poniedziałek, 26 grudnia 2011

poświątecznie






Pierwszy w życiu zwijany makowiec, pyszny i bardzo słodki. Może nawet zbyt.













środa, 14 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - biała rzodkiew

Biała rzodkiew może być dyskusyjna w tym cyklu, bo pewnie wielu/e z was ją zna i jada. Smakuje trochę jak rzodkiewki, ostro, surowo, jest twarda. Często dodaje się ją do surówek i sałatek.

Postanowiłam jednak włączyć ją do mojego cyklu, bo nie znam nikogo, kto by ją jadał inaczej, niż na kanapkach.



Pomyślałam, poprzeglądałam różne strony...i zrobiłam z niej zupę.

Zupa-krem z rzodkwi



1 biała rzodkiew
3 ziemniaki
biała część pora
olej
sól, pieprz ziołowy, dwie szczypty chili
grzanki razowe z dwóch kromek chleba


Ziemniaki i pora drobno kroimy, rzodkiew obieramy i ścieramy na tarce. Wszystko podsmażamy na oleju, solimy i zalewamy kilkoma kubkami wody. Gotujemy do miękkości, miksujemy na gładko, doprawiamy.



Zdjęcia ciemne, bo robione wieczorem, krótki dzień nie pozwala czasem sfotografować obiadu z dobrym światłem, bo zdarza mi się gotować i jeść ok. 17-18.
Zupa jest cudownie żółta, ostra i kremowa. Warto spróbować.

wtorek, 13 grudnia 2011

zupa minestrone

Zupa - 22 aminokwasy, czyli maksymalnie kompletna jeśli chodzi o wartości odżywcze. Warzywa, białko pod postacią fasoli, tłuszcze w pesto, samo dobro.



Minestrone

pół białej części pora
1 cebula
3-4 ziemniaki
2 marchewki pokrojone w krążki
puszka białej fasoli
puszka pulpy pomidorowej
1 pietruszka
dużo rozmarynu
oliwa
zioła prowansalskie
garstka makaronu penne
grzanki razowe


Cebulę i por drobno pokroić, podsmażyć na oliwie. Dodać pokrojone warzywa korzeniowe, zalać wodą i pomidorami, posolić, dodać rozmaryn i zioła, i niech się gotują ze 20 minut. Po tym czasie dodać fasolę i zostawić na kolejne 15-20 minut, czasem mieszając. Warzywa mają być miękkie, a fasola lekko się rozpływać. Pod koniec gotowania (np. 5 minut przed wyłączeniem gazu) dodać garstkę surowego makaronu penne prosto do gara z zupą - ugotuje się tam elegancko.
Na patelni lekko skropionej oliwą podsmażyć drobno pokrojone grzanki razowe.

Oddzielnie robimy pesto :

pęczek natki
50g podprażonego na złoto słonecznika
1 ząb czosnku
chlust oliwy lub oleju
szczypta soli
2 łyżki wody


Blendujemy na gładko.



Do gorącej zupy nakładamy porządną łyżkę pesto i posypujemy grzankami. Jedna z lepszych zup ever!

niedziela, 11 grudnia 2011

ciasta świąteczne - wegański piernik

W tym roku pewnie powtórzę się z kilkoma świątecznymi wypiekami, choć mam zamiar spróbować upiec też zawijany makowiec, co będzie pewnym novum. Poza tym to, co zwykle, czyli ślimaki cynamonowe, sernik z tofu, coś czekoladowego, pewnie tort...Przyznam, że kompletnie nie myślę jeszcze o świętach; jakoś pogoda ku temu nie nastraja. Mam niby jakieś kulinarne i wyjazdowe plany, ale mgliste i odległe się wydają.

Jako że obserwuję sobie dla zabawy statystyki bloga, zaobserwowałam, że mnóstwo osób wchodzi na niego szukając wegańskich ciast, a szczególnie tych świątecznych wypieków.

No to proszę, pro publico bono, wegański piernik z bakaliami.



2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka wody lub mleka roślinnego
120 ml oleju
1/2 łyżeczki sody plus 3/4 łyżeczki proszku
przyprawa do piernika (Prymat będzie dobry)
pół torebki rodzynek
50g drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki słodu, np. ryżowego


Wymieszać porządnie drewnianą łyżką, ewentualnie dodać kroplę aromatu rumowego. Polewę zrobiłam z deserowej czekolady Vabene i dwóch łyżek mleka roślinnego, które to ingrediencje rozpuściłam razem na parze.



Piec 30-40 minut na 180C.
To proste, dobre, szybkie ciasto, które zawsze się udaje.
Popijać szklanką niesłodzonego mleka.

sobota, 10 grudnia 2011

obiad bardzo zimowy - fake meatballs z sosem spaghetti

Grudzień jest mało zimowy w tym roku, ale ma to swoje zalety. Po kilku szarych, krótkich dniach dziś za oknem widzę żywoniebieski prostokąt nieba, nareszcie słońce. Zaraz nastąpi wyprawa na pobliski targ - po warzywa, jabłka, chleb razowy i ciepłe rajstopy.

A tymczasem...



Fake meatballs z sosem spaghetti

Fake meatballs to kulki z czerwonej fasoli i cebuli, obtoczone w sezamie i obsmażone, jedzone z makaronem i sosem pomidorowym. Chrum chrum.

puszka czerwonej fasoli
1 cebula
2 zęby czosnku
chili w proszku
sól
bułka tarta


Cebulę i czosnek przesmażamy, łączymy z resztą składników, formujemy kulki ( wielkości dwóch orzechów włoskich maks). Obtaczamy w sezamie, smażymy na złoto.

kartonik przecieru pomidorowego
zioła prowansalskie
posiekana natka pietruszki
oliwa


Podgrzewamy razem w rondelku, nie solimy. Nie solimy także wody na makaron - u mnie były to kombinowane resztki świderków i razowego spaghettini. Kulki wyszły bardzo słone, a poza tym nie lubię przyćmiewać solą poszczególnych smaków, nigdy nie solę dodatków do jedzenia, czyli makaronu, ryżu, ziemniaków, kasz...

piątek, 9 grudnia 2011

dania w miseczkach

W przerwie między kolejnymi niemodnymi warzywami postanowiłam pokazać kilka innych smacznych rzeczy.
Moja tajemnica - lubię jeść z miseczek. Dania wyglądają wtedy ładniej, a porcje wbrew pozorom wcale nie są mniejsze, niż na tradycyjnym talerzu. Wszystko za to można ładnie zakomponować i czasem aż strach zanurzyć łyżkę...



Wczorajszy obiad składa się z raczej modnych warzyw, choć brukselka dla niektórych jest, jak zauważyłam, nieznana lub niedobra i w ogóle fuj. Ja za nią przepadam.



W misce mamy cztery mini dania - pęczak gotowany bez soli (fajnie by było swoją drogą zrobić cykl o zapomnianych kaszach), cieciorkę w sosie indyjskim ( na bazie tandoori masali), brukselkę na parze i paprykę duszoną z cukinią.

A tu już zwykła, lecz przepyszna owsianka - z sezamem, wiórkami koko i suszonymi malinami.



I, jako że zawsze muszę pokazać coś poza jadalnymi rzeczami, oto książka, którą obecnie kończę. Lubię niespiesznie rozwijające się skandynawskie kryminały, a ten w ogóle jest feministyczny. Sprawę prowadzi policjantka w siódmym miesiącu ciąży, która nadal nie wyobraża sobie życia, gdy dziecko się urodzi.

czwartek, 8 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - brukiew

Dziesiejszy odcinek sponsoruje literka B jak brukiew. Znana też jako karpiel, należąca do rodziny kapustowatych (kto by pomyślał, wygląda jak skrzyżowanie selera z dużym ziemniakiem i kalarepą).
Pochodzi prawdopodobnie ze Skandynawii. Czytając wegańskie blogi z tamtego rejonu świata, natrafiałam często na brukiew w postaci puree z ziemniakami i cebulą. To norweskie danie świąteczne - mam zamiar je także wypróbować.

Brukiew wygląda tak :



Po ugotowaniu przypomina coś pomiędzy ziemniakiem a kalarepą, smakowo bardziej po stronie tej ostatniej. Nabiera pięknej żółtej barwy.
Co do jej właściwości odżywczo-zdrowotnych, to jarmuż z poprzedniego wpisu bije ją na głowę - jedyna ciekawostka to to, że hamuje transport jodu w tarczycy i może prowadzić do niedoczynności (przy dużym spożyciu). Więc jeśli ktoś ma nadczynność, to chyba zupa z brukwi będzie od czasu do czasu w sam raz...

Zupa-krem z brukwi z pieczarkami i razowymi grzankami



1 brukiew (jedna średnia waży ok. pół kilo)
2 marchewki
1 pietruszka
1/4 selera
1 mała cebula
3 nieduże ziemniaki
szklanka mleka roślinnego
5 dag pieczarek
natka pietruszki
resztki pora (zostały mi po sałatce)
olej, sól, pieprz ziołowy, chili, curry, liść laurowy, ziele ang.
grzanki z kilku kromek razowego chleba


Zupę robi się szybko i przyjemnie. Najtrudniejszy krok - dostać brukiew. Potem czeka nas już tylko siekanie, obieranie i poopatrywanie, co jakiś czas, czy warzywa już miękkie. Na całą operację starczy mniej, niż godzina.

Warzywa, oprócz pieczarek, obrać i pokroić w kostkę. Cebulę posiekać, przesmażyć na oleju, wrzucić na nią wszystkie warzywa ( garnek ma być spory!) i chwilę smażyć. Posolić, wrzucić liść i ziele, nalać tyle wody, by lekko przykryła warzywa i gotować do ich miękkości (ok.30 minut). Wyciągnąć zioła i kilka kostek brukwi. Resztę zblendować i postawić garnek z powrotem na gaz - teraz uzupełniamy wodę, wlewamy szklankę mleka i doprawiamy. Z curry i chili nie przesadzamy, zupa nie ma być orientalna w smaku, co do soli też bym uważała - większość warzyw w tej zupie jest naturalnie słodkawa i warto czuć ich smak.
Pieczarki kroimy na plasterki (nie na drobno!) i przesmażamy na złoto na oleju. Grzanki prażymy na suchej patelni, natkę siekamy.




W miseczce umieszczamy zupę, dodajemy odłożone wcześniej kilka kostek brukwi, by nie była tak jednolita, i posypujemy pieczarkami, grzankami i natką, można jeszcze dodać odrobinę sera wegańskiego Cheezly, co fajnie zaostrzy smak.



Pan, sprzedający mi jarmuż i brukiew na targu, powiedział Pani, to tylko jacyś dziwni kupują, więc tym bardziej wypada znać i używać!

środa, 7 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - jarmuż

Ideał diety to dieta lokalna i sezonowa. Wiem, że w głupich gazetach typu "Shape" czy "Glamour" można przeczytać o opieraniu diety na produktach sezonowych, bo to taka niby mantra zdrowego człowieka, ale potem bez refleksji wrzuca się do kosza w sklepie banany, pomarańcze, avocado czy dziwne odmiany sałat, które nigdy nie widziałyby Europy, gdyby nie przyjechały tu stłoczone w ładowni statku. Jadam czasem te produkty, część z nich jest dobra i zdrowa, ale naprawdę warto skupić się na autentycznej lokalności i sezonowości swojego stołu i garnka.
Czemu? Bo jeśli coś jedzie do nas z bardzo daleka, to zostawia długi ślad węglowy z powodu zużycia paliwa, a to nieekologiczne. Bo jeśli kupujemy tanie banany, to musimy mieć świadomość, że farmerzy je sadzący nie dostali za nie prawie nic; tak samo jest zresztą z kawą, herbatą i kakaem. Bo pomidory z Maroka czy Holandii o tej porze roku prawie nie mają smaku, są wodniste, bez zapachu, bez koloru. Jeśli nie przemawia do nas problem ekologii i praw pracowniczych, to smak i cena z pewnością przemówi.

Można powiedzieć, że w grudniu nie da się kupić prawie nic lokalnego i sezonowego, ale to nieprawda. Nie jesteśmy wcale całą zimę skazani/e na ziemniaki, marchew i cebulę. Na targu jest sporo innych warzyw, są kiszonki, orzechy, jabłka, mnóstwo korzeniowych i kapustnych. Dodajmy do tego strączki i różnorakie kasze, i zimę da się przeżyć, jedząc smacznie i zdrowo.

Mój nowy cykl niemodne warzywa będzie miał za zadanie przybliżyć wam lokalne, zdrowe, a często mało znane lub wcale nieznane rośliny, które z powodzeniem można tanio kupić i zjeść, albo posadzić samodzielnie.



Na pierwszy ogień idzie jarmuż, bardzo zdrowe warzywo. Zawiera witaminy A,K i C w dużych ilościach, a to nie wszystko, co potrafi. Pełno w nim fosforu, potasu i żelaza, ma działanie antyrodnikowe i antyrakowe, a zawarta w nim witamina K zmniejsza bolesność miesiączek. Same plusy.

W smaku przypomina szpinak bądź duszoną pokrzywę, jest pyszny.



Penne z jarmużem, orzechami i tofu-fetą

wiecheć fioletowego lub zielonego jarmużu
150g naturalnego tofu
pół opakowania makaronu penne
50g orzechów włoskich
olej, czosnek, cebula, sól


Jarmuż trzeba umyć i przebrać, odcinając grube łodyżki. Z dużego wiechcia mało zostanie, ale moje danie nie opiera się tylko na nim.
Drobno pokrojoną cebulę i czosnek przesmażyć na oleju, dodać liście jarmużu, i dusić jak szpinak, do zmięknięcia. Tofu pokroić na kwadraty i wcześniej umieścić w mieszance "fetowej", czyli wodzie z octem, ziołami i solą. Ugotować penne, a pokrojone orzechy podprażyć na suchej patelni. Wszystko wymieszać w garnku.

Danie bardzo proste, ale wyjątkowo smaczne.

...a jutro odcinek o brukwi.

wtorek, 6 grudnia 2011

śniadania w nowym domu

Wracam do minolty, a więc powraca ziarninowa faktura zdjęć, którą bardzo lubię, ale do fotografowania potraw średnio się nadaje, a po zmroku w ogóle wymięka. Ale ma wiele oldschoolowego uroku, niezaprzeczalnie.



Ciasto daktylowe bez pieczenia (robione jeszcze zanim naprawiony został piekarnik), mandarynka, kawa bez niczego.



Cheezly Blue Style Cheese, który pięknie rozpłynął się na chrupiących grzankach z chleba razowego. Oliwki, ogórek kiszony. W sam raz na grudzień.

piątek, 2 grudnia 2011

przeprowadzka



Przenoszę się jutro do ładnej, starej dzielnicy niedaleko parku, będę miała pod nosem skwer i balkon w pokoju. Niestety, nie działa piekarnik. Może da się coś z tym zrobić, a na razie wklejam drożdżówkę autorstwa kolegi.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...