środa, 7 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - jarmuż

Ideał diety to dieta lokalna i sezonowa. Wiem, że w głupich gazetach typu "Shape" czy "Glamour" można przeczytać o opieraniu diety na produktach sezonowych, bo to taka niby mantra zdrowego człowieka, ale potem bez refleksji wrzuca się do kosza w sklepie banany, pomarańcze, avocado czy dziwne odmiany sałat, które nigdy nie widziałyby Europy, gdyby nie przyjechały tu stłoczone w ładowni statku. Jadam czasem te produkty, część z nich jest dobra i zdrowa, ale naprawdę warto skupić się na autentycznej lokalności i sezonowości swojego stołu i garnka.
Czemu? Bo jeśli coś jedzie do nas z bardzo daleka, to zostawia długi ślad węglowy z powodu zużycia paliwa, a to nieekologiczne. Bo jeśli kupujemy tanie banany, to musimy mieć świadomość, że farmerzy je sadzący nie dostali za nie prawie nic; tak samo jest zresztą z kawą, herbatą i kakaem. Bo pomidory z Maroka czy Holandii o tej porze roku prawie nie mają smaku, są wodniste, bez zapachu, bez koloru. Jeśli nie przemawia do nas problem ekologii i praw pracowniczych, to smak i cena z pewnością przemówi.

Można powiedzieć, że w grudniu nie da się kupić prawie nic lokalnego i sezonowego, ale to nieprawda. Nie jesteśmy wcale całą zimę skazani/e na ziemniaki, marchew i cebulę. Na targu jest sporo innych warzyw, są kiszonki, orzechy, jabłka, mnóstwo korzeniowych i kapustnych. Dodajmy do tego strączki i różnorakie kasze, i zimę da się przeżyć, jedząc smacznie i zdrowo.

Mój nowy cykl niemodne warzywa będzie miał za zadanie przybliżyć wam lokalne, zdrowe, a często mało znane lub wcale nieznane rośliny, które z powodzeniem można tanio kupić i zjeść, albo posadzić samodzielnie.



Na pierwszy ogień idzie jarmuż, bardzo zdrowe warzywo. Zawiera witaminy A,K i C w dużych ilościach, a to nie wszystko, co potrafi. Pełno w nim fosforu, potasu i żelaza, ma działanie antyrodnikowe i antyrakowe, a zawarta w nim witamina K zmniejsza bolesność miesiączek. Same plusy.

W smaku przypomina szpinak bądź duszoną pokrzywę, jest pyszny.



Penne z jarmużem, orzechami i tofu-fetą

wiecheć fioletowego lub zielonego jarmużu
150g naturalnego tofu
pół opakowania makaronu penne
50g orzechów włoskich
olej, czosnek, cebula, sól


Jarmuż trzeba umyć i przebrać, odcinając grube łodyżki. Z dużego wiechcia mało zostanie, ale moje danie nie opiera się tylko na nim.
Drobno pokrojoną cebulę i czosnek przesmażyć na oleju, dodać liście jarmużu, i dusić jak szpinak, do zmięknięcia. Tofu pokroić na kwadraty i wcześniej umieścić w mieszance "fetowej", czyli wodzie z octem, ziołami i solą. Ugotować penne, a pokrojone orzechy podprażyć na suchej patelni. Wszystko wymieszać w garnku.

Danie bardzo proste, ale wyjątkowo smaczne.

...a jutro odcinek o brukwi.

14 komentarzy:

  1. jarmuż jest spoko. szkoda, ze taki niedoceniony :(

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam zupełnie inne odczucie - jarmuż jest trudno dostępny ale ostatnie 2 lata jest mega hype na niego - gdzie nie zajrzę tam jarmuż :) ale w tym wypadku akurat to nie źle! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie spotykam jarmużu. w Polsce to raz w życiu widziałam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie z jarmużem jest taki problem, że jest bardzo trudno dostępny. Wszędzie się rozpisują, jakie to cudowne warzywo, jakie pyszne i zdrowe, a idzie się człowiek spytać o jarmuż do warzywniaka to sprzedawca robi tylko wielkie oczy :)
    Ale nadal poluję, widziałam raz (i to w hipermarkecie), na żadnym straganie dostać nie mogę :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł "niemodne warzywa" bardzo zachęcający. Z jarmużem muszę pokombinować, bo sam w sobie nie bardzo mi smakuje. Chociaż dla tylu witamin i mało bolesnych miesiączek mogę się poświęcić ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. ja bym nie przesadzała z tymi egzotycznymi owocami - nie zachęcasz ludzi do weganizmu odmawiając im łatwo dostępnych owoców i ulubionych używek, nie wszystkich stać na kupowanie żywności fair trade. Poza tym jaka jest alternatywa? Jeżeli afrykańskie dziecko nie dostanie nawet tej odrobiny pieniędzy, bo załóżmy popyt na banany spadnie, to będzie dla niego lepiej? Kupuję ryż, trzcinowy cukier i herbatę, bo nie widzę na razie innych alternatyw. Chyba nie ma niewinnych wyborów..

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam własny jarmuż w sensie wyhodowany, ale szczerze powiem coś mi nie podszedł za bardzo. Przyrządzany na pare już sposobów jednak nie stał się moim przysmakiem. Jakieś takie liście ma za twarde czy coś...nie wiem może do jarmużu trzeba dorosnąć jak do oliwek...whisky...czy polskiego hip hopu ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wegan Nerd, dłużej duś, i wytnij wszystkie twarde elementy, a nawet nerwy z liści.

    Basia, problem eksportu luksusowych towarów z byłych kolonii nie jest czarno-biały, bo nie chodzi tylko o wybór kupować czy nie kupować. To tak jak z chińskimi badziewami - jak kupię, to wspieram koncerny, które w dupie mają prawa pracowników i płacą im symbolicznie, a poza tym jedzie to, co kupiłam do mnie przez pół świata. Jak nie kupię, to nie dostaną nawet swojej niewielkiej zapłaty.
    To samo z owocami, kawą (zwłaszcza!). Fair trade jest tylko połowicznym rozwiązaniem, bo jesteśmy ubogim społeczeństwem, mimo że w uprzywilejowanej części świata, poza tym żywność fair trade idzie do nas przez Niemcy, co powoduje kolejne narzuty na cenę - i nie stać nas na nią, tych lepiej zarabiających często również.
    Ale co zrobić? To kwestia świadomości tego, co mój mały pieniądz, moje kilka złotych wydane tu w Europie, może spowodować w innej części świata. Czy pomoże czy raczej zaszkodzi, i do czyjej kieszeni pójdzie.
    Wierzę w siłę bojkotu konsumenckiego. Wierzę w nacisk na producentów i eksporterów, na koncerny, bo dla nich jedynym argumentem jest zysk i nasze pieniądze, które możemy wydać lub nie na ich produkty. Zmuśmy ich, aby płacili wytwórcom więcej, i traktujmy kawę, herbatę, cytrusy jako luksusowe towary, bo w rzeczywistości nimi są. nie sprawia mi przyjemności fakt, że ktoś zbierał w pocie czoła bawełnę, palił kawę albo stracił życie w fabryce odzieżowej dla moich dżinsów. Pewnie nikomu nie sprawia, ale gospodarka ewoluuje, a kapitalizm nie jest doskonałym, skończonym systemem, więc czas na forsowanie innych rozwiązań...
    Też kupuję ryż, cukier brązowy, kawę i herbatę, ale zachęcam do produktów regionalnych i sezonowych, choćby ze względu na kwestie ekologiczne.

    OdpowiedzUsuń
  9. wydaje mi się że produkty fair trade to w tej chwili możliwie najlepszy wybór. wybór pomiędzy jednym a drugim - bo całkowita rezygnacja z herbaty to nie to samo co rezygnacja z mięsa. krowa nic nie traci na tym że jej nie zjemy, natomiast za produktem stoi człowiek. jeśli wzrośnie konsumpcja produktów fair trade, rynek to odnotuje. będzie ich coraz więcej i bedą szerzej dostępne.

    tak, produkty fair trade nie są tanie. ja kupuję kawę, herbatę i cukier trzcinowy fair trade. nie jestem zamożna, ale wcale od tego nie biednieję - nie zużywam przecież x opakowań w miesiącu, kupuję raz na jakiś czas. oprócz zielonej czy czarnej herbaty i kawy piję też polskie owocowe i ziołowe. poza tym jak ktoś kupuje np. liptona (a jest to dość często kupowana marka) to na FT też go będzie stać. cukier trzcinowy FT ma podobna cenę co "normalny". więc o ile w ogóle stac kogoś na cukier trzcinowy to bez problemu może kupić fair trade.
    z ryżem jest juz gorzej bo jednak sporo tego zjadam (staram się też to zmienić), więc rzadko sięgam po FT, ale jak ktoś ryż je sporadycznie bo np. woli makaron czy kaszę to to też nie jest wielki wydatek kupić 0,5 kg za 10 zł (zamiast 1 kg za 2zł w biedronce), jeśli taka paczka mu starczy na kilka mcy.
    jak autorka bloga wyżej wspomniała, są to towary luksusowe i tak powinny być traktowane, to nie są artykuły pierwszej potrzeby więc moglibyśmy używac ich mniej, płacić za nie więcej (albo nie jeść ich jesli nas mimo wszystko nie stać). oprócz szanowania pracy innych warto szanowac też siebie i nie wlewać w siebie herbaty 1zł za 100 torebek czy zmielonych śmieci w postaci rozpuszczalnej neski.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też wierzę w bojkot konsumencki dlatego jestem weganką:))staram się kupować lokalne warzywa z targu, tylko jak na złość te egzotyczne produkty jakoś się tak zadomowiły w naszych kuchniach, że powszednieją. Może faktycznie dobrym sposobem będzie traktowanie ich jako luksusy, choć tak jak wspomniałaś nie ma czarno białych rozwiązań w tej kwestii, niestety..

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  11. Zagubiony omułku, ja myślę że sprawę fair trade każdy sam powinien rozważyć, zastanowić się czy może np. kawę ograniczyć, wyeliminować, albo właśnie kupić fair trade, czasami dużo daje już to że ktoś podejmie decyzję o nie marnowaniu jedzenia tak jak to się dzieje nagminnie. Po prostu chodzi mi o to, że ja staram sie przekonywać do weganizmu jako rozwiązania dla każdego - również dla studenta, który żyje za 700zł, dla samotnej matki, dla pani z okienka pocztowego. Warto pokazywać, że jako weganie możemy robić zakupy na targu, ale tez w biedronce, a nie w droższych sklepach z fair trade. Weganizm często uchodzi za ekstrawagancję i fair trade niestety tu nie pomaga..Na studiach na przykład nie miałam możliwości kupować ani liptona ani fair trade, kupowałam sagę..brrr

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. KAKAO- nie odmieniamy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Z przyzwyczajenia czasem odmieniam:) Tak jak "radio".

    Proszę, podpisujcie komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co do fair trade - u mnie największym problemem jest tak naprawdę dostępność tych produktów. Jestem często w sklepie, w którym raczej o nie ciężko (to duży market). Właściwie znalazłam tam tylko jedną herbatę fair trade, organiczną- Clipper, kiedyś był też ryż z Tajlandii, ale ostatnio go nie widziałam. Myślę, że gdyby produkty FT stały się łatwiej dostępne sięgnęłabym po taką kawę, bo wydaje mi się że cena będzie podobna do Lavazzy, którą ostatnio kupuję.
    Gdy piję herbatę i sobie pomyślę, że np. takie dziecko z Etiopii czy Kenii musiało pracować przy niej, bez poszanowania jakichkolwiek praw pracowniczych i za jakieś grosze, to mam wyrzuty sumienia i ta herbata potem w ogóle mi nie smakuje.
    Z drugiej strony mam komputer i telefon wyprodukowane w Chinach (bynajmniej nie mają te produkty znaku FT). Zapewne mogłabym się pozbyć tych przedmiotów, żyć bez nich, ale uważam, że są przydatne. Gdyby nie internet, nawet nie wiedziałabym co to fair trade. Kawa, cukier, ryż to wierzchołek góry lodowej. Oprócz sprzetu elektronicznego są jeszcze ubrania, jakieś akcesoria do domu/kuchni (podkładka pod jedzenie z Ikei wyprodukowana w Tajlandii- 2zł)...
    Myślę, że nasze wybory nas określają i nawet te niewielkie mają wpływ na świat.

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...