czwartek, 8 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - brukiew

Dziesiejszy odcinek sponsoruje literka B jak brukiew. Znana też jako karpiel, należąca do rodziny kapustowatych (kto by pomyślał, wygląda jak skrzyżowanie selera z dużym ziemniakiem i kalarepą).
Pochodzi prawdopodobnie ze Skandynawii. Czytając wegańskie blogi z tamtego rejonu świata, natrafiałam często na brukiew w postaci puree z ziemniakami i cebulą. To norweskie danie świąteczne - mam zamiar je także wypróbować.

Brukiew wygląda tak :



Po ugotowaniu przypomina coś pomiędzy ziemniakiem a kalarepą, smakowo bardziej po stronie tej ostatniej. Nabiera pięknej żółtej barwy.
Co do jej właściwości odżywczo-zdrowotnych, to jarmuż z poprzedniego wpisu bije ją na głowę - jedyna ciekawostka to to, że hamuje transport jodu w tarczycy i może prowadzić do niedoczynności (przy dużym spożyciu). Więc jeśli ktoś ma nadczynność, to chyba zupa z brukwi będzie od czasu do czasu w sam raz...

Zupa-krem z brukwi z pieczarkami i razowymi grzankami



1 brukiew (jedna średnia waży ok. pół kilo)
2 marchewki
1 pietruszka
1/4 selera
1 mała cebula
3 nieduże ziemniaki
szklanka mleka roślinnego
5 dag pieczarek
natka pietruszki
resztki pora (zostały mi po sałatce)
olej, sól, pieprz ziołowy, chili, curry, liść laurowy, ziele ang.
grzanki z kilku kromek razowego chleba


Zupę robi się szybko i przyjemnie. Najtrudniejszy krok - dostać brukiew. Potem czeka nas już tylko siekanie, obieranie i poopatrywanie, co jakiś czas, czy warzywa już miękkie. Na całą operację starczy mniej, niż godzina.

Warzywa, oprócz pieczarek, obrać i pokroić w kostkę. Cebulę posiekać, przesmażyć na oleju, wrzucić na nią wszystkie warzywa ( garnek ma być spory!) i chwilę smażyć. Posolić, wrzucić liść i ziele, nalać tyle wody, by lekko przykryła warzywa i gotować do ich miękkości (ok.30 minut). Wyciągnąć zioła i kilka kostek brukwi. Resztę zblendować i postawić garnek z powrotem na gaz - teraz uzupełniamy wodę, wlewamy szklankę mleka i doprawiamy. Z curry i chili nie przesadzamy, zupa nie ma być orientalna w smaku, co do soli też bym uważała - większość warzyw w tej zupie jest naturalnie słodkawa i warto czuć ich smak.
Pieczarki kroimy na plasterki (nie na drobno!) i przesmażamy na złoto na oleju. Grzanki prażymy na suchej patelni, natkę siekamy.




W miseczce umieszczamy zupę, dodajemy odłożone wcześniej kilka kostek brukwi, by nie była tak jednolita, i posypujemy pieczarkami, grzankami i natką, można jeszcze dodać odrobinę sera wegańskiego Cheezly, co fajnie zaostrzy smak.



Pan, sprzedający mi jarmuż i brukiew na targu, powiedział Pani, to tylko jacyś dziwni kupują, więc tym bardziej wypada znać i używać!

12 komentarzy:

  1. Rok temu, będąc u babci na mazurach przywiozłam sobie kilka sztuk brukwi z wielkiego pola, zasianego dla królików chyba...
    Była i surówka i zapiekanka, tak... najbardziej to chyba przypomina kalarepę

    OdpowiedzUsuń
  2. super cykl, czekam na kolejne niemodne warzywa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowa pana z bazarku mnie rozbawiły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tym warzywie, w Polsce podobno jest niezbyt lubiane przez pozostałe stereotypy- brukiew była podobno podawana ludziom wziętym do niewoli przez Niemców...
    Tymczasem w takiej Wielkiej Brytanii jest znane i nie używają go tylko dziwni ludzie :D
    Chętnie bym spróbowała, ale wątpię, żebym miała prędko okazję...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie jadłam brukwi, ale ta zupa wygląda naprawdę pysznie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Brukiew jest nie-do-kupienia! Szukam od kilku lat i jak na razie nigdzie nie trafiłam nawet na pastewną :(

    OdpowiedzUsuń
  7. W starych książkach czesto występuje marmolada z brukwi, jako pokarm dla najuboższych i głodujacych. Ja tez bardzo chetnie bym spróbowała (brukwi, nie marmolady), podobnie jak topinamburu, ale nigdzie nie widziałam.

    Musze natomiast dac druga szanse jarmuzowi. Kiedys natknelam sie na niego w markecie i natychmiast kupilam z ciekawosci.
    Liscie byly nie do zjedzenia. Nie dało sie ich absolutnie pogryzc, byly łykowate, no niejadalne. Nawet pokroic sie ich nie dalo. Pewnie zle trafilam, bo chyba nie powinno tak byc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jarmuż się gotuje albo smaży, i wtedy mięknie, ale nadal nie jest niestety ósmym cudem świata ;) osobiście nie przepadam.

      O jarmużu pisałam tu : http://icantbelieveitsvegan-veganstories.blogspot.com/2011/12/z-cyklu-niemodne-warzywa-jarmuz.html

      Było też o nim dużo na blogu Hello Morning : http://mniammniamvege.blogspot.com/search/label/jarmu%C5%BC

      Usuń
  8. Wiem, gotowałam i dusiłam. Po obróbce był niejadalny a ja mam duża tolerancję na niejadalność.
    Pokroic nie dał sie i przed i po. Kupiłam go na takiej tacce w tesco czy gdzieś. Tak myślę, ze może trafilam na jakąs felerną partię. Dam mu szanse jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za przepis:) Testowo zakupiłam właśnie jarmuż, salsefię, brukiew oraz topinambur:) Część przerobiona, reszta czeka na konsumpcję. Jestem początkującą weganką, więc zapytam czy są inne sposoby na zabielenie oprócz mleka roślinnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jogurt sojowy naturalny, śmietanka owsiana, śmietanka robiona własnoręcznie ze slonecznika, no i mąka z wodą :)

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...