środa, 27 czerwca 2012

warsztaty sezonowej kuchni wegańskiej - relacja

15 czerwca prowadziłam warsztaty wegańskiego gotowania w toruńskim klubie Melissa i Jazz. O ile mam już doświadczenie w pokazach gotowania, nie boję się gotować pod presją czasu z ludźmi leżącymi mi niemalże na plecach itp., to jednak w tym wypadku trochę się denerwowałam, bo nie był to "zwykły" pokaz dla znajomych znajomych, którzy zjedzą wszystko w szybkim tempie, tylko dla obcych ludzi, którzy, w dodatku, wnosili opłatę za udział w warsztatach ( kwestie finansowe wyjaśniam od razu, żebyście nie pomyśleli, że zmieniłam się i odcinam kupony - kwota uzyskana z wejściówek została podzielona pomiędzy mnie, klub, który użyczył kuchni, prądu itp. oraz kolektyw KOZEE, organizatorów warsztatów, a oni przeznaczyli swoją część na zwierzęta).

W warsztatach brało udział dziesięć osób. Atmosfera była naprawdę miła, udało mi się zaangażować niektórych do przebierania szpinaku, obierania marchwi i gruszek, i innych okołokuchennych czynności. Pomagali mi też oczywiście Xavier i Aga z KOZEE, i takie wsparcie dużo mi dało, bo miotałam się jak, za przeproszeniem, z piórkiem w tyłku, i miło było mieć kogoś, kto, w czasie gdy ja gotowałam, nakrył do stołu czy odszypułkował truskawki.


Pomysł opierał się na przedstawieniu wegańskiej kuchni nieweganom i wykorzystaniu sezonowych warzyw i owoców.
Ugotowaliśmy zupę minestrone z pietruszkowym pesto i razowym makaronem, szpinak curry z cieciorką, kompot truskawki-rabarbar-gruszki, kotleciki brokułowo-groszkowo-tofu, dwa sosy - ze świeżych pomidorów i pieczarkowy, były dwie wielkie michy witariańskiej sałatki ( sałata, świeże liście szpinaku, pestki dyni, surowa cukinia, surowe buraki), pęczak. Na deser był brownie tofucake z truskawkami, który trochę spalił się na brzegach, bo nie znałam piekarnika, ale wyszedł smaczny.

Warsztaty utwierdziły mnie w przekonaniu, że do ludzi trafiają proste patenty i proste receptury - jak zakwasić tofu, czym skleić kotleciki, jeśli nie jajkiem, jak upiec ciasto bez mleka, jak zrobić sojowy majonez...To są podstawy, które są każdemu/każdej potrzebne, i na tym możemy dopiero budować.

Mam nadzieję poprowadzić kolejne warsztaty pod koniec lata, gdy zmienią się warzywa sezonowe, pojawią się kabaczki, dynie, cukinie, może kurki, i wczesne jabłka...

niedziela, 24 czerwca 2012

wake me up in July

Nie lubię Brodki, nie lubię muzyki z radia, nie lubię telewizji muzycznych ( "kto się tam pokazuje, tego ja nie szanuję"), ale nucę pod nosem:

Wake me up in July
Lick the snow from my eyes
Underneath the blue sky
All I need is my bike


I trudno coś na to poradzić.


Czerwiec jest zimnawo - deszczowy, a zimno przeplatane jest upałami. Przeziębiłam się. W głowie się kręci, nos czerwony ( smarkanie z septum czasem nie bywa proste), bolą mięśnie i kości. Mimo to weekend był aktywny - stoisko żywnościowe na turnieju piłki nożnej, dużo gotowania, a dziś Parcie na Żarcie, czyli wegańska kuchnia społeczna, na której objadłam się jak piłka i po której mam kilka nowych pomysłów kulinarnych.


Zupa cukiniowo-brokułowa

1 brokuł
1 cukinia
sól, olej, pieprz ziołowy, czubryca czerwona, czosnek
tagliatelle razowe

Warzywa pokroić, podsmażyć na oleju i ugotować do miękkości. Nie wyrzucajcie nóżek brokułowych, da się je również rozgotować i zmiksować. Zblendować warzywa i postawić garnek ponownie na gazie, doprawić zupę, ewentualnie dolać wody. Pięć minut przez zakończeniem gotowania wrzucić surowy makaron tagliatelle i pogotować, aż zmięknie. Jeść z grzankami.


I kilka zdjęć z dzisiejszej kuchni społecznej w Cafe Draże.

I sojowa latte waniliowa z cukrem cynamonowym, już w domu, na kichający wieczór.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

obiad w Vege Mieście

Dziś rocznicowy obiad na mieście. Upał taki, że nie ma sił gotować, wiec poszliśmy do Vege Miasta na posiłek. Był kotlet kalafiorowo - brokułowy, pilaw z warzywami na mleku kokosowym, zupa z białych warzyw z grzankami czosnkowymi, sałatka z pomarańczami i kompot. Z całej ekipy nie smakował mi tylko kompot, który był strasznie wodnisty. Reszta smaczna, i pewnie nie raz się jeszcze wybiorę. Tylko że zazwyczaj nie ma mnie w Warszawie w dni powszednie pomiędzy 12 a 17, a tylko wtedy podają tańszy zestaw obiadowy.
Zapłaciliśmy mniej, niż tydzień temu w Kwadracie, a bardziej się najedliśmy, ja wręcz nie mogłam dokończyć mojej porcji.






Pomimo upału poszliśmy na długi spacer, zakończony niespodziewanym spotkaniem z pawiem


i zakupem sera sojowego, i to nie Cheezly, ale jakiejś nieznanej firmy. Ciesze się bardzo i mam zamiar dziś wypróbować go na grzankach z salami sojowym i baba ganoush, ale nie powiem wam, ile za niego zapłaciłam, bo mi wstyd.



Dzis przyszły też CD i EPki Agathoclesa, ulubionej kapeli Rafała, której wydawnictwa zbiera i ma ich już pół szafy, bo to bardzo płodny zespół.

niedziela, 17 czerwca 2012

z cyklu niemodne warzywa - salsefia




To warzywo korzeniowe, zawiera dość dużo wapnia, witaminy b2 i e.

Nigdy jej nie jadłam, wiec gdy zobaczyłam ją w sklepie w przystępnej cenie, choć w puszce, postanowiłam od razu kupić i spróbować. Nie ma raczej szans na nabycie jej na zwykłym targu w wersji surowej.
Razem z nią kupiłam makaron razowy, wiec pomysł był prosty - spaghetti z sosem bakłażanowym, sezamem, oliwkami, czosnkiem, cebulą i salsefią.



A na deser - banan z rodzynkami, kakao, wiórkami i śmietaną kokosową.

Poza tym za wskazówkami Olgi z http://wiecejyofu.blox.pl/html podążyliśmy do ursynowskiego Leclerca, i powiadam wam, niemalże Eden się przede mną otworzył. Cztery sojowe deserki czekoladowe za piątaka! Mleko sojowe za 4,99! I mnóstwo innych bio pyszności. Szkoda, że tak troch nie po drodze...

sobota, 16 czerwca 2012

czerwiec trwa


Już po egzaminie, w tej chwili oddycham z ulgą na samą myśl, że mam to za sobą (8h pisania w narastającym zmeczeniu) i nie myśle o wyniku. Odpoczywam sobie w Warszawie, a dziś przywitano mnie tu takim oto obiadem.



Jest taki upał, że kotka szuka chłodu na lodówce...

wtorek, 12 czerwca 2012

trzysetny post


W ciągu trzech lat i trzech miesięcy odezwałam się do was trzysta razy. Dobry to był czas, i to jeszcze nie koniec. 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

dwa ciastka


Wegańska napoleonka ( kremówka)

Kremówka niezbyt papieska, ale prawie. Na kupnym cieście francuskim ( tak, drodzy haterzy, wiem, że ciasto francuskie może zawierać masło i nie być wegańskie, tak, sprawdzam, czy to, które kupuję go nie zawiera), ale dzięki temu szybka i prosta w wykonaniu.

opakowanie ciasta franc.
1 1/2 szklanki mleka roślinnego
1 1/2 szklanki mąki
1/3 szklanki cukru
2 łyżki oleju
wanilia

Ciasto pokroić na dwie równe części i upiec je bez niczego, nakłuwając widelcem, żeby nie napuchło, odłożyć do wystygnięcia. Zrobić krem - ugotować 1/3 szkl. mleka z cukrem, a do reszty zimnego mleka dodać mąkę i rozmieszać, po czym dolać tę mieszaninę do rondelka z gotującym się mlekiem, i mieszać aż powstanie coś w rodzaju gęstego kremo-budyniu. Wyłożyć na ciasto, przykryć drugim jego płatem. Schłodzić, posypać pudrem i dopiero kroić.

Heaven on a spoon, naprawdę! Po przeczytaniu przepisu też pomyślałam "ale przecież to sama mąka", ale uwierzcie mi, że warto - napoleonka wychodzi jak z cukierni, potwierdzone empirycznie przez nie-wegan.


Pierwsza wizyta w poznańskim Kwadracie przy okazji niedzielnej demonstracji...Czy jest tam miło i smacznie? Tak, zdecydowanie. Czy jestem zachwycona? Niestety nie. Ciasto smakowało mi bardzo ( na zdjęciu porzeczkowy spekulant), Wostok też pyszny, tosty z tempehem i serem niestety nie powalają - za bardzo spieczone, za mało w środku tempehu i sera, żadnego sosu, suche...Rafał był zadowolony ze swoich naleśników ze szpinakiem, ale również skomentował brak sosu. Ceny jak dla nas za wysokie, być może na Poznań przeciętne - wydaliśmy 50zł, a nie powiem, żebyśmy się najedli, nie mówiąc o objedzeniu się. Chciałam spróbować jeszcze zupy dnia, talerza orientalnego i lodów, ale zwyczajnie nie było mnie stać. Trzeba będzie tam wrócić. Miły wystrój, i jak zawsze plusem jest, że wszystko jest wegańskie, o nic nie trzeba pytać.

piątek, 8 czerwca 2012

letnie zupy - szpinakowa i truskawkowa


Zupa szpinakowa

0,5 kg świeżych liści szpinaku
młoda pietruszka wraz z liśćmi
3 młode ziemniaki
pół puszki fasoli w sosie chili
olej
sól, czerwona czubrzyca, czarny pieprz


                                                Zupa truskawkowa z makaronem


0,5 kg truskawek
4łyżki cukru
2 kubki wody plus 1 mleka roślinnego
makaron muszelki ugotowany osobno
śmietana kokosowa do dekoracji

wtorek, 5 czerwca 2012

sezonowo - rabarbarowiec i zupa szparagowa

Wczoraj chodząc po targu w mojej dzielnicy usłyszałam rozmowę dwóch pań o rozmrożeniu mielonych na obiad, a potem rozmowę klientki ze sprzedawcą na temat kwaśności kapusty na bigos. I ogarnęła mnie smutna refleksja, że Polacy przez dużą część roku jedzą wciąż tak samo, tłusto i tradycyjnie. Już nawet nie chodzi o to, czy ktoś jada mięso, czy też nie, i jak często to robi - tylko o to, że warto korzystać z sezonowych, lokalnych produktów, które aktualnie dojrzewają i na które teraz jest czas, bo są tanie jak barszcz i zdrowe. I naprawdę nie rozumiem, kiedy w maju czy czerwcu widzę kupujących banany, podczas gdy stragany uginają się od truskawek, rabarbaru i czereśni. Ludzie, kurna! Mieszkamy w świetnej strefie klimatycznej, mamy cztery pory roku, żyzne pola i pełne ogrody, pełno ziół na polach i w lasach - korzystajmy z tego!


Zupa szparagowo-ziemniaczana


pęczek zielonych szparagów
6 ziemniaków
10 dag pieczarek
3 ząbki czosnku
sól, pieprz ziołowy

Kocham szparagi! Szkoda, że są dostępne tak krótko...a zielone kocham bardziej od białych, bo nie trzeba ich tak dokładnie obierać i są delikatniejsze. Gotujemy je w kawałkach razem z czosnkiem i odrobiną oleju, oddzielnie gotujemy ziemniaki, miksujemy wszystko, doprawiamy, garnek wraca na gaz i zagotowujemy razem, by smaki się połączyły. Na talerzu dekorujemy przesmażonymi pieczarkami, dużo lepszy efekt, niż gdyby dodać je bezpośrednio do zupy...

A teraz pęczek białych czeka na zużycie, bo dostałam strasznie tanio, za 2,5zł, i zastanawiam się, co z nimi począć - była już tarta, zupa, szparagi gotowane i na parze...
A tutaj wiosenny banał - pieczone pieczarki-giganty ( w środku ich pokrojone nóżki, aczkolwiek makabrycznie to brzmi, z koperkiem i plastrem pomidora na wierzchu; wiecie, jak pysznie smakuje taki upieczony pomidor?), do nich kasza gryczana na sypko bez soli, sałata rzymska z pomidorem i ogórkiem małosolnym.


Och, wow, truskawki ze śmietaną kokosową! - mówi moja mina. Nie mogłam się oderwać od miski.

Rabarbarowiec według Vegelicious ( http://vegelicious.net/2012/06/rabarbarowy-placek/#more-1999)


Mimo że zrobiłam wszystko, jak należało, ciasto mi wyrosło, ładnie wygląda itp., nie jestem nim zachwycona, bo smakowo nie jest takie, jak się spodziewałam. Myślałam, że będzie słodko-kwaśne, z wyraźną nutą rabarbarowej cierpkości, tak jak rabarbarowce, które do tej pory piekłam. Nie jest. Jest słodkawe, trochę mało wyraziste, z przygniatająco słodko-mączystą kruszonką. Lekarstwem jest chyba niegotowanie rabarbaru, a na pewno niesłodzenie go...Następnym razem wrzucę surowy.

A teraz wszyscy robimy listę zakupów na jutrzejszy targ! Świeże liście szpinaku, bazylia, krajowe pomidory, szczypior, młoda marchew, młody seler...co jeszcze? Kilo truskawek...

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Nie macie czasu? Zróbcie tofucznicę


Nie mam czasu tak bardzo, że aż mam go mnóstwo. Moje "przygotowanie" do egzaminu utwierdza mnie w zaskakującym wniosku, że już nienawidzę się uczyć, choć kiedyś bardzo lubiłam. Przypominam sobie podobne sytuacje z okresu pisania prac magisterskich ( oszczędzę wam zawiłych historii mojego studiowania w różnych miastach, które w sumie ciągnęło się lat dziewięć z roczną przerwą, kiedy byłam święcie przekonana, że nie, dłużej nie dam rady, walić to i poprzestanę na maturze), więc wiem, że nawet jeśli coś mnie interesuje, to ciężko się do tego zabrać. Angielskie idiomy bardzo mnie bawią, gdy się ich uczę, ćwiczenia idą mi zazwyczaj gładko, ale zabrać się do tego? Koszmar. Szukam w necie przepisów na różne ciasta, piję kawę, planuję wymyślny obiad, a potem znienacka przypominam sobie, że warto podlać rośliny. I tak się to plecie.

Tofucznica na śniadanie w zimny dzień

kostka tofu naturalnego
50 g zielonych oliwek
dwa plastry sojowego salami
szczypior
kurkuma, sól, czarny pieprz, olej

sobota, 2 czerwca 2012

tarta ze szparagami


Tarta ze szparagami na chrupiącym cieście ( według http://wegannerd.blogspot.com/)

Ciasto:
  • 300g czyli około 1,5 szklanki mąki
  • 3 łyżki oliwy
  • łyżeczka soli
  • zimna woda
Zagnieść, wykleić formę, podpiec 10 minut.

Nadzienie :
kilkanaście sztuk zielonych szparagów lekko podgotowanych
pół cukinii pokrojonej w półplasterki, również podgotowanej
sos "serowy" ( na bazie drożdży i musztardy, zamieszczałam już przepis na blogu)  

 Zapiec 40 minut wszystko razem. Tarta jest przepyszna! Do tego sałata rzymska z pomidorem i ogórkiem oraz makaron razowy ze świeżymi pomidorami, pestkami dyni i wędzonym tempehem.



Wygoliłam włosy po bokach, jak zawsze gdy zbliża się lato - a tu zimno jak szlag. Dziś było 10 stopni! Pojechaliśmy z R. zwiedzać Port Drzewny, co nie do końca wyszło, a w efekcie wylądowaliśmy gdzie indziej - ale też w lesie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...