sobota, 22 grudnia 2012

weganka w Pradze - część 2 ( post o jedzeniu)

A teraz to, na co wszyscy czekają, czyli żarcie.

Jak pisałam już tu i tu, po moim sierpniowym pobycie w Czechach, nie jest to łatwy i przyjemny kraj dla wegan jeśli chodzi o stołowanie się w jadłodajniach. Na czeskiej prowincji właściwie jadałam głownie hranolky z ketchupom, czasem tzw. oblohę, czyli różne surowe lub gotowane warzywa, które można było zamówić oddzielnie ( były to cuda typu pokrojony ogórek i kukurydza z puszki, ale głodna weganka zje wszystko). Nadrabiałam w sklepach, kupując rzeczy, których u nas nie ma, albo są tylko w zdrowej żywności, czyli tempeh, różniaste tofu, jogurty i deserki sojowe. ( A propos, co to jest za śmietana bita sojowa, która ma być w Czechach taka tania i dostępna? To już kolejny pobyt, gdy jej szukam, słyszę jakieś urban legends na jej temat, a nigdzie nie ma. Wszystkie, absolutnie wszystkie śmietany, jakie brałam do ręki zawierały białka mleka, nawet jeśli składały się głownie ze składników roślinnych).

W Pradze miałam obie możliwości - dobrze zaopatrzone zwyczajne sklepy, świetnie zaopatrzone sklepy typu bio i wegańskie jadłodajnie. Tak, moi drodzy, oferta jest lepsza, niż w Warszawie - jadłam w trzech różnych barach 100% wegańskich, a jest ich jeszcze co najmniej dwa.


Vegansky Svet ( ul. Zborovska 19), jak i zresztą wszystkie bary, o których napiszę, to miejsca z samoobsługą typu tacowego, czyli typ rzadko u nas spotykany - nakłada się na talerz dania z podgrzewaczy, dobiera zupę czy napoje, po czym na końcu waży się talerz. Cena jest wyliczona za każde 100g.


Bar prowadzi wietnamska rodzina. Na ścianie słuszne przesłanie :)


Moja porcja - kofta w sosie, kotlet z tofu, pieczone ziemniaki, nadziewane kieszonki z tofu, dwie sałatki, zupa kokosowo-marchwiowa i zimna kofola. Zapłaciłam ok. 20zł, z tym, że zupa była darmowa, bo dodają ją chyba po przekroczeniu 130kc.
Może na talerzu nie wygląda to malowniczo, ale było smaczne i dobrze przyprawione, a kokos i marchewka to małżeństwo doskonałe.


Jeden z nielicznych akcentów świątecznych trafił się akurat w wietnamskim barze.


Country Life to sieć, która ma bary i sklepy ze zdrową żywnością. Tutaj akurat sklep na ul. Jugmannovej 8, który miał być cukiernią, a okazał się raczej małym sklepem, i to wegetariańskim - ale faktycznie są tam wegańskie, gotowe słodycze, np. kokoska, pyszne ciastko z kremem sojowym w polewie karobowej. Byliśmy tam o 15.30 i prawie nic już nie zostało, złapałam z półki ostatnią kokoskę:) Kto chce nadziewane kremem rogaliki, ciasta i inne pyszności, musi pewnie być rano.


Kolacja drugiego wieczoru - bagietki z zielonym pieprzem ( ostre!), hummus ( 39kc pudełko), baton karobowy z kokosem ( 12kc), wspomniana kokoska, sojagurty, o których pisałam w lecie, i sojova tatarka, czyli sos tatarski na bazie sojonezu.


Trzeci dzień - niepozorny domek na Zizkovie kryje kolejną wegańską knajpę, również prowadzoną przez wietnamskie małżeństwo. Jest mała, skromna i tania - za 230kc oboje zjedliśmy po talerzu wybranych dań plus piwko i zupa z tofu. Mieści się przy ul. Husitskiej 45.



Mój talerz może nie wygląda super obficie, bo nigdy w barach na wagę nie biorę ryżu - wolę zjeść więcej próbek różnych dań i fake meat. Tu tofu z morskou rasou, czyli z glonami, sajgonka, gulasz sojowy i gulasz po tajsku na mleku kokosowym. Piwko to bezalkoholowy ciemny Birell, uwielbiam.


Zwiedzając po południu Masarykovo Nadrazi natrafiłam na sklep Bio Point. I umarłam. W sklepie na zadupiastym dworcu - gotowe, pakowane dla podróżnych bagietki z tofu, burgery, zafoliowana pizza z vegan serem ( jest na zdjęciu), ciasto agarowe ( to ten biały trójkąt), sałatka warzywna na sojonezie ( lewy górny róg), pyszne flapjacki, hit wyjazdu...Nie mogłam uwierzyć, że te rzeczy tam naprawdę są i ładowałam je do kosza jak głupia, byle szybciej. Przy kasie przeżyłam mały szok, ale kupiłam wszystko, rujnując budżet na tamten dzień do reszty.


Tu ostrośc trochę siadła, ale przekaz jest jasny - na dworcu w Holesovicach spożywam ciasto jaglano-jagodowe z galaretką agarową i kokosem.


A tu restauracja wyjazdu - Vegetka, ul. Kafkova w dzielnicy Bubenec. Nad drzwiami prawomyślne hasło, a w środku mała sala i pięterko. Bar jest również samoobsługowy i na wagę, najdroższy z dotychczas odwiedzonych, ale żarcie ewidentnie najsmaczniejsze.


Talerz Rafała, czyli nieład wegański. Ja jadłam trochę inne rzeczy, .m.in. tofu owinięte w nori, paprykę faszerowaną tofu, bakłażana w słodkim sosie, sojonez...a na końcu przy kasie rozczuliła mnie możliwość nałożenia sobie dowolnych oliwek, sambalu i orzechów włoskich. Nałożyłam sobie wszystkiego...Od pewnej kwoty darmowa jest ziołowa herbata.


Parę turystycznych widoczków.





Gastronomicznie wyjazd był udany. Zabrakło czasu na wiele miejsc i kasy na wiele zakupów, ale i tak kilka rzeczy przywiozłam.
Będzie mi brakowało sojkyski, czyli maślanki sojowej. Rafał mówi, że smakuje ona, jakby ktoś rozbełtał tofu w wodzie, ale on się nie zna - jest pyszna. Zjadałam codziennie jedną z kanapkami na śniadanie. I przez kilka miesięcy już jej nie zobaczę! Trudna miłość do sojowej maślanki.

No to teraz zbieram rady dotyczące Lublina, dokąd mam już bilety na styczeń, i Tallina oraz ogólnie Estonii, dokąd mam szczery zamiar udać się w marcu. Właśnie szukam taniego dojazdu i mnożę pomysły. Tak, wiem, że wróciłam do domu niecałą dobę temu i że jutro rano znów wyjeżdżam. Ale nie ma nic lepszego, niż podróże. Może książki. Ale chyba nie.

19 komentarzy:

  1. Ale mnie zachęciłaś, by wrócić do Pragi i odkryć nowe szlaki, czuję się teraz taka niespełniona! Mam jednak to szczęście, że w każdej chwili mogę dojść spacerkiem do pobliskiego czeskiego bio sklepu, gdzie są te wszystkie cudowne tofu, o których piszesz, a na dodatek mąki, kasze w satysfakcjonujących cenach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Czechom właśnie zazdroszczę ( i Tobie):)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie relacje ! :) Dzięki temu potem nam weganom łatwiej jest zwiedzać rożne kraje wiedząc gdzie można zjeść coś wegańskiego (żeby nie latac po calym miescie w poszukiwaniu czegokolwiek :P)



    A utro znowy wyjeżdżasz ? Gdzie ?:) tez bedzie relacja ?:D



    Właśnie zamierzam robić krówki na Święta z Twojego przepisu,z tym ,że nie mam margaryny jednak mam olej kokosowy - jak myslisz mozna go zastapic margaryna czy raczej nie ?

    Pozdrawiam Baśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjechałam na święta na pólnoc kraju, pewnie jakie zdjęcia się pojawią:)

      Olej kokosowy może być, jak najbardziej.

      Usuń
  3. wniosek - zaimportujmy więcej witnamczyków!

    OdpowiedzUsuń
  4. w Lublinie można zjeść smacznie, tanio, wegańsko w "Vegetarianinie" na ul. Narutowicza 13, w bramie :)
    Lokal bardzo mały i skromny, ale jedzonko smaczne, solidne porcje i bardzo tanie 5-7 zł. Codziennie inne menu więc ciężko mi poradzić, ale chętnie i często jadam tam razowe naleśniki po meksykańsku, lecza warzywne, smaczne naleśniki ze szpinakiem, różne makarony z sosami, kotlety z ciecierzycy, kalafiora, pyszne świeżo wyciskane soki. Miejsce do polecenia, jem tam regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! :-) Czytałam o tym miejscu i na pewno się tam zjawię, ale jak z wegańskością potraw? Domyślam się, że naleśniki i kotlety zawierają jajko w cieście, tak jak w większości wegetariańskich barów? Wiesz coś na ten temat?

      Usuń
  5. Zdjęcie na tle ściany jest przepiękne! Widać radochę ;) A sprawozdanie z lista knajp świetne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tymi jajkami bywa różnie, trzeba po prostu pytać :) Zapomniałam wspomnieć o jeszcze jednym nowym, fajowym miejscu w Lublinie, powstało zupełnie niedawno w okolicach miasteczka akademickiego - "Zielony Talerzyk".
    http://www.facebook.com/ZielonyTalerzyk?ref=ts&fref=ts
    http://ulicaekologiczna.pl/umysl-i-cialo/zielony-talerzyk/

    jedzenie przepyszne, lokal piękny i przytulny, no i super fajni właściciele i obsługa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Wybiorę się tam już za dwa tygodnie :-)

      Usuń
  7. Cześć! Lub Nazdar!
    Jako, że z żoną jesteśmy weganami i to z nastawieniem na produkty Bio, a w Polsce zawsze był i jest z tym kłopot, ponieważ brak jest specjalistycznych sklepów, a jak juz są to ceny zwalają z nóg, więc tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na zakupy, a jeszcze marzenie o produktach 100% veg to już temat prawie nie do przejścia.
    Więc pozostają Czechy (notabene nie wiem czy już coś Ci o tym nie pisałem- nie pamiętam). Polecam zakupy w tradycyjnych kapitalistycznych hipermarketach: Tesco, Hypernova, Billa, Kaufland- gdzie jest naprawdę barrrrrrdzo dużo produktów dla wegan i na dodatek certyfikowanych Eko. My mieszkamy 12 km od CZ, więc sama radość :-) Co prawda, trzeba się najeździć od marketu do marketu, ale są one w promieniu 3-4 km. Dodatkowo, polecam Ci gorąco DM-Drogerie (coś jak Rossman, ale total wypas jeśli chodzi o eko i Veg!)kupisz tam całe mnóstwo jedzenia, słodyczy, kosmetyków (również kolorowych), chemii do sprzątania domu (Eko), a co najważniejsze to fakt, że tanio. Już dawno zastanawiam się dlaczego w Polsce temat Eko jest tak wyśmiewany... bo to dla bogaczy! A w CZ dla normalnych ludzi!
    Przykład?
    Tofu (Bio)- 6zł
    Cukier trzcinowy 1kg (Bio)- 8,30zł
    Kukurydza w słoiczku (Bio)- 4zł
    Płyn do mycia naczyń Ecover 500ml+20% - 52kc (ok. 8,50zł)
    Reasumując: polscy importerzy-pośrednicy-sklepikarze muszą się "nachapać", bo skąd takie różnice????
    Go Vegan!
    Pozdro i smacznego w 2013r!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak. Sprawdziłem. Już o tym pisałem po Twojej wcześniejszej wyprawie do CZ (8 czerwiec), więc sorrki, że się powtarzam, choć dodałem coś nowego :-)
      Zapraszam również na rodzinny blog naszych znajomych, gdzie staram się czasem opisać ciekawe tematy: rogala.priv.pl
      Klika lub kilkanaście razy w roku, jeździmy na festivale muzyczne do CZ (psychedelic trans- ambiente, to tacy hippisi XXI wieku), więc w koło nas mnóstwo wegan i kuchnia zawsze przepyszna, choć głównym atutem jest muzyka :-)
      Jeszcze raz pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dziękuję Ci bardzo za pożyteczne informacje:) Cholera, przechodziłam wiele razy koło drogerii DM i nie weszłam, bo nie przyszło mi do głowy, że jest tam też jedzenie...

      W lipcu kolejny raz wybieram się do Czech, więc na pewno skorzystam z twoich podpowiedzi.

      Usuń
  8. Do Tallina możesz tanio dostać się z Simple Express. Najtaniej z przesiadką w Wilnie. Rezerwując miesiąc temu bilety na luty zapłaciłam po kolei 12 zł za Wilno, 12 za Rygę i 12 za Tallin. Powrót Tallin-Wilno też dwunastkę.

    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to bardzo dobra wiadomość! Chciałam jechać Eco Lines, ale tam bilet kosztuje 113zł w jedną stronę od osoby.

      Usuń
  9. I love Prague!
    The next time you have to go to Maitrea http://www.restaurace-maitrea.cz
    It's a vegetarian restaurant with vegan dishes.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks for a hint. I am going to visit Czech Republic in the summer but I probably won't go to Prague again as I have been to this city several times so far, and other Czech cities are waiting for me...:)
      But every time I am in Prague I regret I can't stay longer and explore each place that somebody recommended to me. So I will recall your recommendation when the time comes:)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...