czwartek, 25 października 2012

czwartek z byle czym vol.4

Tydzień w nowym mieszkaniu powoli ma się ku końcowi. Remont prawie skończony, a raczej przerwany w momencie, w którym skończyły się pieniądze. Nie ma drzwi między pokojami, tylko niesympatyczne dziury w tynku. W pokoju jadalnym zalega kupa gratów, toreb i zapakowanych pudeł, w których nie wiadomo co jest i których zawartości nie ma gdzie przełożyć, bo nie stać nas na zakup mebli.

W kuchni jedna szafeczka z blatem szerokości 30 cm i jeden stołek. I na tych to sprzętach uskuteczniam zupy, kotlety, tofurniki, babeczki, a dziś na przykład pizzerinki z serem i oliwkami. Gotowanie nie przeraża mnie w żadnych warunkach.

Kiedyś dom zacznie być domem. Na razie mam jesienną deprechę, bo znów się wykorzeniłam i przeniosłam, bo za oknem kropi nieprzyjemny deszcz, a w nowym mieście trudno dostać nawet tofu.


Prawie ukończona sypialnia fioletowo-zebrowa. Akcentów zebry jest więcej, choć zdjęcie ich nie pokazuje. Hitem pomieszczenia są szare rolety w pełni zaciemniające. Po ich zaciągnięciu nie widać nic zupełnie. Uwielbiam spać w całkowitej ciemności.


Dziwne zdjęcie znienacka. Ból głowy, książki, chałwa, szarość.

28 komentarzy:

  1. Sypialnia super! A jeszcze jak się porówna ze zdjęciami, które zamieszczałaś jakiś czas temu, to gratulacje podwójne. My też baaardzo powoli zamienialiśmy kartony na szafki, szkoda że u nas się nie praktykuje regularnych wystawek, a jak wyciągam z naszego śmietnika krzesło i niosę do domu, sąsiedzi patrzą jak na zboka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam doskwiera brak samochodu ( choć wystawek też), wybrałam sobie stół w Ikei za 180zł, więc niedrogi, ale jak myślę, że mam go przywieźć komunikacją z Targówka, to wolę jeść na biurku i stołku:)

      Usuń
  2. O słabej dostępności tofu to ja wiem bardzo wiele. Odkąd nie ma go w Biedrze, to kupuję przy okazji zakupów w necie, albo jak jestem w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Mławie (co na szczęście nie zdarza się mega rzadko). Łączę się w bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna sypialnia, zakochałam się w niej całkowicie. I materace na ziemi żądzą :)
    Wspaniale, że nie przeraża Cię gotowanie w takich warunkach. Moja wygodnicka dupa pewnie nie dałaby rady ;) Liczę jednak, że szybko uda się Wam zakupić niezbędne stołki i szafki i mieszkanie będzie dokładnie takie, o jakim marzycie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam teraz też fioletową sypialnie. I jak bardzo lubię ten kolor to doprowadzają mnie te ściany do skrajnej nerwicy ;) Po urzędowaniu w kolejnym mieszkaniu gdzie właściciele urządzają zabawy kolorami tak marzą mi się już białe ściany :P

    Na pocieszenie mogę powiedzieć tylko tyle że może i brak mebli i niedokończony remont to pomyśl że to twoje. Że mimo że powoli to nie będziesz musiała się z tego za chwile wyprowadzać ;) - to musi być fantastyczne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie mogę do tego uczucia przywyknąć - że nie ma współlokatorów, że nie ma właściciela, że nikt nie ma już wpływu na to, co tutaj robimy i niczego nie może od nas wymagać.
      A fiolet wybrałam sama, budził ten koncept zdziwienie wielu osób, zwłaszcza fakt, że sufit też jest fioletowy, a nie biały...ale dobrze się śpi, a połączenie fiolet-czerń-biel-szarość od początku było w planach. Teraz marzę o fioletowej szafie.

      Usuń
  5. Hmmm u mnie w miescie mozna kupic tofu - naoprzyklad w realu albo w intermarche ale ja nie kupuje bo drogie - o wiele za drogie za male tofu z orico ponad 4 zl :/ no przegięcie nie male.ja kupuje taniiutko soje na rynku i robie sama tofu - i z tego tofu robie farsze,ciasta,serniki,i rozne inne i jest super,tanio i smacznie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobre nastawienie, można pysznie gotować w każdych warunkach! Ja całe wakacje gotowałam w 4 metrowym pomieszczeniu, w którym była jednocześnie kuchnia i łazienka - za blat robiła lodówka albo stołek postawiony na środku kuchni. I dałam radę, a nie miałam tak pięknej sypialni jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcesz mieć meble? To idź do pracy :) Pfff...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Internet przestał mnie już zadziwiać, ale dawno nie widziałam tak bzdurnego komentarza.

      Usuń
  8. Bo napisałaś, że was nie stać na meble. Jak ktoś pracuje, to go raczej stać na meble :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno z nas pracuje, a ja szukam pracy, bo przeniosłam się tydzień temu dopiero tutaj, cudów nie ma, rynek pracy jest jaki jest. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ile kosztują meble do całego mieszkania - to nie jest zakup, który można zrobić w ciągu miesiąca, nawet jeśli ktoś pracuje.
      Zdanie "jak ktoś pracuje, to go raczej stać na meble" jest nieprawdziwe - najniższa krajowa wynosi 1500zł brutto, a zwykła kanapa potrafi kosztować więcej...
      Nie widzę nic złego w pisaniu o tym, że skończyła nam się kasa i na coś mnie nie stać, nie wstydzę się tego.

      Usuń
    2. Co racja to racja - teraz trudno nawet o to zeby splacac rachunki na biezaco - mieszkanie,prad,gaz,internet,telefon itp oraz kupic jedzenie,wode no i ubrania ,jakies buty,czy rozne srodki czystosci - a co dopiero cos ponad to ,tak sie wydaje ale przypuscmy ze 2 osoby mlode wynajmuja mieszkanie za kotre trzeba zaplacic naprzyklad 1500 zlotych no to wtedy jest trduno,mozna tez zamiekszac w kilka osob ale kto chxcialby mieszkac tym bardziej z obcymi osobami w 4 osoby na jeden pokoj,teraz nieciekawie to wyglada ,kiedys bylo inaczej ale dawno i nieparawda niestety

      Usuń
    3. Dziwna logika rozumowania. Nie widzę prostego przełożenia: pracujesz, to cię stać; Mam znajomych, którzy pracują od początku studiów, są już dawno po dyplomach, a nadal mieszkają ze współlokatorami w wynajętych mieszkaniach, bo ich pensja nie pozwala na nic więcej. Zwłaszcza, jak są singlami i połowę pensji zjada czynsz.

      Nie wiem, czy kiedyś rzeczywiście było tak wspaniale, z relacji moich rodziców i ich pokolenia wynika raczej, że i wówczas przez pół życia było się "na dorobku", zbierało na szafę, nowy stół czy samochód, po ślubie niekiedy mieszkało i z 10 lat z teściami.
      Teraz zmieniły się przede wszystkim oczekiwania: większość ludzi chce mieć wszystko od razu, na już - stąd przecież sytuacja coraz liczniejszych rodzin, które mają full kredytów i nagle jak ktoś traci pracę, robi się dramat, bo tak naprawdę okazuje się, że nic nie do nich nie należy, a zostają same zobowiązania wobec kredytodawców.

      Usuń
    4. generalnie mądrze prawisz, ale często jest też tak, że ludzie z lenistwa szli na studia po których wiadomo, że ciężko z pracą i potem mają pretensje że całe życie mało zarabiają. DLa inzyniera, programisty na pewno jest praca i to dobra. Lekarz i prawnik najpierw mają biednie, ale się odkują z czasem. Nie zrozum mnie źle - są ludzie którzy z pasji i szczerego zainteresowania poszli studiować np. polonistykę albo politologię, ale sama jak szłam na studia to wiele osób miało takie podejście, że na polibudę to nie, bo tam jest zapieprz, a na kierunku humanistycznym typu kulturoznawstwo to po trzecim roku praktycznie nie ma zajęć.
      Basia

      Usuń
    5. Wiecie, ja jestem z pasji specjalistką od kultury japońskiej ( po antropologii). I nikogo mój dyplom nie interesuje, tych parę instytucji, które zajmują się Japonią odpisało mi, że "nie zatrudniają". Mimo to ukończonych studiów nie żałuję.
      Na szczęście mam też dyplom uprawniający do nauczania języka, ale też nie jest różowo - anglistów jest coraz więcej.

      Usuń
    6. No cóż, jeśli ktoś szedł na jakiekolwiek studia z nastawieniem, że robi to tylko po to, żeby mieć dyplom, to jasne, że takie podejście generuje masy średnich specjalistów, którzy przemknęli się przez pięć lat nauki i w zasadzie było im obojętne, co skończą (wiem, jakie obiboki się zdarzają, bo sama prowadziłam kilka lat zajęcia na uczelni).

      Również skończyłam kierunek humanistyczny i podobnie nie żałuję, że zajmowałam się czymś, co z punktu widzenia ekonomii nie jest pożyteczne. Szczerze mówiąc, dla mnie ważny był przede wszystkim rozwój osobisty, a nie zdobycie konkretnego zawodu rodem z technikum. Chciałam się zajmować tym, co mnie interesuje więc konieczność pracy w innym sektorze była poniekąd świadomym wyborem.
      Obecne z pracą jest generalnie ciężko, moja siostra (mgr, stypendystka, dyplom na 5, bardzo dobry francuski i angielski, staże, wolontariaty itp.) szuka czegoś na stałe już z półtora roku (pewnie ryzę papieru zużyła na CV) imając się po drodze dorywczych prac i odzew znikomy, albo propozycje na zasadzie: przyjdź na bezpłatny staż na 3-4 miesiące, a potem będzie (być może) czasowa umowa. Jasne...

      Usuń
  9. Hej! Mam nadzieję, że punkt o którym zaraz Ci napiszę jeszcze istnieje. Jest taki mały, przytulny sklepik z tanim tofu w Hali Mirowskiej. Od strony Placu Żelaznej Bramy (czy jakoś tak), na roku drugiego budynku od Jana Pawła. Wielka, świeża kostka kosztuje 4 zł i oprócz tego można tam znaleźć cuda wianki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym wietnamskim sklepie oczywiście wiem - często tam kupowałam. Teraz jednak mieszkam 30 minut SKMką od Warszawy, i problem jest z nabyciem tofu tutaj na miejscu, a w Warszawie bywam raz na tydzień. W moim mieście jest tylko w Kauflandzie, zazwyczaj leży 3-5 kostek, które wykupuję na raz, bo mam ogromny przerób:)

      Usuń
    2. A nie dojeżdża do was Tesco? bo można zakupy on line robić i oni mają tofu, zawsze można kupić 10 kostek na zapas jak się jest w wawie i potem trzymać, czasem bywają z naprawdę długą datą ważności
      Basia

      Usuń
    3. Tak właśnie będę robić - kupować na zapas, nie ma chyba innego wyjścia, nieraz na raz potrzebuję ze cztery kostki...

      Usuń
  10. A mi się obecnie marzy spanie nie na podłodze. Od ponad pięciu lat śpimy na materacu, który leży bezpośrednio na podłodze. I już tak nie chcę. Bo ciągle jednak przenoszą się brudki podłogowe na łóżko. A przy dziecku i kocie brudki podwójne :-)
    Więc chce mi się łóżka nie na podłodze. I mimo, że zarabiamy to obecnie nas nie stać. Life :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie śpimy na podłodze:) Przyjrzyjcie się uważniej zdjęciu:) Pod materacem jest drewniany stelaż żebrowy.
      Osobiście lubię spać na ziemi, ale mam te same obserwacje co ty - brud, włosy, kurz, wszystko jest na materacu i pościeli...więc teraz śpimy trochę wyżej, a przy tym zyskaliśmy dodatkową przestrzeń pod łóżkiem na graty.

      Usuń
    2. Ja za to śpię na podłodze od 13 lat :) Jak wróciłam w liceum z pierwszego wypadu w góry, zostało mi spanie w śpiworze na samym dywanie. I do dziś tak jest, śpiwór zmienił się co prawda w kołdrę, ale poza tym pod spodem tylko prześcieradło na dywanie :) Rano zwijamy "łoże" do kosza na pościel i gotowe!
      Zalety są takie, że jestem w stanie wyspać się niemal wszędzie :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Nawiązałam do wypowiedzi losbimbos. Sądziłam, że widzi więcej ode mnie :-)

      Usuń
    5. http://lisakinoo.be/blog/wp-content/uploads/2011/09/0109_LK_li_00161.jpg to jest fajny sposob na podwyzszenie materaca

      Trzydziestoletnia - to musicie mieć czysty ten dywan ;) ja osobiście nie przepadam za dywanami bo z moim podejściem do odkurzania dywan stałby się żywą materią. musiałabym go głaskać, karmić i wyprowadzać :P

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...