sobota, 30 lipca 2011

zupa miso i inne pomysły

Pasta miso ze sfermentowanej pszenicy ( lub ryżu albo soi), cudowny wynalazek Japończyków. Dziwna, słona, charakterystycznie pachnąca substancja, której nie można gotować (!), a jedynie rozpuścić ją w potrawie pod koniec gotowania.



Uwielbiam tę zupę. Miso nie jest tanie ( ok. dwadzieści parę zł za słoik), ale starcza na bardzo długo i nie psuje się, a do zupy dodaje się po łyżeczce.

Zupa miso

2 marchewki
2 pietruszki
pół cebuli
10dag pieczarek
olej
sos sojowy
łyżeczka miso
natka pietruszki
makaron spaghetti złamany na pół


Warzywa kroimy i podsmażamy parę minut na oleju. Zalewamy wodą z sosem sojowym, gotujemy do miękkości warzyw. Oddzielnie gotujemy makaron ( może być też ryżowy lub sojowy, chodzi o te cienkie, włosowate). Gdy warzywa zmiękną, zakręcamy gaz i kopiastą łyżeczkę miso wrzucamy do gorącej zupy, mieszając aż się rozpuści. Dodajemy makaronu i dekorujemy natką.



Pyszna! Można też wrzucić surowe lub podsmażone tofu. Cudny smak, i bardzo zdrowo, Japończycy zaczynają od miso shiru dzień.
Do zupy zrobiłam coś pod hasłem "zużyć resztki", czyli zapiekłam w cieście francuskim bakłażana z cebulką, a wnętrze pasztecików posmarowałam pesto z pestek dyni, liści rzodkiewki oraz natki pietruszki. Mało japońsko, ale pysznie, poza tym zaczynam radzić sobie z nowym piekarnikiem i wypieki zaczęły wreszcie rosnąć i rumienić się, jak bogini przykazała.



A w deszczowy dzień, gdy jedyne, czego chcę to czytać Marthę Grimes i oglądać "Whitechapel", pragnę też domowego obiadu, i żeby było dużo, i ciepłe, i jak w dzieciństwie.

Nie karmiono mnie za młodu co prawda kotletami z cieciorki w sezamie, a szkoda! Ja swoje ewentualne dzieci mam zamiar karmić jak najzdrowiej i najróznorodniej ( w obrębie diety wegańskiej oczywiście), nie ograniczając się do powtarzalności posiłków. I myślę, że u mnie nie będzie problemu pod tytułem "nie lubię warzyw":)

Kotlety z cieciorki

puszka cieciorki
1 cebula
1 ząbek czosnku
mąka kukurydziana
sezam
chili, sól
bułka tarta

Zmiksować trzy pierwsze składniki, zagęścić pozostałymi, doprawić, uformować kotleciki, obtaczać w sezamie, smażyć na złoto.



A do tego sos warzywny, ukryte pod nim ziemniaczki z koperkiem i fasolka szparagowa bez soli.

Zapiekana kanapka na śniadanie


Mój współlokator dostał parę dni temu spóźnioną wypłatę i wpadł, bardzo zadowolony, z dwiema siatkami zakupów. W jednej byl chlebak. Do drugiej zaglądam, a tam...same sojowe produkty. Z dziesięć pasztetów, wędliny, parówki. O ile wędliny i parówki da się w miarę twórczo przerobić, to z pasztetami nie da się zrobić nic, oprócz posmarowania nimi kanapki, więc zostawiłam je w spokoju, a wzięłam się za bardziej rokujące produkty.



W kanapce znajduje się musztarda o smaku zielonego pieprzu, rozgniecione avocado, pomidor, cebula, oregano, plaster szynki sojowej. Na kanapce ketchup i sos sezamowy. lepsze, niż pizza!

A na koniec pytanie - jak użyć pasty z trawy cytrynowej? Może natrzeć nią tofu? Macie jakieś sprawdzone pomysły? Chciałabym zrobić cos tajskiego, może tofu, warzywa plus ryż, kupiłam tę pastę i myślę...

czwartek, 28 lipca 2011

gulasz meksykański i tofucznica na obiad

Rzadko jadam w Green Wayu, powiedziałabym, że nawet bardzo rzadko - kilka razy do roku. Głowną przyczyną jest wąski wybór wegańskich potraw, ale nie tylko - nie mam zaufania do przypraw, tłuszczów, których używa się w barach i restauracjach ( i chyba nie nabiorę, dopóki restauracja 100% vegan nie powstanie w okolicy). Green Way'owe jedzenie niespecjalnie mi też smakuje, bo ile można jeść samosy na przemian z kotletami sojowymi i enchilades? Zwłaszcza, że domowe żarcie to nie jest - po prostu fast food, i to w raczej wysokich cenach.
Do czego zmierzam? Otóż w Green Wayu mozna kupić tzw. gulasz meksykański. Nic wymyślnego - kostka sojowa, kukurydza, cienki sos. Nigdy mi specjalnie nie smakował, ale parę razy zdarzyło mi się go jeść. Parę dni temu postanowiłam odtworzyć podobny w warunkach domowych, i efekt przeszedł moje oczekiwania.



Gulasz meksykański

szklanka kostki sojowej
puszka czerwonej fasoli
puszka kukurydzy
100g zielonych oliwek
4-6 pomidorów
150 ml przecieru pomidorowego
1 duża cebula
15dag pieczarek
1 czerwona papryka
1/4 papryczki chili
przyprawy : sól, pieprz, chili w proszku, 1 łyżeczka harissy, cząber, oregano, sos sezamowy do dekoracji


Kostkę sojową gotujemy w oddzielnym garnku w odrobiną soli, osączamy na sicie. Cebulę i paprykę drobno kroimy, podsmażamy na oleju w garnku o grubym dnie ( to jest garnek, w którym już docelowo będzie się gotował gulasz, więc weźcie duży). Dorzucamy pieczarki i łyżeczke soli, mieszamy, aż wszystko zmięknie. Zalewamy wodą ( ok. 3-4 kubków), dodajemy przecier i pokrojone pomidory. Gotujemy do zmięknięcia pomidorów. Dorzucamy zawartość puszek oraz wszystkie przyprawy i oliwki. Gotujemy do połączenia smaków, ok. 20-30 minut. Gulasz powinien być gęsty, puszkowe warzywa miękkie, a pomidory rozpadające się, ze schodzącą skórką.
Całośc na talerzu polałam pysznym sosem sezamowo-czosnkowym na bazie tahiny, uwielbiam go, i jest to ostatnio mój przebój nr jeden, wciskam go wszędzie i każdego częstuję.




A oto wczorajsza obiado-kolacja. Wiem, że tofucznicę pokazywałam już tu kilka razy, ale jest to potrawa uniwersalna ( na każdą porę dnia, można też zabrać ją ze sobą na podróż w pudełku, i po wystygnięciu nie jest obleśna, w przeciwieństwie do zwykłej jajecznicy), i można dodać do niej bardzo rożne składniki, więc nie jest nudna.

Tofucznica

1 cebula
1 duży pomidor
kilka pieczarek ( mogą być zdechłe i dogorywające)
kawałek papryczki chili
2 parówki sojowe pokrojone w plasterki
kostka tofu 180g
kurkuma, curry, chili, sól, olej


Cebulę i pieczarki kroimy drobno i smażymy na oleju. Dorzucamy parówki, całość smażymy, mieszając i zasypujemy solą. Parówki mają się zrumienić, cebula zmięknąć - dopiero wtedy czas na pokruszone tofu i pomidory. Wsypujemy resztę przypraw, dolewamy oleju, ewentualnie odrobinę wody, ciągle mieszamy, aż do osiągnięcia odpowiedniej konsystencji.

Udawajcie, że nie widzicie kuchennego bałaganu na drugim planie zdjęcia!

poniedziałek, 25 lipca 2011

ostra zupa z harissą

Deszcz smętnie plumka za oknem; dobry dzień, by zaktualizować blogi, obejrzeć zdjęcia z wczorajszej wycieczki rowerowej, upiec tartę z cukinią, ponieważ nurzam się obecnie w tym warzywie i mam go naprawdę opór.

Ostra zupa z harissą


1 marchewka
1 cebula
2 ząbki czosnku
puszka czerwonej fasoli
4-5 dużych, świeżych pomidorów
ew. ok.200 ml przecieru z kartonika lub kilka łyżek koncentratu ( ale nie zamiast świeżych pomidorów!)
kilka pieczarek
2 garście makaronu pełnoziarnistego
czubata łyżeczka harissy
cząber
sporo soli
kilka łyżek oleju
grzanki z kilku kromek starego chleba




Wersja z zeszłego tygodnia, bez pieczarek i grzanek, ale z krążkami smażonej cukini.



A na koniec Amazonka, czyli zakole Drwęcy w naszej okolicy.

środa, 20 lipca 2011

kilka obiadów i witariańskie ciasto

Jeszcze tylko jakieś dwa miesiące obfitości i dostępnośći tanich, pachnących, lokalnych warzyw i owoców. Potem pojawią się jabłka, dynia, kurki, a potem wszystko zniknie i rozpocznie się długa polska nudna zima, z ziemniakami, cebulą i marchewką. Lubię mieszkać w klimacie, w którym są cztery wyraźnie się od siebie różniące pory roku, ale siedmiomiesięczna zima mnie przeraża, i myślę o tym już dziś, choć za oknem ciepło, słucham sobie April i mam zamiar jeść lody jagodowe...Trzeba będzie narobić przetworów i kupić pięć ton węgla, i przetrwamy nawet koniec świata, a co.



A to moje pudełeczko na wyjazd do miasta. Mieszkam teraz w odległości pksowej, co sprawia, że wyjeżdżając np. do uczniów muszę być przygotowana na różne warunki pogodowe i zabrać ze sobą coś do szybkiego spożycia.
W pudełku widać muffinki borówkowo-cytrynowe ( leżą do góry nogami, bo zdjęcie było robione chwilę po wyjęciu ich z foremek), brzoskwinie ufo ( uwielbiam!), mandarynki, winogrona.



Szybki obiad - makaron orkiszowy wstążki z czerwoną smażoną papryką i pieczarkami, bardzo ostry ( wrzuciłam pełno harissy). Zielona fasolka szparagowa gotowana bez soli. Sałata z pomidorami i rzodkiewką, ogórki, kiełki.



Polski obiad - kasza gryczana, kotlety sojowe panierowane, kalafior w cieście, sos pomidorowy.



Cornbread, smażony bakłażan, który pysznie mięknie na patelni, zachwoując chrupiącą skórkę, i sałatka grecka z tofu udającym fetę.



Na koniec surowe, witariańskie ciasto. Do jego surowości można się przyczepić oczywiści, bo użyłam zwykłych migdałów i wiórków koko ze zwykłego sklepu, i nie wiem, jakiej obróbce były poddawane, a więc mogą być jak najbardziej żywnością przetworzoną. Niestety, w Polsce nie ma wciąż możliwości kupienia surowych ciastek, spodów do pizzy suszonych na słońcu lub w dehydratorze...Jeśli ktoś chce jeść na surowo, jest skazany na własną pomysłowość - co pewnie nie jest takie złe, a latem jak najbardziej możliwe.
Mimo że bardzo wspieram witariańskie odżywianie, to mi osobiście ono nie szło i po paru próbach z ulgą wracałam do weganizmu - ale z pewnością jeszcze takie epizody się pojawią.

200g daktyli bez pestek
100g migdałów
200-300g wiórków kokosowych
2 łyżki oleju kokosowego lub zwykłego
1 brzoskwinia


( Przepis z bloga weganizm.blox.pl)

Daktyle i migdały zalać odrobiną wody i zblendować ( uważajcie na blender, co słabasze mogą mieć problem), uzyskaną masą wyłożyć foremkę. Oddzielnie zmiksować wiórki z olejem. Komu nie zależy na surowości ciasta, może dodać trochę jakiegoś słodu, bo wiórki z olejem mają lekko kokosowy, ale nie slodki smak. Wyłożyć kokos na spód, na to pokrojoną brzoskiwinię - i do lodówki na co najmniej godzinę.
Pyszne i bardzo słodkie.

sobota, 16 lipca 2011

dla niedowiarków

Dla tych, którzy nie wierzą, że weganie mogą jeść smacznie, zdrowo i kolorowo, ze specjalną dedykacją dla wegetarianki, która powiedziała mi, że chciałaby być weganką, ale wtedy to by już w ogole nic nie jadła.

Każdy z nas musi codziennie coś zjeść, większośc osób codziennie gotuje, a więc jakiś wycinek swojego dnia poświęca na obróbkę cieplną i spożycie pokarmu. Nie trafia zatem do mnie argument, że wegańsko to można jeść i gotować, gdy ma się dużo czasu. Kwestia zmiany nawyków zakupowych i zmiany jadłospisu po prostu - czas, poświęcany na gotowanie oraz zużycie gazu/prądu pozostają takie same.
Mięsożercy ubijają kotlety, ja moje lepię z ziaren czy warzyw. Mięsaożercy smażą, ja też. Gotują ziemniaki, ryż, makaron, kasżę ( samego mięsa chyba nikt nie je?), ja również. Smarują kanapki masłem i serem, ja avocado, pastą warzywną, twarożkiem z tofu. Smażą jajka, ja placki czy tofucznicę. Poświęcamy na te przygotowania i na zakupy tyle samo czasu.
Spróbuj. Taki sam nakład czasowy, a oszczędzasz życie zwierząt i własne zdrowie.

Zupa prowansalska z pietruszkowym pesto i makaronem pełnoziarnistym oraz białą fasolą, plus kwadraty z ciasta francuskiego z pomidorami, kabaczkiem i ziołami.





Gulasz z boczniaków z cząbrem i śmietanką owsianą, do tego kasza jęczmienna, mieszanka kiełków, smażone wędzone tofu i ogórki gruntowe.



Sobotnie śniadanie - bułki z avocado, kiełkami, pomidorem i harissą, owoce. Kolorowo, zdrowo, pysznie.





Smutno mi czasem, kiedy patrzę, co ludzie wrzucają do koszyka w sklepie, jak bardzo nie dbają o to, co się znajdzie w ich wnętrzu, jak nie czytają składów, patrzą tylko na cenę. W pksie ostatnio wysłuchiwałam mimochodem, jak jedna pani opowiadała drugiej ze szczegółami przepis na smażoną polędwicę. Już abstrahując od cierpienia zwierząt, takie jedzenie jest tłuste, niezdrowe i bardzo monotonne - codziennie kotlet w panierce, zmieniają się tylko gatunki mięsa, ewentualnie w piątki ryba czy pierogi. Zupa to rosół lub pomidorowa. Tak, wiem, ja też popełniam błędy żywieniowe, piję napoje gazowane, zdarza mi się zjeść chipsy czy sos ze słoika. Wiem, nie każdy jedzący mięso je tradycyjnie i monotonnie - ale jednak większość. Prowadzę konwersacje z angielskiego, które często zahaczają o sprawy życia codziennego, i wiem, co dla ludzi w różnym wieku jest najczęściej obiadem. Szkoda, ale, jak śpiewał Promoe, I've got work to do, I've got things to say, i będę o tym gadać, ile sił, częstować, karmić, pokazywać, dawać przykłady.

A teraz wcinam pyszne muffiny cytrynowe z borówkami, jeszcze ciepłe. Na pocieszenie, bo jestem przeziębiona, i nie pojechałam ani do Piły na koncert, ani do Poznania na spotkanie wegańskich blogerów.

czwartek, 14 lipca 2011

produkcja falafli i deszcz

Wczoraj upał, dziś od rana burza. Lubię, kiedy deszcz sobie spokojnie( lub niespokojnie) pluska za oknem, prosto na świeżo skopaną grządkę, podlewając moje niewyplewione jeszcze chwasty...widzę okiem wyobraźni, jak na tej grządce niedługo będą rosły ogórki, sałata zimowa i kalafiory, jak będę się uwijać w kaloszach (których nie mam), formując odpowiednie kopczyki ziemi, sadząc, zbierając...A jesienią ugotuję coś z plonów z własnego ogródka. Oko wyobraźni jest dość szczodre w tym momencie, bo trzeba sporo pracy, żeby to wszystko się wydarzyło - ale czemu nie?



Na wsi mieszka się spokojnie. Przywykłam już do tego, że do sklepu robi się całą wyprawę i nie można tak po prostu skoczyć sobie po hoop colę - ale to nawet dobrze, bo mniej kupuję pierdół, lepiej planuję zakupy, wykorzystuję wszystko do końca. Z powodu posiadania elektrycznego piekarnika, który sporo ciągnie, przestałam tyle piec, co mnie boli, ale trudno.
Wczorajszy obiad to falafle, które zostały z dnia poprzedniego, sos z tahini, puree ziemniaczano-kalafiorowe z koprem, duszona marchewka z kabaczkiem i świeże oraz marynowane warzywa.

A falafle? Tym razem z surowej ciecierzycy, bo tylko takie są autentyczne





Wróciłam sobie z DIY Festu, dość fajnie spędziłam czas w Trójmieście, choć niektóre ceny i rozwiązania na koncertach moim zdaniem nie były DIY...ale fajnie bylo zobaczyć Agrimonię, Beyond Pink, Wasted, Downfall of Gaia. Towarzysko ciekawy wyjazd, obczaiłam też wegańskie miejscówki w Trójmieście - byłam na lodach ( karmel z kokosem pycha!), w Biowayu ( szału nie robi, ale się najadłam), na sojowym latte (drogo i średnio smacznie).

Miała też miejsce niezbyt przyjemna sytuacja, i nigdy nie zrozumiem, czemu ludzie uważają, że mają prawo innym wytykać to, co ich nie dotyczy. Tak, jak ci którzy na ulicy potrafią powiedzieć komuś, że jest gruby czy ma krzywy nos - czy naprawdę myślą, że ta osoba tego nie wie, że są pierwszymi we wszechświecie, którzy to mówią, że ich bezceremonialna uwaga coś zmieni?
W piątek na koncercie musiałam się nasłuchać od podpitego "znajomego" jaka to jestem niefajna, jak się lansuję w necie, jak to, co piszę na blogu i forum to bieda ( i inne gorsze epitety padły na temat mojej internetowej kontrybucji), jak miał mnie za fajną osobę, która wiele robi, a okazało się, że jest inaczej...Otwierałam szeroko oczy, bo naprawdę przez większość tej przemowy miałam wrażenie, że to nie o mnie. Ten człowiek zna mnie mało, zamieniliśmy w życiu pewnie kilkadziesiąt kurtuazyjnych zdań, nie wie, gdzie działam, co organizuję, w czym pomagam ( a jest tego trochę), swoją wiedzę czerpie z widywania mnie na koncertach i bytu wirtualno-forumowego, który czasami plecie, co mu ślina na język przyniesie. I przykro mi bardzo, że ktoś moją feministyczną, koncertową, wegańską działalność wrzuca do worka z napisem bieda, przykro mi, że feruje jakieś wyroki robiąc z siebie alfę i omegę, tak jakbym nie zdała jakiegoś jego testu, do którego wcale podchodzić nie zamierzałam, przykro mi, że niepytany, bez żadnego powodu podchodzi z takim wywodem...
Ucięłam rozmowę i odeszłam, bo nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Nie chciałam wdawać się w pyskówkę i przerzucać się argumentami typu " a ty...", choć parę takich miałam na końcu języka. Usiadłam na ławce z boku i popłakałam sobie trochę, myśląc, czy naprawdę można mnie tak ocenić. Już kiedyś słyszałam, że mój blog to pozerstwo i zastanawiam się, czemu ludzie tak mówią. Jeśli blog to pozerstwo, to kim ja jestem, kłamcą, lansiarą internetową?
Nie rozumiem, jak ludzie, którzy mnie znają i wiedzą, że jestem weganką i nie idę w tej sprawie na kompromisy, że nie piję, że wspieram scenę, chodzę na koncerty, działam w kolektywach, organizuję i pomagam organizować różne wydarzenia, mogą nazywać mnie pozerką? To całe moje życie, nie mam niczego poza tym.
Zobaczymy, gdzie ci, co dziś rzucają kamieniem, będą w wieku 31 lat.

czwartek, 7 lipca 2011

lipiec - ciasto francuskie, sorbet czekoladowy i kilka innych

Rozwijam się kulinarnie, choć oprócz sorbetu powtarzam wciąż te same patenty, które już kiedyś wykorzystałam. Ale zawsze mozna zrobić tę samą potrawę inaczej, lepiej, w nowy sposób, z innym zestawem przypraw. Tak czy inaczej, kolorowy talerz zawsze cieszy.



Nadziewane ciasto francuskie - w środku kostki tofu w zalewie olejowo-ziołowej, ogórek kiszony, sos pomidorowy i pomidory. Do tego ugotowany bób oraz sałatka na bazie kapusty pekińskiej.



Zupa botwinkowa i chleb żytni z hummusem.



Śniadanie z dziś, jedzone około 12, ale jednak śniadanie - bułka z hummusem, bułka z avocado i szczypiorem, smażone tofu z curry, oliwki, kawa.



I szczyt szczytów, czyli wegański sorbet czekoladowy własnej roboty, z przepisu Maddy.

1 szklanka brązowego cukru
2 szklanki wody
3/4 szklanki kakao
aromat rumowy

Cukier podgrzać bez niczego w garnku o grubym dnie, aż zrobi się karmel. Dodać wodę. W tym momencie przeżyłam chwile grozy, bo cukier pod wpływem wody skamieniał mi na głaz. Ale to nic takiego, należy wyłączyć gaz i po prostu cierpliwie mieszać, aż całość wróci do stanu płynnego. Potem dorzuciłam kakao i aromat.
Po wystudzeniu płyn umieściłam w płaskim plastikowym pojemniku i zamknęłam w zamrażarce. Do lodowego stanu trzeba mrozić około 3h, co 30-40 minut mieszając całość, by się nie zmroziło za bardzo, tylko miało miłą konsumpcyjną konsystencję.
Lody jadłam z bananem, wiśniami i masłem orzechowym. Są naprawdę cudowne.

A już w sobotę będę jeść wegańskie cuda od Giuseppe!

poniedziałek, 4 lipca 2011

niedziela czyli zupa grochowa

Od czwartkowej przeprowadzki nie byłam w mieście, dopiero dziś jadę. Oglądałam "The Killing" i "Zeitgeist", gotowałam, piekłam, pierwszy raz w życiu zrobiłam popcorn do filmu, rozmawiałam, czytałam...Zasypiam i budzę się słysząc głosy ptaków i widząc za szybą solidny prostokąt nieba.
Popijam właśnie kawę, patrząc na świat przez drewnianą roletę.

W ponury, lekko deszczowy weekend z wiszącymi nisko chmurami postanowiłam zrobić zupę grochowo-warzywną. Osoby, które obecnie ze mną mieszkają nie są (jeszcze:)) weganami, ale wikt jest jeden dla wszystkich, jako że to ja gotuję. Jak zawsze staram się zawrzeć w posiłku wszystko, czego biedna wegańska dusza potrzebuje - białko w postaci strączków, błonnik, witaminy, tłuszcze pod postacią olejów, avocado i orzechów.



Zupa grochowa z warzywami

1/2 szklanki suchego grochu połówki
2 marchewki
4 ziemniaki
liście laurowe ( moje przyjechały wraz z koleżankami z hiszpańskiej Asturii z ogrodu dziadka)
ziele angielskie
sól, pieprz
oleju
1 cebula
dym w płynie ( z Białorusi)
majeranek


Groch namaczamy na noc, a potem gotujemy oddzielnie z łyżką oleju. Ma być miękki, ale nie rozpadać się zupełnie. Cebulę siekamy i podsmażamy na oleju w dużym garnku, dorzucamy pokrojoną w plasterki marchew i pokrojone, obrane ziemniaki. Posypujemy majerankiem, dolewamy kilka łyżek dymu, który nadaje potrawom smak wędzonki, będąc jednocześnie dodatkiem całkowicie wegańskim. Uzupełniamy garnek wodą - ok. 1,5 litra. Dorzucamy liście i resztę przypraw, gotujemy do zmięknięcia warzyw. Dorzucamy ugotowany groch, mieszamy, solimy i gotujemy całośc razem jeszcze z 10-15 minut.



Do zupy zrobiłam razowe grzanki na suchej patelni...było też guacamole, resztki pesto z rzodkiewki i ogórki małosolne.



...i pieczone na oliwie ziemniaki z bazylią i oregano.

sobota, 2 lipca 2011

nowy dom, nowa energia



Obiad w nowym domu - samosy drożdżowe z nadzieniem z ziemniaków, groszku i marchewki, sos pomidorowy na oleju z kwiatem pomarańczy i sałatka.

Kuchnia jest dobrze wyposażona, gdy tylko pomyślę, że coś by się przydało, to szybko to znajduję w szafkach czy szufladach. Jest ekspres do kawy, blender i nawet mikrofalówka, ale uważam ją za szkodliwą i wyniośle ignoruję.

Czas na pierwsze sobotnie śniadanie, bo za oknem deszcz. Pancakes z miodem z mlecza i syropem z buraka cukrowego.





I obiad dla trójki głodnych - wielka razowa pizza ze szpinakiem, pieczarkami, cebulą, czarnymi oliwkami i pomidorami.



...z pesto z liści rzodkiewki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...