czwartek, 22 listopada 2012

czwartek z byle czym vol.8


Dziś trochę inaczej, bo o książkach, ale i szerzej - o kulcie urody, kanonach piękna i przymusie społecznym. Do podjęcia tematu skłoniło mnie zainteresowanie własne, bo od lat siedzę w feminizmie i pisałam nawet pracę magisterską o wzorcach kobiecości w kulturze japońskiej, ale i chęć dyskusji o tym, jak bardzo kultura i społeczeństwo wciskają nam pewne wzorce wyglądu i zachowania, opakowując je tak ładnie, że kupujemy je i gładko przełykamy, myśląc, że to naturalne.

Książki, o których dziś chciałabym napisać, to "Mistyka kobiecości" Betty Friedan, czyli amerykańskie dzieło z 1963 roku, książka-prekursorka drugiej fali feminizmu ( która to fala właściwie ominęła Polskę) i "Nasza ciała, nasze życie", praca zbiorowa dotycząca zdrowia, praw i sytuacji kobiet w wielu krajach.




 

Obie ostatnio czytam i mam trochę refleksji na temat podejścia do tzw. kobiecości.
Zdarzyło mi się prowadzić kilka lat temu warsztaty o stosunku kobiet do własnego ciała. W wielkim skrócie - nazywały się "Czy jesteśmy lalkami? Społeczne ramy kobiecego ciała". Dyskutowałyśmy o wizerunku kobiecości w naszej kulturze, o wymaganiach, o postrzeganiu samych siebie, po czym uczestniczki przerabiały lalki barbie tak, jak miały ochotę, do dyspozycji były materiały, kleje, flamastry, nożyczki itp. Dziewczyny poszły na całość - zmywały nierealnej barbie makijaż, doklejały jej włosy pod pachami, zdarzała się barbie pogrubiona plasteliną w pasie czy barbie-inwalidka z obciętą nogą. Do tej pory czasem oglądam zdjęcia i wspominam fajnie ten wspólny czas w dziewczyńskim gronie. Ale ważniejsza od rozprawienia się z ideałem lalki była rozmowa. Mówiłyśmy o tym, jaki jest obowiązujący wizerunek urody w naszym polskim społeczeństwie, co ładna dziewczyna musi mieć, czego nie może. Z dyskusji wyszedł trochę dysonans poznawczy, z którego zresztą uczestniczki zdawały sobie sprawę - uskarżały się na pewne wymogi kulturowe, typu wymóg szczupłości, długich włosów itp., jednocześnie mówiąc, że włosy u kobiet na nogach czy pod pachami są brzydkie, nienaturalne. Gadałyśmy trochę o tym, że nic nie jest obiektywnie brzydkie, bo kanony są różne w różnych kulturach, a to, że nam się coś brzydkie wydaje, to kwestia wyłącznie wychowania i internalizacji pewnych wzorców. Podwójny standard ( facet może mieć włosy i to jest fajne, dziewczyna nigdy) przyjmujemy za naturalny.

Ilekroć o tym myślę, tylekroć zasmuca mnie, że kanony piękności są nam w obecnych czasach tak wrogie. Nie tylko w naszej kulturze oczywiście, bo wszyscy znamy przykłady krępowania stóp w dawnych Chinach, obrzezania kobiet w niektórych krajach Afryki, wybielania skóry w Azji i tak dalej. Ale to, co nas dotyczy tutaj i teraz też jest krzywdą, którą robimy same sobie i którą robimy innym kobietom. Ta krzywda to brak akceptacji dla inności i dostosowywanie siebie do wyśrubowanych coraz bardziej standardów urody, kosztem zadręczania się, zaburzeń odżywiania, braku samoakceptacji, kosztem długich godzin na bezsensowne zabiegi, które zaraz i tak trzeba ponawiać.

Dlaczego mężczyzna nie ma od dzieciństwa wpajane, że jest za gruby, za niski, ma jakąś część ciała za dużą lub za małą? Dlaczego idąc na piwo z kolegami nie zastanawia się, czy przypadkiem nie będzie wśród nich najgrubszy lub najgorzej ubrany? Dlaczego jego dbanie o siebie implikuje założenie spodni, koszulki i ewentualne przetarcie się pod pachą dezodorantem, i już jest gotowy do wyjścia, i nic więcej się od niego nie wymaga? Dlaczego to nasze, kobiece ciała są polem walki, dlaczego to my musimy wyrywać włosy, skubać brwi, wciskać się w niewygodne staniki push up, nawadniać suchą skórę, malować powieki, paznokcie, włosy, usta? Dlaczego nasze ciało w stanie surowym jest nieakceptowalne, a męskie jak najbardziej?
Odpowiedzią jest chyba strach przed siłą kobiecości i kobietą jako taką. W wielu kulturach kobieta uchodziła i uchodzi za istotę inną, dziwną, nieczystą, gorszą, poddaną. Jest zaprzeczeniem tego, co męskie, a więc jest istotą mniej wartościową, zaskakującą, wręcz wrogą. Jej ciało, które potrafi to, czego ciało męskie nie potrafi - rodzić dzieci, wydzielać krew miesięczną - jest nieczyste, brudne, grzeszne, wodzi na pokuszenie. Trzeba je więc zmieniać, kształtować, tak by ukryć jego naturalność i sprawić, że będzie podobało się mężczyźnie.






Feminizm to oczywiście nie jest walka tylko o ciało, walka z kanonami piękna i z przymusem bycia atrakcyjną, to coś znaczenie więcej. Książki, które pokazuję, dotyczą przede wszystkim miejsca kobiety w kulturze i społeczeństwie, definiowania jej poprzez narzuconą odgórnie kategorię kobiecości, przypisywanie jej i oczekiwanie od niej cech, których wcale nie musi chcieć przejawiać - uległości, opiekuńczości, łagodności, poświęcenia, empatii. Nie wszystkie takie jesteśmy, nie zawsze chcemy takie być. Nie można tworzyć świata na zasadzie dychotomii męskie-kobiece ( wszystkie te idiotyczne "mężczyźni z marsa i kobiety skądś tam" o dupę można potłuc), to archaizm. Jesteśmy ludźmi i jesteśmy różni. Nie muszę być zawsze miła i uśmiechnięta, bo jestem kobietą. Mój partner nie musi być zawsze decyzyjny, silny i opanowany, bo jest mężczyzną. Nie możemy pozwolić wymagać od siebie rzeczy i zachowań,które wybitnie nam nie odpowiadają, tylko dlatego, że przynależą do naszej roli społecznej.

Ale nie wszystko jest takie proste. Nawet mając świadomość pewnych mechanizmów, podlegamy ocenie innych i własnej i automatycznie ( niestety) inkorporujemy sobie pewne wzorce do własnego życia, przyjmując jako własne. Na moim przykładzie - wiele rzeczy absolutnie mi zwisa i mnie nie dotyczy, nie wyrywam brwi, nie interesuję się modą, a gadanie o kosmetykach jest dla mnie karą za grzechy, zresztą niewiele mam o nich do powiedzenia. Nie dbam o włosy, nie przejmuję się początkami zmarszczek mimicznych, nie tuszuję niczego niczym, bo po co? Wszyscy będziemy starzy. Nie chcę udawać, że mam 18 lat. Lubię moją twarz taką, jaką jest, nie będę jej maskować podkładem, pudrem, różem. Mam taką przypadłość, że wszystko na mnie wygląda na nieuprasowane, sprute, krzywe, nawet jeśli jest nowe i świeże. Nie przeszkadza mi to. Nienawidzę terminu dbać o siebie. Zadbany człowiek jest czysty i umyty, i tyle. Nie musi mieć makijażu, depilacji tyłka, pięciu kremów na rozstępy i nie musi udawać, że nie ma nigdy okresu i nigdy nie musi iść do toalety.
Bądźmy dla siebie samych dobre, dziewczyny, nie katujmy się bezsensownie, nie kupujmy milionów kosmetyków w plastikach. Bądźmy sprawiedliwe dla innych. Nie obgadujmy, że gruba, że brzydka, że lepiej by wyglądała z makijażem czy bez okularów ( wszystkie te komentarze słyszałam na swój temat od, wydawałoby się, fajnych, myślących dziewczyn). Nie pracujmy nad swoim ciałem, jakby to było pole do codziennego obrobienia, myśląc tylko o tym. Nie ma nic złego w ciuchach, farbowaniu włosów, perfumach, ale a) dajmy żyć tym, które tego nie robią, b) nie czyńmy z tego centrum zainteresowania i głównego tematu rozmowy.
Ostatnio byłam na hot-dogu z czytelniczką bloga ( pozdrawiam, Agnieszko) i miła godzina upłynęła nam na tematach kompletnie nie związanych z naszym czy niczyim wyglądem. I tak chyba powinno być, bo ileż można, że chyba sobie pofarbuję włosy, a widziałaś, jaką Kaśka miała spódnicę, a jak ktoś tam przytył czy schudł, a jaki tusz kupiłaś?

Każde ciało kobiece to historia walki o jakiś nierealny wizerunek, który mamy w głowie, i to jest straszne. Rozmawiając z dziewczynami słyszę historie o braku akceptacji otoczenia lub własnej, o ogromnych kompleksach, dietach, głodzeniu się. Ja też przeżyłam lata, w których wydawało mi się, że muszę ważyć z 50kg, bo przy moim wzroście tak trzeba. Udało mi się utrzymać tę wagę, ale kosztem ciągłego myślenia o jedzeniu i swoim ciele. W końcu doszłam do wniosku, że nie warto. Jestem dla siebie dobra - dobrze jem, czytam sobie książki w wannie z pianą, noszę ciuchy, które lubię i buty, które nie wykręcają stóp. Zdystansowałam się od opinii innych osób, bo są one tylko...ich opiniami. Czasem bolą, ale już rzadko. Grunt, że ja nie widzę w lustrze potwora, bo lubię to, co widzę, grunt, że mój facet uważa mnie za ładną.

Na koniec dwa cytaty z pokazanych tu książek :

"Kobiecość to mit i mrzonka, a pogoń za nią jest dla wielu kobiet niszcząca. Nie istnieje nic takiego jak kobieca natura - niezmienny w czasie, uniwersalny trzon osobowości, który sprawia, że czujemy się spełnione wyłącznie w roli opiekunek. Istnieje natomiast potężna kulturowa maszyneria, która ową naturę sztucznie produkuje i wciska kobietom jako przeznaczenie. Rzesze ekspertów od kobiecości pouczają nas, jak to przeznaczenie realizować, a jeśli temu zadaniu nie podołamy lub jeśli je odrzucimy, wybierając inną drogę, nazywają nas neurotyczkami, wmawiają zazdrość o penisa, każą się leczyć".

(Betty Friedan, Mistyka kobiecości, Warszawa 2012).

"Wyobraźcie sobie, co by było, gdybyśmy całą energię, jaką zużywamy, próbując dostosować się do obowiązujących w społeczeństwie standardów piękna, skierowały gdzie indziej. Ileż innych rzeczy mogłybyśmy robić z naszym czasem. Naszymi pieniędzmi. Naszą energią."

( "Nasze ciała, nasze życie. red. Małgorzata Tarasiewicz, Gdańsk 2004).




Na koniec jedzenie, bo nie ma dnia bez obiadu.

29 komentarzy:

  1. Witaj,
    W pełni się z Tobą zgadzam. Od dziecka matki wpajają córką że mają być grzeczne, miłe, czyste, ładnie ubrane, robić to i tamto a nie robić tego czy tamtego. Taki stereotyp z pokolenia na pokolenie. Troche na tym świecie już jestem (45+)i sporo czasu mi zajeło zaakceptowanie siebie, a bo to za chuda, z krzywym nosem, nie chce nosić sukienek, nie chce mężowi gotować itd. Niestety do końca ze stereotypów i "botaktrzeba" nie da się wyzwolić, ale starajmy się dziewczyny ograniczyć to do minimum i pokochajmy się takimi jakie jesteśmy.
    Pozdrawiam monikat99@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, niby wszystko to wiem i totalnie się zgadzam, ale Twój tekst zrobił na mnie duże wrażenie. Bo nie jest histeryczny i pretensjonalny, ale naprawdę mądry. Bo chciałabym częściej czytać i słyszeć takie słowa. Bo strasznie boli mnie krzywda, jaką kobiety wyrządzają swoim ciałom, głowom i duszom (zresztą, mężczyźni często też)- katując się, byle tylko wyglądać „pięknie". Bo sama przez lata walczyłam ze sobą i wciąż trudno mi zastosować te wszystkie mądrości do siebie.
    No, i co - i Ty myślisz o ograniczeniu Bloga do suchych przepisów? Zapomnij! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, już nie myślę, mam za dużo do poględzenia na różne tematy:)

      Usuń
  3. Bardzo mądry tekst i zgadzam się, że pogoń za idealnym ciałem to głupota, ale dla mnie fakt, że mogę sobie zrobić makijaż, zmienić swoja twarz w jeden moment to raczej frajda, a nie skaranie boskie. Oczywiscie nie jest to mój główny punkt zainteresowań. Mężczyźni może nie przejmują sie tak bardzo swoim wyglądem, ale też maja mnóstwo kompleksów i jak idą na piwo z kolegami to myślą kto jest najlepiej ustawiony, komu się wiedzie itd. Według mnie presja społeczna jest dla mężczyzn równie silna, tylko na innych polach. Ludzie zupełnie normalnie reagują na kobiety zajmuujące się domem, niepracujące albo pracujące w słabo płatnych zawodach "z powołania". Mężczynom takich rzeczy się nie wybacza - nazywa sie ich wtedy niezaradnymi, bez przebicia, bez jaj itd. Mężczyźni nie mogą nawet w spokoju popłakać, żeby ktoś się do nich nie przyczepił, wykąpać swojej małej córki(bo zaraz pedofil), muszą mieć prawo jazdy, nawet jakby woleli rower i nie mogą pracować w różnych "damskich" zawodach bo to podejrzane(opiekun przedszkolny na przykład). Wszystkie te przykłady usłyszałam od mojego faceta i obserwuje na codzień jego znajomych, przyjaciół - ma wrażenie że wszyscy mamy tak samo przesrane, kobiety nie są bardziej poszkodowane. Zwłaszcza, że to kobietom zwykle, a nie mężczyznom przeszkadza brak makijażu i kilka dodatkowych centymentró∑ w pasie:)

    Pozdrawiam
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. W pełni zgadzam się z komentarzem Basi - powyżej. Mężczyźni też mają przerąbane, a czasem nawet wydaje mi się, że mają trochę gorzej - wciąż więcej się jednak mówi o presji wywieranej na kobietach i o walce z nią, niż o presji wywieranej na mężczyznach (najlepszy, najbogatszy, płaski brzuch, umięśniona klata, silny, zdecydowany, supersprawny seksualnie itepe itede - a przecież nie każdy taki jest, chce być, może być).

    Wydaje mi się, że grunt to nie dać się zwariować i zachować proporcje. Jeśli dziewczyna nie chce się malować, to jest w porządku, ale jeśli dziewczyna lubi się pomalować czy interesuje się modą, to przecież nie znaczy że jest niewolnicą wizerunku kobiety, jaki wpaja jej społeczeństwo. Lubię kolorowe ciuchy i kolorowe lakiery do paznokci - są wesołe i wprawiają mnie w dobry nastrój, wykombinowanie jakiegoś fajnego makijażu na imprezę sprawia mi radość - nie uważam, żeby to było wynikiem ucisku, w jakim się znajduję.

    Jednocześnie stanik push up dobrze dobrany nie jest niewygodny, a osobiście w takich mi najwygodniej ;) Sucha skóra nienawilżona swędzi i łuszczy się, co jest mało komfortowe ;)

    Oczywiście, media wkręcają kobietom, że muszą mieć taki a taki biust, tyle a tyle w talii, że w tym sezonie modne są spodnie rurki i absolutnie nie wolno pokazać się w innych - to często przybiera dosyć chore formy i intensywność, jednak wydaje mi się, że to, jak taki przekaz wpływa na nasze codzienne postępowanie i stosunek do siebie uzależnione jest w głównej mierze od naszej dojrzałości, ale też od nastawienia do siebie, jakie przekazano nam w domu. Będąc młodsza strasznie chciałam być szczuplejsza (mimo, że generalnie jestem raczej szczupła), ograniczałam jedzenie do minimum, ale... primo: kocham jeść :D, secundo: z czasem (wiekiem) zaakceptowałam siebie i uważam, że jestem ładna, taka jaka jestem i już.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Presja na mężczyzn dotyczy głownie ich cech charakteru ( zaradność, odpowiedzialność, siła fizyczna i psychiczna itp.). Oczywiście nie wszyscy tej presji chcą i potrafią sprostać. Natomiast presja dotycząca ich wyglądu jest dużo mniejsza - niby popkultura mówi, że powinni być umięśnieni, opaleni itp., ale realnie w Polsce anno domini 2012 wielu nie jest, i ani oni sami, ani kobiety nie widzą w tym problemu.
      Byłam w życiu w kilku związkach i uroda tych mężczyzn nigdy mnie nie interesowała, żaden z nich też nie uchodził za przystojnego według kanonów z MTV;) Dla mnie to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Natomiast dla mężczyzn, nawet otwartych, feministycznie nastawionych, mój wygląd znaczenie ma. Można się spierać, czy to natura, czy kultura.

      Co do stanika push up, to udawanie, że biust przeczy prawom grawitacji uważam za przesadne:) Duży biust będzie ciążył i opadał, i to jest normalne - to, a nie cycki pod szyją. Oczywiście kluczowa jest wygoda. Noszę dobrze dobrane staniki, ale nie chcę mieć biustu przy łopatkach:)

      Nie ma nic złego w tym, że dziewczyna się maluje, bo ja np. nie lubię makijażu, ale lubię piercingi czy kolorowe włosy - to jest to samo, chęć wydania się sobie i otoczeniu ładną. Natomiast dużo złego jest w poczuciu, że "bez makijażu jesteśmy nagie", że wyjść bez czegoś ( depilacji, tuszu, zadbanych pięt itp.) "nie wypada". To jest już wina opresji i przyjęcia sztucznie stworzonych, wyśrubowanych standardów jako własne. Sama łapię się czasem na takich myślach, i to mnie przeraża.

      A tekst dotyczy wyłącznie urody i potocznie pojmowanej "kobiecości" oraz mojego podejścia do niej - jest wiele dużo poważniejszych źródeł dyskryminacji, ale odniosłam się tylko do tego jednego, żeby was nie zamęczać:) Od roku powtarzam sobie, że skończę w końcu i wydam mojego zina na ten temat...

      Usuń
  5. Bardzo fajny tekst :) Mi np. bardzo się podoba że powstały takie głupie pisemka dla mężczyzn (men's health) jak dla kobiet typu(cosmo czy inna głupota) Na okładce zawsze jest jakiś nienaturalnie umięśniony, opalony i wychudzony pan... i mówię do mojego chłopaka - "dlaczego mężczyźni tak nie wyglądają, wyglądają jak fleje przy nim". On odpowiada, ale to jest nierealne żeby tak wyglądać, a ja mówię no właśnie a dlaczego my mamy mieć 60 czy ileś tam w pasie skoro na okładkach robi to program komputerowy. Tylko że on odpowiada że same sobie ukręciłyśmy na siebie bicz. Coś w tym jest, że te grzeczne kobietki stały się najbardziej zażartymi krytykami innych kobiet. Choć bez akceptacji (chociażby niemej) mężczyzn to by nie przeszło. A wszyscy wiem że nie jest niema. Mimo że to piszę wiem, że sama jestem podatna na ten wzorzec kultury który jest nam wpajany... Alicja

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się w pełni zgadzam z tym co napisalas.Ludzie za bardzo przejmuja sie sprawami tak naprawde nieistotnymi.Każdy niech wygląda,zachowuje się itp tak jak chce byleby tylo nie krzywdzil innych i tyle.Jak ktos chce miec tone tapety na twarzy to niech sobie ma , jak ktos chce miec tipsy dlugosci mojego pokoju to niech sobie ma,jak ktos chce byl caly owlosiony niech bedzie,jak ktos chce bekac niech sobie beka :P i to tyczy sie zarowno mezczyzn jak i kobiet.Zreszta ja juz "przestawilam" się na taki typ myslenia i ja wlasnie w taki sposob pojmuje rzeczywistosc,kazdy jest inny,kazdy che czego innego , i to m isie podoba wlasnie ze kazdy jest inny taki jak chce ,i dopoki ktos mi nie robi krzywdy i innym to niech sobie zyje i robi co chce.choc czesto jeszcze przylapuje sie na tym ze cos o kims powiem a potem zastanawiam sie po co ja wogole to powiedzialam przeciez to co powiedzialam nie ma zandego sensu,zreszta jak zdarzy m sie njszczescie coraz rzadziej cos o kims pomyslec czy powiedziec to zaraz sie zastanawiam halo - ale po co to mi wlasiciwie sluzy ? takie myslenie czy gadanie ? przeciez to nie ja tak naprawde ,przeciez ja tak nie postrzegam tego i wtedy wracam na dobra droge,ja zostala mwychowana w taki sposob ,ze bylam stale oceniana ,krytykowana,wiele czasu spedzalam na tym zeby cos w sobie poprawic,plamowalam swoja wielka zmiane - od twarzy do stop ,sztuczne rzesy,tipsy,koloryzujace soczewkim,farnowanie wlosow,makijaz na calego ,ladnei dobrana bizuteria,super buty ,wypasione iouchy,fajne gazdety,sztuczne paznokcie,najeloeij jeszcze zmiana ksztaltu dloni i stop,planowalam ze bede napewno madrzejsza,nie bede robic glupiot , bede przykladna we wszystkim,bede za innych wszystko robic zeby byc lepsza i tak przez kilka dobrych lat a zycie umykalo mi przez palce bo stale mysllam o tym aj ka mi sie cos nie udawalo to popadalam w histerie.winilam siebie za to jaka jestem albo za to ze niej estem taka jak chca inni,marnowalam czas na niepotrzebne uzalanie sie nad tym idazenie do czegos co po pierwsze nigdy by sie nie stalo ap o drugie nie dalo by mi szczescia bo zawsze bylo by jakies ale ,zawsze komus by cos nie pasowalo i wtedy tez mi i to takie nieskoczone kolo,wiele okazji w zyciu stracilam przez takie zachowanie,wiele glupot zrobilam przez to ktorych zaluje i nie moge juz tego zmienic,dlatego teraz juz nie chce w taki sposob myslec bo wiem ze wiele trace i trace siebie samaa tego nie chce.po protu taki tradycyjny schemat zostal mi wpojony i dopiero od niedawna z tym walcze bo podswiadomie gdzies jeszcze w srodku mnie to wychowanie pozostalo ale juz na szczscie coraz bardziej zanika.Ciesze sie zem imo iz jestem mloda to mam juz ten schematy w wiekoszci z glowy wyrzucony i moge sie cieszyc srpawami dla mnie waznymi a nie glupotami ktore kiedys dla mnie byy istotne gdyz tak mi kazano.

    Pozdrawiam i dzięki za fajny teskt !
    Weganka20

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że się z tym uporałaś. Te "oczekiwania" czasem jeszcze będą wyłazić znienacka, u mnie przynajmniej to się dzieje - ale dobrze mieć to już przepracowane w głowie.

      Co do myślenia czegoś o kimś - mnie się też zdarza myśleć, że ktoś fajnie/niefajnie według mnie wygląda, albo coś mądrego czy głupiego powiedział - ale nie dzielę się tym z innymi, zwłaszcza jeśli to opinia negatywna. Staram się natomiast podtrzymywać innych na duchu, słuchać o nich samych i ich problemach, mówić miłe rzeczy. Nie miałabym żadnej satysfakcji z wytknięcia komuś defektu wyglądu. Nie "przerabiam" ludzi w myślach na ładniejszych, nie współczuję fałszywie "brzydoty", co najwyżej podziwiam urodę i temu daję wyraz. Ludzie są tacy fajni, różnorodni, ciekawi! Działa też chyba taka zasada, że im dłużej kogoś znamy, tym bardziej wizualnie się nam podoba ( dotyczy obu płci).

      Usuń
  7. "Mam taką przypadłość, że wszystko na mnie wygląda na nieuprasowane, sprute, krzywe, nawet jeśli jest nowe i świeże" --> mam identycznie :)
    A co do tematu tekstu --> w następnym życiu chcę być facetem, koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam naście lat, dbam o siebie, ale nie dla kogoś-dla komfortu własnego, mój biust jest maleńki więc czasem wspomogę się push-up'em, gdy wyskoczy mi wulkan, to go zakryję, uwielbiam wyglądać inaczej i choć wiele osób dziwnie na mnie patrzy mam to głęboko i szeroko! Nie należę do dzisiejszego kanonu piękna i nawet nie chcę. To czyjś problem, że patrzy na mnie jak na dziwadło albo komentuje mój zadarty nos. Masz rację, że my kobiety możemy być kim tylko chcemy, ale już Ewa odcisnęła na nas piętno tych gorszych, kusząc Adama, więc teraz trudno się od tego uwolnić(nie żebym była Moherem);)
    wierna fanka Jula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jula, fakt, że robisz to dla siebie w tym sensie, że robisz to z własnej woli, że nie stoi nad tobą facet z kijem mówiąc "Jula, musisz pomalować paznokcie i ogolić pachy, bo jak nie, to będzie źle";) Ale mentalnie stoi nad tobą całe społeczeństwo ze swoimi standardami urody i kijem nakazów i zakazów. Czemu np. chcemy optycznie powiększyć biust? Bo żyjemy w kręgu kulturowym, gdzie mały biust uchodzi za niekobiecy, a duży i noszony wysoko jest "wyznacznikiem kobiecości". Duży biust nie jest praktyczny, wygodny, nie jest w niczym lepszy od mniejszego, mimo to, z powodów ściśle kulturowych, jest obiektem pożądania i dążenia wielu kobiet. I mnóstwo jest takich przykładów, kiedy robimy coś tak naprawdę bezsensownego, żeby się dopasować do kanonu.
      Nie mówię, żeby się nie malować czy nie powiększać biustu. Ale może właśnie zmyłybyśmy pięto "gorszych" nie podporządkowując się, nie dając gazetom i reklamom z photoshopem nas kusić, nie dając koncernom kosmetycznym na nas zarobić. Wizerunek piękna zmienia się i kształtuje poprzez lata, i gdybyśmy radykalnie zmieniły kierunek tych zmian, to za 10-20 lat pożądany ideał byłby inny. Od nas to też zależy.

      Usuń
    2. Dla mnie słowa "robię to dla siebie" oznaczają "robię to dla swojego ciała, jest częścią mnie i je kocham". Kiedyś do swojego ciała miałam stosunek wrogi, walczyłam z nim - i właśnie różne zabiegi, diety, ćwiczenia traktowałam jak walkę z nim. Dzisiaj ćwiczę (no, czasaami;) - żeby było zdrowe i sprawne. Diet żadnych nie stosuję, ale jednak staram się nie objadać, bo to po prostu niezdrowe. Co do zabiegów typu peeling, nawilżanie - dla komfortu ciała, a co za tym idzie - ducha. Nie wyobrażam sobie pozostawienia suchej skóry samej sobie - swędzi, piecze... Przecież to chyba nie chodzi o umartwianie się? Mogłabym się zbuntować, wyrzucić wszystkie kosmetyki, zapuścić włosy pod pachami, ale to chyba nie o to chodzi, chodzi o to, jak do tego podchodzimy. Czy myślimy "cholera, muszę ogolić nogi, bo..." - i tu szereg właśnie takich "opresyjnych" powodów: co ludzie powiedzą, co powie mój facet, koleżanki mnie wyśmieją. Osobiście wkładam też staniki lekko powiększające/podnoszące biust, a to dlatego, że mam rozmiarową dysproporcję, pomiędzy biustem a biodrami i niektóre ubrania (które mi się podobają) źle by na mnie leżały. Lubię swój mały biust, bo nie utrudnia mi ewentualnego biegania, nie muszę kupować jakichś superdrogich staników, żeby utrzymać go na miejscu, nie opadnie mi jakoś strasznie na starość;) i nie szkodzi mojemu kręgosłupowi. Nie lubię po prostu, gdy coś na mnie wisi (a nie powinno) albo się opina. Gdyby mnie było stać na szycie na miarę, czy przerabianie gotowych bluzek koszulowych i sukienek to pewnie bym szyła i gwizdała na push-upy;) Dlatego myślę, że należy się skupić na motywacji działań. Każda kobieta dbająca o swoje ciało powinna to robić dlatego, że to JEJ ciało, że je kocha i akceptuje i dlatego z miłością naciera je oliwką czy balsamem. Tak jak pisała jedna z komentujących osób, malowanie się też może być motywowane zabawą wizerunkiem itp, co nie oznacza, że malująca się do pracy czy na wieczór osoba nie podoba się sobie saute:)

      Usuń
    3. Aha, co do malowania - myślę, że jest różnica między kobietami, które sumiennie pacykują się toną kolorowych kosmetyków i na tyle zmieniają swoją twarz (regularnie, codziennie), że bez makijażu wyglądają jak zupełni inne osoby, a kobietami, które taki mocny makijaż wykonują jedynie na specjalnie okazje lub też wcale. To jest właśnie ta motywacja, o której pisałam...

      Usuń
  9. Fajny tekst. O czymś, co chyba w dzisiejszych czasach jest super ważne. A ostatnio feminizm rozkładam na czynniki pierwsze, że tak powiem, ponieważ piszę teksty do kapeli w którą mam przyjemność współtworzyć i jakoś ta tematyka jakoś sama mi się nasuwa i czuję, że w tym temacie jest jeszcze za mało powiedziane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maddy, jak się nazywa kapela? Kiedy debiut?

      Usuń
    2. nazwa jest sporna i w sumie jeszcze nie podjęliśmy decyzji, choć na bank będzie z angielskiego, podobnie jak teksty, a gdy bookujemy salę prób wpisujemy się jako niemiecka antifa i tak też nazywa się plik z roboczymi nagraniami na moim kompie.. hahaha! :) Najgorsze jest to, że w hc/punku już wszystko chyba było i cokolwiek nie wymyślimy to kojarzy się z nazwą kapeli, która już jest/była. :) A debiut? Podobno jeszcze w tym roku! Z osiem minutowych kawałków musi być ;)

      Usuń
  10. Ciekawa notka. Książki poszukam, poczytam w wolnej chwili. Facet też jest bombardowany ze wszystkich stron kanonami urody- wysportowany, piękny; przed śmiercią koniecznie "spłodzić syna, wybudować dom, zasadzić drzewo", mieć super prace i wypchaną kabzę. Podobnie jak przedmówcom, jak patrzę na kolorowe pisemka to mi się chce rzygać. Okładki facetów czy kobiet używających "kremu z Photoshopem".
    Wydaje mi się, że facet kiedyś miał wiekszy luz, ale teraz kolorowe pisemka, moda, reklama zaczeła się do nich dobierać i presja bedzie narastać.

    Dziewczyny bez makijażu są ładne. Nie przejmuj się, ważne że Twojemu facetowi się podobasz ;).

    Maddy podeślij linka z jakąś piosenką zespołu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakiego linka? Nazwy nie ma, a co dopiero linków. hehe!

      Usuń
    2. To nagrywajcie i debiutujcie:) Albo w odwrotnej kolejności.

      Usuń
  11. no zdecydowanie nie jest to czwartek z byle czym ;)

    najgorsze jest to że to kobiety same napędzają całą tę machinę. może i u źródeł stoją jakieś męskie wyobrażenia ideału kobiecości, ale normalny zdrowy psychicznie facet zdaje sobie sprawę, że ideały nie istnieją. nigdy nie usłyszałam osobiście od żadnego faceta - kolegi, chłopaka - komentarzy na temat mojej aparycji, że coś powinnam zmienić, coś robić a czegoś nie. zawsze od kobiet. w podstawówce była taka koleżanka która ubierała się dość ekscentrycznie i nie miała modnych ciuchów - oczywiście dziewczyny się z niej śmiały. w gimnazjum wielki ubaw był z dziewczyn które miały nieogolone nogi czy pachy, czy włosy łonowe wystawały im spod kostiumu kąpielowego. że obrzydliwe i cośtam. w gimnazjum koleżanki dobra rada stwierdziły że powinnam używać tuszu bo "nie mam oczu". no i ciągle słyszałam że mam anoreksję. w liceum usłyszałam że "o,wyładniałaś" gdy zaczęłam się mocniej malować i zafarbowałam włosy. widocznie wczesniej byłam brzydka :P inna koleżanka z klasy była obiektem obrzydzenia bo była bardzo chuda. jeszcze inna z kolei zyskała przydomek "żyleta" bo miała meszek na twarzy. nawet moja własna rodzicelka ciągle mi wytyka że jestem niekobieca a jak kupiłam buty na obcasie i zapuściłam trochę włosy to usłyszałam że "wreszcie wyglądam jak kobieta". to kobiety zazwyczaj walą teksty w stylu "o, ubrała się jak zdzira, na pewno ktoś ją zgwałci, sama bedzie temu winna" itp.
    dlatego najwazniejsze żeby zmianę zacząć od samej siebie, tak jak pisałaś, nie mówić i nie mysleć źle o innych kobietach. sama czasem łąpię się na różnych krytycznych spojrzeniach własnie w stylu "o, ładna ale mogłaby się pomalować" albo "mogłaby schudnąć" (chociaż nadwaga to akurat problem nie tylko kosmetyczny a zdrowotny - otłuszczone, słabe ciało jest chore. no ale to też powinna być sprawa osobista, jak ktoś chce umrzeć wcześniej ale sprawiać sobie przyjemność jedzeniem to jego sprawa)

    a faceci też mają coraz gorzej pod tym względem, to się jeszcze nie zakorzeniło w kulturze na tyle żeby ktoś wytykał z obrzydzeniem kolesia z włochatymi pachami itp. ale chyba wszystko ku temu zmierza. będziemy się opresjonować nawzajem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się po stokroć, że to właśnie kobiety dołują inne kobiety pod względem wyglądu. Ja się np. od dzieciństwa dowiaduję od babci, że mam krzywe nogi, za szerokie ramiona, że ciągle mam oklapnięte włosy, że powinnam przefarbować się na blond, bo mi niedobrze w ciemnych włosach (naturalne mam ciemne właśnie...), że jestem za gruba (kiedy zaczęłam dojrzewać, trochę przybrałam na wadze) albo za chuda (kiedy w wieku około 19 lat waga mi się unormowała i takoż sylwetka). No i oczywiście, że powinnam się elegancko ubierać i takie tam. Z drugiej strony szorty czy dekolt (tzn. po prostu koszulka nie pod samą szyję) są już "zbyt wyzywające". Kiedy odwiedzam dom rodzinny nieustannie czuję presję, dotyczącą tego, jak wyglądam, te krytyczne spojrzenia itp. Co ciekawe, jakoś mój chłopak nie czyni mi uwag, kiedy pół dnia chodzę w piżamie, rozczochrana i bez makijażu. Faceci nawet czasami nie odróżniają lekko pomalowanej (podkład, korektor, tusz) kobiety od tej niepomalowanej. Dobrze widzą za to, które foty są retuszowane;) Nie trafiłam jeszcze na faceta, który by powiedział o jakiejś babce z okładki, że jest naturalna czy piękna. Zazwyczaj jest skrzywienie i tekst: "lalka", "ale fotoszop". To prawda, że są mężczyźni, którzy mają nierealne wymagania wobec kobiet, wobec seksu. Ale jednak w większości w takim zwykłym życiu to same kobiety stosują taką presję wobec siebie nawzajem.

      Usuń
  12. Ha! Pamiętam te warsztaty i bardzo rewolucyjne lalki zrekonstruowane na 101 sposobów. Bardzo miło je wspominam i chyba nawet mam jeszcze gdzieś zdjęcia...
    A co do książek Nasze ciała nasze życie bardzo lubię, choć nie przeczytałam od początku do końca, często do niej zaglądam jak mnie coś nurtuje - stanowi odpowiedź na nadmierną medykalizację kobiecego ciała, kompleksowo ujmując zagadnienia kobiecości włączając w nią chociażby starość czy choroby nowotworowe. Najbardziej podoba mi się w tej książce to, ze traktuje na równi związki z kobietami jak i z mężczyznami. Myślę, że kobiety nieheteroseksualne bardziej świadomie podchodzą do cielesności chociażby dlatego, że nie muszą się mierzyć ze stereotypowymi rolami dotyczącymi kobiecości/męskości. Mówię o własnych doświadczeniach i osobiście bardzo nie lubię być obiektem męskiej oceny pod kątem wyglądu. Mistykę kobiecości na pewno czytałam, nie zrobiła na mnie jednak większego wrażenia bo jej kompletnie nie pamiętam.
    Do Twojej listy dodałabym jeszcze: "Dobre ciało" Ewe Ensler choć na mnie "Monologi waginy" zrobiły zdecydowanie większe wrażenie.

    Kasia

    P.S. Śledzę Twojego bloga uważnie, inspirujesz mnie wieloma ciekawymi przepisami i zachęcasz do przejścia na weganizm. Wyeliminowanie mięsa z diety nie było dla mnie najmniejszym problemem, nie mogę sobie poradzić z pozostałą eliminacją produktów zwierzęcych, jak tylko sobie coś postanowię to zaraz mam ochotę na ser pleśniowy albo jajecznicę ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jestem dziewczyną i też kocham Cię taką jaką jesteś! :)
    Dzięki za tekst.

    Maria

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja Ci dziękuję :) I zapomniałam ci powiedzieć, że z Twoim nosem jest wszystko OK, wcale nie jesteś gruba, a za to przemiła. Naprawdę! Pozdrawiam i liczę na szybką powtórkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawy temat pracy magisterskiej i bardzo ciekawy ten wpis, chyba kupię do biblioteki (w szkole) te książki, może dziewczyny poczytają i nie pozwolą sobie wdrukować tego wszystkiego, co wdrukowano mnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny post, zgadzam się. niestety ja również tak jak i kilka osób wyżej zaobserwowałam zjawisko krytykowania innych kobiet przez... kobiety właśnie. w moim przypadku nie zdarzyło się by takie komentarze na temat wyglądu wygłaszał w moim kierunku mężczyzna - krytykujące, mówiące że w tym i w tym wyglądam niekobieco, że jestem za gruba, że mam za małe usta, nierówno wydepilowane brwi itd. doszło nawet do tego, że miałam kompleksy na punkcie moich ust a nawet i obsesję ich optycznego powiększania - malowanie ich w ten sposób aby wydawały się większe, kupowałam różne kosmetyki powiększające, stosowałam różne domowe metody, jednak to wszystko na nic. efekt był krótkotrwały i chciałam nawet powiększyć usta w specjalnym salonie gdzie wstrzykują w nie różne substancje... wyjaśnię, że nigdy źle się ze swoimi ustami nie czułam dopóki życzliwe kobiety nie uświadomiły mi, że coś jest z nimi nie tak. i że są przeciwieństwem współczesnego kanonu. sama bym na to nie wpadła;) bo przecież jako dzieci nie podchodzimy do lustra i nie mówimy sobie co wymaga poprawy... ostatecznie zrezygnowałam z powiększania, bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie uważałam moich ust za złe, gorsze itd. tylko opinie innych ludzi sprawiły, że chciałam je poprawić. nie było to więc nigdy tak naprawdę decyzją wypływającą z mojego wnętrza i uznałam, że to głupie. kanony piękna się zmieniają i nie są trwałe. w baroku wyśmialiby figurę współczesnych kobiet, a w romantyzmie opalone panie nie miałyby "brania". a po literaturę na pewno sięgnę.
    pozdrawiam iza

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Napisałaś, że miałaś prace magisterską o wzorcach kobiecości w japonii. Sama właśnie interesuję się kanonem piękna w Japonii współczesnej jak i tej ze wcześniejszych epok. Chciałam zapytać czy polecasz może jakieś książki na ten temat? :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...