trochę świeżego szczypioru
sól, pieprz czarny

Wszystko dokładnie blendujemy. Solimy do pożądanej słoności, jeśli macie sól jajeczną, to tym lepiej, ale w moim nowym miejscu zamieszkania psy dupami szczekają ( przepraszam za gatunkowizm) i nie można kupić...

I teraz clue  posiłku - bierzemy chleb tostowy ( sprawdzamy na okoliczność serwatki, mleka w proszku, E471, bla bla bla) i smarujemy grubo pastą, po cz ym składamy sandwicha. Kroimy go po skosie i obsmażamy na gorącej patelni z odrobiną oleju. Tosty mają być chrupkie i troszeczkę tłuste. Można zapiec w zamykanym tosterze, ale będą wtedy zbyt suche jak na mój gust.

Powyższe danie zachwyciło całą rodzinę złożoną z niewegan, a pastę podbierano z lodówki również do innego typu kanapek, mówiąc, że jest nie do poznania.



A to Rafał zamówił mi z ebaya. Książka niby miała być używana, dużo tańsza, niż nowa, a jest tania i w idealnym stanie! Strony są pełne cudownych zdjęć i przepisów na babeczki. Do kompletu kupiłam sobie formę silikonową na 12 cupcakes. Już niedługo nastąpi jesienne pieczenie, a być może już dziś chwila prawdy - czy kuchenka Ewa z lat 70. ma sprawny piekarnik? Ta kuchenka to jedyny sprzęt z tego rozpadającego się mieszkania, jakiego nie wymieniliśmy na nowy, a to dlatego, że jest w całości gazowa. Obecnie bardzo trudno kupić kuchenkę z gazowym piekarnikiem, zazwyczaj palniki są na gaz, a piekarnik na prąd, co mi nie odpowiada ze względów finansowych i ogólnie piekarniczych ( uważam, że piekarnik gazowy lepiej piecze i jestem bardziej zaprzyjaźniona z takim typem piekarnika).

Acha, ja się jak zwykle dowiaduję ostatnia o wszystkim, bo mam teraz net nieregularnie - podobno trwa jakiś konkurs na wegańskiego bloga. Organizuje go Empatia i akcja "Weganizm. Spróbujesz?", więc żadna to ściema. Z tym że chyba trzeba mieć facebooka, by na profilu akcji "lajkować" (grr, co za słowo) ulubione blogi.
Nie musicie na mnie oczywiście głosować, a wręcz głupio by mi było namawiać, bo jest pięćdziesiąt cudownych wegańskich blogów, przy których mój nawet nie stał.


czwartek, 11 października 2012

czwartek z byle czym vol.4

Warmia, piękny słoneczny październik, który widzę trzydziesty pierwszy raz, a zdumiewa jak co roku - kolorami, rosą, przezroczystym powietrzem. Jesień w mieście jest ładna, ale jesieni w lesie i na głębokiej wsi nie da się porównać z niczym. Trochę tylko trudno przyzwyczaić się do tego, że nagle jest zimno, że buty to nie mogą być dziurawe szmaciaki, bo mokro i liście, że trzeba pamiętać o kurtce i chuście, bo słońce jest zdradliwe. 



 Robię obiady, śniadania, piekę dla rodziny piernik. Jadłospis już jesienny - shepard's pie, pancakes z figami i syropem klonowym, tarta ze świeżo zebranymi maślakami z własnego lasu, i, najtłustsze i najlepsze, hamburgery w amerykańskich bułkach, podawane z frytkami, sałatką i sojonezem czosnkowym. 


I czytam, czytam. Stare kryminały, nowe powieści, książki z dzieciństwa. Walczę z psem o miejsce na łóżku. Piję earl greya z różowego czajniczka w babeczki.

Trzeba wracać do miasta.

poniedziałek, 8 października 2012

wegańskie pierogi ruskie

Patrząc na statystyki bloga widzę, że najczęściej szukacie zastępników niewegańskich produktów. Jak zrobić wegańską galaretkę, wegański makowiec, wegańską "rybę" po grecku, sernik, pasztet? A że my tutaj zawsze frontem do klienta, to przepisy na zastępniki ( które są lepsze, lżejsze i smaczniejsze od zwykłych oryginałów, i nie są żadnymi marnymi podróbami, co wie każdy, kto spróbował mojego sernika, tortu czy kofty) będą się często pojawiały.

Dziś wegańskie ruskie. Wyzwanie? Gdzie tam, szlachetna prostota. Godzina piętnaście na całą operację. Efekt - 40 pierogów.


Na ciasto:

mąka
sól
letnia woda

Zagniatamy ciasto dolewając stopniowo wody. Musi być zbite, zwięzłe i lśniące. Przykryć ściereczką.

Na farsz:

duża cebula
kostka tofu
pół cytryny
5 dużych ziemniaków
sól, pieprz
olej

Ziemniaki gotujemy w skórkach, rozgniatamy. Cebulkę drobno kroimy i podsmażamy na oleju. Tofu kruszymy do miski, wciskamy pół cytryny, ugniatamy widelcem. Wszystkie masy łączymy, dodają soli i pieprzu.
Wycinamy szklanką kółeczka. Nakładamy po trochu farszu, nie za dużo i zlepiamy brzegi widelcem. Potem do wrzątku na kilka minut i mieszamy - ostrożnie, ostrożnie - drewnianą łyżką.
A z pozostałości farszu zrobiłam ruskie kotlety.

czwartek, 4 października 2012

czwartek z byle czym vol.3

Dziś krótko, bo czasu mało. Przygniata niekończąca się opowieść, czyli remont. Dziś jeden pokój zyskał kolor mango. Jutro drugi będzie miał kolor bzu. Reszta nadal w proszku.
Jesień mija jak tydzień. Jest tak, jak się obawiałam - konflikty z bliską osobą, braki finansowe, mało czasu, choć niby nic się nie dzieje. I choć przeprowadzki to dla mnie rzeczy zwykła i nie tęskniłam za Toruniem nawet przez minutę, to aklimatyzowanie się w nowej rzeczywistości idzie raz lepiej raz gorzej.

Dużo czytam, codziennie. Nie piekę. Spaceruję. Odwiedziłam nową wegańską kawiarnię Tygrys i jadłam pysznego hot doga. Cieszę się, że w Warszawie tyle parków.

Mimo to...jakieś nie moje to życie. Jeszcze?


poniedziałek, 1 października 2012

Najbardziej znienawidzone warzywo - BRUKSELKA

W zeszłym tygodniu na facebooku bloga odbył się spontaniczny konkurs na najbardziej znienawidzone warzywo. Zasady były proste : - trzeba było podać warzywo, którego nienawidzi się w każdej postaci; - warzywo z największą ilością głosów miało być podstawą trzech dań, ugotowanych przeze mnie i zaprezentowanych na blogu; - autor/ka jednego z komentarzy miał/a być nagrodzona paczką żywnościową ze sklepu wietnamskiego ( Izabella, daj znak, czy paczka doszła, wysłałam w zeszły wtorek).

Peleton konkursu kształtuje się następująco:

BRUKSELKA - 16 głosów
SELER NACIOWY - 7 głosów ( sama na niego głosowałam!)
POR - 6 głosów

Dziwię się trochę, że tyle osób nie lubi brukselki, ale działa to chyba na zasadzie zamkniętego koła - nie lubimy, bo nam nie smakowała w dzieciństwie, kiedy zmuszano nas do jej jedzenia w placówkach zbiorowego żywienia ( i pewnie była po prostu rozgotowana w wodzie, nic wymyślnego), więc nie jemy. Nie jemy, więc nie dajemy sobie szansy na poznanie tego warzywa od innej strony.
Podobnie wiele osób ma ze szpinakiem. Kojarzy go ze śmierdzącą breją z przedszkola i za nic nie zje. Bo wiedzą, że im nie będzie smakowało.

Proponuję na tę małą, dziwną kapustkę, na tego ohydnego warzywnego karła, jak ją określił ktoś na facebooku, spojrzeć świeżym okiem. Brukselka jest zdrowa.

Cytat z portalu kobieta.info.pl :


Jest warzywem o dużej wartości odżywczej dzięki bogactwu witamin, soli mineralnych i błonnika. Zawiera m.in.: sód, potas, magnez, wapń, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, karoten, witaminę E, K, H, B1, B2, B3, B5, B6, C. Brukselka ma sporo kwasu foliowego, dlatego polecana jest zwłaszcza kobietom w ciąży i planującym dziecko. Jest również bogatym źródłem beta karotenu i witaminy B1, która wpływa korzystnie na zdrowie układu nerwowego. Jest najbogatszym w białko warzywem kapustnym.

Ciekawe, prawda?  Zwłaszcza część o białku.

Dziś proponuję wam więc zapiekankę z brukselki i nie tylko.


Zgodnie z ideą brukselka nie dominuje dania, a tylko ją przemycamy.

400g brukselki
500g ziemniaków
1 duża cebula
puszka czerwonej fasoli
przyprawa do taco, do kuchni meksykańskiej lub do potraw z ziemniaków
olej
wegański beszamel -   4 łyżki margaryny, 4 łyżki mąki, sól, pieprz, szklanka mleka sojowego.
kostka tofu

Brukselkę gotujemy do miękkości. Ziemniaki kroimy w plastry i oddzielnie gotujemy na półmiękko. Cebulę, fasolę i pokrojone drobno tofu podsmażamy na patelni z przyprawami.
Robimy beszamel - w rondelku rozpuszczamy margarynę, wsypujemy mąkę i mieszamy, dolewając mleko. Doprawiamy. Sekretem jest ciągłe mieszanie - z zostawionego choć na chwilę beszamelu robi się glut.

Na dno naczynia wykładamy ziemniaki, na to brukselkę, znów ziemniaki, po czym warstwę fasolowo-cebulową. Wszystko zalewamy beszamelem. Pieczemy, aż ziemniaki będą zupełnie miękkie, a sos się zezłoci - ok. 20 minut.

Kto będzie na tyle odważny, by wypróbować nielubiane warzywo? Jako rekomendację dodam, że R., nielubiący brukselki wcale, zjadł zapiekankę ze smakiem, chwaląc moje rozliczne talenty ( hehe).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...