piątek, 7 września 2012

weganka w Warszawie - kawiarnia Bezgraniczna

Wiem, że to wygląda, jakbym tylko latała po jadłodajniach, ale tak nie jest, po prostu za każdym razem, gdy mam się z kimś spotkać idę w miarę możliwości w inne miejsce, by je przetestować pod kątem wegańskości, i opisać je tutaj. Na co dzień wole gotować w domu, bo mam taką przywarę, że smakuje mi najbardziej to, co sama zrobiłam - ale walczę z tym.

Umówiłam się w końcu z Aśką z naszego feministycznego kolektywu jeszcze z Torunia. Nie widziałyśmy się od roku i miałyśmy do umówienia pewne sprawy związane ze wspólnie pisanym artykułem, ale i zwykłe plotki, no i jedzenie. Asia odniosła się z wyrozumiałością do faktu, że po wejściu do kawiarni natychmiast wyciągam aparat, i poszła mi na rękę zamawiając tylko wegańskie dania, mimo że nie jest weganką, tak bym mogła wszystkiego spróbować i ocenić

Bezgraniczna mieści się przy ul. Grzybowskiej 2 i jest zupełnie nie do znalezienia. Szukałam jej około 15 minut, oglądając wieżowiec z różnych stron ( bo mieści się w wieżowcu, w którym są jeszcze inne knajpy, mieszkania i biura). To kawiarnia prowadzona przez podróżniczki, dwie dziewczyny, które zjechały dużą część świata, jadły w różnych miejscach i przywiozły pełno pięknych przedmiotów charakterystycznych dla różnych kultur. Patrząc na stronę internetową, spodziewałam się miejsca małego, przytulnego, z niewymuszoną atmosferą i dobrym żarciem. Jest...trochę inaczej.


Lokal jest ogromny, nowoczesny, pomimo akcentów etnicznych sprawia trochę zbyt puste i czyste wrażenie ( mówi wam wychowana na skłotach). Jest część marokańska, w której można siedzieć na poduchach, i zwykłe stoliki. Obsługa kelnerska jest super - jeśli się lubi obsługę kelnerską, mnie ona trochę krępuje - pani była naprawdę miła w niewymuszony sposób i, usłyszawszy, że mówimy o jedzeniu wegańskim, przyniosła nam specjalnie laminowane menu wegańskie. Pierwszy raz spotkałam się z tym, by w knajpie podającej także mięso było oddzielne menu, a nie tylko dania oznaczone znaczkiem w karcie, więc byłam miło zaskoczona. Minusy - dań jest mało, ceny moim zdaniem wysokie, no i w karcie wegańskiej figuruje jedno danie z miodem:(
Ale dobrze, że nikt nie otwiera szeroko oczu i nie poleca frytek! A wegetarianie mają tam naprawdę z czego wybierać.


Oto, co jadłam - hummus i nachosy plus club mate. Byłam najedzona po obiedzie, więc nie szalałam. Nachosów było mnóstwo, jak dla mnie zbyt dużo, hummusu też sporo. Nie był niestety tak dobry, jak w arabskich knajpach, ale jako przekąska całość była dobra. W tle lemoniada Asi, pyszna, faktycznie czuć, że domowa.


Tu zdjęcie nieostre, bo chciałam pokazać, jakie napisy są na miseczkach - "Journey has no end" i "Travels have no bounds".

Danie Asi to chrupkie warzywa na mleku kokosowym. Sos był dobry, choć dla mnie mało ostry. Warzywa podobno zbyt twarde. Asia jadła jeszcze sajgonki wege z dobrym sosem octowym i pędami bambusa. One akurat kosztowały przystępnie, 12 zł.

Minusy :
- nie ma mleka sojowego do kawy
- nie ma wegańskich ciast ani deserów
- ceny są wysokie jak na niewielkie porcje

Plusy :
- wystrój jest ciekawy i autentyczny
- jest wymienialnia książek
- dużo miejsca, można się spotkać grupą
- jeśli ktoś je wszystko, to na pewno znajdzie wiele dla siebie
-

11 komentarzy:

  1. Fajnie że jest wegańska karta - ja nigdy tam nie byłam może kiedyś się wybiorę PS. choć na to nie wygląda ale to miejsce jest częścią "imperium Kręglickich" - może nieco pośrednio - bo jedna z właścicielek jest córką Marcina Kręglickiego - co może tłumaczyć ceny - ale mniejsza o te powiązania - fajnie że kolejne miejsca można uznać za vegan friendly

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ja wiem, czy to wada, z którą należałoby walczyć... przynajmniej na co dzień taniej wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że pokazujesz różne miejsca. Ja nie jestem z Warszawy, ale i tak się przyda. A jakbyś kiedyś planowała wizytę we Wrocławiu to z chęcią zaprosiłabym Cię na obiad. Pozdrawiam

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Często można usłyszeć albo przeczytać o znanych kobietach, że są "ikoną stylu" albo "ikoną dobrego smaku". Czy Ty wiesz, że dla ogromnej rzeszy ludzi jesteś ikoną zdrowego stylu życia? Albo ikoną weganizmu? Proszę Cię, nigdy nie przestawaj prowadzić swojego bloga! Jest wskazówką i podporą dla mnie i dla wielu innych osób. Dzięki Tobie przeszłam z wegetarianizmu na weganizm i za to jestem Ci wdzięczna. Niniejszym zgłaszam Twoją kandydaturę na "Kobietę Roku". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie wiem, co powiedzieć:) Dziękuję za wszystkie miłe słowa, obiecuję, że blog będzie nadal działał i będę do was nadawać za 60 lat, jako stara siwa weganka na wózku inwalidzkim;)

      Bardzo się cieszę zwłaszcza, że przeszłaś na weganizm, to dobra droga, i dobrze, że coraz więcej osób to sobie uświadamia...

      Usuń
  5. A ja byłam kilka razy i mnie nie powaliło... Raz jadłam jakiś chrupiący makaron z warzywami (wtedy jeszcze nie było wegańskiego menu), który był niezły. Potem było tylko gorzej - sałatka z cieciorki, to w zasadzie puszka cieciorki z pietruszką, niedoprawiona, sucha i w ogóle sama bym zrobiła milion razy lepszą, nie mówiąc, że tańszą. Z menu wegańskiego próbowałam curry warzywnego, które było do przeżycia, chociaż niedoprawione (ale to może moje zboczenie, bo ja lubię dania, po których dym leci uszami ;)). Ogólnie przerost ceny nad jakością. Ale bardzo mi się podoba wystrój, a zwłaszcza WC wytapetowane pocztówkami :D a zwłaszcza to, że pocztówki, przynajmniej ta część, którą sobie obejrzałam, faktycznie zostały wysłane komuś pocztą, zanim trafiły tam gdzie teraz wiszą :)

    Natomiast z "Imperium Kręglickich" fajna jest jeszcze knjapka Metlemi - greckie jedzenie. Też drogo, ale wybraliśmy się tam świętować rocznicę ślubu, więc z zamierzeniem, że będzie trochę ą-ę :) Dań wegańskich jest chyba z 5 ale naprawdę fantastyczne. Bezgraniczna może się schować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Bezgraniczna nie powaliła, opisuję z "obowiązku kronikarskiego", jak już się wybrałam...:)Ładny wystrój,miła obsługa, ale dania drogie i też miałam wrażenie, że smakowo nic specjalnego, przynajmniej to,czego próbowałam.
      Dzięki za namiar na Metlemi.

      Usuń
  6. Zainspirowani Twoją recenzją Bezgranicznej poszliśmy wczoraj ją sprawdzić. Zaczęłam z uśmiechem od "Słyszeliśmy, że macie wegańskie menu!", na co kelnerka podała nam karty i zaproponowała wegańską wersję dania dnia. Oto ona: bulion z czymś tam. Bulion na mięsie. Ale to nic, bo mogą nam dać bez mięsa. Zareagowaliśmy ostrym szokiem i usiedliśmy skwaszeni i zrezygnowani. Próbowałam żartami ratować atmosferę, ale do końca byliśmy obsługiwani z naburmuszoną miną, pomimo, że nie zrobiliśmy nic złego i nie byliśmy niemili. Jedzenie było w porządku (poza izraelską lemoniadą, która wykręciła mi twarz na lewą stronę). Co do budowania klimatu miejsca, zgadzam się z Tobą i moim chłopakiem, który podsumował ich tekstem: "Chcą być bardziej niż są". Raczej tam nie wrócimy. Właściwie, to ostro mnie wkurzyli :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co w końcu jedliście? Dali wam to menu zalaminowane w wersji tylko wegańskiej?
      Z tym wyjęciem mięsa z bulionu faktycznie wtopa, co oni sobie myślą? Chyba coś im się myli...Ale mają tyle entuzjastycznych recenzji w necie, że nie sądzę, żeby trafili na moją i przejęli się, niestety:(

      Usuń
  7. Nie wiedziałem, że mają dania dnia, a dosyć często tam bywałem, bo pracowałem w okolicy.
    Ja akurat zawsze byłem bardzo zadowolony. Sajgonki wege - jedne z lepszych jakie jadłem (głównie przez ten sos). Bardzo smaczne guacamole i placki z rajskich bananów. Limonana zawsze też mi smakowała - bardzo orzeźwiająca. Mają też super koktajle na bazie acai.
    Muszę się tam znowu wybrać o przetestować te dania dnia :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...