piątek, 28 października 2011

konsekwencja



W ostatnim czasie mam trochę przemyśleń dotyczących aktywizmu, własnego i cudzego działania, i konsekwencji w życiu codziennym oraz odbioru osób zaangażowanych przez ogół.Myślę o tym więcej, bo do tej pory działałam raczej na zasadzie odruchu przez wiele lat ( "to, co robię jest dobre, nie umiem inaczej, po co poświęcać temu wiele namysłu"), ale od niedawna napotykam na jakiś ciąg niechęci i oporu w stosunku do tego, co robię i mówię, mimo że moje metody się nie zmieniły. Coraz częściej pada słowo oszołomstwo, coraz więcej dziwnych, niby-ironicznych, podważających zasadność mojego działania i poglądów pytań...

Czy boli? Nie bardzo, bo żeby mówić pewne rzeczy trzeba mieć twardą dupę. Boli raczej ukrywany gniew i złość, kiedy kolejny raz muszę słuchać żartów o dziwnych ekologach, boli kompletny mur niezrozumienia ze strony wielu tzw. zwykłych ludzi, którym muszę setny raz udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Boli, że krańcową eksploatację zwierząt uważa się za normalną, akceptowalną i nie do zmienienia, a próby dyskusji o tym, a nawet po prostu pokazywanie, że żyje się inaczej, że można - za zamach na ich wolność.

Nie jestem osobą, która siada do stołu z mięsożercą i zaczyna rozmowę o obrzydliwości jego posiłku ( tak szczerze, to chyba, oprócz ojca, po prostu nie jadam z mięsożercami, jakoś tak się składa, że prawie brak ich w moim otoczeniu). Nie oblewam nikogo farbą i nie truję dupy o każdy drobiazg. Cierpliwie i z uśmiechem staram się odpowiadać na pytania, które słyszałam tysiące razy, typu Co jest złego w jedzeniu jajek? Ale buty masz ze skóry? To co ty właściwie jesz?
Ok, mają prawo nie wiedzieć, zdziwić się, pierwszy raz się zetknąć z takimi koncepcjami. Jeśli ktoś chce posłuchać i podyskutować, a nie atakować na oślep, będę rozmawiała i odpowiadała na najdziwniejsze pytania, bo weganizm nie jest lifestyle'm, nie jest moją prywatną sprawą tylko, ale informacją do niesienia.
Nie mogę jednak ścierpieć płytkiej ironii i szukania dziur w moim pancerzu konsekwencji. Ludzie, którzy w danej sprawie nie robią NIC, dążą do pokazania mi, jak bardzo to, co robię nie ma sensu, jak to jedna osoba nic nie zmieni ( jaka jedna? na świecie są miliony wegan), i próbują podgryźć to z jednej, to z drugiej strony, a to o buty, a to o konsumpcję, a to o codzienne wybory, których dokonuję. Wiele razy prowadziłam podobne dialogi - No, ale na pewno nosisz buty ze skóry? Nie? A wiesz, że plastikowe rozkładają się dłużej? (tak, bo buty skórzane są jak wiadomo pozbawione całkowicie plastikowych elementów, rozkładają się niemalże w szafie!. Ale pewnie czasem zjesz coś niewegańskiego, np. na święta? A co twoi rodzice na to? A nie myślisz, że komuś robisz przykrość nie jedząc tego, co przygotował?

I tak dalej. Niektóre pytania z ciekawości, dobrej woli, zainteresowania - inne ze złośliwości, chęci ośmieszenia tej, co poświęca czas na bzdury, zamiast zająć się życiem. Tej, co nie potrzebuje telewizji, eleganckich knajp, siłowni, samochodu, tej, która świadomie mało pracuje, by mieć czas na aktywizm, tej, która bierze używane buty od znajomych i kupuje ciuchy tylko w lumpeksach, tej, która je warzywa ze śmietników supermarketów, której ideał spędzania wolnego czasu to weekend na skłocie, która nie pragnie tak wielu rzeczy, których inni pragną.

Zdziwienie - że nie zjem tego czy tego, choć na opakowaniu nie ma składu, więc przecież możesz, że nie olewam pomniejszych składników żywieniowych i tropię je na etykietach, że sobie nie odpuszczam. Że piętnuję picie i palenie fajek, bo to akcyza i testy na zwierzętach. Że nie kupię niewegańskiego kosmetyku, chociaż tani i ładny.

Nie czuję się lepsza, poczucie jakiejś wyższości moralnej nie jest w moim spectrum, nie o to w tym chodzi. W pancerzu konsekwencji każdego z nas są dziury, nie ma możliwości bycia 100% weganinem/weganką - bo przecież kleje, opony, klisze, niedługo ma być wprowadzony plastik z ptasich piór...Ale moim celem jest świadome niekorzystanie z eksploatacji zwierząt, nawet za cenę mojej wygody i czasu. To bardzo wygodne uznać, że tak już musi być. Ale to niewielki problem oddać część swoich ludzkich przywilejów i traktować pewne pokarmy, sprzęty, zachowania jakby ich nie było. Kwestia decyzji. I konsekwencji. Każdego dnia.

62 komentarze:

  1. Masz cudowne spojrzenie na świat. Keep going.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mądre podejście :) Wiesz , ja się przestałam przejmować nazywaniem mnie " trawożercą " , prześmiewczym " co ty właściwie jesz ?" , zdziwionym " ryb też nie jesz, przecież ryba to nie mięso , no ale owoce ( jezu cóż to za nazwa ! ) morza to chyba jesz? , usprawiedliwiającym się " no wiesz ja mam dzieci " ( jakby posiadanie potomstwa zmuszało do jedzenia mięsa ) . A i jeszcze " no ale mleko TRZEBA pić bo będą słabe kości ( taaaaaaa... ) Mam to w wiadomej części ciała , ba , mam lekko mściwą cichą satysfakcję , że nie dość , że nie krzywdzę zwierząt to jestem zdrowsza i wyglądam lepiej w wieku moich 41 lat( tu już moja subiektywna ocena ;) ) niż niejedna młodsza koleżanka .

    najlepiej robić to , co dyktuje serce a ludzie po prostu chyba nie lubią innych niż sami są , a nuż obudzisz w nich wyrzuty sumienia gdy będą zajadali swój kotlecik .

    Ściskam Cię mocno :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam pytanie - jak daleko posuwasz swoje poświęcenie? Nie pytam złośliwie, tylko dlatego, że niedawno z przyczyn zdrowotnych zrezygnowałam z niejedzenia mięsa i chociaż teoretycznie jestem przekonana o słuszności swojej decyzji (zdrowie najważniejsze, trza myśleć o potencjalnych potomkach których szanowny małżonek raczej za mnie nie ponosi w brzuchu, etc) to jednak łapią mnie wyrzuty sumienia. Nie kupuję skóry. Używam wegańskich kosmetyków. Nie jem mięsa na mieście, bo nie wiem skąd pochodzi. Wszystko co nie jest mięsem staram się kupować wegańskie bo nie wierzę, że producentom chce się używać eko jajek. No właśnie, jak mięso to eko, jak jajka to "zerówki". Jem tak mało mięsa jak to możliwe. Ale kurde, są momenty że mi naprawdę z tym źle:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowa, szczerze mówiąc nie wydaje mi się żeby istniała taka przypadłość zdrowotna, która wymagałaby jedzenia mięsa. Poza wit b12 nie ma w nim nic takiego, czego nie byłoby w innych produktach żywnościowych. Nie wiem kto Ci to wkręcił, że mięso Ci pomoże, może wybierz się do porządnego dietetyka.

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, byłam u porządnego dietetyka (który sam jest wegetarianinem). A nie chodzi o B12 czy przyswajalność żelaza, czy inne tego typu wymyślone problemy, ale o białko. Mam problemy z układem trawiennym, które sprowadzają się do konieczności stosowania dość ścisłej diety eliminacyjnej. Z mojego jadłospisu wypadły między innymi strączkowe a wszelkie orzechy mogę jeść w bardzo ograniczonych ilościach, wiele innych produktów też jest ograniczonych lub musiało zostać całkowicie wyeliminowanych. Po długich poszukiwaniach w Internecie oraz konsultacjach z dietetykiem wyszło mi, że kurde nie mam skąd brać białka, jeśli nie będę jadła tego durnego mięsa. To jem.

    BTW, wielu moich znajomych to wegetarianie lub weganie. Wielu z nich reaguje na moją decyzję mniej więcej tak jak ty - automatycznym przekonaniem, że nie wiem co mówię. Wygląda na to, że problem z osobami, które z miejsca się czepiają i starają się podważyć nie dotyczy tylko mięsożerców;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowa, każda sytuacja jest indywidualna. Nie chcę rzucać kamieniem, że jesz mięso, choć mogłabyś nie jeść. Również mam wiele problemów ze zdrowiem, m.in. atopię skóry i zapalenie wątroby, ale tutaj akurat niejedzenie mięsa i nabiału bardzo pomaga, nie obciążam nadmiernie wątroby. Jem natomiast surowe warzywa, mimo że przy diecie wątrobowej nie można.
    Czy konsultowałaś się z kilkoma lekarzami, dietetykami? Mnie też wielokrotnie mówiono, że powinnam jeść mięso, "przynajmniej kurczaka". Najważniejsze, jak sami/e się czujemy i jak reagują nasze organizmy - czy dobrze się czujesz po mięsie ( fizycznie)?

    Z punktu widzenia "vegan jihad";) nie istnieje mięso "eko", a jajka zerówki oznaczają i tak eksploatację kur. Nie ma większej różnicy pomiędzy jedzeniem mięsa, a jedzeniem nabiału, zwłaszcza tego z masowych hodowli ( a to jest 90% rynku). Ale to jest właśnie to, czego ludzie nie lubią słyszeć...

    Nie wiem, co i jak ci poradzić, sama wiesz najlepiej, jaka jest specyfika twojej choroby. Wykluczenie strączkowych faktycznie zawęża ci mocno źródła białka...
    Natomiast sprzeciwiam się użyciu słowa "poświęcenie" - ja nic nie oddaję, nie poświęcam, to odruch, to dla mnie naturalne. Mięso, nabiał i ich pochodne nie są dla mnie pokarmami, nie mam na nie ochoty, ich widok czy zapach nie budzą u mnie apetytu. To częste myślenie i częsty błąd - założenie, że weganie się tak męczą w imię wyższej sprawy:) A w większości przypadków naprawdę tak nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisząc "poświęcenie" miałam na myśli ten fragment w którym pisałaś, że trzymasz się swoich przekonań nawet gdy jest to dla Ciebie niewygodne.

    Poza tym, ja odkryłam (trochę po swoich przemyśleniach, trochę po doświadczeniach znajomych), że perspektywa też mocno się zmienia gdy ma się dziecko. Znajoma przetestowała wszystkie wegańskie środki czystości na swoim dziecku i okazało się, że jedyny, który nie robi mu krzywdy to Biały Jeleń, który wegański bynajmniej nie jest. No i dylemat.

    A pomyśleć, że w liceum świat był prosty, albo się je mięso albo nie, no big deal;)

    Co do mięsa "eko" - masz oczywiście rację. Ale mając do wyboru zjedzenie kurczaka który za życia był stłoczony w jakimś chorym miejscu i zjedzenie kurczaka z etykietką "eko", co do którego mogę przynajmniej mieć nadzieję, że przez jakiś czas był być może mniej więcej zadowolony to wybieram tego z etykietką eko. Nawet jeśli nie z powodów moralnych to choćby dlatego, że jak już jem to mięso dla zdrowia to niech już będzie zdrowe. To samo dotyczy jajek.

    OdpowiedzUsuń
  8. zaglądam na tego bloga od jakiegoś czasu. trafiłem na niego przez naszą wspólną znajomą, autorkę bloga cakes-and-the-city. nie jestem wegeterianinem, ani weganinem, ani zadeklarowanym mięsożercą - raczej wrzucam bezmyślnie w siebie to, co popadnie. nie odnajduję większej przyjemności w jedzeniu czy gotowaniu. powyższy post trafia w sedno problemu, dla którego na tego bloga w ogóle zaglądam. nie interesują mnie przepisy, nie mam zamiaru tego gotować. zaintrygowała mnie od początku właśnie Twoja konsekwencja i świadomość - przebija ona mniej lub bardziej z każdego postu - podziwiam ją i zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowa, nie mam (jeszcze) dziecka, myślę, że zmienia jego obecność w naszym życiu wiele - ale nie zgadzam się ( wiem, że tego nie napisałaś, ale ludzie często tak mówią), że "teraz to sobie możesz eksperymentować, przy dziecku przejdzie". Niedawno rozmawiałam z panią, która była w moim wieku, może ze 2 lata starsza, ale miała już dwoje dzieci - i odnosiła się do mnie i mojej diety ze straszną wyższością, bo "to sobie można robić, póki się nie ma dzieci". Nie uważam tak. Trzeba poświęcić maks czasu i uwagi, i ja to zamierzam zrobić, by dieta dziecka była zbilansowana, pełnowartościowa i smaczna, by kosmetyki były dostosowane do jego skóry itp. prawie zawsze są alternatywy.
    Czy twoja znajoma próbowała zamawiać kosmetyki w necie, próbowała takich firm jak Himalaya Herbals, Urterkram? Można prosić znajomych, by przywieźli coś zza granicy, np. Berlina.
    Jeśli chodzi o alergie, to czasem rzeczywiście nie ma wyboru, wiele rzeczy po prostu szkodzi, co zależy od typu skóry - dziwię się tylko, że Biały Jeleń pomógł, bo to straszne gówno, abstrahując od niewegańskości:) No, ale tak czasem bywa.

    Moja zasada to najmniej środków czystości i kosmetyków, jak się da - do domu Frosch i po prostu woda, czasem ocet i soda. Twarzy nie maluję, tylko czasem tusz do rzęs. Kremy wegańskie, balsamów do ciała nie używam, żele pod prysznic, mydła, pasty do zębów wegańskie. Nie mam zbyt wiele kasy, ale wolę wydać 18zł na pastę Urterkram, niż kupić no name z Rossmanna. I tak pasta z kredy mi nie smakuje, i uważam, że gorzej myje, ale i tak będę jej używała:)
    Świat nie zawsze jest prosty, ale w wielu sprawach nadal mam podział czarno-biały, mimo 31 lat na karku.

    Co do hodowli - to długi temat, ale etykietka "eko" często oznacza po prostu, że kurczak/krowa były karmione karmą "eko" bez mączek mięsno-kostnych i antybiotyków, a nie że ich warunki "chowu" były lepsze...Karmienie karmami eko jest natomiast również robione "pod ludzi" - żebyśmy się lepiej czuli, bo "mięso" jest zdrowsze, i nasze sumienia tak nie cierpią. To kolejna odmiana szowinizmu gatunkowego według mnie. Nie wierzę w "szczęśliwe krowy" czy inne zwierzęta - w ostatecznym rozrachunku i tak zostaną zabite i zjedzone bądź przerobione na inny surowiec, jeśli do jedzenia już nie będą się nadawały. Ile procent rolników daje dożyć swoich dni krowie, która całe życie "dawała" im mleko czy kurze, które znosiła dla nich jajka? Bardzo, bardzo niewielu.
    Wiem, że wiele osób wierzy w eko hodowlę i tzw.ubój humanitarny (brr), ale to kolejne twarze tej samej eksploatacji. Jedyny sposób na jaki-taki spokój sumienia to wypisać się z tego błędnego koła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy od cakes-and-the-city, dziękuję za miłe słowa!
    Ale nie ma mi czego zazdrościć, każdy dokonuje wyborów, ja dokonałam takich, czasem za nie słono płacę, ale w ostatecznym rozrachunku jestem chyba na plus:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem wegetarianką ani weganką. Ale nie o to chodzi. Podglądam Twojego bloga z różnych powodów, również dlatego, że inspiracje kulinarne są bardzo ciekawe. Ale kwestia konsekwencji, którą również podziwiam, odnosi się szerzej do różnych aspektów życia. Wiem, bo sama tego doświadczam. Inni mają prawo do niewiedzy. Jeśli ty wyznajesz pewne zasady i się ich trzymasz, zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie z tobą "podyskutuje" celem udowodnienia ci, że nie masz racji. Że tak, jak robią "wszyscy" jest bardziej ok. Że nie można aż tak bardzo odstawać albo że są takie luki, o których nie masz pojęcia.
    Popieram Twoje myślenie i gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały artykuł, nie umiałabym sama tak tego ubrać w słowa, ale dokładnie oddaje moje przemyślenia! Dziękuję Ci za wszystko, co robisz :) Przede wszystkim za inspirację do bycia weganką w Polsce!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy punkt widzenia. Moje poglądy są zupełnie inne, ale szanuję to, że masz swoje zdanie i umiesz je wyrazić. Nie rozumiem ludzi, którzy odnoszą się do Ciebie z dziwną wyższością- z jakiego tytułu? Że oni są tymi "normalnymi"? A co w ogóle określać mianem normy? To chyba najbardziej względne pojęcie, jakie wymyślił człowiek.
    Chylę czoła i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Magda, swietny tekst. Respect. Wszyscy mozemy brac z Ciebie przyklad.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  15. no Magda, też podziwiam i kibicuję :-) bądź twarda!

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi się wydaje że po prostu ludzie tacy są - nie chcę generalizować bo wiadomo że nie wszyscy - ale część ludzi czerpie radość z prezentowania swojej w bardzo dużym cudzysłowi "moralnej wyższości" - nieważne czy chodzi o weganizm, pisanie lewą ręką, ubieranie się na fioletowo czy cokolwiek innego po prostu niektórzy mają straszną potrzebę pokazania że tylko ich wybór jest dobry więc wszyscy muszą pisać prawą reką i koniecznie ubierać się na zielono - w byłej pracy byłam ciągle dissowana ze względu na... aktywność fizyczną! tak, są ludzie dla których ćwiczenie kilka razy w tygodniu to zdecydowanie za dużo i przecież lepiej iść na spacer i w ogóle czy ja tam aby z jakimiś dresikami nie ćwiczę? czy mi przystoi jako pracownikowi naukowem? czy w ogóle to ma sens? ehh odechciewa się... keep on figthing! nie chodzi mi o weganizm sam w sobie tylko pokazywanie że każdy ma prawo do własnych wyborów :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A mnie bardzo śmieszy jak na spotkaniach takich jak wesela, kiedy z mężem dostajemy bezmięsny posiłek, ludzie obok nas dosłownie rzucają się na mięso, abyśmy przypadkiem nie zabronili im go jeść. Czasami jest to nawet zabawne!

    Z innej beczki - też niestety spotykamy się ze zdziwieniem na temat wegetarianizmu. Przede wszystkim dlatego, że dzieci też są wege ... (przynajmniej to starsze, bo niestety u młodszego za przedszkole nie ręczę ;/ ). I żyją zdrowo, rosną jak zwariowane i nie chorują ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowa, zaragowałam przekonaniem że "nie wiesz co mówisz" bo nie sprecyzowałaś dokładnie swojego problemu ;) ale i tak uważam że należałoby skonsultować swój problem z kilkoma specjalistami.
    A co do dziecka, które może używac tylko Białego Jelenia to zastanawiam się co to znaczy że mama przetestowała "wszystkie" opcje. Wszystkie możliwe czy wszystkie jej znane? Są mydła o identycznym składzie tylko zamiast wyciągu z trupa jest olej roślinny. Nie żebym chciała podważać prawdziwość słów osób, które uważają że to mydło im pomaga (bo o wielu takich słyszałam) ale próbowałam kiedys i szczerze mówiąc choc nie mam żadnych większych problemów ze skórą ciała (nie jest tez normalna - lekko sucha) to po użyciu tego mydła wióry się ze mnie sypały :/

    OdpowiedzUsuń
  19. a co do otoczenia to nie denerwują mnie ci którzy próbują podważyć zasadność moich poglądów, tylko ci, którzy nie wiedzieć czemu czują potrzebę tłumaczenia się z pewnych rzeczy (bez pytania), i to w żałosny sposób
    "chcę być wege ale mój chłopak je mięso więc nie mogę"
    "wiem że pantene cośtam testuje ale tylko ich szampon mi odpowiada. a żel to z palmolive bo inne śmierdzą. ziaja jest do dupy. ale kosmetyki naturalne są drogie. (na moją propozycję ze przywiozę z niemiec coś taniego): ale nic owocowego bo się nie umyję owocowym"
    "nie mogę żyć bez mięsa, jak nie zjem to mi słabo" (mówi osoba bez problemów zdrowotnych)
    "nie moge być wege, nie stać mnie, sojowe parówki sa drogie"
    "nie przejdę na weganizm bo trzeba suplementowac b12 a ja jestem przeciwko suplementacji bo to niezdrowe i testowane na zwierzętach"
    etc

    OdpowiedzUsuń
  20. ta... może zrobimy ankietę: jakie pytanie słyszysz w życiu najczęściej:
    "to co ty właściwie jesz?
    Jedyne pytanie, jakie rodzi się w głowach większości ludzi jako reakcja na "jestem wege" dotyczy tylko tego, co się wciąga. No cóż, sens życia, priorytety itp.
    a na manifestacje, wiadomo, że trzydziestkom chodzić już nie wypada ;)
    Lekceważenie to najprostsza broń by się jakoś uporać z innością, a jednocześnie uprawomocnić własne zachowania. Taka taktyka z poziomu podstawówki - wyśmiać albo zlekceważyć.

    OdpowiedzUsuń
  21. i pomyśleć, że człowiek (ja) przechodząc na weganizm myślał, że problemem będzie tylko zastąpienie mięsa i nabiału etc. Okazuje się, że trzeba jeszcze walczyć z ludzką ignorancją, złośliwością a w sobie wciąż pielęgnować opanowanie i względny spokój. Mnie także wypełnia gniew i bezsilność, nie wiadomym mi jest jakich użyć słów by przekonać, że można innaczej, że się da i że naprawdę warto. Pozdrawiam, keep going, keep fighting jak zostało powiedziane. Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  22. Między innymi dzięki Tobie właśnie zdecydowałam się oficjalnie przejść na weganizm... Dzięki wielkie, i tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  23. hej, takie jedno pytanie (bez szyderstwa, ironii itp.), od jakiegoś czasu szukałam kogoś wege coby się dowiedzieć. abstrahując od kosmetyków, które w dużej mierze są jakąś fanaberią i można ich nie używać, co byś zrobiła w (hipotetycznej oczywiście:P) sytuacji zagrożenia życia - np przy konieczności podania heparyny lub innej sybstancji ratującej życie? czyli nawet nie środka testowanego na zwierzętach ale pochodzenia zwierzęcego.

    OdpowiedzUsuń
  24. ja sama wolalabym umrzec nizeli swiadomie zazyc srodek pochodzenia zwierzecego dla ratowania swojego zycia.ja po prostu nie moglabym uratowac siebie wiedzac ze ktos inny przyplacil za tym zyciem czy cierpieniem.
    nie mniej sadze ,że zawsze są roziwazania i nieliczne sa sytuacje gdzie dla ratowania wlasnego zycia mamy tylko dwa wybory zazyc cos co jest nie wegan albo umrzec.
    ja natomiast uzywam kosmetykui ale weganskie i nie testowane na ziwerzetach.
    rowniez nie zabijam pajakow w domu poniewaz nie stanowia dla mnie zagrozenia dla zycia.oczywiscie to ze sie ich nie boje s=nie oznacza ze cche z nimi zyuc w domu dlatego staram sie zeby w domu ich nie bylo i nakladam moskitere naokno a jesli sie okazuje ze jednak jakos sie wpechnal do domu pajak to biore go na reke jesli np.jest kolo mojego lozka i go daje za zewnatrz.
    jedyne owady jakie zabijam ale to tylko w domu to komary.
    staram sie tego nie robic to znaczy zakladalm moskitiery ale jeden raz na jedno lato zdarzy sioe ze wleci to wtedy zabijam go w obronie wlasnej.
    napisalam to bo wielu ludzi sie pyta jak to jest ze nie jesz zwierzat ani jajek czy mleka krowiego a np. zabijasz poajaki i komary >=? no wlasnie jest tak jak napisalam.
    jestem weganka i uwazam ,że nikt nie ma prawa odbierac zycia innym istotom ktore nic zlegho nam nie zrobily w tym tazke ludzi oczywiscie .kazdy ma takie samo prawo do zycia ,do milosci do zalozenia rodziny o dla mnie swiadome zabierania komus zycia i przyczyniania sie do jego cierpienia jest po prostu zle i na to nie ma wytlumaczenia..
    Nas okreslaja wybory.kazdy ma wybor ,a kazdy kto jest swiadomy cierpienia zwierzat dalej je krzywdzac nie starajac sie zmienic jest po prostu morderca , morderca zywje czujacej tak samo jak my istoty.

    OdpowiedzUsuń
  25. wolałabyś umrzeć niż zjeśc lek, ale komara zabijesz "w obronie własnej", chociaż zycia ani zdrowia ci to nie ratuje, doprawdy niezgłębiona twa logika.

    OdpowiedzUsuń
  26. na prawdę wolałabyś umrzeć? nie sądzę prawdę mówiąc. w obliczu śmierci nikt nie myśl trzeźwo i nie sądzę zebyś np wijąc się w spazmach bólu pytała lekarza "a przepraszam bardzo, czy ten lek jest pochodzenia zwierzęcego lub był testowany na zwierzętach? nie wie pan? ojej, to niech pan sprawdzi szybciutko, bo mnie tu boli". No i tej części z komarem nie rozumiem. nikt nie ma prawa odbierać życia innym istotom, które nam nic zlego nie zrobiły, ale komara (który poza ugryzieniem żadnych spustoszeń w organizmie nie sieje) to wezme i zabije! ja sama weganką nie jestem, ze swojej strony widzę sporo niedomówień i nieścisłości w tym temacie, ale ciągle go zgłębiam i większość luk w wiedzy już zapełniłam. Sądzę, że Twoje podejście jest jedną z tych luk ktorej jednak nie będę umiała wypełnić niczym sensownym.

    OdpowiedzUsuń
  27. co za głupie - sorry - pytania. Doprawdy, może zacznijcie pytać: jak będą się topili Twoi rodzice, kogo uratujesz? Albo może popytajmy pacyfistów, czy jak ktoś będzie mierzył lufą w ich matkę, albo kogoś ukochanego, czy zamkną oczy, czy obronią. Albo katolików, czy zrezygnują z przykazania (podstawy swej wiary) "nie zabijaj" gdy włamywacz się wkradnie z nożem. Dziecinada. Weganie to łatwy cel, co? Logika typu" uzasadnijmy, że ich światopogląd nie jest krystalicznie czysty, a wtedy nasz syf wyda się mniej czarny. Żałosne.
    Świat, także wegan, nie jest czarnobiały, pełen łatwych wyborów. Proste?

    OdpowiedzUsuń
  28. moim zdaniem to nie jest głupie pytanie, a raczej skłaniające do zastanowienia się. wiadomo powszechnie że tylko odpowiedzi mogą być głupie, a nie pytania :) nie pień się tak, nie chodzi tu o żaden łatwy cel i dokopanie komukolwiek i wybielenie jakiegoś wyimaginowanego syfu tylko o dowiedzenie się czegoś więcej o wegańskim sposobie myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  29. nie no pytanie nie jest głupie, tylko nie da się na nie w sumie rzetelnie odpowiedzieć. istnieje duże prawdopodobieństwo że ktoś kogo życie nigdy nie było zagrożone mysli, że mógłby umrzeć "dla sprawy", a potem jak umiera to nawet wyciąg z ludzkich płodów wciągnie nosem, żeby tylko przeżyć :P

    ja z najlepszych pytan na które odpowiadałam pamiętam "czy zjadłabyś coś co umarło śmiercią naturalną" i "czy gdybyś się znalazła na bezludnej wyspie z kozą i nie byłoby tam absolutnie nic do jedzenia zjadłabys kozę" ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. hmmm... wydaje mi się, że więcej na temat wegańskiego sposobu myślenia można się dowiedzieć pytając o podstawy takiej filozofii życia, punkty odniesienia, która sprawiają, że w ogóle człowiek zaczyna stawiać sobie pytania - czy ma prawo być jedynym eksploratorem i użytkownikiem świata, niż tego typu pytań, co powyższe, bo po prostu nie ma na nie (te drugie)jednoznacznej i trafnej odpowiedzi. Próba wymuszenia na kimś deklaracji odnośnie zażywania lub nie leków w chwili zagrożenia życia jest moim zdaniem próbą podważenia weganizmu jako spójnego systemu myślenia. bo jaka odpowiedź będzie dobra lub satysfakcjonująca? że nie, nie przyjmę - wówczas będę fanatykiem i nikt mi nie uwierzy w głoszone bajki, bo wiadomo - jedno gadać, drugie robić jak jest kryzys.
    a może zadeklarować, że owszem, przyjmę, jak większość ludzkości postawię swoje JA na pierwszym miejscu - wówczas można mi będzie uścisnąć rękę, prawda? no tak, ma jakieś tam zasady, teorie, ale w gruncie rzeczy postąpi wbrew przekonaniom, które łatwo jest mieć w "czasach pokoju" i wybierze, jak każdy rozsądny człowiek, swoje dobro.

    OdpowiedzUsuń
  31. Pytanie o wybór w przypadku śmierci jest trudne i nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo w takim wypadku pewnie każdym instynktownie ratuje samego/samą siebie...
    Tak jak wcześniej pisałam, nie ma 100% weganizmu, nie o wszystkich składnikach wiemy, ale trzeba być czujną, sprawdzać, czytać. Weganim to nie tylko wybór jedzenie versus niejedzenie, to całościowa postawa, która każe jak najmniej esploatować zwierzęta. Nie stawiać ich niżej, nie rozgraniczać na linii zwierzę-człowiek.

    icantbelieveitsvegan (z anonimowego konta)

    OdpowiedzUsuń
  32. dokładnie tak, dlatego się trochę "zapieniłam", jak to ktoś określił, i nazwałam pytania "a co zrobisz, jak..." bezsensownymi. dla mnie one nic o weganizmie, a raczej konkretnej wege-osobie nie powiedzą. jakbym miała streścić weganizm w jednym słowie, powiedziałabym - ŚWIADOMOŚĆ. o to tu chodzi - zastanawianie się skąd co się bierze, kto na tym cierpi, kto zyskuje, czy nie da się inaczej itd. jedzenie to tylko element znacznie większej całości
    pozdro dla wszystkich świadomych

    http://trzydziestoletniapanna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. pytanie być może z serii tych bezsensownych (również bez złośliwości itd. pytałam o to jedną wegankę, ale nie odpowiedziała mi satysfakcjonująco): jeśli chodzi o kwestię tylko i wyłącznie ludzkiego zdrowia to czy jedzenie roślin, owoców i warzyw gm lub masowo uprawianych na różnych nawozach i innym syfie nie jest tak samo szkodliwe jak jedzenie mięsa nafaszerowanego chemią?

    OdpowiedzUsuń
  34. modyfikacje genetyczne są bardzo niebezpieczne, podobnie chemia w roślinach, ale jak zostało już wspomniane, świadomie wybieram to, co takim syfem nie jest. nie kupuję po prostu modyfikowanej żywności, przetwarzanej itp. co mogę, robię w domu, mam sprawdzone miejsca na zakupy.
    a mięso... w weganizmie nie chodzi tylko o zdrowie, ale przede wszystkim o cierpienie zabijanych zwierząt więc z mojego punktu widzenia wolę zjeść średnio zdrowego pomidora, niż zabite zwierze z hodowli "eko". wybór etyczny.

    OdpowiedzUsuń
  35. Rozumiem, że w weganizmie nie chodzi tylko o zdrowie, dlatego podkreśliłam, że interesuje mnie odpowiedź tylko z tego punktu widzenia :) a jeśli mogę jeszcze podrążyć temat - sprawdzone miejsca to jak rozumiem na przykład znajoma babinka na targu, ale co zimą? przecież w mrozie nikt nie wyhoduje papryki, a jak długo można jeść ziemniaki? żeby zjeść jakieś świeże warzywa zostaje chyba tylko supermarket, a tam nie wiadomo na co się trafi. dlatego właśnie się zastnawiam co jest gorsze - czy jakieś "usyfione" warzywo czy równie "usyfione" mięso.

    OdpowiedzUsuń
  36. myślę, że najlepsze jest unikanie obu przypadków jak się da: stawianie na sezonowość jest pewnym rozwiązaniem, a drugim, równie dobrym, robienie przetworów i zapasów - mam pomrożone warzywa i owoce (od truskawek po dynię), pozamykane w słoiki ogórki i przecier pomidorowy, a jeśli kupuję w zimie świeże warzywa to np. kapustę kiszoną, marchew, buraki, albo w sklepach eko :)
    wówczas nie trzeba wybierać: "usyfione" warzywo (chemia, modyfikacje genetyczne) czy mięso (hormony, pasze z kości, krzyżowanie, przyspieszany wzrost).

    OdpowiedzUsuń
  37. Poza tym "produkcja mięsa" ( jak ja nie lubie tego określenia) jest mniej ekologiczna, bo stloczone zwierzęta wydzielają metan, zanieczyszczają grunt odchodami, ich hodowla pochłania dużo wody, zjadają mnóstwo roślin, które najpierw trzeba zasadzić...I dopiero potem, kiedy już zużyje się mnóstwo surowców i zanieczyści ziemię, powstaje finalny produkt - mięso.
    A lepiej by było hodować warzywa i od razu je zjadać, zamiast dawać je krowom, które potem i tak się zje. Krócej, ekonomiczniej, czyściej.
    To jest silny argument za niejedzeniem mięsa. Jego "produkcja" się po prostu nie opłaca, ani ziemi, ani człowiekowi. To fanaberia bogatych społeczeństw.

    icantbelieveitsvegan

    OdpowiedzUsuń
  38. wtrące swoje 3 grosze ;) po pierwsze: nie ma jednego weganizmu - może chwilowo tak się wydawać w tej chwili w Polsce ale to się wkrótce zmieni np w Stanach mniej więcej po równo dzielą się weganie etyczni, "środowiskowi" czy "zdrowotni". I dla mnie kluczowe są dwie ostatnie kwestie, prawa zwierząt są dla mnie tylko dodatkiem, konsekwencją wyborów ale to nie one mnie do weganizmu nakłoniły i nadal pozostają najmniej dla mnie z tych wszystkich "ideei" wymienionych na początku istotne - co nie zmienia faktu że prawdopodobnie jestem w sprawy "zwierzęce" zaangażowana 10razy bardziej niż przeciętna osoba a do tego skończyłam studia (i doktoranckie niestety też) z zakresu biologii więc pewne sprawy są dla mnie bardziej jasne (jeszcze bardziej jasne jak weźmie się pod uwagę że skończyłam uczelnię rolniczą).

    A teraz rozwieję wątpliwości co do nawozów czy środków ochrony roślin - tak, warzywa w większości są nimi mocno traktowane - poza kupowaniem ich w wersji organicznej jest to nie do uniknięcia. I to jest szkodliwe. Ale! Istnieje też zjawisko akumulacji (dotyczy wielu substancji chemicznych) - stężenie danego związku chemicznego wzrasta w kolejnym jego "konsumencie" i tak dla przykładu jeśli w roślinie jest tej substancji 1g na 100g masy to w krowie jedzącą jej powiedzmy 3g, w jej mleku 2g, a jeśli krowę zje wilk to w jego mięsie będzie 30g na każde 100 g masy wilki - tak to mniej więcej działa, oczywiście wików nikt nie je, ale wołowinę tak, a jeśli do tego zje sałatkę z tej skażonej rośliny to zdecydowanie skonsumuje tych substancji mniej niż osoba jedząca stek czy wegetarianin który zagryzie to serem.
    A tak w pełni zgdzam się z ostatnim komentarzem Icantbeliveitsvegan:)

    Za to trochę mnie martwi jak ludzie łatwo ulegają jakimś opiniom zamiast sprawdzić samemu jak sytuacja wygląda, to naprawdę nie wymaga wiele wysiłku, nawet nie trzeba iść do biblioteki, wystarczy użyć googla, trochę mnie to nawet przeraża :(

    OdpowiedzUsuń
  39. Rynek zaspokoi wszystkie potrzeby jakie tylko człowiek wymyśli, potrzeby wegan również.

    Weganizm nie tylko niczego nie zmienia, on utrwala istniejący podział na jedzących źle i jedzących lepiej.
    Ci którzy jedzą napakowane chemikaliami mięso robią to dalej, a ci których stać na drogie ekowegańskie jedzenie mają swoją niszę, swoje sklepy, swój rynek.
    I wszyscy są zadowoleni, mięsożercy wciąż jedzą zasyfione mięso a garstka ludzi mających dużo czasu i pieniędzy (nie oszukujmy się, dieta oparta głównie na warzywach, owocach i orzechach jest droga, najtaniej jest jeść węglowodany i tanie mięso) odżywia się zdrowiej.

    Tworzy się dla wegan kolejny rynek - kosmetyki, jedzenie, rzeczy codziennego użytku - a produkcja zwierzęca jak była tak jest bardzo szkodliwa: i dla środowiska, i dla wielu ludzi nie tylko pracujących w przemyśle mięsnym.

    Weganizm nie niesie żadnej zmiany - ludzie zawsze będą jedli mięso, więc lepiej się skupić na tym, by mięso było lepszej jakości a zwierzęta rzeźne trzymane w lepszych warunkach, mniej faszerowane lekami i dobrze traktowane za życia.
    Weganizm jako styl życia i model konsumpcji - bo tym jest w istocie, innym modelem konsumpcji którym rynek się prędziutko zajmie - jest nie tylko nie do przejścia dla większości ludzi, on sprawia, że produkcja mięsa zawsze będzie fatalna.
    Firmy mogą słuchać głosu tylko tych konsumentów, którzy mięso jedzą i kupują, i ulegać ich naciskom.
    Weganizm jest dobry dla organizmów i samooceny wegan, no i dla firm produkujących wegańskość. Na dłuższą metę nawet matka ziemia nic z niego nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  40. przykra wypowiedź, ale po części prawdziwa niestety. na pewno nigdy nie dojdzie do takiego etapu w rozwoju ludzkości że przestaniemy jeść mięso. Zastanawia mnie bardzo jak wyglądałby taki świat, w którym nikt nie je mięsa i produktów zwierzęcych i nie byłoby tego całego szowinizmu gatunkowego. Co by wtedy się działo ze zwierzętami hodowlanymi? chyba nikt by świń i krów w domu nie trzymał, nie miałby po co. no i fajniej jest mieć psa lub chomika niż wielkie krówsko :P

    OdpowiedzUsuń
  41. "na pewno nigdy nie dojdzie" - nie jestem idealistką, ale o kobietach też kiedyś mówiono, że nigdy nie będą głosować, nosić spodni itp.
    niemożliwe wydawało się, że ziemia jest okrągła (ktoś zdaje się umarł za to nas stosie ;))
    więc byłabym sceptyczna co do wypowiedzi - nie ma co się łudzić, lepiej nie będzie o!

    OdpowiedzUsuń
  42. co do sytuacji zwierząt hodowlanych - po prostu by się nie doprowadzało do mnożenia się ich w takiej ilości. To chyba proste - przecież w rejonach świata gdzie nie jada się np. wieprzowiny po prostu nie ma takiej populacji świń itd.

    i jeszcze słowo odnośnie weganizmu-egoizmu. dieta wegańska nie jest droga, nie spędzam w kuchni całego życia, pracuję jak każdy i mam tyle samo czasu na gotowanie co mięsożercy, weganizm nie poprawia mojego samopoczucia - jest ono gorsze bo weganizm niesie świadomość, że samo niejedzenie mięsa nic jeszcze nie zmienia, stąd tyle razy już w tej dyskusji podkreślana była rola INNYCH niż niejedzenie aktywności związanych z weganizmem. moi wege znajomi dużo bardziej niż pozostali angażują się w pomoc - zwierzętom, potrzebującym, są aktywistami. nie trzeba im pokazywać palcem, gdzie jest kosz do segregacji śmieci, co robić jak się znajdzie bezbronne zwierze, gdzie klikać w necie w akcjach: jedzenie za klikanie.
    myślą nie tylko o własnym tyłku i weganizm wcale życia nikomu nie ułatwia ani nie sprawia, że się chodzi z zadartym nosem. wręcz przeciwnie, człowiek zdaje sobie sprawę, że ma tylko dwie własne ręce i tylko nimi może coś zmienić.

    trzydziestoletniapanna

    OdpowiedzUsuń
  43. To że ktoś chce zdrowo jeść to nie egoizm.
    Po prostu jego lepsze jedzenie nie przyczyni się do niczego poza zyskiem sklepu/producenta, dla tej osoby nowy sklep wcześniej czy później powstanie na osiedlu i tyle.
    Piszę o tym bo wydaje mi się, że weganie mają ambicje zmienić świat, ale niejedzeniem mięsa tego nie zrobią.
    Zrobiliby wywierając nacisk na producentów mięsa i na państwo, ale nie nawołując do bojkotu czy prowadząc faktyczny bojkot, bo 7 miliardów ludzi (ani nawet 38 milionów ani nawet jedno miasto polskie w całości) nigdy nie będzie ramię w ramię bojkotować mięsa, ba - w skali globalnej ci co się bogacą szybko na dietę mięsną się przerzucają.
    Nawoływanie do ograniczenia jedzenia mięsa - okej, to się może udać. To co jeszcze można zmienić to warunki życia zwierząt, jakość produkcji i jakość mięsa.

    Nie mówię o innych działalnościach wegan - jak ratują zwierzaki i segregują śmieci to ok, segregować to akurat wszyscy powinni.

    Dieta wegan jest droga jak każda dieta zdrowa, zawierająca dużo warzyw, owoców i orzechów, czyli nawet ta z minimalną ilością wysokiej jakości mięsa (np. dziczyzny). Chyba że wybierają produkty ze śmietników przy dużych sklepach, ale chyba nie trzeba mówić dlatego to nie rozwiązanie dla wszystkich, a właśnie dla garstki.

    OdpowiedzUsuń
  44. już nowy post, a tutaj ciekawa dyskusja się zrobiła :P to ja jeszcze o te zwierzeta hodowlane dopytam, może ktoś jeszcze tu zajrzy - wiem ze by nie bylo takiej ich populacji, ale jednak by jakieś istniały, no i co z nimi? do lasu? przecież one są udomowione i bez człowieka nie wszystkie sobie poradzą. a skoro by nie było z nich pożytku to nikt by nie chciał trzymać takiej krowy czy gęsi na przykład. chyba, że by się je "odudomowiło", ale to by musiało pewnie wiele lat zając nim by się dostosowały do życia w dziczy. a a propos dziczy - domyślam się że wg wegan polowania na zające to czyn karygodny, ale z powodu tempa ich rozmnażania takie polowania są konieczne, bo by pozjadały plony rolne. no i wtedy już nikt by nie miał co jeść :P to pewnie podobny wybór jak z tym braniem leku pochodzenia zwierzęcego w obliczu śmierci :P

    OdpowiedzUsuń
  45. Jeśli nie jadłoby się i nie hodowało zwierząt, to populacja zostałaby automatycznie drastycznie ograniczona. Nie chodzi o to, żeby otworzyć drzwi rzeźni i wypuścić na świat miliony nieprzygotowanych na zetknięcie się z nim krów czy świń. Decyzja wielu osób o ich niejedzeniu wywarłaby nacisk na "producentów" mięsa, by go nie "produkować", bo się nie opłaca - te zwierzęta po prostu nigdy by się nie urodziły, tak jak nie rodzą się kolejne psy i koty, bo sterylizuje się te mieszkające w domach i te ze schronisk.
    Co z ocalonymi? Cała wegańska rewolucja wymagałaby totalnej zmiany świadomości, wobec czego trudno odpowiedzieć na pytanie, jak świat wyglądałby po niej ze szczegółami. Część nieradzących sobie pewnie żyłaby z człowiekiem ( a nie DLA człowieka), część na własną rękę/kopyto:)
    Wiem, że pewnie nie taka była intencja twojego pytania, ale brzmi ono trochę, jakbyś martwiła się/martwił o los wyzwolonych, wolnych, samożyjących zwierząt, tak jakby to miało być gorsze od tego, co spotyka je na co dzień:)

    Co do populacji zajęcy, to bardziej kompetentna w odpowiedzi na to pytanie jest Olga Spaceage, może tu zajrzy. Z mojej strony mogę jedynie dodać, że człowiek uzurpuje sobie prawo do urządzania świata wyłącznie "pod siebie", kompletnie ignorując ekosystem. Migracje, ginięcie, a czasem również nadmierne rozmnażanie się zwierząt bywa bardzo często wynikiem naszego zapatrzenia tylko w koniec własnego nosa, naszych ingerencji w ekosystem, naszego śmiecenia, zatruwania wody, lasów, powietrza. Człowiek nie chce współistnieć, on chce dominować, mimo że nie był na ziemi pierwszy i nie będzie ostatni.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jeszcze nie wytrzymam i się odniosę do "drożyzny" weganizmu. Jeśli odżywiamy się produktami podstawowymi i bez szaleństw typu parówki sojowe czy wędlina, to ta dieta jest, moim zdaniem, tańsza od tradycyjnej, gdzie pojawia się mnóstwo niepotrzebnego syfu, jak piwo, papierosy, sto rodzajów jogurtów i deserków, ciastka, chrupki, gotowe dania PLUS DOPIERO warzywa, owoce, kasze, nabiał, mięso. Ile musi wydać miesięcznie rodzina, która je to, co jej wpadnie w ręce?
    A weganie ( nie wszyscy,a le większość je bardzo zdrowo) po prostu odcinają sobie dużą część tych rzeczy. Owszem, w zamian jest tofu, można kupić mleko roślinne w kartonie - ale nie trzeba. Nie umrę bez mleka roślinnego, mogę zrobić je sama, z soi, która kosztuje 2zł za pół kilo.
    Produkty podstawowe typowe dla polskiej kuchni są tanie - kasze, makarony, ziemniaki, marchew, cebula, buraki, groch, różne fasole, jabłka, warzywa kapustne i wiele innych. Nie trzeba jeść avocado, jogurtów sojowych i gotowych kotletów czy burgerów - gotowe dania odradzam, drogo, mało i nie zawsze smacznie.

    Oczywiście po sytuacji w Europie Zachodniej i USA możemy zorientować się, że weganizm staje się "modny", co widać po większej ilości produktów dla wegan. Typowe dla kapitalistycznej gospodarki rozszerzenie rynku o nową grupę docelową. Ale można być weganinem bez tego, można być weganinem nie należąc do klasy średniej i nie jarając się przesiadywaniem po wegańskich kawiarniach za ciężką kasę - istnieje freeganizm ( to jest szersza kwestia, czy to dla każdego i czy to ok - moim zdaniem tak, bo to egzystowanie na tym, co system przeżuł i wypluł, bez szkody dla nikogo), istnieje rozsądne gospodarowanie czasem, pieniędzmi, istnieje współpraca, kooperatywy spożywcze, wspólne gotowanie ze znajomymi na zasadzie "raz ja, raz ty"...Weganizm to nie jest przerzucenie się na bitą sojową śmietanę w sprayu i sprowadzanie sera Cheezly samolotem z UK. To własne decyzje o jedzeniu dostosowanym do pory roku i strefy klimatycznej.

    OdpowiedzUsuń
  47. No nie, żeby jeść to na co akurat jest sezon to nie trzeba być weganinem, bez przesady ;) Wystarczy patrzeć na ceny i chodzić na bazar.

    Co do freeganizmu:Żeby w śmieciach grzebać się dało, "system" (cokolwiek to ma być) jest potrzebny, właśnie dlatego jest to rozwiązanie dla nielicznych, większość przecież musi normalnie kupować i płacić, żeby gromadka mogła wybierać to czego już się sprzedać nie da.

    Może się mylę, ale widzę założenie, że jak ktoś nie jest weganinem to traktuje swoje ciało jak śmietnik. Myślę że jest to założenie błędne i krzywdzące dla niewegańskiej większości.

    Nie ma o co kruszyć kopii o stronę finansową przedsięwzięcia, większości świata nie stać na zdrową dietę a nagle Polaków masowo niby stać, no kaman, bez żartów. Jak się chce jeść codziennie świeże warzywa do kaszy to się zapłaci więcej niż za sos z puszki i makaron z biedry, tyle.
    Zresztą Polacy często jedzą byle co, bo zarabiają byle jak.
    Mięsny biznes nie ugnie się pod stosunkowo niewielką liczbą tych którzy nie jedzą mięsa. Ugiąłby się raczej pod presją tych, którzy mięso jedzą i może zaczął traktować je lepiej, kiedy jeszcze jest żyjącym stworzeniem.
    Przecież firma produkująca buty ma w poważaniu opinię orędowników chodzenia boso po świecie. I tak samo jest z weganizmem i firmami produkującymi mięso. Co to za pole do dialogu jak po jednej stronie jest ktoś kto mówi: chcę zarobić a po drugiej ktoś kto mówi: zamknij biznes. Zero negocjacji. Co innego gdyby mówił prowadź biznes trochę inaczej a będę dalej Twoim klientem.
    Mnie trzymanie zwierząt nie oburza, no po to się opiekuję pszczołami, żeby dawały mi miód, po to karmię kury żeby mieć jajka itd.
    Weganizm zakłada, że albo maksymalna eksploatacja albo nic. A formy pośrednie to pies?

    OdpowiedzUsuń
  48. Do Anonimowego od zajęcy: sytuacja z zającem to chyba nie w Polsce tylko w Australii - w Polsce liczebność maleje i to bardzo - problemem w Polsce jest lis, norka amerykańska i wkrótce szop. W Australii zajęce się tak mnożą bo nie mają naturalnych wrogów, wilk workwaty wyginął w latach 30tych, a same zające sprowadzono z Europy, zupełnie inna ekologia niż zwierząt rodzimych sprawiła że euro-zające szerzą spustoszenie. W Polsce ochrona lisa przez podawanie szczepionek przeciwko wściekliźnie (skądinąd słusznie, chyba zapomniała większość społeczeństwa że zanotowano jedynie 2 przypadki wyleczenia wścieklizny a choroba, która zawsze jest śmiertelna, ma naprawdę straszny przebieg, bardzo straszny) spodowaowała że lisów jest kilka razy więcej niż 30lat temu. I teraz pytanie co robić z lisem i australijskim zającem? Można podawać im środki antykoncepcyjne i w ten sposób populacja ulegnie zmniejszeniu, ale czy wprowadzanie kolejnych substancji do środowiska jest dobra? czy te środki są na tyle specyficzne żeby przestał się rozmnażać lis a ryś za to multiplikował solidnie? Etc. Świat jest trochę bardziej skomplikowany niż podany przykład.

    OdpowiedzUsuń
  49. Nie dogadamy się chyba, bo widzisz głównie opłacalność finansowo-ekonomiczną przedsięwzięć. Częścią postawy wegańskiej jest walka o prawa i wyzwolenie zwierząt, a nie o to, żeby lepiej im się żyło podczas hodowli czy lżej umierało. Postawa antygatunkowistyczna wskazuje na równość człowieka i zwierzęcia, jeśli chodzi o odczuwanie bólu i cierpienia.

    Nie musimy jeść mięsa ani nabiału, by żyć i być zdrowymi, w pełni rozwiniętymi osobami. Robimy to z przyzwyczajenia, dla tradycji, dla smaku, czasem z braku innych alternatyw ( zgadzam się, że nie każdy może być weganinem, są miejsca na świecie, gdzie ludzie mieszkają, a nic nie da się uprawiać). Utrzymanie przemysłu mięsnego nie jest dla mnie niczym dobrym - zarobek stawiany ponad ogromne cierpienie i zanieczyszczenie środowiska mnie nie przekonuje.
    Tu wchodzimy w szersze kwestie typu co z ludźmi pracującymi w przemyśle mięsnym itp. Jest tu wiele niewiadomych.

    Nikt nikogo do weganizmu nie zamierza zmuszać, a jeśli namawiać to z uśmiechem i argumentami. Ciebie nie przekonują, trudno. Natomiast nie traktujmy weganizmu jako mody, trendu, fanaberii. Dla mnie jedzenie mięsa i rozbuchana konsumpcja zachodnich społeczeństw to fanaberia.

    (Oczywiście, że freeganizm żeruje na systemie, ale nic w tym złego ani dziwnego - to raczej dziwne i oburzające, że tyle jedzenia wyrzucane jest w Europie czy USA, podczas gdy miliony ludzi głodują).

    Są źle odżywiający się weganie i dbający o swoją dietę "wszystkożercy", ale nie mogę przyznać ci, że jakakolwiek dieta zwierająca mięso jest zdrowa, ponieważ uważam je za szkodliwe dla zdrowia, obciążające organizm, często o marnej wartości odżywczej, a poza tym pozyskiwane w sposób niemoralny.

    Ta dyskusja wygląda tak, jak wygląda, bo patrzymy z dwóch zupełnie różnych punktów - dla mnie zwierząt się nie "ma", nie "trzyma", dla mnie są autonomicznymi bytami, które nie muszą mi nic dawać, umierać dla mnie, być surowcem do moich kosmetyków, tańczyć dla mnie w cyrku...Zdaje sobie sprawę, że zarówno ty (zapewne), jak i duża część społeczeństwa macie zupełnie inny punkt widzenia, bo to, co dzieje się ze zwierzętami jest wg niego naturalne, liczy się produkt finalny, a to, co mówię ja i mi podobni jest jakimś utopijnym bzdetem...Ale przecież weganie nie biorą się z powietrza i prawie nikt nie jest weganinem od urodzenia, więc warto dyskutować...

    Co to są formy pośrednie? Rezygnacja z masowej hodowli? Patrząc z twojego ekonomicznego punktu widzenia - nie przejdzie, bo dla zysku tylko masowa produkcja ma sens (choć zaczęła się dopiero w połowie XX wieku i nie ma długich tradycji).

    Przy okazji, byłoby miło i łatwiej by się dyskutowało, gdyby anonimowi czytelnicy podpisywali się choćby ksywką lub inicjałem. W dyskusji tak długiej, jak ta, gdzie jest wielu "anonimowych" nie jestem nawet pewna, czy odpisuję wciąż tej samej osobie, czy już innej, często też nie jestem w stanie z posta dowiedzieć się o niej nic, ani imienia, ani płci. To trochę niesymetryczne, bo komentujący wiedzą, z kim rozmawiają, a ja nie wiem nic.

    OdpowiedzUsuń
  50. Wiem, że pewnie nie taka była intencja twojego pytania, ale brzmi ono trochę, jakbyś martwiła się/martwił o los wyzwolonych, wolnych, samożyjących zwierząt, tak jakby to miało być gorsze od tego, co spotyka je na co dzień:) - no nie, nie martwi mnie to, ale zastanawia mnie jak moze wyglądać utopijny świat wg wegan, dlatego tak drążę :)
    Co do tych zajęcy to faktycznie nie siedzę zbyt głęboko w tym temacie, więc moje pytanie było dosyć powierzchowne, ale myślę, że jeśli z jakichś powodow ich populacja stałaby się na prawdę duża to coś trzeba by było jednak z nimi zrobić. podawanie środków antykoncepcyjnych, żeby się nie rozmnażały chyba nie do końca jest odpowiednim rozwiązaniem, nie tylko z powodu szkodliwości, ale chyba też dlatego że nie byłoby zbyt skuteczne. nie znam się na tym, tak mi się tylko wydaje :P. Nie mówię oczywiście, że zabijanie ich by było lepszym rozwiązaniem.
    A jeśli chodzi o to czy wegsanizm jest droższy niż "normalne", zdrowe odżywanie to jednak moim zdaniem weganizm tu wygrywa, bo faktycznie nie wydaje się pieniędzy na np. jajka zerówki czy mięso od szczęśliwej krówki, które kosztuje więcej niż ochłapy z marketu. Natomiast jeśli ktoś je "sos i makaron z biedry" to faktycznie wychodzi mu z pewnością taniej, ale nie jest to już zdrowe.
    Autorko bloga (idiotycznie to brzmi, ale nie wiem jak inaczej się zwrócić ;)) jesteś do tej pory jedyną weganką która udziela mi satysfakcjonujących odpowiedzi :) Jak będę jeszcze zadawać głupie pytania to zachowaj cierpliwość ;)
    magda (zgodnie z życzeniem podpisuję się :))

    OdpowiedzUsuń
  51. Też mam na imię Magda:) Pytaj, jakby coś było potrzeba, zawsze odpowiem na miarę swoich możliwości i wiedzy.
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  52. chciałam dodać jeszcze swoje trzy grosze na temat związku weganizmu z rynkiem, systemem itp. wydaje mi się, że pisanie: "żeby w śmieciach grzebać się dało system jest potrzebny" jest trochę odwracaniem kota ogonem, bo owszem, zjawisko takie jak dumpster diving jest powiązane z polityką korporacji wolących wyrzucać niż oddać, ale przecież chodzi właśnie o sprzeciw wobec takich strategii, a nie cieszenie się, że oto znalazło się świetny sposób na niepłacenie za żywność. Zgarniam rzeczy ze śmietnika, kupuję w większości używane ciuchy nie dlatego, że nie stać mnie na zakup nowych, tylko dlatego, że uważam za bezsensowne i straszne (np. w kontekście głodu na świecie, czy zanieczyszczania środowiska, bo wmawia się ludziom, że co roku muszę mieć nową kurtkę zimową) wyrzucanie dobrych i mogących się przydać rzeczy.
    Podobnie weganizm - przecież nie chodzi o to, żeby brać udział w jakiejś wyróżniającej się w tłumie subkulturze, tylko o zwrócenie uwagi na olbrzymi problem, jakim jest - z punktu widzenia etyki, ale i ekonomii i ekologii - masowa produkcja mięsa. Przecież każdy weganin powie na 100%, że wolałby żeby wszyscy dookoła myśleli jak on, niż pozostawać mniejszością i w ten sposób znajdować się w centrum uwagi.

    Relacje między weganizmem, freeganizmem a "systemem" można porównać do protestu głodowego, o którym nikt przecież nie powie: "no tak, ale żebyś mógł głodować, niezbędny jest system". Nie tak to działa i o co innego tu chodzi, prawda?
    pozdro dla wątpiących,

    trzydziestoletniapanna

    OdpowiedzUsuń
  53. Brawo Magda(icantbelieveitsvegan)!!! Jestem tobą zachwycona, jesteś osobą mądrą i w pełni świadomą!!!
    Nie jem mięsa od 15 lat, a dzięki takim osobom jak Ty, jestem na dobrej drodze do weganizmu. Oj to nieszczęsne mleko do kawy... Ale kwestia czasu.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  54. Niesamowity post. Mogłabym się podpisać pod każdym słowem Magdy. I super dyskusja się wywiązała.
    Do Joanny z 8 listopada: ja długo nie mogłam pozbyć się śmietanki w kawie... Do czasu kiedy zaczęłam używać mleka kokosowego (do kawy z ekspresu, rozpuszczalnej nie cierpię). O matko przenajświętsza... Pyszności. Spróbuj, polecam.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  55. Moge teraz pisać ,że bym wybrala smierc zamiast zastosowanie leku ktory zaiwera zwierzece produkty i ktory byl testowany na ziwerzetach ale po pierwsze takich sytuacji nie ma raczej wiec nie mowmy co by bylo gdyby po drugie ktos kto jest weganem nie staje sie (wykluczajac osoby ktore sa pseudo weganami) weganem o tak sobie bez pwoodu tylko uzasadniajac to mysle ze kazdy kto widzial ogladal czytal i wie co spotyka ziwerzeta nie chcial by ratowac zycia kosztem tych ziwerzat jednak jak mowie takich sytuacji nie ma przynajmniej ja sie nie spotkalam ale moge pwoiedziec ze jesli bym musiala wybierac to nie potrafilabym uratowac sobie zycia kosztem innego zycia jakisj istoty czy to czlowieka czy ziwerzecia poniewaz uwazam ze kazde zycie jest wyjatkowe i nikt nie ma prawa odbierac nikomu zycia nawet ratujac swoje - jakbym zrobila bedac w buszu nie jedzac nic a gsyby miala noz i kolo mnie biegaly by kroliki ? nie byklabym w stanie po prostu tego zrobic i juz predzej bym ze soba skonczyla .mysle ze znal;azly by sie weganie ktorzy by zrobili i bym ich nie osądzala bo to sa ekstremalne warunki i w takich warunkach kazdy sam by decydowal czy ratowac swoje zycie kosztem np.tego krolika czy tez nie
    anonimowy pomysl sobie ze jesli do 15 lat nie jesz miesa a mniemam ze zrobilas to z pwoodw moralnych to czemu nie zostalas weganka do tej pory ?bo wiesz chyba ,że wegetarianizm nie wystarczy by nie uczestniczyc w cierpieniu zwierzat a nawt powiedzialabym ze zwierzeta doznaja wiekszego cierpienia niz te z rzezni poniewaz nie dosc ze rzechodza transport jak tamte to przez wiele lat sa uwiezione ,zle trkatowane,stloczone a na koniec i tak zabijane gdzie ziwerzeta z rzezni maja krotsze zycie rownie okrutne jak one



    jesli chodzi o koamar to moze ktos tego nie rozumie i okej. ale to jest tak ,ze ja z wielka checia nie zabijam tego komara
    po to mam siatki w domu (bo na zewnatrz inie zabijam komarow gdyz moge sie przemiescic gdzies gdzie ich nie ma czy uciec) zeby nie zabijac komarow .Komary mnie atakują ,gryzą ,brzęczą w nocy i nie mgoe przez nich spac ,mam straszne bąble od kiedy pamietam po nich i zaraz w sladzie po ugryzieniu mam cala np .ręke zapuchniętą a ze komara nie da sie bez uszkodzeniaj ego ciala wyniesc na zewnatrz to zabijam go szybko.choc w tym elcie zdarzylo mi się to raz -siatki niestety zawiodly mnie o tego jednego komara.
    mam w domu pajaki,muchy i ie zabijam ich poniewaz one nie wyrzadzaja mi krzywdy,nie gryza nie brzęcza pod uchem nie p[wooduja wielkich babli ,ja nawet pajeczyn im nie usuwam -tzn pajakom a jesli jakis sie znjadzie i dluzej przebywa kolo mojego lozka to go przenosze na zewnatrz

    OdpowiedzUsuń
  56. Prawda iestety okrutn dla i przede wszystkim dla ziwerzat jest jka ze ludzie to ludzie.Ludzie to taki niedoskonaly gatunek niestety .Ludzie lubią myslec tylko osobie,lubie czuc się kochani,lubią wygrzewac się w domu piod kocykiem,lubią gdy ktos ma zdanie jak oni,lubią miec zapewnione bezpieczenstwo niestety prezwaznie kosztem innych ludzi ziwerząt
    Jednak zadna nieprawdziwa wymówka nie usprawiedliwia czynow ludzi
    Człowiek sam wybiera jaka drogą podązy,czlowiek sam wybiera i to co wybierze zalezy od tego jakim jest czlowiekiem
    Ktos kto kupuje futra,je mięso,jajka zwierząt będąc świadomym tego cierpienia w dodatku jeszcze często wmawiajac swiatu ze on tak kcoha ziwerzeta bo np. nie zneca się nad swim kotem czy cos to juz jest perfidia ,jesli jeszcze tlumaczy to ,że je ziwerzeta tym ,że Bóg pozwolil na to to juz znaczy nie tylko ,ze jest potworem ale tez ze nie mysli.
    Bo większosc ludzi na siwecie to takie roboty ktore "myślą" jak wszystkie inne roboty a jesli znajdzie sie dobry czlowiek tory sie temu przeciwstawia bo ma czemu to zaraz jest nagonka na tego czlowieka jaki to oan dziwak itp.
    to naprawde jest przykre ze ludzie oplakują Katyń a codziennie sami biora udzial w takim Katyniu postokroc i więcej wikększym i okrutniejszym.
    Czy wy ktorzy jecie ziwerzeta i nabila myslciie ze my weganie robimy to dla wlasnych celow ? ze sobie to wszystko wymyslamy ? ze sie czujemy z tym wspaniale bo wmawiamy ludziom cos co niej est prawda ?
    otoz nie ja nie potraie sie z tym pogodzic ,ja po prostu często rycze jak bobr widząc ,że moja rodzina czy inne osoby maja los innych zywych stowrzen daleko gdzies. Najl;epiej jest oceniac innych zle -ze inna sa dziwni ze to co robia jest glupie i ze tak do niczego nie prowadzi ?
    Ludzie wolą nie wiedziec cierpienia innych i to wlasnie boli bo ja odkad jestem weganka odkkad po raz pierwszy widziala na wlasne oczy i w tv czy gdzies smierc i maltretowanie ziwerzeta nie jestem juz tą sama osobą.nie potrafie rozumiec ludzi ktorzy to widzą i traktuja ziwerzeta jak reczy .mowia ze pot oone sa zeby je jesc ,znecac sie nad nimi itp.
    na to nie ma usprawiedliwienia , na odbieranie komus zycia

    OdpowiedzUsuń
  57. Co prawda dyskusja (bardzo ciekawa zresztą) wygląda na zakończoną, ale bardzo zastanawia mnie jeden wątek, GMO. Padło stwierdzenie: "modyfikacje genetyczne są bardzo niebezpieczne"i zastanawiam się, o jakiego typu niebezpieczeństwo chodzi? O kwestie patentów, koncernów, upadek drobnych gospodarstw? Z tym niebezpieczeństwem się zgadzam i z tego właśnie względu jestem przeciwniczką GMO, jednak nie znalazłam żadnych dowodów na to, aby GMO były zagrożeniem z biologicznego punktu widzenia (pomijając oczywiście kwestie takie, jak monokultury czy powstawanie superchwastów - jednak ten problem ma miejsce również przy niewłaściwej uprawie niemodyfikowanych roślin). Mam na myśli niebezpieczeństwo z poziomu samej genetycznie modyfikowanej rośliny, samej modyfikacji, a nie szerszych skutków, które przynosi taka uprawa. Bardzo proszę o rozwianie wątpliwości; bardzo nurtuje mnie problem GMO, a Ty, Magdo, masz rozległą wiedzę i przypuszam, że mogłas dotrzeć do źródeł, do których ja jeszcze nie dotarłam.
    Iza, stała czytelniczka jeszcze z epoki blog.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Izo, zaintrygowałaś mnie tym "jeszcze z epoki blog.pl":) Masz na myśli mojego niewegańskiego bloga, którego prowadziłam od 2002 do 2010 roku? Nie sądziłam, że ktoś, oprócz mnie, to pamięta.

    Co do GMO, problemem jest oczywiście prymat koncernów, ginięcie małego rolnictwa, zwiększanie zysku i wprowadzenie "patentu" na rośliny, co zaprowadzi nam tutaj uprawę roślin na poziomie niemalże orwellowskim - chcesz coś sobie zasadzić w przydomowym ogródku, musisz to kupić od koncernu, bo tylko on ma "patent", a więc tylko jedna strona na tym zarabia i dokładnie kontroluje, co i gdzie zasadziłaś. Ale o tym sama pisałaś, więc wiesz.
    Powstanie superchwastów wskazuje, że natura odpowiada na genetyczne modyfikacje na swój sposób. Do czego taki 'wyścig zbrojeń" doprowadzi? Nie wiadomo. Ale ja bym za bardzo nie ingerowała w DNA roślin, które są już doskonałe, takie, jakie są.
    Nie mam zielonego pojęcia, w jaki sposób GMO mogą "pomóc" środowisku, skoro są same w sobie skażeniem środowiska; chyba, że nie o środowisko naturalne tu chodzi.
    GMO nie rozwiąże problemu głodu na świecie ( a i takie argumenty padają ze strony zwolenników), bo to monopolizacja pożywienia w kilku rękach, a więc działanie bardzo niebezpieczne.
    Co do samego wpływu modyfikacji DNA na zdrowie spożywających - nie ma wielu badań na ten temat, ale w USA transgeniczna żywność sprzyja otyłości konsumentów. Pisałam w sierpniu post o GMO, zajrzyj tam:)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  59. Swoją notką dałaś mi do rąk bardzo wiele argumentów, które pomogą w rozmowach z tymi dziwnymi ludźmi, którzy na każde wspomnienie o możliwości niejedzenia mięsa włączają tryb agresora. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  60. Good girl! Zawsze możesz mówić takim "złośliwcom", że lepiej zrobić coś małego niż w ogóle nic. Ignorancja to dziś powszechna choroba cywilizacyjna. Ja sama może nie jestem weganką, ale staram się być jak to się mówi "świadomym konsumentem".
    Czasem się dziwię, czemu ludzie za wszelką cenę chcą coś innym udowadniać? Wiem, że to może być forma obrony i to jest smutne, bo przez to czujemy się nieakceptowani. Dla mnie jednak taka forma aktywizmu jest zbyt nachalna. I tak już dużo robisz i powinnaś być przede wszystkim z siebie dumna. Jeśli już, to najlepiej udowadniać coś sobie samemu. Może po prostu swoim życiem pokazywać, że masz się dobrze, jesteś całkowicie normalna i sposób na życie jaki wybrałaś jest dla ciebie najlepszy. Prędzej czy później wszyscy to zauważą i być może zastanowią się, czy dla nich też nie jest to najlepszy sposób. Jestem zdania, że nic na siłę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...