sobota, 4 sierpnia 2012

weganka na Słowacji i w Czechach, cz. III


W Czechach zwiedziliśmy Brno, Ołomuniec, Hranice na Morave i Czeski Cieszyn, w każdym miejscu zatrzymując się na nocleg lub dwa.






Czeskie jogurty - Vegevital udał się Czechom tak sobie, bo to raczej desery, bez tego typowo jogurtowego kwaskowatego smaku, natomiast Sojagurt to mistrzostwo świata. Na dnie krem czekoladowy, potem sojowy jogurt naturalny, a na górze owocowy mus, w tym wypadku brzoskwiniowy. Jadłam też wersję z kremem waniliowym i musli.


Piękne Denisove Sady w Brnie i ja, zmęczona upałem i marszem ( do hostelu mieliśmy 5km w jedną stronę).


Na dworcu wpadliśmy do sklepu Bio Park, który miał wszystko, czego tylko wegańska dusza może zapragnąć, w dodatku niektóre rzeczy przecenione, m.in. tofu salad w sojonezie. Sama sojoneza jest bardzo smaczna, tak jak i sos tatarski na jej bazie, ale hitem była tofuneza, pyszny, lekki, kwaskowaty krem, lżejszy od tradycyjnego majonezu. Na zdjęciu poza tym widać sojakrem ( na dole od lewej), czyli podróbę serka topionego, świetnie smakującą na ciepło. Obok tofu wędzone i deserek Alpro o smaku niedostępym w Polsce, a mianowicie smaku ciasteczek spekuloos.


Krekry slane czyli zwykłe krakersy, ale i tak wydarzenie, bo u nas ciężko znaleźć bez jaja. Obok rzeczy nas niespotykana - zeleninove lupinky czyli chipsy z obierek buraka, selera i rzepy, z odrobiną soli. Dobre!


Kolejne miasto na trasie to Ołomuniec. Cudowne. Puste, piękna starówka, wąskie brukowane uliczki, wspinające się stromo w górę i opadające na dół. W końcu padał deszcz! Mieliśmy tam sporo ciekawych przygód, między innymi biegliśmy chowając się przed ulewą od bramy do bramy, w końcu schroniliśmy się po daszkiem jakiegoś kiosku, gdzie znaleźliśmy dwie korony, co poprawiło nam humor, ale końca nawałnicy nie było widać. Rafał stwierdził, że gdybyśmy mieli przynajmniej karton, moglibyśmy użyć go jako parasola i pobiec. W tym momencie odwróciłam się...i znalazłam karton. Jak w filmie.
Pobiegliśmy do chińskiego bistro, gdzie przeczekaliśmy deszcz. Tam też rozmawiałam z Chińczykiem po czesku, zamawiając nudle bez masa.

Z pomnikiem żółwia wiąże się kolejna historia. Nie zwierzałam wam się z tego do tej pory, ale bardzo boję się żółwi i, mimo że nie mam z  nimi w życiu styczności, uważam je za antypatyczne. Ujrzawszy ten pomnik zapragnęłam jednak pokonać żółwia i wleźć mu na grzbiet, chociaż inni turyści przezornie robili zdjęcia tylko się o niego opierając. No i co? No i żółw zemścił się srodze za taką zniewagę, okazało się bowiem, że jego skorupa jest pokryta małymi żółwikami z mosiądzu, które rozdarły mi sukienkę i zaczęły ranić gołe nogi, tak że nie mogłam zejść i narobiłam krzyku żądając by Rafał natychmiast mnie zdjął...

Na ołomuńskiej starówce.


Green Bar, ul. Ztracena. Natknęliśmy się tam na ciekawą formę organizacji baru, z którą w Polsce zetknęłam się tylko w Ikei - bierze się tacę, miskę, talerz i chodzi w koło, nalewając i nakładając to, na co się ma ochotę, a na końcu jest kasa i pani z wagą, ważąca ile gram sobie nałożyliście. Na zdjęciu kapuśniak z tofu, ziemniaki z marchewką, sałatka fasolowa, cieciorka w curry i ryż po indyjsku oraz napój sojowy.


Hranice na Morave, małe miasteczko na Morawach, nad rzeką Beckvą.

Na dworcu kupiłam sobie coś o nazwie cokokava - to kawa z odrobiną kakao ( na wodzie). Nie był to najlepszy pomysł, zwłaszcza że zapomniałam wcisnąć przycisk s cukrom...


Czekolada gorzka z migdałami, a w tle Lukullus, niemiecki krem do smarowania wafli, pyszny jedzony po prostu łyżeczką.

 

I na koniec cerstve bagety ...wiem, że nie ma się co śmiać z obcych języków, bo są po prostu inne od naszego i tyle, ale czeski fascynuje mnie od dawna, nawet ze 12 lat temu dostałam się na bohemistykę, studiów nie podjęłam i może szkoda. Jednak nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok napisów typu denne cerstve pecivo ( niezła reklama świeżych bułek).

To już chyba koniec relacji. Kolejne kierunki podróżnicze to Praga i Tallin.

10 komentarzy:

  1. Cudownie ! Czytam i patrze i nie mam dosyc :P Nie moge doczekac sie kolejnych relacji !

    OdpowiedzUsuń
  2. uśmiałam się z przygody z żółwiem ;D nie wiedziałam nawet że ktoś się może bać żółwi ;) ja się strasznie brzydzę ślimaków i teraz jest już lepiej ale kiedyś jak byłam dzieckiem i widziałam ślimaka na ścieżce to musieli mnie nad nim przenosić :P

    lubię takie relacje z podróży, szczególnie w wersji gastro :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietne relacje (wszytskie trzy)! Tez najbardziej lubie zakupy spozywcze i kiedy podrózuję spożywczaki fascynują mnie tak samo jak zwiedzanie a czasami nawet bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej :) Mam do Ciebie pytanie - moze moglabys mi doradzic ktora smietana w sprayu byla by lepsza ? sojowa czy ryzowa ? chodzi mi o smak :) bo mozna sobie kupic przez neta takie cudo i zastanawiam sie ktra by byla smaczniejsza ? :) Pozdrawiam Baśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sojowa smaczniejsza, jeśli masz na myśli Soyatoo. Właśnie wczoraj zrobiłam placki z borówkami i tą śmietaną, pyszne. Jej jedyna wada to to, że nie pozostaje tak długo sztywna, jak śmietany nabiałowe - kiedy ją rozpylisz np. na owoce robią się te śliczne wzorki, ale za 5-10 minut masz po prostu owoce w mleku.

      Usuń
  5. kurcze, zazdroszcze. Nie dość że miałas okazje, połazić i pozwiedzać to jeszcze tyle fajnego jedzenia :) U mnie w mieście nie ma ani jednego sklepu z wege żarciem, nie mówiąc już o knajpach vege :(( Jeśli chce coś kupić mam do wyboru stoiska w Rossmanie, Piotrze i Pawle lub innych supermarketach. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie jest tak najgorzej;) W Piotrzei Pawle jest tofu, jogurty naturalne i truskawkowe, wędliny...plus owoce i warzywa z targu, i pyszny obiad gotowy. Oczywiście fajniej by było, gdyby był dobrze zaopatrzony sklep wege...właśnie przeniosłam się do Warszawy, i powiem ci, że tu jest tych sklepów trochę, ale ceny straszne, po prostu z kosmosu - głupie tofu z ziołami np. 17zł...:(

      Usuń
  6. To juz lepiej samemu zrobic tofu :) kupic na rynku soje ktora tam jest bardzo tania i zrobic samemu oplaca sie o wiele wiele bardziej ! :)
    U mnie w Piotrze i Pawle sa tylko wedliny , jogurtow nie ma wogole ani tofu ,ale sa inne rzeczy np . cieciorka w pomidorach,o wiele wiekszy wybor jest w realu gdzie mozna kupic jogurty kolorowe bo o naturalnych to nie ma mowy niestety jedynie w almie ale to tylko takie z dodatkiem cukru i chyba bez tych bakterii dobrych.ja od jakiegos czasu poluje na jogurt naturalny sojasun ale nigdzie go nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozwolę sobie dodać:
    Całe mnóstwo art. spożywczych dla wegan (wegetarian-jeszcze więcej) można zakupić w Czeskich supermarketach (Tesco, Billa, Kaufland itp). Ceny baaaaaardzo przystępne, a już na pewno o wiele, wiele taniej niż w Polandii. Robimy tam zakupy od wielu lat i z radością stwierdzamy, że przybywa na półce coraz więcej produktów dla wegan :-)
    Oprócz typowych vegańskich rarytasów, warto zwrócić uwagę na szeroką dostępność artykułów certyfikowanych BIO. Ceny są rewelacyjne!
    Ale, najpiękniejsze jest to, że od najbliższego marketu mamy... 12km!
    Pozdrawiam
    Go Vegan!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...