czwartek, 23 sierpnia 2012

Weganka w Warszawie - restauracja libańska Fenicja

Rzadko chodzę po droższych miejscach, bo, po pierwsze, gotuję sporo w domu, a po drugie nie stać mnie na regularne wydatki restauracyjno-knajpiane. Wczoraj jednak była okazja - podpisanie aktu notarialnego.
Wszystko w moim życiu się zmienia i toczy ostatnio bardzo szybko. Ostatnio śmialiśmy się z R., że siedem miesięcy od pierwszego spotkania pojechaliśmy razem oglądać mieszkanie do kupienia.
No i kupiliśmy. Po swojemu, czyli wybraliśmy takie, w którym byliśmy raz przez pięć minut, nie przebierając i nie stawiając nierealnych wymagań. Teraz czeka nas właściwie generalny remont.

A co to ma wspólnego z żarciem? Ano to, że taką okazję należy świętować w miarę ładnie się ubierając i zjadając coś, na co nie ma czasu czy kasy na co dzień....





Polecam wam spróbować talerza Fenicja za 22zł. Jest na nim wszystko, czego może pragnąć weganka - dobry hummus, pasta baba ganoush, cztery falafele ( słyszałam, że jedne z lepszych w Warszawie i nie rozczarowałam się), gołąbki ryżowe w liściach winorośli, pasta czosnkowa, sambal...i koszyk z gorącymi pittami. Do tego R. zamówił zupę curry z soczewicy z ryżem, a ja sałatkę libańską, czyli coś w rodzaju greckiej, ale bez sera, za to z ogromną ilością soku z cytryny - była bardzo kwaśna! R. pił ayran, a ja świeży sok z marchewki.

 

Wystrój jest taki sobie, ale wiszą fajne włóczkowe lampy, no i leci arabska muzyka, którą bardzo lubię. Podoba mi się, gdy etniczne knajpy dbają o zachowanie swojego klimatu,zamiast puszczać radio zet.

Jeszcze tam wrócę, nie spróbowałam taboulleh ani sałatki fettush...

11 komentarzy:

  1. Gratulacje. Ja jak kupowałem z matką mieszkanie to ciulowo podeszliśmy do zakupów. Spodobała nam się kuchnia i klamka zapadła ;). Później po przeprowadzce wyszło kilka nieprzewidzianych buraków i co za tym idzie dodatkowych wydatków, ale okolica to rekompensuje.

    Do Torunia będziesz wpadała? Z Bydy miałem tak blisko, a jeszcze nigdy tam nie pojechałem na wege impreze i nie miałem okazji Ciebie poznać ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. a to białe na falaflu to co to jest? ta pasta czosnkowa? czy jogurt sojowy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam! Pyszne żarcie, fattusz w ich wydaniu świetny. No i fajnie "mieć" Cię w Warszawie, gratuluję własnego lokum :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje z powodu mieszkania :) A talerz wygląda szalenie apetycznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze: gratulacje ogromne! :-D U nas dom był trochę później ;-) Za to szybko ślub mieliśmy (i nie, nie musieliśmy haha), czyt. po niecałych 10 miesiącach znajomości ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. I po przeczytaniu co jadłaś... zrobiłam się straaaasznie głodna! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ślicznie wyglądasz!

    Bywa, że szybkie decyzje są najlepsze - my dziewięć miesięcy od pierwszego spotkania pojechaliśmy razem wziąć ślub ;P

    A'propos, najlepsze fafle-falafle robi mój Piotruś, ale ten hummus przedstawia się zacnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Madziara, widzę że my podobnie szybkościowe ;-P hahaha

    OdpowiedzUsuń
  9. Agn Ieszka, piątka! ;D
    P.S.: Czyżby jakowyś nowy blog wegański? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrząc na ten talerz z jedzeniem, ta knajpka jest zdecydowanie warta odwiedzenia. :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...